Info
Więcej o mnie.
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Maj10 - 0
- 2026, Kwiecień21 - 0
- 2026, Marzec14 - 0
- 2026, Luty8 - 0
- 2026, Styczeń10 - 0
- 2025, Grudzień14 - 0
- 2025, Listopad15 - 0
- 2025, Październik15 - 0
- 2025, Wrzesień18 - 0
- 2025, Sierpień19 - 0
- 2025, Lipiec16 - 0
- 2025, Czerwiec22 - 0
- 2025, Maj19 - 0
- 2025, Kwiecień19 - 0
- 2025, Marzec16 - 0
- 2025, Luty10 - 0
- 2025, Styczeń11 - 0
- 2024, Grudzień15 - 0
- 2024, Listopad14 - 0
- 2024, Październik15 - 0
- 2024, Wrzesień15 - 0
- 2024, Sierpień28 - 0
- 2024, Lipiec19 - 0
- 2024, Czerwiec16 - 0
- 2024, Maj21 - 0
- 2024, Kwiecień17 - 0
- 2024, Marzec17 - 0
- 2024, Luty12 - 0
- 2024, Styczeń17 - 0
- 2023, Grudzień13 - 0
- 2023, Listopad9 - 0
- 2023, Październik16 - 0
- 2023, Wrzesień10 - 0
- 2023, Sierpień15 - 0
- 2023, Lipiec16 - 0
- 2023, Czerwiec15 - 0
- 2023, Maj18 - 0
- 2023, Kwiecień13 - 0
- 2023, Marzec14 - 0
- 2023, Luty13 - 0
- 2023, Styczeń11 - 0
- 2022, Grudzień10 - 0
- 2022, Listopad6 - 0
- 2022, Październik15 - 0
- 2022, Wrzesień9 - 0
- 2022, Sierpień21 - 0
- 2022, Lipiec19 - 0
- 2022, Czerwiec21 - 0
- 2022, Maj29 - 0
- 2022, Kwiecień23 - 0
- 2022, Marzec31 - 0
- 2022, Luty8 - 0
- 2022, Styczeń11 - 0
- 2021, Grudzień15 - 0
- 2021, Listopad4 - 0
- 2021, Październik28 - 0
- 2021, Wrzesień18 - 0
- 2021, Sierpień22 - 0
- 2021, Lipiec30 - 0
- 2021, Czerwiec24 - 0
- 2021, Maj23 - 0
- 2021, Kwiecień25 - 0
- 2021, Marzec26 - 0
- 2021, Luty16 - 0
- 2021, Styczeń8 - 0
- 2020, Grudzień10 - 0
- 2020, Listopad6 - 0
- 2020, Październik23 - 0
- 2020, Wrzesień22 - 0
- 2020, Sierpień20 - 0
- 2020, Lipiec42 - 0
- 2020, Czerwiec25 - 0
- 2020, Maj19 - 0
- 2020, Kwiecień41 - 0
- 2020, Marzec25 - 0
- 2020, Luty16 - 0
- 2020, Styczeń24 - 0
- 2019, Grudzień17 - 0
- 2019, Listopad18 - 0
- 2019, Październik23 - 0
- 2019, Wrzesień16 - 0
- 2019, Sierpień6 - 0
- 2019, Lipiec5 - 0
- 2016, Marzec2 - 2
- 2016, Luty5 - 8
- 2016, Styczeń2 - 6
- 2014, Listopad4 - 10
- 2014, Październik5 - 14
- 2014, Wrzesień5 - 5
- 2014, Sierpień13 - 28
- 2014, Lipiec9 - 15
- 2014, Czerwiec13 - 34
- 2014, Maj13 - 29
- 2014, Kwiecień6 - 10
- 2014, Marzec9 - 19
- 2014, Luty8 - 15
- 2014, Styczeń7 - 24
- 2013, Grudzień8 - 16
- 2013, Listopad3 - 8
- 2013, Październik11 - 26
- 2013, Wrzesień7 - 10
- 2013, Sierpień9 - 18
- 2013, Lipiec8 - 26
- 2013, Czerwiec9 - 31
- 2013, Maj8 - 22
- 2013, Kwiecień9 - 41
- 2013, Marzec7 - 26
- 2013, Luty5 - 31
- 2013, Styczeń5 - 51
- 2012, Grudzień5 - 20
- 2012, Listopad7 - 20
- 2012, Październik6 - 31
- 2012, Wrzesień5 - 29
- 2012, Sierpień7 - 31
- 2012, Lipiec3 - 8
- 2012, Czerwiec5 - 12
- 2012, Maj4 - 13
- 2012, Kwiecień2 - 6
- 2012, Marzec2 - 2
- 2012, Luty2 - 8
- 2011, Grudzień4 - 8
- 2011, Listopad1 - 3
- 2011, Sierpień2 - 9
- 2011, Czerwiec2 - 4
- 2011, Maj1 - 0
- 2011, Kwiecień1 - 1
- 2011, Marzec1 - 2
- 2011, Styczeń1 - 0
- 2010, Grudzień1 - 0
- 2010, Listopad1 - 0
Dane wyjazdu:
120.00 km
1.00 km teren
04:53 h
24.57 km/h:
Maks. pr.:64.00 km/h
Temperatura:19.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:520 m
Kalorie: 3200 kcal
Płasko jak cholera...
Niedziela, 14 lipca 2013 · dodano: 23.07.2013 | Komentarze 1
Z cyklu " "a miało być zupełnie inaczej". Pech chciał, że na umówionego tripa z k4r3l'em i webitem...zaspałem :/. Nie wiem albo nie usłyszałem komórki, albo mi nie dzwoniła :/. Teraz to już pal licho. Skoro nie pojechałem rano to trza było pokręcić coś po obiedzie. Przyznam się bez bicia - nie miałem pomysłu na tripa... To też ruszyłem przed siebie, kierując się wpierw na Andrychów a później na Zator. Cały plan wycieczki powstawał na bieżąco. Przed Zatorem postanowiłem skręcić w lewo, w stronę Piotrowic. Oj to był chyba najgorszy odcinek!!! Jak nie pod wiatr to mega dziurawej i nierównej "asfaltowej" nawierzchni. Jakoś asfaltu poprawiła się dopiero w Polance Wielkiej. Z Polanki przez Porębę Wielką dotarłem do Oświęcimia. Tam sobie pomyślałem, że w sumie dawno nie byłem w okolicach obozu koncentracyjnego więc wypadało by go odwiedzić. Tak też zrobiłem.
Obóz koncentracyjny w Brzezince.

Myślałem, że uda się wejść z rowerem do obozu, jednak jak zakaz to zakaz. Następnie ruszyłem w stronę Woli przejeżdżając przez Harmęże . Tam też się trochę pogubiłem jeżdżąc między stawami. Nota bene bardzo fajne okolice do lajtowego pedałowania - mnogość dróżek i to tego fajne widoczki na "dziką" przyrodę ;).




Drewniany kościół w Miedźnie.
Z Woli pocisnąłem już w stronę Goczałkowic, omijając oczywiście jak się tylko dało główne drogi. Jako że byłem blisko zapory to...też ją po drodze zaliczyłem :). Jak zawsze ludzi było tam jak mrówek ;). A później to już standardową drogą do Bielska przez Międzyrzecze i Wapienicę. Tradycja nakazywała zahaczyć o stary rynek w B-B wiadomo w jakim celu ;). Powrót z racji braku oświetlenia drogami głównymi, choć nie ukrywam, że miałem chrapkę na Przegibek :).
Kategoria CO do zasady asfalt
Dane wyjazdu:
85.00 km
0.50 km teren
03:47 h
22.47 km/h:
Maks. pr.:74.00 km/h
Temperatura:21.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:1320 m
Kalorie: 2887 kcal
Gównem osrany... czyli żołądkowe osłabienie
Niedziela, 7 lipca 2013 · dodano: 17.07.2013 | Komentarze 6
Z cyklu "a miało być zupełnie inaczej" . A jak?? Już tłumaczę :). Dostałem zaproszenie od k4r3l'a i webit'a na szosowy trip w niedzielę do Grodu Kraka. Niestety piątkowa pizza i piwko dość mocno sponiewierały moje bebechy. Całą sobotę zdychałem mając nadzieje, że mnogość prochów jaką przyjąłem, postawi mnie w niedzielę na nogi. No niestety...Wstałem w niedzielę o 5 i musiałem podjąć trudną decyzję- pasuję!. Żołądek dalej mnie bolał więc nie widziałem sensu jechać i osłabiać tempo grupy. Poszedłem dalej spać. Jednak jak wstałem ból ustąpił - oj strasznie żałowałem, że nie pojechałem z chłopakami :(. No cóż tak widocznie musiało być... Po obiedzie postanowiłem jednak coś pokręcić po okolicy. Padło na szosę ale tym razem uphillowo. Na dzień dobry ruszyłem w stronę Żaru. Ostatni raz asfaltem wyjeżdżałem tam w lutym więc z deczka dawno :). Podjazd wyszedł mi całkiem sprawnie - ostatnio, nawet w trudnych sytuacjach, staram się nie używać młynka więc i tym razem obyło się bez niego :). Na szczycie, jak to w ładną niedzielę - tłumy ludzi . Ku zdziwieniu nie miałem żadnego bikera. Zaintrygowało mnie to znacznie bo przecież pogoda była wyśmienita a trasa dość znana w środowisku rowerowym.Było na co popatrzyć - Żar.
Państwo Młodzi też się pojawili ;).
Zjazd, jak to zjazd z Żaru - bajka :). O mały włos a pobiłbym swój rekord prędkości :). Postanowiłem objechać dookoła Jezioro Żywieckie. Narzuciłem sobie całkiem dobre tempo ale po niespełna 3 kilometrach poczułem brak powera. Myślę: co jest?? Sprawa była prosta jak drut - organizm nie wrócił jeszcze do pełni sił!!! Niby krótkie choróbsko a swoje zrobiło. Pomyślałem sobie, że w sumie dobrze, że nie pojechałem z chłopakami do Krakowa bo tylko bym ich opóźniał... Dalszą drogę pokonałem gdzieś na połowie normalnej mocy.
W Zarzeczu zjechałem sobie nad jezioro.
Tyle razy przejeżdżać koło tego miejsca i ani razu tam nie zaglądnąć :/.
W Oczkowie postanowiłem odbić na Łękawicę by na sam koniec zaliczyć jeszcze Kocierz :). Sam uphill - bez szału - brak powera. Za to zjazd bajka :). Tym razem udało mi się coś powyprzedzać :) - 2 auta i motocyklistę :). Lubię tą adrenalinę :D. Jako, że mam hopla na punkcie włoskich lodów w Andrychowie, postanowiłem zahaczyć o kultową budkę. Czekając w dość długiej kolejce, naglę poczułem jakby mi coś spadło na głowę...Może i spadło na głowę ale ześlizgnęło się na plecy i było to...PTASIE GÓWNO!!!! Hehe ludziska czekające ze mną w kolejce ciężko twierdzili, że będę miał szczęście ale od tego zdarzenia minęło prawie 1,5 tygodnia i jakoś go nie doświadczyłem - wręcz przeciwnie...I jak się mają do tego ludowe teorie??
Kategoria CO do zasady asfalt
Dane wyjazdu:
180.00 km
2.50 km teren
08:11 h
22.00 km/h:
Maks. pr.:72.00 km/h
Temperatura:25.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:2660 m
Kalorie: kcal
Powiększona Pętla Beskidzka.
Wtorek, 2 lipca 2013 · dodano: 15.07.2013 | Komentarze 3
Trasa miała być zrobiona w niedzielę ale z racji pogody została przesunięta hehe tylko o 2 dni :). Plan trasy zrodził się chyba w piątek. Tak sobie myślałem, jakby tu urozmaicić klasyczną Pętle Beskidzką bo ileż razy można kręcić tak samo :). I chyba owa trasa wyszła mi całkiem fajnie. Co prawda może nie było ostrych podjazdów i szybkich zjazdów ale za to poznałem nowe tereny i ciekawe drogi :). Ale od początku...A co na początek?? Oczywiście uphill na Kocierz. A przyznam się :) - podjeżdżałem spokojnie, bez napinki, nie chciałem na dzień dobry się przemęczać bo zdawałem sobie sprawę co mnie czeka :). Co jak co ale zjazd z przełęczy do Kocierza Moszczanickiego dał mi sporo frajdy - w końcu połatali dziury w asfalcie i można było przycisnąć :). Ale żeby nie było tak kolorowo to do Żywca kręciłem pod wiatr. W Żywcu postanowiłem sobie urozmaicić drogę na Węgierską Górkę i skierowałem się Trzebinię. Na dzień dobry czekał mnie mały objazd spowodowany naprawą mostu na Koszarawie. Przyznam się, że owy odcinek wpominam bardzo dobrze - ruch znikomy, całkiem dobry asfalcik a do tego fajne widoki ( tuż przy granicy Trzebini z Juszczyną ).
Widok na Beskid Śląski z okolic Juszczyny.
W Cięcinie spotkałem pierwszych bikerów - chłopaki widać nie miejscowi bo coś lookali na mapie. Z racji, że było "troszkę" ciepło i płyny się szybko kończyły, postanowiłem zrobić sobie mały popas w przydrożnym sklepie. Z Węgierskiej do Milówki standardowo jechałem Cesarskim Traktem. Hehe tam po raz drugi spotykam tych samych Bikerów. Krótka pogaduszka i pokręciłem szybko - jakoś noga wybitnie dobrze podawała - w stronę...Rajczy. Hehe tak oto sobie postanowiłem wydłużyć troszkę Pętle Beskidzką.
Rajcza.
Z Rajczy pokręciłem w stronę miejscowości Sól. Tam znacząco pogorszyła się jakość asfaltu - mój tyłek to dotkliwie odczuł ;). Może i asfalt był dziurawy ale za to znikomy ruch i ładne tereny odpowiednio to rekompensowały. Po przekroczeniu ekspresówki do Zwardonia zaczęła się chyba najprzyjemniejsza część tripu. Choć początkowo się trochę pogubiłem zaliczając namiastkę terenu na slick'ach - hehe oponki całkiem dobrze się trzymały jak na totalny brak bieżnika - to później wbiłem się na na genialną, asfaltową drogę leśną biegnącą do samej Jaworzynki. Oj ależ się tam fanie kręciło - las, b. dobry asfalcik, sporo zakrętów i super zjazd. Po prostu bajka!! Musze kiedyś znów ten odcinek powtórzyć tylko już na większej prędkości :).
Ochodzita widziana z troszkę innej perspektywy.
Tuż przed podjazdem na Jaworzynkę zrobiłem sobie podwójną przerwę na lodzika i zmycie z twarzy tony soli. Oj ta zimna górska woda mnie idealnie orzeźwiła. Po odpoczynku zaczął się krótki uphill do Jaworzynki, gdzie czekała na mnie kolejna partia pięknych widoków.

Myślałem jeszcze czy nie zahaczyć o Trójstyk ( byłe raptem od niego 500 metrów ) ale ostatecznie spasowałem - szkoda było czasu gdyż w planie miałem jeszcze Równice. Ostatni podjazd przed centrum Istebnej dał mi trochę w dupę. Nie chodzi o to, że jest stromy ale że pokonywałem go w pełnym słońcu. Oj się ze mnie wylało potu :). Jako, że byłem w Istebnej postanowiłem odwiedzić Panią EWĘ. No niestety nie było jej akurat w pracy :/. Uzupełniłem zapasy izo, wszamałem pączka i ruszyłem na Kubalonkę. Chodził mi po głowie uphill od strony Istebnej Olecki ale by zaoszczędzić czasu wybrałem klasyczny wariant. Na zjeździe z Kubalonki do Wisły niestety się z nikim nie pościgałem :/ - nikt akurat nie zjeżdżał. A tak lubię wyprzedzać auta na serpentynach... Z racji, że jechałem na slick'ach podarowałem sobie ścieżkę rowerową do Ustronia i cisnąłem drogą główną. W końcu przyszedł czas na asfaltowy uphill na Równice. Podobnie jak w przypadku Kocierza, wjechałem spokojnym tempem. Jako tradycja nakazuję na obiad chciałem zamówić flaczki i tu niespodzianka...Zostały wykreślone z menu :(. Wielka szkoda bo naprawdę były smaczne :/. Za to Pani poleciła mi inną "zupę", chyba zwała się bułgarska. Też w sumie była bardzo dobra :). A do zupki nagroda. A jaka?? Patrz niżej :).

Panorama z Równicy.
Z Ustronia do Bielska dojechałem klasycznie przez Górki Wielki i Jaworze ( hehe znowu zaliczyłem odrobinę terenu :) ). W Bielsku zrobiłem sobie już ostatnią przerwę na małe co nieco ;) ( pyszny złocisty,gazowany płyn ). Powrót do domu również klasyczny.
Kategoria CO do zasady asfalt
Dane wyjazdu:
83.00 km
0.00 km teren
03:10 h
26.21 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:14.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:880 m
Kalorie: kcal
Szosowo wokół Magurki Wilkowickiej
Niedziela, 30 czerwca 2013 · dodano: 04.07.2013 | Komentarze 3
Oj plany na ten dzień były w ogóle całkiem inne... Miała być zmodyfikowana Pętla Beskidzka a tu wstaję rano i co? Wali żabami z nieba :(. Załamka jak się patrzy :/. No cóż, trza było sprawdzić prognozę na resztę dnia...I tu promyk nadziei :). Po 17-tej miało przestać lać :). Podziwiam Funia, Tlenka, Aniutę i k4rela, że jednak pojechali na Krowiarki ale ponoć wcześnie rano było ładnie :). Zatem i na mnie przyszła pora :). Punkt 18 wyjechałem z domu. Plan był prosty: wykręcić parę kilometrów oczywiście po asfaltach bo w terenie kilo gnoju...znaczy błota ;). Na poczekaniu wymyśliłem sobie traske wokół Magurki Wilkowickiej ( a dokładnie pasma Beskidu Małego znajdującego się pomiędzy doliną rzeki Soły a Bielskiem ). Początkowo pogoda za ciekawa nie była - pochmurnie i zaledwie 13 stopni Celsjusza. Przyznam się, że jeszcze nigdy 30 czerwca nie śmigałem w 2 koszulkach, rękawkach i nogawkach!!! Po prostu jakaś awaria pogodowa!!! Ale wiecznie źle nie może być i już w Zarzeczu pojawiło się...SŁOŃCE :). Oj tego mi trzeba było :). Od razu noga zaczęła lepiej podawać!! Jechało się wyśmienicie :). Dodam jeszcze, że ostatnio lubię sobie skręcać w Międzybrodziu Bialskim w prawo ( początek zielonego szlaku na Gaiki ) by się trochę pospinać :). Podjazd choć bardzo krótki ale za to dość stromy - można się fajnie rozgrzać ;).
Żar.

Jezioro Żywieckie widziane z Zarzecza.
Przez Łodygowice oczywiście jechałem bocznymi drogami w stronę drogi na Magurkę. Kurcze jakoś wyjątkowo mi to sprawnie poszło. Hehe może przyczyniło się do tego słońce :). Z Bystrej popedałowałem do Bielska - Piekiełko zrobiłem na blacie. Oj siła mnie rozpierała :). Następnie skierowałem się w stronę lotniska jadąc przez Cygański Las ( dzielnicę a nie las ;). Na "promenadzie" (drodze wzdłuż lotniska) pustki...Dziwne :/. Jako, że miałem tak dobry humor postanowiłem sobie podskoczyć do Rock Galerii na...szklaneczkę Ballantin's :). Do domu można by rzec jechałem już standardowo przez Lipnik Dolny ale w Kozach już troszkę namieszałem :) - skręciłem w Małej Kępie na Pisarzowice. Ot tak dla poznania nowej drogi i urozmaicenia :). Później już klasycznie przez centrum Kęt i dla odmiany w Bulowicach odbiłem na zamek :).
P.S. Dane mi gdzieś wsysło więc czas jest orientacyjny :/
Kategoria CO do zasady asfalt
Dane wyjazdu:
74.00 km
0.00 km teren
02:52 h
25.81 km/h:
Maks. pr.:62.00 km/h
Temperatura:20.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:580 m
Kalorie: kcal
Gugolak Trip ;)
Niedziela, 23 czerwca 2013 · dodano: 01.07.2013 | Komentarze 1
Jak by to ująć??? Bez napinki, bez szaleństw, po prostu w odwiedziny :). Taka to rekreacyjna wycieczka do Jasienicy :D. Do Kóz niestety jechałem głównymi drogami. Powodem był, a dokładnie była Żabka :). Hehe mam na myśli sieć sklepów Żabka. Swego czasu była w niej super promocja na OSHEE - 2 w cenie 3.49 zł. No niestety akurat ta promocja skończyła się dwa dni wcześniej :/. Kupiłem 2 ale już w znacznie innej cenie... Po zakupach wbiłem się już na znacznie mniej ruchliwe drogi. Postanowiłem, że tym razem do Jasienicy pojadę nowymi trasami, jak najbardziej omijającymi główne drogi. I nawet udało mi się takie znaleźć :). Z Hałcnowa uderzyłem na Mazańcowice. Tam niestety dopadła mnie ulewa :/. 30-sto minutowy postój na przystanku. Myślałem, że się już nie wypogodzi ale jakoś się udało. Z Mazańcowic ruszyłem w kierunki Międzyrzecza Dolnego lecz po paruset metrach wjechałem na ulicę Widok i nią już prawie dojechałem do wiaduktu nad dwupasem. Tam też skręciłem w prawo i bardzo przyjemną asfaltówką jechałem wzdłuż ekspresówki na Cieszyn. Tak oto dotarłem do tytułowego GUGOLAKA :) A któż to jest??? (Patrz niżej)Gugolak w pełnej okazałości :).
Krajobraz po ulewie - nie ma to jak jazda w slick'ach po mokrym asfalcie :).
Gdzieś na ulicy Widok.
Hehe Gugolak jest to mój siostrzeniec :). Kawał bestii z niego jest :). Po jakże zabawowych odwiedzinach ruszyłem w drogę powrotną zahaczając o lotnisko w Bielsku. Z powrotem również starałem się omijać główne drogi, no może z wyjątkiem odcinka Podlesie-Bulowice. Tam już nie chciało mi się zjeżdżać na boczne drogi.
Kategoria CO do zasady asfalt
Dane wyjazdu:
60.00 km
0.00 km teren
02:30 h
24.00 km/h:
Maks. pr.:61.00 km/h
Temperatura:32.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:450 m
Kalorie: kcal
Upalnie - do i z pracy
Czwartek, 20 czerwca 2013 · dodano: 30.06.2013 | Komentarze 1
Z cyklu do pracy i z powrotem :). Wyjątkowo odpuściłem sobie Przegibek. Powód??? Makabryczny upał!!!. Do tego jeszcze dostałem telefon z pracy, żeby jak najszybciej się stawić. W związku z tym wybrałem najszybszą możliwą trasę - głównymi drogami. Z powrotem wracałem też po płaskim. Upał dość mocno dawał się we znaki. Jako że w pracy byłem raptem 3 godziny :) - udało mi się wyrwać wcześniej - wracałem z myślą zanurzenia chociaż nóg w Sole. Ale czym bliżej rzeki pogoda zaczynała się pomału psuć stąd też nad Sołą schłodziłem sobie nogi i wracałem szybko do domu by burza mnie nie dopadła. W planie jeszcze miałem podskoczyć do Andrychowa na pysznego włoskiego lodzika ale ostatecznie spasowałem - burza była już tuż tuż :).

Kategoria CO do zasady asfalt
Dane wyjazdu:
51.00 km
0.00 km teren
02:09 h
23.72 km/h:
Maks. pr.:69.50 km/h
Temperatura:24.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:780 m
Kalorie: kcal
Spóźniony rozjazd po TdB+ZE 2013 - do i z pracy
Poniedziałek, 17 czerwca 2013 · dodano: 27.06.2013 | Komentarze 1
W zasadzie rozjazd powinien być dzień po TdB-ZE ale jakoś w niedzielę wybitnie nie chciało mi się jechać do pracy bike'iem :). Za to w poniedziałek odczułem nieodpartą potrzebę wykręcenia paru kilometrów a tak się akurat składało, że musiałem iść do pracy :). Z racji, że zaczynałem o 8 nie uśmiechało mi się wstawać troszkę wcześniej i zaczynać dnia od Przegibka stąd też wybrałem trasę krótszą i zdecydowanie mniej męczącą a mianowicie przez Bujaków i Kozy. Powiem Wam - nie ma jak rower z rana!! Od razu się lepiej pracowało: mózg dotleniony i jakoś więcej chęci do pracy. :).Z powrotem jednak musiałem zahaczyć o Przegibek :). Po primo nie lubię wracać tymi samymi drogami a po secundo jakiś jeden uphill musi być :). Dla urozmaicenia jechałem przez Bukowiec - a tak żeby jeszcze nabić parę metrów w pionie :D


Kategoria CO do zasady asfalt
Dane wyjazdu:
270.00 km
0.00 km teren
10:55 h
24.73 km/h:
Maks. pr.:72.00 km/h
Temperatura:25.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:3440 m
Kalorie: 7200 kcal
Tour de Babia - Zakopane Edition 2013
Sobota, 15 czerwca 2013 · dodano: 26.06.2013 | Komentarze 7
Tak, tak w końcu dodaje wpis z tej jakże epickiej wyprawy!!! Przyszedł czas, przyszła wena więc i jest wpis :D.Dawno temu za górami, za lasami trzem beskidzkim bikerom wpadł do głowy pewien szatański pomysł a mianowicie objechania Góry Matki zahaczając o Zakopane. Legenda głosi, że był to skutek wysokiej temperatury powietrza i wycieńczenia organizmu wskutek uphillu na Przełęcz Krowiarki... :).
Jak wiadomo w każdej bajce jest źdźbło prawdy :D. W tym przypadku, w zasadzie wszystko jest prawdą z wyjątkiem podkoloryzowania skutku wysokiej temperatury :D. Ale do rzeczy... Pomysł zrodził się rok temu podczas tripu k4r3la, webita i daro908 a jego doprecyzowanie i ogłoszenie na forum BS w styczniu. Przez niespełna pół roku temat był omawiany i ku mojemu zdziwieniu odzew bikerów był delikatnie mówiąc duży :). Oczywiście bardzo mnie to ucieszyło bo wiadomo, że w kupie siła ;) i dużo pozytywnej energii, nie zapominając oczywiście o masie śmiechu. W końcu termin się wyklarował ( 15 czerwca ) i przyszło zmierzyć się z owym szatańskim tripem :).
Za miejsce zbiórki ustaliliśmy rondo na wylocie z Żywca i magiczną godzinę 7:00 ;). Umówiłem się z k4r3l'em, że pojedziemy razem - wiadomo w kupie raźniej :). Szczerze mówiąc myślałem, że na rozgrzewkę zrobimy Kocierz ;) ale Kuba sprowadził mnie na ziemie i zaproponował lajtową trasę przez Międzybrodzie. I w sumie miał rację bo nie ma co się na początku przemęczać. Przyznam się bez bicia, że na 4 dni przed TdB-ZE miałem pewne obawy i lekki stresik. Nie chodziło o to, że nie podołam bo kondycyjnie byłem przygotowany, tylko bałem się, że znowu się coś spierdzieli w bike'u. Ostatnio prześladowała mnie plaga awarii - jak nie dętki to łańcuch itp. Wyjątkowo, na dwa dni przed tripem, skoczyłem do mojego serwisanta w celu ogólnego przeglądu i dzięki bogu skończyło się tylko na wymianie łożysk w piastach. Stwierdziłem, że w zasadzie już chyba nic nie może mi się zepsuć (ostatnio dołożyłem do bike'a niecały tysiąc ). Ale wracając do samego tripu... Z Kubą przyjechaliśmy do Żywca idealnie bo chyba było za 10 siódma a na rondzie czekała już spora grupka bikerów :). A ilu nas sumaryczne było???? Oj zjechało się "trochę" chłopa :). Była spora reprezentacja bikerów z Jaworzna, Bielska, nasz nowy guru - gustav z Rybnika, był biker z Cieszyna - w sumie 13 znakomitych :). Po drodze miał do nas jeszcze dołączyć tlenek ( w Jeleśni ) i daniel3ttt, który trochę sobie zaspał ( jechał z Cieszyna ). I tak oto na Tour de Babia - Zakopane Edition wyruszyło 15 bikerów z jakże różnych regionów.

Cała ekipa TdB-ZE 2013.
Wyruszyliśmy punk 7:05. Przyznam się, że genialnie wyglądał Nasz peleton. Poczułem się jak prawdziwy kolarz ;). Od początku tempo mieliśmy całkiem dobre - nie schodziliśmy poniżej 30 km/h. Do Jeleśni jechaliśmy w zasadzie w dwóch grupkach: pierwsza - większa jechała ciut szybciej a druga - zdecydowanie mniejsza zabezpieczała tyły i czekała na Daniela. Najlepsze jest, że chyba nikt się na początku nie zorientował, że minęliśmy czekającego na nas przed Jeleśnią Ludwika (tlenka) :). Dzięki bogu on nas poznał ( hehe takiego peletonu nie da się nie zauważyć ) i szybko do nas dołączył :). Pierwszą przerwę na uzupełnienie zapasów przed granicą zrobiliśmy z Korbielowie, gdzie niespodziewanie wyprzedził nas Daniel. Hahaha ja go nie poznałem :D. Zapytał się mnie, gdzie jedziemy a ja dalej nic. Odpowiedziałem, że na Zakopane a on, że na Żywiec. Dopiero wtedy skojarzyłem, że to jest Cieszyński Terminator :). Po wspólnym foto z pomidorami by Pani ekspedientka ruszyliśmy na Przełęcz Glinne.
Wyjazd z Żywca.
Przejście graniczne w Korbielowie.
Podjazd pod przełęcz poszedł wyjątkowo szybko i sprawnie - może to zasługa ciągłych pogaduszek :D. Po wjechaniu na słowacką krainę tempo było również niezłe - ponad 30 km/h. Nie powiem mi takie tempo odpowiadało- noga podawała jak ta lala a poza tym jechało się albo po płaskim albo w dół :). Ku zdziwieniu słowaccy kierowcy i przechodnie bardzo pozytywnie reagowali na nasz peleton - machali i pozdrawiali. Wiadoma zawsze musi się znaleźć jakaś czarna owca - tym razem kierowca golfa... :/...rasowy burak w VW. Również po słowackiej stronie dochodzi do pierwszych podziałów peletonu - tempo było dość mocne jak na umówione rekreacyjne kręcenie ;). Stąd też w Namestovie część grupy przejeżdża skręt na most i ciśnie z deczka okrężną drogą. Po krótkiej rozmowie telefonicznej zagubieni się odnajdują i teoretycznie mamy czekać na nich. Jednak ruszyliśmy dalej z zamiarem czekania na zaporze przed Trsteną. Funio jednak pojechał na przeciw chłopakom. Na owej zaporze doszło do małego, choć bardzo potrzebnego, wyjaśnienia sobie idei owej wycieczki. Nie wszyscy jednak wzięli sobie do serca mocne słowa Funia...
Część peletonu w Oravskiej Polhorze.
Część ekipy cieszyńsko-jaworzańskiej.
No niestety miałem pożyczony aparat i nie radził sobie z objęciem całego peletonu :).
Janusz foci zbiornik Oravski ;) a my czekamy na zagubionych.
Po przypomnieniu sobie idei tripu zaczęła się część podjazdowo-zjazdowa Słowacji. Na odcinku od zapory do przejścia granicznego w Chochołowie peleton rozbił się na większe lub mniejsze grupki. Wiadomo, moc bikerów o różnym tempie podjazdów wymusiła takie rozbicie. Szkoda trochę... Myślę, że różnica między pierwszą, dość mocną ekipa a ostatnimi bikerami była przynajmniej 20-sto minutowa. I tak w zasadzie dojechaliśmy do samego Zakopca. Ja przyznam się, że byłem gdzieś po środku. Co prawda w pewnym momencie spotkałem się z częścią "pędzącą" ( w sklepie ) ale po chwili ruszyłem dalej, a dokładnie ruszyliśmy tzn. ja, Daniel i Paweł. Po drodze Daniel złapał kapcia więc czekaliśmy aż zmieni dętkę. No niestety troszkę zeszło ze znalezieniem dziury. Akurat minęła Nas bardzo, ale to bardzo sympatyczna bikerka ;), chciałem ją dogonić ale niestety musiała gdzieś skręcić po drodze :/. Dwójkę uciekinierów dogoniliśmy dopiero w centrum Zakopanego, reszta peletony była za nami jakieś 10 minut. Przed Zakopcem odłącza się od nas Waldek - on jedzie do rodzinki i nie wraca już z nami.
Jedyna ofiara TdB-ZE - mucha :D.
W Zakopanem robi dłuższą przerwę na obiad. Hehe chyba każdy zamówił schabowego i zimnie piwko dla ochłody. W planie był jeszcze przejazd przez Krupówki ale ilość ludzi w okolicach tej jakże znanej ulicy zdecydowanie nas zdemotywowała :). Oczywiście nie omieszkam wspomnieć jak to Daniel romansował z góralką, nota bene bardzo szwarną :), sprzedającą żelki :D. Daniel masz od tej chwili nową ksywkę - ŻELEK :D. Dalej już przewodnikiem był Janusz, który to zaprowadził nas na sam szczyt Gubałówki. Przyznam się, że sam podjazd do najlżejszych nie należał. Ja tam nie powiem, jechałem na góralu więc nie miałem większego problemu ale koledzy na szosach już tak lekko nie mieli. Dodając do tego nieziemski upał...Było ostro!!!
Zakopane - ludu jak mrówek...
No to ruszamy na Gubałówkę :).
Początek podjazdu.
Chyba nie muszę pisać co przedstawia to zdjęcie? :)
Jest i Pan Organizator - k4r3l :)

Gubałówka - "zdjęcie rodzinne" ;)
Na Gubałówkę to już chyba nigdy nie będę wjeżdżał rowerem, no chyba, że o 6 rano. Po prostu makabra!!! Jechać się dało!! Ludziska łaziły wszędzie nie patrząc w ogóle na innych :/. Co prawda nie było w planie wjeżdżać na sam szczyt Gubałówki. W planie był zjazd przed szczytem a później, niczym kolarze TdP, podjazd pod Ząb. Niestety część bikerów pośpieszyła się trochę i pojechała dalej. Za to z Gubałówki czekał na nas długi zjazd do Żębu. Szkoda tylko, że po tak dziurawej i prawie że szutrowym asfalcie :). W Zębie zrobiliśmy sobie przerwę na uzupełnienie zapasów, Janusz chciał pomóc pewnej pani uruchomić samochód ale się niestety nie udało :/. Dalej już śmigamy w miarę po płaskim terenie. Przed Jabłonką, na mega długim, prostym i wietrznym odcinku dochodzi do ostatecznego podziału całego peletonu na dwie grupy tzw. szybszą i rekreacyjną :). Ja postanowiłem sobie odpuścić szybsze tempo na rzecz masy śmiechu i poznaniu reszty ekipy. I nie żałuję bo uśmiałem się za wszech czasy :D. Przed Krowiarkami robimy dłuższą przerwę w Zubrzyce by podładować baterie :). Oj było wesoło!! Brzuch bolał mnie już od śmiechu! Na podjeździe czuć było już przejechane kilometry. Sam podjazd do stromych może nie należał ale prawie 200 kilometrów w nogach robi swoje. Do tego chmary much...Makabra!!

Popas w Zubrzycy :)
Na zjeździe z Przełęczy robimy sobie przerwę na małą "toaletę" :). Nie ma to jak zimna, górska woda ze źródełka. Nie wiem jak chłopaków ale mnie nieźle orzeźwiła co było widać podczas zjazdu :). Przed nami był jeszcze jeden mocniejszy podjazd - Przełęcz Przysłop. Jakoś całkiem sprawnie poszło choć tempo miałem nie za szybkie. Aaaa przed Przysłopem pożegnaliśmy się z Ludwikiem (tlenkiem)... Dalej czekała na nas już seria chopek czyli odcinek Stryszawa-Oczków. Na tym fragmencie najbardziej chyba odczuwałem zmęczenie. Co ciekawe po przejechaniu tego odcinka siły jakby wróciły i do Międzybrodzia dotarliśmy już w całkiem dobrym tempie. W Międzybrodziu pożegnaliśmy się ( ja i Kuba ) z ekipą jaworzańską i razem z gustav'em ruszyliśmy do Porąbki. Hhehe tak w ogóle to Sebastian (gustav) to niezły terminator - wymyślił sobie, że dokręci do 500 kilometrów. Oczywiście zrobił to!!! Pełen szacun za wytrwałość!!!! Na zaporze w Porąbce pożegnaliśmy Sebę i ruszyliśmy na ostatni uphill tego dnia a mianowicie na Przełęcz Targanicką. Oczywiście pokonaliśmy ją na młynku bo sił brakowało na mocniejsze przełożenie ;). W Targanicach pożegnałem się z k4r3l'em i bocznymi drogami dotarłem do domu. Co ciekawe na odcinku Porabka- Targanice rozmawiałem z Kuba, że mam smaka na jakąś kiełbaskę z grilla/ognicha a tu przyjeżdżam do domu i co?? Moi robią kiełbaski na ognichu :). Głupi ma zawsze szczęście :D.
No to przyszedł czas na podsumowanie :) :
Wielkie dzięki chłopaki za epicki trip, za to że zjawiliście się tak licznie i za tą wspaniałą atmosferę!!! To było genialne wydarzenie!!! Mam nadzieję, że będzie to impreza cykliczna i za rok znowu się spotkamy na Tour de Babia - Zakopane Edition 2014!! Ba, mam nadzieję, że będziemy wspólnie kręcić częściej!! Do następnego!!!
Kategoria CO do zasady asfalt, Międzynarodowo
Dane wyjazdu:
112.00 km
0.00 km teren
06:12 h
18.06 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:28.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:1960 m
Kalorie: kcal
Moja mała furia...
Niedziela, 9 czerwca 2013 · dodano: 24.06.2013 | Komentarze 5
"Jeżeli w głowie mojej tkwi
przycisk, który wyłączy
agresora we mnie
wnet go wciśnij.
Jeżeli w sercu moim tkwią
bezpieczniki podtrzymujące złość
wnet je wyrwij..."
Orbita Wiry - Moja małą furia
Tak też się czułem podczas ostatniej Pętli Beskidzkiej ( to się nazywa poślizg z wpisem ). Od pewnego czasu prześladował mnie pech, jak nie kapeć to zrywanie łańcucha ale tym razem to już było apogeum!!!! Po prostu myślałem, że mnie szlak trafi!!!! Zaczęło się...od zaspania. Z chłopakami byłem umówiony bodajże na 8 rano w Bielsku a ja się obudziłem o 7 więc o dojeździe do BB rowerem można było zapomnieć więc trzeba było spakować bike'a do auta i zapieprzać ile wlezie. Hehe wyjątkowo się nie spóźniłem. Zatem ruszyliśmy z Pisqiem, Dawidem, Marco i Tomkiem na pierwszy uphill - Przegibek, gdzie miał na Nas czekać k4r3l. Z deczka nam to zeszło :) bo Kubę spotkaliśmy już w Straconce. Coś się "posrało" z planem tripu i jechaliśmy na odwrót niż planowaliśmy stąd też Kuba zdecydował, że pojedzie według planu a my w odwrotną stronę. Na Przegibku pierwsza awaria - Paweł zauważył prującą się oponę w swojej szosie. Postanowił zawrócić, zmienić rower i dołączyć do Nas w Żywcu. Gdzieś w okolicach Moszczanicy zauważyłem, że z tylnego koła ucieka mi powietrze...Hmn...myślę sobie dziwne - nowe opony, nowe dętki?? Dopompowałem i pojechaliśmy dalej. W Milówce szlak mnie już trafiał bo powietrze dalej uciekało. Szybka decyzja - łatam. Zapasu nie miałem bo nie przewidziałem takiej okoliczności. Po wyciągnięciu dętki z opony widok makabryczny!!! W okolicy wentla dosłowne sito!!!! Ku...wa nowa dętka i takie coś???? Oj podniosło mi to ciśnienie mocno!!! Diagnoza??? Albo źle założona dętka czego skutkiem było uszczypanie, albo felerna dętka. Próbowałem to zakleić ale zdawałem sobie sprawę , że z tego i tak nic nie będzie... W zasadzie od Milówki musiałem się średnio zatrzymywać i dopompowywać ( bo oczywiście spierdzielało powietrze) dętkę co 2/3 kilometry. Dostawałem dosłownie kurwicy!!!! Powiedziałem chłopakom, żeby jechali dalej sami a ja jakoś się dokulam do Bielska ale panowie solidarnie negowali mój pomysł. W Kamesznicy spotkałem k4r3l'a, który to właśnie zjeżdżał z Koniakowa. Krótka pogawędka i w tym momencie zauważyłem, że z przedniego koła też spierdziela mi powietrze. Oj w głębi duszy sypały się takie kur...y ale nie chciałem tego zbytnio okazywać. Szlag po prostu mnie zalał.

Jedyne foto podczas całego tripu.
Podjazd pod Koczy Zamek z Kamesznicy przyznam...daję w dupę szczególnie w takiej temperaturze. Powiem szczerze, że pierwszy raz jechałem tą trasą gdyż zawsze wybierałem wariant bardziej widokowo ładniejszy. Mimo tego podjazd pierwsza klasa :). Do chłopaków dołączyłem pod Ochodzitą ponieważ co chwila musiałem pompować koła. Jedynie czego się obawiałem to zjazdów, a każdy kto był w tych okolicach to wie, że są tam genialne :). Nie ma to jak jazda na może jednym barze w dół, po zakrętach przy prędkości przekraczającej 50/60 km/h. Po prostu czyste szaleństwo!!! W Istebnej zatrzymaliśmy się w sklepie na uzupełnienie zapasów i ...dopompowanie moich kół. A w sklepie...Pani EWA :). Hehe to był jakże ważny czynnik estetyczny i motywujący podczas dalszego tripu. Niektórzy twierdzili, że będą do Istebnej jeździć co tydzień...oczywiście dla Pani EWY ;). Po zjeździe na Istebną Olecki postanawiam reanimować przednie koło. Wyciągam dętkę, szukam dziury a tu powtórka z rozrywki. Dokładnie w tym samym miejscu co w tyle totalne sito!!! Przecież to nie możliwe żeby w dwóch dętkach, dokładnie w tym samym miejscu, zdarzyło się to samo. Ponownie proponuję chłopakom "rozłąkę" ale oni dalej zostają przy swoim. Podczas przejazdu przez Olecki Dawid się gubi i dojeżdża do Nas dopiero po parunastu minutach na Kubalonce. Dalej to już standardowo pojechaliśmy koło Zameczku do Wisły Czerne i na Salmopol. Ja z racji, że co chwila tłoczyłem powietrze jechałem z tyłu walcząc dodatkowo ze zmęczeniem - 3,5 godziny snu po 12-stu godzinach pracy pracy zrobiło swoje. Na Salmopol dotarłem ostatni walcząc po drodze z pierwszymi skurczami. Zjazd z Salmopolu - toż to było dopiero szaleństwo :) - wyprzedzaliśmy wszystko co jechało przed nami. Momentami wiało nawet grozą ( czołówka z samochodem ). Zapomniałem przez chwilę o felernych dętkach. W szczyrku musowe pompowanie i rozdzielenie się z grupą. Miałem ich dogonić ale w Buczkowicach chwyciły mnie takie skurcze, że myślałem, że urodzę. O mały włos nie spadłem z bike'a. Pożegnałem się i podziękowałem chłopakom sms'owo i wolnym tempem ruszyłem w stronę Bielska. W Piekiełku zatrzymałem się na... nie powiem które pompowanie i ...urwałem wentyl. To już było prawdziwe apogeum gniewu/furii!!!! Dalszą drogę prowadziłem ( ok 4 kilometrów ) .
Reasumując: NAJbardziej pechowy trip jaki miałem do tej pory!!! A szkoda bo ekipa i tereny były wyśmienite. No i Pani EWA :D.
Kategoria CO do zasady asfalt
Dane wyjazdu:
18.00 km
0.00 km teren
00:43 h
25.12 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:20.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: 70 m
Kalorie: kcal
Na Próbę i z powrotem.
Piątek, 7 czerwca 2013 · dodano: 11.06.2013 | Komentarze 3
W końcu powróciliśmy do starej kanciapy i można było w idealnych warunkach pograć ( mam na myśli akustykę ). A że do kanciapy nie mam daleko to postanowiłem pojechać bike'iem . Po drodze zakupiłem niezbędne rzeczy ( piwko i wodę ) i można było zacząć grać. Hehe próbowałem grać na twinie w SPD-kach i przyznam się, że całkiem ciekawie :D. Suma sumarum zmieniłem jednak na zwykłe obuwie bo szkoda mi było trzewików i stopy :). Powrót....Hmn...Deszczowy!!!! W centrum Bulowic dopadła mnie burza i mega ulewa więc pedałowałem ile fabryka dawała. Oczywiście mój tymczasowy licznik nie lubi wilgoci stąd statystyki orientacyjne...Biker on the drums ;).

Kategoria CO do zasady asfalt
