Info
Więcej o mnie.
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Październik8 - 0
- 2026, Wrzesień17 - 0
- 2026, Sierpień16 - 0
- 2026, Lipiec17 - 0
- 2026, Czerwiec11 - 0
- 2026, Maj22 - 0
- 2026, Kwiecień21 - 0
- 2026, Marzec14 - 0
- 2026, Luty8 - 0
- 2026, Styczeń10 - 0
- 2025, Grudzień14 - 0
- 2025, Listopad15 - 0
- 2025, Październik15 - 0
- 2025, Wrzesień18 - 0
- 2025, Sierpień19 - 0
- 2025, Lipiec16 - 0
- 2025, Czerwiec22 - 0
- 2025, Maj19 - 0
- 2025, Kwiecień19 - 0
- 2025, Marzec16 - 0
- 2025, Luty10 - 0
- 2025, Styczeń11 - 0
- 2024, Grudzień15 - 0
- 2024, Listopad14 - 0
- 2024, Październik15 - 0
- 2024, Wrzesień15 - 0
- 2024, Sierpień28 - 0
- 2024, Lipiec19 - 0
- 2024, Czerwiec16 - 0
- 2024, Maj21 - 0
- 2024, Kwiecień17 - 0
- 2024, Marzec17 - 0
- 2024, Luty12 - 0
- 2024, Styczeń17 - 0
- 2023, Grudzień13 - 0
- 2023, Listopad9 - 0
- 2023, Październik16 - 0
- 2023, Wrzesień10 - 0
- 2023, Sierpień15 - 0
- 2023, Lipiec16 - 0
- 2023, Czerwiec15 - 0
- 2023, Maj18 - 0
- 2023, Kwiecień13 - 0
- 2023, Marzec14 - 0
- 2023, Luty13 - 0
- 2023, Styczeń11 - 0
- 2022, Grudzień10 - 0
- 2022, Listopad6 - 0
- 2022, Październik15 - 0
- 2022, Wrzesień9 - 0
- 2022, Sierpień21 - 0
- 2022, Lipiec19 - 0
- 2022, Czerwiec21 - 0
- 2022, Maj29 - 0
- 2022, Kwiecień23 - 0
- 2022, Marzec31 - 0
- 2022, Luty8 - 0
- 2022, Styczeń11 - 0
- 2021, Grudzień15 - 0
- 2021, Listopad4 - 0
- 2021, Październik28 - 0
- 2021, Wrzesień18 - 0
- 2021, Sierpień22 - 0
- 2021, Lipiec30 - 0
- 2021, Czerwiec24 - 0
- 2021, Maj23 - 0
- 2021, Kwiecień25 - 0
- 2021, Marzec26 - 0
- 2021, Luty16 - 0
- 2021, Styczeń8 - 0
- 2020, Grudzień10 - 0
- 2020, Listopad6 - 0
- 2020, Październik23 - 0
- 2020, Wrzesień22 - 0
- 2020, Sierpień20 - 0
- 2020, Lipiec42 - 0
- 2020, Czerwiec25 - 0
- 2020, Maj19 - 0
- 2020, Kwiecień41 - 0
- 2020, Marzec25 - 0
- 2020, Luty16 - 0
- 2020, Styczeń24 - 0
- 2019, Grudzień17 - 0
- 2019, Listopad18 - 0
- 2019, Październik23 - 0
- 2019, Wrzesień16 - 0
- 2019, Sierpień6 - 0
- 2019, Lipiec5 - 0
- 2016, Marzec2 - 2
- 2016, Luty5 - 8
- 2016, Styczeń2 - 6
- 2014, Listopad4 - 10
- 2014, Październik5 - 14
- 2014, Wrzesień5 - 5
- 2014, Sierpień13 - 28
- 2014, Lipiec9 - 15
- 2014, Czerwiec13 - 34
- 2014, Maj13 - 29
- 2014, Kwiecień6 - 10
- 2014, Marzec9 - 19
- 2014, Luty8 - 15
- 2014, Styczeń7 - 24
- 2013, Grudzień8 - 16
- 2013, Listopad3 - 8
- 2013, Październik11 - 26
- 2013, Wrzesień7 - 10
- 2013, Sierpień9 - 18
- 2013, Lipiec8 - 26
- 2013, Czerwiec9 - 31
- 2013, Maj8 - 22
- 2013, Kwiecień9 - 41
- 2013, Marzec7 - 26
- 2013, Luty5 - 31
- 2013, Styczeń5 - 51
- 2012, Grudzień5 - 20
- 2012, Listopad7 - 20
- 2012, Październik6 - 31
- 2012, Wrzesień5 - 29
- 2012, Sierpień7 - 31
- 2012, Lipiec3 - 8
- 2012, Czerwiec5 - 12
- 2012, Maj4 - 13
- 2012, Kwiecień2 - 6
- 2012, Marzec2 - 2
- 2012, Luty2 - 8
- 2011, Grudzień4 - 8
- 2011, Listopad1 - 3
- 2011, Sierpień2 - 9
- 2011, Czerwiec2 - 4
- 2011, Maj1 - 0
- 2011, Kwiecień1 - 1
- 2011, Marzec1 - 2
- 2011, Styczeń1 - 0
- 2010, Grudzień1 - 0
- 2010, Listopad1 - 0
Dane wyjazdu:
76.40 km
12.00 km teren
04:31 h
16.92 km/h:
Maks. pr.:78.00 km/h
Temperatura:14.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:1790 m
Kalorie: 1806 kcal
Szlag na szlaku...
Niedziela, 13 kwietnia 2014 · dodano: 16.05.2014 | Komentarze 5
Aż by się chciało rzec piątek 13-go...Pech był, 13-ty był, brakowało tylko piątku - była niedziela :). Ale od początku...Jak to ostatnimi czasy bywa, nie mogę się jakoś w niedzielę rano zebrać z wyrka. Zapewne jest to efekt wieczornych baja bongo ;)...czyli kulturalnego spożycia w bielskich pubach :D. Tak tez było tym razem - obudziłem się na lekkim kacu :). A co jest najlepsze na tą przypadłość?? Wiadomo - konkretny uphill :). Początki bywają kiepskie ale, gdy się toksyny wypoci jest już pięknie... Tak też wymyśliłem sobie traskę odtwórczą a mianowicie asfaltami do Wisły ale przez Brenną. Są na tym odcinku 2 fajne podjazdy ale o tym troszkę dalej :). Do Brennej dojechałem klasyczne tj. przez Jaworze, Górki Wielkie, oczywiście zaliczyłem ulicę Szpotawicką. Heheh kto ją jechał to wie, że trzeba zaliczać ją jako teren bo odcinek leśny za "równy nie jest :D. Następnie wbiłem się na czarny szlak w stronę Brennej ( asfaltowy odcinek ). Jako że dawno nie jechałem tym szlakiem, kręciło mi się troszkę niepewnie, trza było co chwilę ziurać na mapę. Następnie odbiłem na Brenną-Leśnicę, gdzie czekał mnie konkretniejszy podjazd - hehe pierwsze wypocenie toksyn ;). W miejscu, gdzie zielony szlak przecina drogę "główną" skręciłem w prawo, jednak nie na szlak a przecznicę wcześniej. Podjazd niezbyt długi ale za to treściwy. Hehe co prawda w porównaniu z uphilem na Czeretnik to pikuś ale troszkę potu się wylało :). Wyjechałem na niebieskim szlaku, tuż pod Świniorką .


Jednak długo niebieskim szlakiem nie ujechałem, gdyż po wjechaniu na asfalt momentalnie skręciłem w prawo na bardzo fajny, kręty zjazd. Niestety nie mogłem na nim przycisnąć, gdyż po zimie zalegało tam jeszcze sporo szlaki :(. Mimo wszystko uwielbiam ten zjazd - jest mega kręty i można się fajnie pobawić. Jest to taka miniaturka alpejskich dróg :).

Czyż nie jest pięknie???
Po fajnym zjeździe przyszła znowu pora na robienie metrów w pionie :). Tym razem mój ulubiony odcinek w okolicy ( na razie ;) ) a mianowicie ulica Tokarnia w Wiśle. Moim skromnym zdaniem est to chyba najbardziej urokliwy dojazd do Wisły od tej strony - genialna wąska uliczka z dość mocnym, sztywnym podjazdem. Do tego jeszcze ładne widoczki, cisza, spokój - bajka!!


No to przyszłą pora na zjazd do centrum Wisły a dokładnie do Hotelu Gołębiewski. Również bardzo fajny zjazd. Właśnie na nim jeszcze nie dawno wykręciłem swój rekord prędkości. Tym razem podobnie jak kiedyś - 78 km/h. Jakoś cykałem się wykręcić więcej mimo, że teoretyczne możliwości były...To chyba starość :D :D. W Wiśle nie spędziłem za dużo czasu - uzupełniłem zapasy, ziurnąłem na mapę w lekkim deszczu ruszyłem w stronę żółtego szlaku na Trzy Kopce. A sam szlak??? No cóż...spodziewałem się więcej terenu a tu niespodzianka - jakieś dobre 80% szlaku to asfalt albo betonowe płyty...Lekkie rozczarowanie ale już wiem, że ten szlak będę omijał ;). NA Trzech Kopcach łyk izo i ruszyłem żółtym szlakiem na Przełęcz Salmopolską...Gdzieś pomiędzy Smerekowcem a Jewierznym nastąpiła tragedia a innymi słowy mega wkurw!!! Szlag trafił tylną przerzutkę a dokładnie sprężynę naciągającą wózek. Od dawna czułem, że łańcuch nie jest odpowiednio naciągnięty ale liczyłem, że jeszcze trochę na SLXie pokręcę. No niestety!!! Kaplica totalna!!! Żeby było wesoło nie miałem przy sobie żadnych narzędzi, gdyż zgubiłem je w Cygańskim Lesie i do tej pory nie kupiłem nowych...Alez się we mnie gotowało....Miałem już wszystkiego dość!!! Nie dość, że przerzutka to jeszcze zaczęło mocniej lać a ja wpizdu daleko od domu. No cóż trzeba było jakoś doprowadzić bike'a do Przełęczy Salmopolskiej a później jakoś zjechać do Szczyrku.

Widoczki z asfaltowego żółtego na Trzy Kopce.

No i pojeżdżone...
Zjazd z Salmopolu wybitnie wolny - bałem się, że może mi łąńcuch wciągnąć w szprych. W Szczyrku ustawiłem przełożenie 3/3 i próbowałem jakoś dojechać do Bielska. Oj lekko nie było, mimo że było to jedyne realne przełożenie a i tak łańcuch był strasznie luźny i co chwilę spadał na 2/3 co groziło "zassaniem' przez szprychy... W wielkich trudach ale udało mi się jakoś dojechać. Byłem totalnie przemarznięty i pierwsze co zrobiłem po przyjeździe to poszedłem po piwo by się odstresować ;).
I tak oto jeden defekt zniszczył całego tripa...a mogło być tak pięknie :).
P.S. A tak mnie jakoś naszło pisząc ten wpis ;)
Kategoria Beskid Śląski
Dane wyjazdu:
28.43 km
14.00 km teren
01:59 h
14.33 km/h:
Maks. pr.:45.00 km/h
Temperatura:18.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:900 m
Kalorie: 663 kcal
Cygański Las i okolice
Poniedziałek, 7 kwietnia 2014 · dodano: 12.05.2014 | Komentarze 1
Przyszła pora na zapoznanie się z okolicznymi "atrakcjami" rowerowymi. Heheh mam tu na myśli Cygański Las i kilka tras rowerowych, które są bardzo dobrze znane każdemu bielszczaninowi. W tym celu poprosiłem kumpla z bbR'u ( Maćka ) by mnie oprowadził troszkę po okolicy. Na wstępie skoczyłem jeszcze do rowerowego po rękawiczki bo stare prosiły się już o pomstę do nieba :D. Zatem ruszyliśmy... Wpierw pokręciliśmy na, chyba najbardziej komercyjną, górkę w okolicy tj. na Kozią Górkę. Następnie zjechaliśmy do Cygana bardzo fajnym, technicznym zjazdem/singlem. Było pysznie, mnóstwo korzonków, kamieni, po prostu kwintesencja technicznej jazdy. Ja z racji, że jechałem tam pierwszy raz, kręciłem dość zachowawczo, asekuracyjnie.
Następnie pośmigaliśmy fajnymi ścieżkami po Cygańskim Lesie. Niestety tam też zgubiłem mój rowerowy zestaw narzędzi :'(. Nie zapiąłem widocznie sakwy podsiodłowej do końca i na hopkach, korzonkach musiały mi fanty wpaść. Oj kląłem jak szewc na swoją głupotę!! Podczas cygańskich singli dołączył jeszcze do nas kumpel Maćka - Tomek. I tak oto w trójkę śmigaliśmy po lesie w poszukiwaniu sarenek ;). Z Cygana ruszyliśmy na Dębowiec, gdzie spotkaliśmy enduraków - znajomych Maćka. Po krótkiej pogaduszce pokręciliśmy w stronę lotniska, gdzie planowane było małe co nieco :).

Oj fajnie się gadało przy pifku ale niestety robiło się coraz chłodniej więc trza było wracać. . Jeszcze ostatni przejazd bielską PROmenadą i każdy pokręcił w swoją stronę.
Wypad udany choć wielka szkoda narzędzi...Za głupotę trzeba płacić...
Kategoria Beskid Śląski
Dane wyjazdu:
21.41 km
0.00 km teren
00:54 h
23.79 km/h:
Maks. pr.:52.95 km/h
Temperatura:11.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:286 m
Kalorie: 695 kcal
Powrót z próby i po Corocznym Leskowcu z bbR.
Sobota, 5 kwietnia 2014 · dodano: 11.05.2014 | Komentarze 0
Ku zdziwieniu na próbie grało się całkiem dobrze, mimo że wcześniej się z deczka sponiewierałem fizycznie :). No cóż...trza było w końcu zabrać manatki i pokręcić na mieszkanie...A kolorowo nie było, zmęczenie się pojawiało a co najgorsze na polu dość mocno już pizgało. By zabić zimno teoria mówi, ze trzeba jechać szybko, trzeba ostro pedałować :) .Starałem się :). Z racji, że nie zależało mi już na jakiejś ambitnej trasie, wybrałem najszybszą i najkorzystniejszą a mianowicie przez Podlesie. W Krzemionkach skręciłem jednak w stronę Lipnika by ominąć troszkę główniejszych dróg.Ni ma zdjęć - jest muzyczka ;). Dziś wyjątkowo coś innego ;).
Kategoria CO do zasady asfalt
Dane wyjazdu:
86.58 km
44.00 km teren
05:29 h
15.79 km/h:
Maks. pr.:61.66 km/h
Temperatura:13.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:2657 m
Kalorie: 2021 kcal
Coroczny Leskowiec z bbRiderZ :)
Sobota, 5 kwietnia 2014 · dodano: 11.05.2014 | Komentarze 1
Jak co roku przyszła pora na teamowy wypad na Leskowiec :). Jednak tym razem wypad zorganizowaliśmy miesiąc wcześniej - cóż poradzić - taki klimat ;). O 8 spod Gemini ruszyliśmy przez Przegibek w stronę Międzybrodzia, gdzie miał na nas czekać K4r3l i Darek. Był jeszcze pomysł by z Przegibku wjechać na Gaiki a później fajnym zielonym szklakiem na Nowy Świat. No niestety czas troszkę gonił więc wybraliśmy wariant asfaltowy... W Międzybrodziu dołączyła do nas reszta ekipy i już wspólnie kręciliśmy naszym skromnym, jedenastoosobowym składem. Genialnie to wyglądało, gdyż większość była identycznie ubrana, tylko dwójka się wyłamała i nie miała teamowych strojów ;).
Po części asfaltowej przyszła pora na teren :). Pierwotny plan zakładał wjazd na Żar asfaltem jednak postanowiliśmy sprawdzić zielony szlak z Międzybrodzia Żywieckiego na Przełęcz Isepnicką. I cóż mogę powiedzieć...to był strzał w dziesiątkę!!! Bardzo fajny, wymagający, 3-kilometrowy podjazd. Przyznam się, że od pewnego czasu chciałem sprawdzić ten szlak ale jakoś nigdy nie było po drodze... ;). Super odcinek, polecam!!! Na tym odcinku dość mocno się rozproszyliśmy...W sumie nie ma się co dziwić bo kiepka była niezła i dość męcząca - nie dość, że podjazd długi to jeszcze ze sporą ilością luźnych kamieni...




K4r3l walczy na podjeździe ;).
Za Przełęczą Isepnicką rozdzieliliśmy się na dwie grupy, można by rzec, choć dość mocno naciągając, na szybszą i wolniejszą. Oczywiście nie jest to za ostre porównanie i nie do końca podział ten jest właściwy. Ja wybrałem tą druga grupę, gdyż ścigać to się mogę sam a wolę spędzić czas w spokojnej, miłej atmosferze. Aaaa nie powiedziałem na wstępie, że w planie był czerwony szlak z Żaru na Leskowiec :). Kawałek za Przełęczą Isepnicką zjechaliśmy trochę ze szlaku by darować sobie butowanie. K4r3l pokazał nam fajną alternatywę - nie dość, ze całą podjeżdżalną to do tego jeszcze piękną widokowo :).

Marzena ostro kręci pod górę :).



Po lekkiej odbitce od czerwonego szlaku ponownie wróciliśmy na główny tor :). Kręciło się wybornie - nóżka podawała, atmosfera była przednia więc czego jeszcze chcieć?? :). Ku mojemu zdziwieniu poprawił się i to na duży plus zjazd z Kocierza ( szczytu, nie przełęczy ) . Pamiętam jeszcze ostatnio, że była tam straszna rąbanka a tym razem elegancko wyrównane - po prostu bajka :). W ogóle odcinek Cisowa Grapa - Przełęcz Kocierska stał się o wiele przyjemniejszy dla rowerzystów niż kiedykolwiek. Czy to wina człowieka, czy sił przyrody??? Ciężko mi powiedzieć ale grunt że jest o niebo lepiej :). Na Przełęczy Kocierskiej ponownie spotykaliśmy się wszyscy razem i pokręciliśmy na Potrójną :).

Jak co roku zdjęcie przy karczmie musi być :)
No to teraz zaczęła się najprzyjemniejsza trasa - Potrójna->Leskowiec :). Kurcze chyba już z milion tysiąc razy śmigałem tym odcinkiem i zawsze powodował on uśmiech na twarzy :). Hehe chyba nigdy mi się nie znudzi :). A sam fragment Łamanej Skały/Madohory jest po prostu mistyczny!! Po prostu cud, miód i orzeszki!!!



W końcu dojechaliśmy na Leskowiec :). Oczywiście peleton się dość mocno rozczłonkował i różnica między pierwszym a ostatnim była dość spora. A jak nas przywitał szczyt?? Mega chłodem!! Oj marzliśmy tam strasznie, hehe dzięki bogu była tam "chatka/schronik", w którym prawie dziesięciu chłopa się grzało :D. Niespodzianka na szczycie był Damian, który zaraz po pracy ruszył na przeciw mam. No i udało mu się :). Po krótkiej sesji pokręciliśmy do schroniska by się zagrzać i uzupełnić baterie. Jak przystało na weekend...ludzi w środku jak mrówek. Dzięki bogu udało nam się załatwić miejcówki siedzące i rozpoczęliśmy popas :). Oj nie chciało się wstawać od stołu...:D. No ale trza było :). Jeszcze wspólna fotka przed schroniskiem i ruszyliśmy zielonym szlakiem w stronę Andrychowa.

Grupen foto :)
Kto jechał owym zielonym to wie, ze jest to bardzo fajny odcinek: jest trochę technicznych zjazdów, fajnych podjazdów i sporo zabawy :). Z racji, że niektórych czas gonił postanowiliśmy nie jechać do samego Andrychowa i w okolicach Zagórnika zjechać ze szlaku by przejchać się fajnym singlem i skrócić sobie drogę :). Bocznymi drogami dojechaliśmy do Targanic a stamtąd genialnym uphilem na Jarosówkę. Tam też doszło do podziału grupy - część pojechała szybciej do domu a część dalej napawała się widoczkami i pięknym krajobrazem ;).

Czekając na resztę ekipy :)

Marzen naparza pod górę :).
Na Trzonce musiałem opuścić ekipę gdyż zaplanowaną miałem jeszcze tego samego dnia próbę. Szkoda, ale cóż poradzić - dwóch pasji nie da się pogodzić tak, zeby wszyscy byli zadowoleni. Zjechałem do Czańca a stamtąd już do Kęt, gdzie jest nasza kanciapa. Już jadąc na próbę wiedziałem, że powrót będzie ciężki - robiło się coraz zimniej :/.
P.S. Wypad jak najbardziej udany choć parę niepotrzebnych zgrzytów było...
Kategoria Beskid Mały
Dane wyjazdu:
31.05 km
10.00 km teren
01:59 h
15.66 km/h:
Maks. pr.:51.40 km/h
Temperatura:14.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:770 m
Kalorie: kcal
Powrotna Hrobacza i Gaiki.
Niedziela, 30 marca 2014 · dodano: 07.05.2014 | Komentarze 2
Po weekendzie spędzonym u rodziców trzeba było w końcu wrócić na mieszkanie. Pierwotnie miałem wyjechać rano ale jakoś mi tak zeszło, ze ostatecznie wyruszyłem po poobiedniej sjeście :). Wybitnie nie chciało mi się śmigać głównymi drogami więc postanowiłem ruszyć w stronę Międzybrodzia a tam się już coś wymyśli :). Zatem wpierw pokręciłem na Bukowiec leśną droga - jakoś lubię ten odcinek - spokój, cisza, las i mały podjeździk, który idealnie rozgrzewa :). Po zjechaniu do Porąbki, wpadł mi pomysł, żeby...Wyjechac na Hrobaczą Łąkę a później już czerwonym szlakiem na Gaiki i do Straconki. Tak też zrobiłem :). Troszkę na podjeździe dokuczał mi plecak, gdyż człek nie jest przyzwyczajony wozić ze sobą "garba" :). Na szczycie zrobiłem sobie krótką przerwę i dalej już pojechałem szlakiem. Kręciło się fajnie, bez żadnej napinki, bez pośpiechu - totalnie na luzie.
Zjazd czerwonym do Straconki też uznam, za spokojny - "garb" nie pozwalał na nutkę szaleństwa :D. Po wjechaniu na asfalty już nic nie kombinowałem - jechałem najkrótszymi drogami.
Kategoria Beskid Mały
Dane wyjazdu:
23.29 km
1.50 km teren
01:27 h
16.06 km/h:
Maks. pr.:58.70 km/h
Temperatura:14.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:230 m
Kalorie: kcal
Z kumplem po okolicznych asfaltach
Sobota, 29 marca 2014 · dodano: 28.04.2014 | Komentarze 0
Hehe drugie wyjście z mroku.....Po obiadku zgadałem się z kumplem na jakieś delikatne kręcenie, gdyż on na rowerze nie siedział już łohohoho, albo...wpizdu i jeszcze trochę czasu :). Stąd też miało być nie za mocno, nie za długo, tak w sam raz na pierwszy raz ;). Zatem zabrałem kumpla po okolicznych asfaltach. Hehe oczywiście parę podjazdów musiało być, żeby aż tak lajtowo nie było :). Zdjęć nie robiłem bo jakoś tak wyszło ;). Co tu więcej pisać- krótko, rekreacyjnie i sympatycznie :).Ni ma fot - jest muzyczka,. Dziś lajtowo bo trip też taki był :)
Kategoria CO do zasady asfalt
Dane wyjazdu:
31.29 km
2.00 km teren
01:21 h
23.18 km/h:
Maks. pr.:52.00 km/h
Temperatura:14.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:170 m
Kalorie: kcal
Na próbę i do domu.
Sobota, 29 marca 2014 · dodano: 28.04.2014 | Komentarze 0
Co tu dużo pisać...Zwykły dojazd na próbę i jeszcze zwyklejszy powrót z niej do domu rodzinnego na obiadek ;). Kategoria CO do zasady asfalt
Dane wyjazdu:
25.58 km
1.00 km teren
01:03 h
24.36 km/h:
Maks. pr.:59.10 km/h
Temperatura:12.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:150 m
Kalorie: kcal
Urodzinowo-szwagrowo ;)
Piątek, 28 marca 2014 · dodano: 28.04.2014 | Komentarze 2
Trasa mało ambitna, rzekłbym zwykła dojazdówka :). No bo po co jeździć autem po mieście jak pewne sprawy można załatwić na rowerze. A jakie to sprawy...różniaste :D. W pierwszej kolejności udałem się do Piasqa po kłódkę rowerową- swoją zostawiłem w Czańcu a strach zostawiać bike'a pod sklepem, szczególnie jak się do niego troszkę dołożyło. Po krótkiej wizycie udałem się do Makro bo była tam fajna promocja na Jack'a Daniel's'a. Jechałem tam głównymi drogami bo czas gonił. Jak się okazało popitoliły mi się daty i Jacek był w troszkę wyższej cenie ;) - kupiłem czarnego Jasia Wędrowniczka :). A później wióra do Jasienicy z flachą złożyć szwagrowi zaległe życzenia. Tym razem wybrałem inną trasę, troszkę tak na czuja. Udało się - dojechałem całkiem sprawnie a przy okazji poznałem nowe rejony ;). Powrót głównymi drogami, gdyż robiło się już zimno a ja za ciepło ubrany nie byłem :).Nima zdjęć - jest muzyczka. Tym razem...Opeth ;).
Kategoria CO do zasady asfalt
Dane wyjazdu:
114.10 km
31.00 km teren
06:58 h
16.38 km/h:
Maks. pr.:72.40 km/h
Temperatura:15.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:2200 m
Kalorie: kcal
Oranie Beskidu Małego.
Sobota, 22 marca 2014 · dodano: 23.04.2014 | Komentarze 3
I znowu ten Beskid Mały!!! Jakie znowu :) ?. Beskid Mały jest tak piękny, ze nigdy się nie nudzi :). I co z tego, że mieszkam w Bielsku, że Beskid Śląski mam pod nosem ale jakoś to nie to samo co BM :) Przyznam się bez bicia- tereny Szyndzielni, Błatniej mnie totalnie nie kręcą...Jedynie co to okolice Skrzycznego czy Baraniej Góry ale to sobie zostawię na później :).Zatem ruszyłem w moje rodzinne tereny, przypomnieć sobie szlaki a dokładnie jeden - żółty biegnący przez Wapienicę ( nie mylić z tą dzielnicą Bielska ), Kokocznik, Bliźniaki, Łysą Góre ( hehe nie tą w Czechach ) i Iłowiec. Nota bene jest to nawet szlak opisywany w jakimś starym Bikeboard'ie czy innym branżowym czasopiśmie :). Oczywiście do szlaku trzeba było jakoś dojechać - ja wybrałem najszybszą rowerowa drogę czyli asfaltami do Andrychowa. A stamtąd już klasycznie kawałek zielonym przez Pańską Górę, by w końcu wbić się na główny cel a mianowicie żółty szlak :).
Na zielonym :). Genialny odcinek prowadzący przez niewielkie wzniesienia ( Czuby i Kobylice ) ale dający ogromną frajdę.
Początek żółtego może i za ciekawy nie jest - jedzie się szeroką leśną drogą lekko pod górkę. Ale za to Kokocznikiem zaczyna się fajny., choć krótki singielek, na którym zawsze jakoś boję się przycisnąć - mnóstwo liści i jedna wielka niewiadoma co pod nimi jest ;). AAAAAAAaaaaaaaa zapomniał bym!!! To był wielki test nowych hampli SLX i amora Rock Shox Recon Gold TK. Przyznam się bez bicia - BAJKA!!!!! Ale do rzeczy...:). Po singielku krótki przejazd asfaltem i znowu wjechałem w teren,. No niestety miałem teraz przed sobą najgorszy odcinek całego żółtego szlaku - krótki wypych pod szczytem Bliźniaków. No niestety jeszcze nie obczaiłem jak go można objechać ale wszystko przede mną :).
Tuż pod Bliźniakami :)
Troszkę się trzeba było napocić podczas ataku na Bliźniaki ale to co było za nimi wszytko rekompensowało - fajna , szeroka, szutrowa ścieżka, ze sporą ilością chopek i genialnym "floł" ;). Hehe za to właśnie lubię ten szlak!! Za Przełączą Panczakiewicza jechało sięrz pod górkę a raz z ale cały czas ta samą genialną ścieżką. Zabawa była przednia!!! Idealne miejsce na treningi.
Zdjęć mało z tego momentu bo po pierwsze nie oddawały by klimatu a po drugie żal było zsiadać z bike'a.
Mimo, że owy szlak ma może niespełna 10 kilometrów ale kreci się na nim genialnie, jest dośc mocno urozmaicony, nie ma typowej beskidzkiej rąbanki, po prostu sama rozkosz :). Po zjechaniu ze szlaku postanowiłem uzupełnić baterię bo czekał przede mną długi, 6 kilometrowy uphill pod schronisko na Leskowcu ( być w okolicy i nie zaliczyć Leskowca toż to hańba ). Co ciekawe po posiłku uszło ze mnie życie, totalny brak powera :(. I jak tu jechać dalej?? No cóż trzeba było się wziąć za siebie i próbować jakoś kręcić pod górę. Oj nóżka jednak nie podawała...zaczęły mnie skurcze łapać....masakra jakaś!!. Tempo miałem prze tragiczne, dopiero kawałek przed szczytem, w okolicach skałki wspinaczkowej, energia powróciła, choć nie do końca... W schronisku obowiązkowo trzeba było coś wszamać - padło na żurek. Pychota!!!! Co jak co ale tam potrawy mają genialne!! Po podładowaniu baterii ruszyłem na szczyt Leskowca a później dalej czerwonym szlakiem w stronę Łamanej Skały. Tam to był prawdziwy test amora :). Heheh przyznam się bez bicia - jeszcze nigdy tak szybko tego odcinka nie pokonałem - amor sprawdzał się wyśmienicie, wybierał wszytko. eszcze nigdy tak pewnie nie czułem się na rowerze. Na Anuli postanowiłem odbić w lewo na zielony szlak by nacieszyć się jeszcze terenem :). Tam już troszkę zwolniłem, gdyż odczuwałem już lekkie zmęczenie i koncentracja nie była już ta sama. A zielony jak zielony - zawsze daję dużo frajdy. Przed Gibasami postanowiłem srawdzić jedną ścieżkę- miał to być taki ala skrót. Hehe no może odległość była mniejsza ale to co zastałem na tamtej ścieżce, zdeczka mnie zskoczyło i to negatywnie. Na drodze leżało mnóstwo powalonych drzew , nie dało się kompletnie przejechać, nie mówiąc już o obejściu tworów. Z jednym połamańcem męczyłem się 20 minut - masakra...
I jak tu przejechać?????
Babia widziana z Gibasów.
Na Łysinie postanowiłem zjechać na asfalty kultowym podjazdem ;). No nie powiem zjeżdżało się przednie, w drugą stronę też pewnie było by fajnie :). Rozmyślałem jakby tu wrócić do Bielska - padło na klasyk klasyków czyli wzdłuż Jeziora Żywieckiego od strony Zarzecza. Jednak tym razem odpuściłem sobie odcinek pod górami od Łodygowic do Wilkowic - wybrałem płaską opcję przez Kalną, Buczkowice.
Trip uznaję za jak najbardziej udany, obyło się bez awarii, przygód a co najważniejsze zabawa była przednia :)
Kategoria Beskid Mały
Dane wyjazdu:
63.90 km
0.10 km teren
02:41 h
23.81 km/h:
Maks. pr.:65.70 km/h
Temperatura:12.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:1083 m
Kalorie: 2068 kcal
Nocne Bielskie Koło.
Wtorek, 18 marca 2014 · dodano: 14.04.2014 | Komentarze 1
Weekend był stricte a-rowerowy więc trzeba było coś pokręcić w tygodniu :). Z racji, że już troszkę pomieszkiwałem w Bielsku, postanowiłem się wybrać na nocne kręcenie z fejsbuchową grupą Bielskie Koło :). Jak zawsze bielska ekipa ustawiła się przy Reksiu o godzinie 20-tej. Byłem za 5 a tu kupa - nikogo nie ma!! Pomyślałem : kurcze albo się spóźniłem i już pojechali, albo w zwyczaju mają bikerzy się spóźniać. Hehe dzięki bogu to drugie :). Szybkie przywitanie, uzupełnienie zapasów w Biedronie i ruszyliśmy 6-osobowym peletonem na Przegibek. Chłopaki to miały tempo, aż się przestraszyłem na wstępie...Oczywiście na serpentynach zdrowo mnie odstawili w tyle :). No cóż na podjazdach ( asfaltowych ) jakoś nigdy nie byłem dobry... Po szybkim uphillu nastał szatański downhill - hehe dzięki bogu chłopaki miały niezłe jarzeniówy i dało się mknąć w dół. Z Międzybrodzia ruszyliśmy w stronę Zapory w Tresnej a później prawą stroną jeziora do Łodygowic. Tam też spaprała się pogoda -zaczęło mżyć. Co prawda zapowiadali opady ale jakoś nie chciało mi się w nie wierzyć... No niestety prognozy się sprawdziły i od Bystrej jechaliśmy już w niezłej ulewie...Oczywiście ja nie miałem nic przeciwdeszczowego....
Dolało mi wybitnie...Jadąc nową, jeszcze nieotwartą obwodnicą, kląłem jak szewc bo wyjątkowo nie lubię jak mi przemokną buty...Koło Gemini rozdzieliliśmy się i każdy pomknął w swoją stronę...hehe oczywiście ja miałem najdalej..bo do Jasienicy... Przyznam się bez bicia - nie miałem na sobie ani milimetra suchej powierzchni. Po przekroczeniu progu musiałem z siebie zrzucić łachy bo przejście przez dom groziło zalaniem go ;)
Kategoria CO do zasady asfalt
