Info
Więcej o mnie.
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Lipiec5 - 0
- 2026, Czerwiec11 - 0
- 2026, Maj22 - 0
- 2026, Kwiecień21 - 0
- 2026, Marzec14 - 0
- 2026, Luty8 - 0
- 2026, Styczeń10 - 0
- 2025, Grudzień14 - 0
- 2025, Listopad15 - 0
- 2025, Październik15 - 0
- 2025, Wrzesień18 - 0
- 2025, Sierpień19 - 0
- 2025, Lipiec16 - 0
- 2025, Czerwiec22 - 0
- 2025, Maj19 - 0
- 2025, Kwiecień19 - 0
- 2025, Marzec16 - 0
- 2025, Luty10 - 0
- 2025, Styczeń11 - 0
- 2024, Grudzień15 - 0
- 2024, Listopad14 - 0
- 2024, Październik15 - 0
- 2024, Wrzesień15 - 0
- 2024, Sierpień28 - 0
- 2024, Lipiec19 - 0
- 2024, Czerwiec16 - 0
- 2024, Maj21 - 0
- 2024, Kwiecień17 - 0
- 2024, Marzec17 - 0
- 2024, Luty12 - 0
- 2024, Styczeń17 - 0
- 2023, Grudzień13 - 0
- 2023, Listopad9 - 0
- 2023, Październik16 - 0
- 2023, Wrzesień10 - 0
- 2023, Sierpień15 - 0
- 2023, Lipiec16 - 0
- 2023, Czerwiec15 - 0
- 2023, Maj18 - 0
- 2023, Kwiecień13 - 0
- 2023, Marzec14 - 0
- 2023, Luty13 - 0
- 2023, Styczeń11 - 0
- 2022, Grudzień10 - 0
- 2022, Listopad6 - 0
- 2022, Październik15 - 0
- 2022, Wrzesień9 - 0
- 2022, Sierpień21 - 0
- 2022, Lipiec19 - 0
- 2022, Czerwiec21 - 0
- 2022, Maj29 - 0
- 2022, Kwiecień23 - 0
- 2022, Marzec31 - 0
- 2022, Luty8 - 0
- 2022, Styczeń11 - 0
- 2021, Grudzień15 - 0
- 2021, Listopad4 - 0
- 2021, Październik28 - 0
- 2021, Wrzesień18 - 0
- 2021, Sierpień22 - 0
- 2021, Lipiec30 - 0
- 2021, Czerwiec24 - 0
- 2021, Maj23 - 0
- 2021, Kwiecień25 - 0
- 2021, Marzec26 - 0
- 2021, Luty16 - 0
- 2021, Styczeń8 - 0
- 2020, Grudzień10 - 0
- 2020, Listopad6 - 0
- 2020, Październik23 - 0
- 2020, Wrzesień22 - 0
- 2020, Sierpień20 - 0
- 2020, Lipiec42 - 0
- 2020, Czerwiec25 - 0
- 2020, Maj19 - 0
- 2020, Kwiecień41 - 0
- 2020, Marzec25 - 0
- 2020, Luty16 - 0
- 2020, Styczeń24 - 0
- 2019, Grudzień17 - 0
- 2019, Listopad18 - 0
- 2019, Październik23 - 0
- 2019, Wrzesień16 - 0
- 2019, Sierpień6 - 0
- 2019, Lipiec5 - 0
- 2016, Marzec2 - 2
- 2016, Luty5 - 8
- 2016, Styczeń2 - 6
- 2014, Listopad4 - 10
- 2014, Październik5 - 14
- 2014, Wrzesień5 - 5
- 2014, Sierpień13 - 28
- 2014, Lipiec9 - 15
- 2014, Czerwiec13 - 34
- 2014, Maj13 - 29
- 2014, Kwiecień6 - 10
- 2014, Marzec9 - 19
- 2014, Luty8 - 15
- 2014, Styczeń7 - 24
- 2013, Grudzień8 - 16
- 2013, Listopad3 - 8
- 2013, Październik11 - 26
- 2013, Wrzesień7 - 10
- 2013, Sierpień9 - 18
- 2013, Lipiec8 - 26
- 2013, Czerwiec9 - 31
- 2013, Maj8 - 22
- 2013, Kwiecień9 - 41
- 2013, Marzec7 - 26
- 2013, Luty5 - 31
- 2013, Styczeń5 - 51
- 2012, Grudzień5 - 20
- 2012, Listopad7 - 20
- 2012, Październik6 - 31
- 2012, Wrzesień5 - 29
- 2012, Sierpień7 - 31
- 2012, Lipiec3 - 8
- 2012, Czerwiec5 - 12
- 2012, Maj4 - 13
- 2012, Kwiecień2 - 6
- 2012, Marzec2 - 2
- 2012, Luty2 - 8
- 2011, Grudzień4 - 8
- 2011, Listopad1 - 3
- 2011, Sierpień2 - 9
- 2011, Czerwiec2 - 4
- 2011, Maj1 - 0
- 2011, Kwiecień1 - 1
- 2011, Marzec1 - 2
- 2011, Styczeń1 - 0
- 2010, Grudzień1 - 0
- 2010, Listopad1 - 0
Dane wyjazdu:
30.82 km
0.00 km teren
01:14 h
24.99 km/h:
Maks. pr.:45.54 km/h
Temperatura:3.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:324 m
Kalorie: 1060 kcal
Rower:Author Solution
Nocny outdoor'owy spinning ;)
Środa, 20 marca 2013 · dodano: 20.03.2013 | Komentarze 1
Hehe to chyba mój drugi tak krótki trip na BS ale miało być krótko i intensywnie :). Stąd też nieco pokrętna nazwa wpisu :D. Ale może od początku... Tak "ciężko" pracując, co chwilę ziurałem za okno a tam piękna, wiosenna pogoda. Krew mnie zalewała widząc ten widok, zważywszy na fakt, że robiłem do 16-tej a na dodatek byłem umówiony do fryzjerki na 17-tą. No ale tak pięknej pogody nie mogłem zmarnować. Siedząc u fryzjerki obmyślałem już trasę sądząc, że może mi się jeszcze uda choć przez chwilę pokręcić coś w słońcu :). No niestety - po drodze same zawalidrogi i na dodatek zeszło mi trochę z "przekręceniem" oświetlenia z Białego Rumaka. W końcu wyruszyłem o 18:30 i od razu szybkim tempem kierowałem się w stronę Nidka a później Witkowic. Przyznam się bez bicia - trasa była totalnie płaska ale jakoś nie uśmiechało mi się "moczyć" na ostrych zjazdach w wyższych partiach. Po ostatnim tripie nie wyregulowałem sobie przerzutek i jechałem bez ósmej zębatki w kasecie (Acera) - trochę brakowało na tej płaskowinie :D. Co najlepsze w tym pędzie do kręcenia, zapomniałem zabrać aparatu ( stąd też brak zdjęć ) i...olałem obiad - rower ważniejszy niż jakieś tam jedzenie :D :D. Aaaa zapomniałbym...Testowałem dzisiaj nową aplikację na fonie - NAVIME. Bardzo fajna rzecz - mnóstwo danych :). A wracając jeszcze do trasy to pokręciłem się jeszcze trochę po Kętach i ruszyłem bocznymi drogami do domu. Na ostatnich metrach brakowało mi trochę powera - w sumie tempo miałem całkiem całkiem :).Skoro nie ma zdjęć to będzie chociaż muzyka :).
/7038
Kategoria CO do zasady asfalt
Dane wyjazdu:
37.00 km
12.10 km teren
03:25 h
10.83 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:-5.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:810 m
Kalorie: kcal
Rower:Author Solution
Zimowa Hrobacza Łąka.
Czwartek, 14 marca 2013 · dodano: 14.03.2013 | Komentarze 3
Tym razem na zimowo/terenowo :). Biały Rumak, z racji awarii napędu, został w domu a ja wskoczyłem na starego Authora. Oj jak ja dawno na nim nie śmigałem...Oczywiście pierwotny plan tripu był zupełnie inny bo asfaltowy ale z racji, że znowu zaspałem :/. Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło :). W zastępstwie wymyśliłem nowy trip, myślę że o wiele lepszy. Zatem przyszła pora na zimowy uphill na Hrobaczą Łąkę. Pogoda zbytnio zachęcająca do jazdy nie była ( -5 st.C. i sypiący drobny śnieg ) ale trzeba dobrze wykorzystać wolny dzień :). Po wyruszeniu miałem lekkie problemy z odpowiednim ustawieniem siodła - ostatnio tata na nim jeździł i coś tam pokombinował ;). Najlepsze w tym wszystkim jest fakt, że jakieś 2 dni temu przygotowywałem bike'a do jazdy ( smarowanie, czyszczenie, regulacja, nowe ustawienie kierownicy itd.) ale zapomniałem o siodle :D. Hehe skleroza... Wracając do trasy to przyznam się, że wyjątkowo kiepsko poszedł mi wyjazd na Hrobaczą - jakby siły nie było. Dziwne :/. Co prawda warunki na drodze za ciekawe nie były - słaba trakcja, miejscami sporo śniegu i lodu - ale i tak powinno być lepiej. Niestety ostatnie metry prowadziłem - laczki Continental Explorer nie radziły sobie z warunkami na drodze.
Początek uphill'u na Hrobaczą.© jakubiszon

A pod tym śniegiem miejscami było lodowisko...© jakubiszon

Ostatnie metry...© jakubiszon

odcinek niestety prowdzony ( brak trakcji ) :/© jakubiszon

Na szczycie.... :)© jakubiszon
Przyznam się bez bicia, czym wyżej się jechało, warunki były coraz gorsze - pojawiły się stare płaty śniegu, które niestety nie były za bardzo zmrożone i koła się zapadały. Jazda po nich pochłaniała sporo energii. Od Krzyża jechałem już czerwonym szlakiem w stronę Gaików. Do Przełęczy U Panienki jechało się całkiem znośnie. Co prawda planowałem zjechać do Kóz żółtym ale w ostatniej chwili się rozmyśliłem i pojechałem dalej czerwonym. Odcinek do zielonego w stronę Nowego Świata był najcięższym fragmentem. Droga była tylko miejscami ubita, przeważał podziurawiony przez buty stary śnieg, który zdecydowanie utrudniał jazdę - tempo miałem niewiele szybsze jakbym szedł z buta. Po prostu makabra. Ostatnio tą trasą jechałem w sylwestra z k4r3lem i zajęło nam to dosłownie chwilę. Hehe co prawda wtedy nie było śniegu ;).

Na czerwonym w stronę Gaików - oj łatwo nie było.© jakubiszon
Po wjechaniu na zielony szlak było zdecydowanie lepiej - nie było żadnych śladów ludzi i śnieg był dużo lepiej ubity. Żeby nie było tam różowo to trzeba było uważać przy hamowaniu - jak wiadomo V-break'i nie lubią śniegu. Jednak poradziłem sobie bez problemu. Parę razy "wodowałem" ale udawało mi się nie zamoczyć butów. Tak to jest jak się jeździ po nie za bardzo zamarzniętych koleinach :).

No to zaczynam zjazd.© jakubiszon

Zjazdu ciąg dalszy .© jakubiszon

Czy mi się wydaję, czy mi trochę broda zamarzła??? :)© jakubiszon

"mała" koleina :D.© jakubiszon

Zimowy Nowy Świat© jakubiszon
Hehe planowałem krótką trasę a się z deczka przeciągła - uroki zimy :). Ale było warto trochę popedałować w trudniejszych warunkach.
P.S. Zdjęcia są troszkę zamazane ale jest to efekt przyparowanego obiektywu i co najważniejsze jechałem bez licznika ( nie chciało mi się przekładać z Białego Rumaka), stąd też brak niektórych danych ;).
Kategoria Beskid Mały
Dane wyjazdu:
154.77 km
4.00 km teren
07:11 h
21.55 km/h:
Maks. pr.:57.40 km/h
Temperatura:10.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:800 m
Kalorie: 2611 kcal
Cracow Tour.
Wtorek, 5 marca 2013 · dodano: 06.03.2013 | Komentarze 12
Hehe w końcu jakiś konkretny trip :) - w sensie dystansowym ;). Co jak co ale pomału trzeba się przygotowywać do Tour de Babia - Zakopane Edition. Zatem na pierwszy, dłuższy szosowy trip padła stolica Małopolski. Poza tym narazie postanowiłem odpuścić sobie wjazd do lasu bo wiem co w nim drzemie ;) - tony błota i resztki śniegu. Po sprawdzeniu prognozy pogody na wtorek zacząłem tworzyć trasę. Wyznaczenie drogi w jedną stronę nie sprawiło mi żadnego problemu - w końcu się dojeżdżało na studia 2 lata z kumplem taksówkarzem, który miał tamte teryny nieźle obcykane :). Gorzej było z droga powrotną - nie lubię wracać tymi samymi drogami więc trzeba było pokombinować. Wyszło mi to nawet nieźle bo może 800 metrów przejechałem tą samą trasą. Jako, że moją tradycją jest wyruszanie o nie tej porze co sobie zaplanowałem, tak więc miałem już na wstępie dwugodzinny poślizg. Oczywiście plułem sobie później w twarz bo musiałem się przedzierać przez mega błoto na "terenowym" odcinku czerwonego szlaku rowerowego z Andrychowa do Wadowic (gdybym wyjechał wcześniej zapewne błoto było by zamarznięte ). Rower miałem tak upitolony, że byłem zmuszony umyć go z grubsza w potoku. No bo jak tak uwalonym bike'iem wjechać do stolicy Małopolski!! Toż to wstyd!!!! :). Hehe w sumie i tak wjechałem brudnym ale o tym dalej... W Wadowicach spotkałem pierwszego Bikera (szosowca) - myślę sobie dobry początek tripu :). Jakoś wyjątkowo noga dobrze mi podawała, aż byłem w szoku ale skoro jest power to trzeba go wykorzystać. Z Wadowic przez Tomice, Witanowice, Wyźrał ruszyłem w stronę Czernichowa. Przyznam się bez bicia, że był to najlepszy pod względem widokowym odcinek. Widać na nim Beskid Mały, Makowski, Wyspowy, Babią Górę i przy dobrej widoczności Tatry. No akurat Tatr nie było mi dane widzieć ale i tak widoki przednie.
Odcinek Wadowice - Czernichów. Widokowo genialny!!!© jakubiszon

Nie ma jak Jak40 przy drodze ;)© jakubiszon
Szczerze polecam ten odcinek na rowerowe wycieczki- fajne tereny i znikomy ruch. Co prawda są odcinki o kiepskiej nawierzchni ale w sumie w naszym kraju to norma :). Na zdjęciu powyżej widać samolot Jak40. Jest to dość dziwne, że na takim zadupiu, wśród stawów stoi owa maszyna. Co ciekawe nie jest ona zamknięta więc można próbować zaglądać do środka ( ja ze znajomymi, za czasów studenckich, zrobiliśmy to ) choć trzeba uważać na ...alarm :). Myśmy się kapli na końcu, podczas wychodzenia z Jaka więc kto odważny może śmiało wchodzić do środka :). Oczywiście nie była to ostatnia atrakcja podczas drogi do Kraka. Następną był..."prom" ;).

Przeprawa przez Wisłę.© jakubiszon

Juz na promie... Hehe jak mozna go tak w ogóle nazwać :D.© jakubiszon
Hehe słowo "prom" jest oczywiście lekko naciągnięte bo mi to raczej wygląda na małą barkę niż na owy prom. Jakoś mam inne wyobrażenie co do promu :D. Koszt przeprawy promowej przez Wisłę to zaledwie 1 złoty więc taniocha jak się patrzy :). W zasadzie po przepłynięciu Wisły planowałem do Krakowa jechać przez Czernichów, Dąbrowę Szlachecką, Piekary ale...po drodze zauważyłem niebieski szlak rowerowy do Piekar więc postanowiłem sobie urozmaicić drogę :). No i sobie urozmaiciłem :D. Jak to w naszym pięknym kraju z oznaczeniami szlaków bywa każdy wie!! Jest ciężko :D. No więc musiałem się zgubić. Jadę sobie jadę szlakiem po wale a tu co??? Wał kończy się w czyimś ogródku. Brak oznaczenia co dalej. Hmnn zatem przyszła improwizacja - zjechałem z wału w wąską uliczkę między domami i tu nagle pojawił się... szlak :). Ja pierdziele mogli by ten zjazd jakoś zaznaczyć!! Dzięki bogu dobrze zjechałem bo była jeszcze opcja jechania droga zaraz przy Wiśle ale nią bym zapewne daleko nie zajechał ;).

Pechowy niebieski szlak...© jakubiszon

Wałowo "terenowo" ;)© jakubiszon

Dom na Wiśle ;)© jakubiszon
Dalej już śmigałem niebieskim szlakiem. W pewnym momencie postanowiłem zjechać z niego i jechać drogą wzdłuż wałów. I tym oto sposobem dojechałem do Jeziorzan choć szczerze mówiąc musiałem się zapytać kobitki, gdzie jestem bo nie miałem zielonego pojęcia. Przy okazji zapytałem się jak dojechać do Piekar. Po drodze znowu wpadłem na niebieski szlak więc postanowiłem nim jechać. Hehe i znowu na wałach szlak się zgubił. Wdrapałem się na okoliczną skałkę w celu poszukania drogi a tu kupa. Drogi nie widać tylko jakieś podejrzane ścieżki. Jak się okazało po przestudiowaniu mapy w domu, droga byłą ale zalegał na niej śnieg, stąd też jej nie widziałem. Jakimiś dziwnymi, błotnistymi ścieżkami dotarłem do Piekar. Rower i ja wyglądaliśmy jakbyś my wrócili z Camel Trophy ale tym razem olałem mycie bike'a.

Wałowo cd :)© jakubiszon

Całkiem urokliwa skałka :)© jakubiszon
Po wjechaniu na asfalt mijałem chyba z 5 bikerów. Widać, że w okolicach Krakowa jest sporo zapaleńców :). Od owego wjechania na utwardzoną drogę zaczęły się problemy z największą zębatką w korbie. Przyznam się bez bicia - zajechałem ją. A w zasadzie zajechałem cały napęd. tak to jest jak od nowości nie zmienia się kasety i łańcucha. Stąd też jazda na owej zębatce byłą dość mocno problematyczna - przeskakiwał na niej łańcuch. Tempo zdecydowanie spadło. W Krakowie nie spędziłem dużo czasu - przejechałem się wzdłuż Wisły, wpadłem na rynek i wszamałem Kebaba w mojej ulubionej budce :).

Nareszcie w Krakowie.© jakubiszon

To mniejsce chyba wszyscy znają :)© jakubiszon
Po zjedzeniu tzw obiadu ruszyłem w drogę powrotną. Niestety/stety musiałem się już posłużyć mapą ( do tej pory jechałem bez ). Lekkie zmęczenie powoduje, że człek już myśli jak należy i zaczyna zapominać wyznaczoną przez siebie trasę. A tu taka mała dygresyjka :) : że pogoda była piękna, że było ciepło ale tak chodzić w krótkim rękawku i w spodenkach to już lekka przesada, ale w końcu to Kraków - miasto dziwaków :D. Hehe wypatrywałem tylko debila, który założy na nogi sandały albo japonki - niestety nie było odważnego :'(. Z Krakowa ruszyłem w stronę Kryspinowa ale trochę inna drogą niż jechało by się samochodem. Zacząłem od przejazdu wzdłuż Błoni by wbić się na ulicę Królowej Jadwigi i Chełmską - trochę okrężna droga ale za to mniej ruchliwa. Za to po wjechaniu do Kryspinowa jechałem już mega ruchliwą drogą w stronę Liszek a później już z deczka lepszą do Czernichowa. W Czernichowie odbiłem na Rusocice. Hehe troszkę przejechałem sobie drogę na Kłokoczyn i musiałem się wracać jakiś kilometr. Za Rusocicami miałem niewielki kryzys więc musiałem się zatrzymać i coś wszamać. Podładowałem baterie i ruszyłem dalej w stronę Zatora choć fajnie się nie jechało ze względu na ową zajechaną zębatkę.

Zamek Tenczyn w Rudnie widziany z okolic Spytkowic© jakubiszon
Za Zatorem ładnie odsłoniły się góry: mam na myśli Babią Górę i Tatry. Te ostatnie zawsze dodają mi mega kopa ale rozwalona zębatka pochłonęła całą energię :/.

Jest i Babia Góra© jakubiszon

Są i Tatry :)© jakubiszon
Podirytowany awarią jechałem i jechałem przez Wieprz. Jakoś ten odcinek wybitnie mi się ciągnął. Jako że nie chciałem wracać stricte tą samą drogą postanowiłem odbić na Brzezinkę by ostatnie kilometry zrobić na szutrowych drogach. Do domu wróciłem już po zachodzie słońca.
Reasumując: bardzo udany trip gdyby nie napęd :).
P.S. Zapominałbym: pierwsza opalenizna tego roku. Co prawda twarzy ale zawsze to coś ;).

Po zachodzie słońca© jakubiszon
Kategoria CO do zasady asfalt
Dane wyjazdu:
71.00 km
3.00 km teren
03:42 h
19.19 km/h:
Maks. pr.:57.90 km/h
Temperatura:3.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:1270 m
Kalorie: kcal
Pałeczkowa Magurka ;)
Niedziela, 3 marca 2013 · dodano: 03.03.2013 | Komentarze 2
Po prawie dwóch tygodniach w końcu dosiadłem Białego Rumaka. Powodów rowerowej absencji było sporo: po primo praca, po secundo pogoda a po tertio... chyba najważniejszy - kiepski stan zdrowia. No cóż, nie wypada brać L4 jak się dopiero co zaczęło nową pracę, stąd też odpuściłem sobie rower w celu podleczenia się. No i przyszła w końcu upragniona chwila - przeziębienie zwalczone więc można coś pokręcić :). W zasadzie nie planowałem żadnego dłuższego tripu - miało być kotko i na temat ;). A że akurat połamałem wszystkie pałki (perkusyjne), a że akurat w sobotę miałem mieć próbę ( hehe wyjątkowo u mnie w domu choć w okrojonym składzie ), a że świeżej dostawy pałek kurier jeszcze nie dostarczył, znalazł się pretekst do zrobienia krótkiego tripu do bielskiej Elpy w celu zakupu jakichkolwiek pałek ;). Nie można oczywiście zapomnieć o bardzo istotnym fakcie a mianowicie o wyśmienitej, wiosennej, słonecznej pogodzie, która nie pozwalała siedzieć w domu. Jak to u mnie bywa w standardzie oczywiście wyjechałem później niż planowałem, a szkoda bo akurat chłopaki z bbRiderZ planowali jakiś trip o 12 więc się nie załapałem :(. Żeby nie było za łatwo wybrałem drogę przez Przegibek. Hehe łatwo nie było bo jakoś non stop jechałem pod wiatr :D...A wtrącę tu taką mało dygresję - długotrwałą rowerową absencję rekompensuję dużą ilością zdjęć ;). Koniec dygresji :)...
Czyżby to już wiosna??? :)© jakubiszon

A jezioro jeszcze zamarznięte© jakubiszon

Magurka Wilkowicka trochę przychmurzona© jakubiszon

Przegibek - śniegu jeszcze całkiem sporo :)© jakubiszon

Przegibek - no to gonimy bikera ( ta mała kropka na końcu drogi ) ;)© jakubiszon
Co ciekawe podczas ostatnich dwóch tripów miałem problemy z kręgosłupem ( oj bolał ) a tym razem nic. Dziwne!!! W sumie...jest powód do zadowolenia :). Podczas zjazdu z Przegibka ( albo Przegibku? ) spotkałem dwóch bikerów - w końcu coś nowego ;). Hehe jednego nawet goniłem :). W sklepie muzycznym wywołałem lekkie zdziwienie klientów - czy to coś anormalnego jeździć na rowerze i grać na bębnach?? Czy może jeździć o tej porze roku na bike'u?? NIEEEEE!! Można by pomyśleć, gdzie ja dam te pałki?? No bo w sumie takie niewymiarowe... Hehe ja wiem, gdzie je zamontować ( patrz niżej ) ;).

Pałki przymocowane więc można śmigać na Magurkę :)© jakubiszon
Do domu wracać już??? Niee!! Przydałby się jeszcze jakiś porządny uphill, ale taki naprawdę porządny... Sprawa była prosta - Magurka Wilkowicka i podjazd od Wilkowic. W końcu jest to jeden z trudniejszych asfaltowych podjazdów w Polsce. Chciałem kulturalnie zarejestrować uphill aplikacją Strava ale...oczywiście jak pech to pech - jak się na początku fon nie zwiesił to później w ogóle nie mógł złapać sygnału GPS. W końcu olałem to - jeszcze przyjdzie na to czas :). Hehe jakoś wyjątkowo dobrze mi się pedałowało na Magurkę - dziwne bo z reguły przeklinałem ten uphill. Czym wyżej jechałem tym było coraz więcej śniegu, już się obawiałem, że na ostatnich metrach asfaltu już nie będzie tylko sam lód i śnieg. W sumie się nie pomyliłem ;).

Im wyżej tym mnie czarnego asfaltu - uphill na Magurkę© jakubiszon

Zimowo...choć ciepło ;)© jakubiszon

Schronisko na Magurce Wilkowickiej - wersja zimowa.© jakubiszon

no to zaczynamy białe szaleństwo...© jakubiszon

Panorama z Magurki© jakubiszon
Na szczycie nie siedziałem długo - raptem 2-minutowy odpoczynek i ruszyłem w dół. Niestety musiałem kawałek przejechać szlakiem narciarskim - mam nadzieję, że biegacze wybaczą mi jazdę po śladach biegówek ale tylko w nich się nie zakopywałem. Dalej już wbiłem się na szlak pieszy. Po nim to można było zjeżdżać - śnieg mega ubity niczym beton :). Jak przystało na weekend i na tą okolicę, turystów na szlaku sporo. Hehe nawet jakiś jegomość zrobił mi parę fotek. P.S. szkoda, że nie dałem mu maila to by mi przesłał ;). Z pieszego szlaku przerzuciłem się na kultowy narciarski na Przegibek. Tam już tak łatwo nie było... Trasa nie była już tak dobrze udeptana i trzeba było się pilnować, żeby się nie zakopać. Oczywiście parę razy musiałem prowadzić rower bo śnieg był za miękki, żeby można było jechać. To był chyba najcięższy odcinek ale jaka adrenalina!! Bajka!!

Niestety kawałek musiałem przejechać trasą narciarską :/© jakubiszon

początek zjazdu z Magurki© jakubiszon

cd. zjazdu ;)© jakubiszon

Jakoś tak ładnie było, że nie żałowałem fotek ;)© jakubiszon

Zjazd z Magurki oczywiściem szlakiem narciarskim.© jakubiszon

Zamarznięte jezioro a w tle Czupel.© jakubiszon
I tym oto sposobem zaliczyłem pierwsze w tym miesiącu MTB. Co prawda w wydaniu mikro ale zawsze coś ;). Aaa no i oczywiście pierwszy wypad w team'owym stroju bbRiderZ. "Wdzianko" pierwsza klasa!!! :).
P.S. A na sam koniec mega siara!!! Skasowałem sobie przez przypadek wszystkie dane z licznika stąd też niektóre parametry są orientacyjne :/
Kategoria Beskid Mały, CO do zasady asfalt
Dane wyjazdu:
135.00 km
5.50 km teren
06:33 h
20.61 km/h:
Maks. pr.:63.90 km/h
Temperatura:-2.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:1780 m
Kalorie: kcal
Przegibkowy Salmopol z zameczkową Kubalonką ;)
Poniedziałek, 18 lutego 2013 · dodano: 19.02.2013 | Komentarze 11
Hehe w końcu jakiś dłuższy dystans :). Miało być jakieś kręcenie przez weekend ale alko(hol) jakoś dziwnym trafem udaremnił pierwotne postanowienie :D. Zatem padło na poniedziałek. W sumie nawet lepiej bo zliczyłem jeszcze Spotkanie Podróżników w bielskiej Grawitacji. A tym razem ( w sumie jak zawsze :) )warto było wpaść bo temat prezentacji brzmiał "Spitsbergen okiem żeglarza". Oczywiście dzień wcześniej umówiłem się z właścicielką za przechowanie roweru bo jak co tydzień w lokalu full ludzi a strach zostawiać rower na zewnątrz. A sama prezentacja?? Bardzo ale to bardzo ciekawa!!! Jak praca pozwoli to za tydzień znowu nawiedzę Grawitację i będę wysłuchiwał prezentacji , tym razem na temat norweskich fiordów i gór.Ale przejdźmy to samej trasy...Powiem tak: zbytnio odkrywcza nie była :D, ba rzekłbym taki beskidzki standard :) a mianowicie trzy przełęcze: Przegibek, Salmopol i Kubalonka. W planie miałem jeszcze uphill na Równice ale oczywiście rano mi trochę zeszło ( poranna prasówka i takie tam ) i wyruszyłem godzinę później niż sobie to wcześniej zaplanowałem :/. I właśnie tej godziny mi później zabrakło by wjechać na Równicę :(. Szkoda bo było by to niezłe wyzwanie i dodatkowe metry w pionie. Zauważyłem ostatnimi czasy, że jakoś na początku każdej wycieczki trudno mi się rozkręcić, jakoś noga kiepsko podaje...Tak było i tym razem. Dopiero po wjechaniu na Przegibek nogi zaczęły działać tak jak należy. Oczywiście podczas pierwszego uphill'u nie omieszkałem zmierzyć czas - odcinek od domu na Przegibek pokonałem w 1:02 czyli całkiem podobnie jak ostatnio więc nie ma źle ale fanie byłoby zejść do 50 minut. Hhehe marzenia :D. I tak w zasadzie dalej kręciło mi się już całkiem fajnie, gdyby znowu nie odezwał się ból kręgosłupa. A już tak dawno mnie nie bolał... Ale trza być twardym a nie miętkim :) stąd też olałem to a dokładnie go ;). Podczas krótkiego postoju pod Golgotą w Szczyrku jakiś jegomość uznał mnie za kolarza zawodowca i ciężko zapraszał na lipcowy maraton "Pętla Beskidzka". Kurczę aż tak zawodowo wyglądam??? :D. W trakcie podjazdu pod Salmopol też widocznie robiłem niezłą sensację bo chyba co z drugiego samochodu ludzie zwalniali i patrzyli na mnie jak na jakiegoś dziwolonga a nie którzy nawet sympatycznie machali. Czy to jest aż tak anormalne jeździć w zimie na rowerze?? Nieeeee :). W ogóle to był bardzo dziwny trip bo gdzie bym się nie zatrzymał tam zawsze ktoś ze mną rozmawiał na temat mojej wycieczki...A to już jest anormalne :D.

Golgota w Szczyrku. Reakcja narciarzy na bikera- Bezcenna :)© jakubiszon

W drodze na Przełęcz Salmopolską.© jakubiszon

Jezioro Czerniańskie zimową porą.© jakubiszon

Początek podjazdu pod Zameczek Prezydencki w Wiśle© jakubiszon

"Rezydencja Prezydenta RP" w Wiśle - tym razem zimową porą :)© jakubiszon
W zasadzie przez te wszystkie kilometry towarzyszył mi suchy asfalt ( no może poza dwoma wyjątkami) ale to co zobaczyłem, ba po czym szło mi jechać, od Przełęczy Szarcula na Kubalonkę, z deczka mnie zdziwiło. Najlepsze jest to, że do samej przełęczy ( od strony Wisły ) asfalt elegancki a od niej do Kubalonki masakra - ślisko jak cholera (patrz niżej).

Warunki drogowe się z deczka pogorszyły ( prawie na Kubalonce ) ;)© jakubiszon
Na Kubalonce postanowiłem zrobić sobie przerwę i zjeść obiad. Wiedziałem już wtedy, że nie zdążę wyjechać na Równicę - był kwadrans przed 15-stą a ja byłem umówiony ze szwagrem na 17-stą. Szkoda bo właśnie na Równicy zaplanowany miałem obiad- nieśmiertelne flaczki :D (podane przez baardzo miłą blondynkę );). Na domiar złego licznik mi szlag trafił...więc trzeba było zapisywać czas poszczególnych odcinków.

Biały Rumak grzeje się koło kominka w knajpce na Kubalonce.© jakubiszon

A to już Kubalonka. W prawo i do domu :)© jakubiszon
Ale żeby poprawić sobie humor postanowiłem się pościgać z samochodami podczas zjazdu z Kubalonki- udało mi się wyprzedzić dwa, w tym jeden na zakręcie :). Nie ma to jak lekki zastrzyk adrenaliny. Standardowo w Wiśle zjechałem na ścieżkę/szlak rowerowy i nim prawie dotarłem do Jasienicy by odwiedzić szwagra i poczekać na Spotkanie Podróżników.

Chyba to Wisła albo już Ustroń ;)© jakubiszon

Kawka u Szwagra :)© jakubiszon
Podczas powrotu z Bielska postanowiłem odwiedzić stare śmieci i znajomych z poprzedniej pracy. Z deczka się zagadaliśmy w domu byłem...przed północą :). To się nazywa trip!!! :)
No to może - w sumie dawno już nie było - troszkę muzyki?? Tym razem coś z jajem :).
A na koniec ustawowa mapka.
Kategoria CO do zasady asfalt
Dane wyjazdu:
22.00 km
1.50 km teren
01:02 h
21.29 km/h:
Maks. pr.:47.60 km/h
Temperatura:3.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:187 m
Kalorie: 476 kcal
Rower mą miłością :)
Czwartek, 14 lutego 2013 · dodano: 14.02.2013 | Komentarze 2
Hehe dzisiaj walentynki więc postanowiłem swoją miłość gdzieś zabrać :D. Planowałem dłuższą wycieczkę (całodniową) lecz pogoda pokrzyżowała nam plany - do 14-stej padała paskudna mżawka :/. Już myślałem, że dzień zakochanych spędzimy w domu lecz w ostatniej chwili zdecydowałem się na krótką, romantyczną wycieczkę po Małopolsce. Przyodziałem się w kulturalne czarne leginsy i ruszyliśmy na "podbój Małopolski". Plan ambitny nie był ale liczyły się wspólne chwile ;). Podczas przejazdu przez Andrychów spotkaliśmy...hehe no kogo moglibyśmy spotkać w tym mieście...ba wiadomo - k4r3l'a. Ja to mam szczęście :D - prawie wracał z pracy. Dalej to już była spokojna, romantyczna jazda po obrzeżach Wieprza i Bulowic. Z racji, że jakoś wyjątkowo zaszczypało mi w palce u stóp postanowiłem skrócić trasę. Dziwne trochę bo przy niższych temperaturach jakoś mi w paluchy nie szczypało...:/.
Gdzieś w okolicach Wieprza...© jakubiszon
Jako, że to był krótki (mega krótki) trip zarejestrowałem trasę w STRAVIE.
Ale żeby tradycji stało się za dość, mapka z bikemap musi być :)
Kategoria CO do zasady asfalt
Dane wyjazdu:
58.85 km
0.00 km teren
02:39 h
22.21 km/h:
Maks. pr.:55.10 km/h
Temperatura:2.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:700 m
Kalorie: 1122 kcal
"Szybki" Przegibek ze szklaneczką Ballantine's w tle :)
Wtorek, 12 lutego 2013 · dodano: 12.02.2013 | Komentarze 5
Oj życzę każdemu, żeby tydzień zaczynał się tak znakomicie jak mnie :). Po pierwsze w końcu dostałem robotę po prawie 3-miesięcznym siedzeniu w domu; po drugie w końcu przyszły nasze team'owe stroje "bbriderZ". Po prostu prze genialny początek tygodnia- same dobre wiadomości :). Tak a propos pracy, to żeby było ciekawie to będę się bawił z rowerami - czyż to nie piękne?? :). Z racji, że czekałem przez ostatnie dwa dni na odpowiedź od przyszłego pracodawcy i na podanie daty rozpoczęcia pracy odpuściłem sobie rower. Nota bene po weekendowych ostatkach na Potrójnej byłem z deczka "zmęczony" (promilowo i fizycznie) ;). Jednak dzisiaj po 16-tej postanowiłem coś pokręcić :). Wymyśliłem sobie, że sprawdzę ile zajmie mi dojazd do mojej przyszłej pracy, a że najlepiej jest do niej dostać się przez Przegibek, zatem pomknąłem na białym rumaku w stronę siedziby firmy. Hehe co prawda szybciej byłoby dojechać głównymi drogami przez Bujaków, Kozy ale zważywszy na ruch jaki panuje na tym odcinku wybrałem dłuższą i cięższa trasę.
W drodze na Przegibek© jakubiszon

W drodze na Przegibek part 2 ;)© jakubiszon
![A to już drugi powód mojego dzisiejszego zadowolenia - teamowe stroje bbRiderZ :]](http://images.photo.bikestats.eu/zdjecie,600,353702,20130212,a-to-juz-drugi-powod-mojego-dzisiejszego-zadowolenia-teamowe-stroje-bbriderz.jpg)
A to już drugi powód mojego dzisiejszego zadowolenia - teamowe stroje bbRiderZ :]© jakubiszon
Dotarcie na Przegibek zajęło mi godzinę - czy to dobry czas to nie wiem, zobaczę jak będę dojeżdżał do roboty :). A pod sam budynek firmy - 1:17 - nie ma źle :). A że już byłem w Bielsku to postanowiłem uczcić te wspaniałe wiadomości szklaneczką Ballantine's ( żeby nie było, że całą :) tylko klasyczną 50-tką ).

tego trunku chyba nie muszę przedstawiać :). A co tam - zrobiłem sobie dzisiaj małą przyjemność ;).© jakubiszon
Do domu postanowiłem wracać bocznymi drogami - tak dla urozmaicenia :D. Hehe żeby było ciekawie to na ostatnich 500 metrów przed domem zaliczyłem małą glebę ( pierwszą w tym roku...chyba ). No cóż na nierównej, oblodzonej nawierzchni to chyba nie sztuka :D.
Kategoria CO do zasady asfalt
Dane wyjazdu:
23.00 km
2.00 km teren
01:43 h
13.40 km/h:
Maks. pr.:32.60 km/h
Temperatura:-2.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:447 m
Kalorie: 672 kcal
Nocna Puszcza.
Czwartek, 7 lutego 2013 · dodano: 07.02.2013 | Komentarze 5
Spadł śnieg więc trzeba było dosiąść białego rumaka :). Hehe poza tym wypadałoby spalić dzisiejsze pączki, choć dużo ich nie zjadłem, bo zaledwie 4 :). Jakoś zazwyczaj nie mam parcia na owe słodkości w ten dzień...Dziwne :D. W takcie dnia byłem trochę zajęty więc trasę zaplanowałem na wieczór i to był szczał w dziesiątkę - cisza, spokój i ja :). No niestety moje oświetlenie jeszcze nie jest odpowiednio zmodyfikowane, stąd trasa musiała być stosunkowo krótka by ""prądu" starczyło :D. Zatem padło na Wielką Puszczę. Patrząc co dzieję się za oknem wybrałem trasę jak najbardziej omijającą główne drogi. Jakoś nie uśmiechało mi się pedałować w błocie pośniegowym tudzież ciapie :). A skoro trzeba było omijać, to zaliczyłem troszkę terenu :) - hehe w zasadzie to czystego asfaltu nie było więc można by stwierdzić, że wszystko prawie było terenem :D. Nie ma to ja sobie poćwiczyć technikę jazdy.
Symbolicznie włączona jedna lampka.© jakubiszon

W drodze na Bukowiec.© jakubiszon

test nowej drogi :)© jakubiszon
Przez cały okres jazdy w "cywilizacji" (czytaj teren zamieszkały/zabudowany) używałem tylko jednej lampki. A dlaczego?? A dlatego, że przy drodze były lampy więc nie było potrzeby świecenia na 100%. Dopiero jak wjechałem w las zapuściłem pełną moc - oj dawało czadu nieźle :). Hehe jakie musiało być zdziwienie kierowców widzących bikera wieczorem w szczerym lesie :).

100% mocy (oświetlenia) ;)© jakubiszon

Wyjazd z lasu do...Puszczy :D.© jakubiszon

Cywilizacja - Wielka Puszcza.© jakubiszon

Antyportret :). Oczywiście znowu zaparowany...© jakubiszon

Przełęcz Targanicka© jakubiszon
Nie powiem, że przez Puszczę jechało się lekko - non stop przednie koło wpadało w poślizg i trzeba było nieźle uważać żeby nie wyglebić. Miałem pewne obawy co do samego podjazdu na Przełęcz Targanicką. Każdy kto tam jechał to wie, że ten podjazd do najłagodniejszych nie należy. Co prawda jest krótki ale dość stromy. A dodając do tego śliską nawierzchnie robi się ciekawie :). Jakimś dziwnym sposobem udało mi się wyjechać hehe. Ale co tu narzekać na śliską drogę...To co było do tej pory to pikuś. Zjazd z Przełęczy do Targanic to był dopiero hardcore!!! Po przekroczeniu granicy województwa jakby się czas cofnął. Tam to chyba o czymś takim jak pług to nie słyszeli. Na drodze zalegała 15-sto centymetrowa warstwa śniegu, jeden ślad po oponach samochodu a pod tym wszystkim lód. Tętno podczas zjazdu musiałem mieć mega wysokie. W pewnym momencie wpadłem w poślizg i jakim cudem się nie wyrżnąłem, to do tej pory tego nie rozumiem :) - sunąłem jakieś 30 metrów po największej stromiźnie zjazdu. Po prostu cud :D.

Baaardzo ślizki odcinek...© jakubiszon
Z Targanic moją standardową drogą wróciłem do domu. Oczywiście nie obyło się bez przygód - średnio co 2 kilometry musiał przyczepić się jakiś kundel. Nie dość, że człek musiał uważać jak jedzie to jeszcze musiał odganiać się od walniętych kundli. A teraz najlepsze...Jadę sobie jadę i naglę słyszę jakieś potężne, niskie szczeknięcie - oglądam się dookoła - nic. Pewnie w ogródku czyimś pies. No nic jadę dalej... Obracam się w prawo i co widzę??? Dużego Haskiego!!! Oj cieplutko mi się zrobiło. Dzięki bogu był on młody i chyba się chciał bawić bo ogonem wywijał na boki :). Odprowadził mnie kawałek i się wrócił. Hehe głupi ma zawsze szczęście :).
Statystki ze STRAVY.
Kategoria CO do zasady asfalt
Dane wyjazdu:
62.00 km
1.50 km teren
03:26 h
18.06 km/h:
Maks. pr.:44.00 km/h
Temperatura:-2.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:1080 m
Kalorie: kcal
Żar tropików ;)
Niedziela, 3 lutego 2013 · dodano: 03.02.2013 | Komentarze 8
Długo trzeba było czekać aż waćpan dosiądzie białego rumaka ( 1,5 tygodnia) :). Jakoś ta ostatnia odwilż mnie tak zniechęciła do jazdy, że moja aktywność fizyczna ograniczyła się do lekkiego trekkingu na Pilsko i do jednej próby mojej kapeli. Makabra co ta pogoda potrafi zrobić z człowiekiem :). Ale, ale... w nocy spadł śnieg, temperatura znacząco się obniżyła więc nie omieszkałem wykorzystać tych jakże dogodnych warunków :). Tym razem padło na Żar!! Oj dawno tam mojej skromnej osoby nie widzieli ;). Troszkę obawiałem się się stanu drogi, bo jadąc rano autem było sporo "ciapy" ale co tam - jak się bawić to się bawić :). Kulturalnie zjadłem obiad ( oczywiście z deczka mniejszy niż normalnie bo jakoś nie lubię jeździć obżarty ), przygotowałem bike'a i ruszyłem na Żar (tropików) :). Drogi były całkiem znośne, choć miejscami miałem problemy z trakcją.
Oczywiście jakiś gnój mnie po drodze musiał wybitnie wkur...ć - człowiek sobie kulturalnie pedałuje a tu jakiś pacan nie dość, że przy wyprzedzaniu mnie, lekko zajechał mi drogę to jeszcze ochlapał śnieżną breją. Jakoś inni mogli zachować bezpieczną odległość ale ten debil przejechał koło mnie zaledwie 30 centymetrów. Oczywiście posypały się pod jego kierunkiem niecenzuralne słowa i pokazałem mu magiczny palec, a ten cep nic- nawet nie przeprosił. Miał szczęście, że go nie dogoniłem bo zapewne miałby lekkie straty. Co ciekawe jakoś do tej pory nogi kiepsko podawały, a po całym incydencie dostały niezłego powera :). Po wkroczeniu do Międzybrodzia Żywieckiego zaczęła się drogowa bajka - asfalt był przykryty ubitym śniegiem :). Myślę - lepiej być nie może :). Wiadomo, czym wyżej wyjeżdżałem tym droga była mniej ubita ale i tak jechało się bosko. Na szczycie przywitała mnie...mgła :/.

Z deczka się zaparowałem :).


Na dole jakby zaczęło się rozjaśniać.
Zjazd z Żaru zaliczę do zdecydowanie najwolniejszych - powód prosty - ślisko jak cholera choć udało mi się wyprzedzić 2 auta :). Będąc na dole postanowiłem nie wracać tą samą drogą i...zaliczyć jeszcze Kocierz. Czas miałem dobry, zestaw oświetlenia przy sobie więc dlaczego nie spróbować. Ale przyznam się bez bicia - nie lubię w zimie jeździć koło Jeziora Żywieckiego. A dlaczego??? Bo panowie drogowcy nie żałują tam soli i człowiek po przejechaniu nawet krótkiego odcinka wygląda jakby robił w młynie.

Jezioro Żywieckie.

Zdjęcie zrobione o 16:37 - jak dobrze, że dzień jest coraz dłuższy :).
Podjazd pod Kocierz zacząłem w lekkim zmroku a na szczycie było już ciemno jak w d..e. Co prawda spodziewałem się, że droga będzie tam biała a tu niespodzianka - w zasadzie czarna z lekkimi wyjątkami - tam też widocznie nie żałowali soli :). Podobnie jak w przypadku Żaru, zjazd z Kocierza wybitnie wolny. Tym razem przygotowałem się do nocnej jazdy i zabrałem ze sobą 2 przednie lampki czego efektem była b.dobra widoczność ( przynajmniej jak na ten sprzęt) :).


Tak to można jeździć :) choć i tak muszę ten zestaw troszkę udoskonalić.
Kategoria CO do zasady asfalt
Dane wyjazdu:
0.00 km
0.00 km teren
h
km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:-6.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:
Antywpis ;). Trekking na Pilsko.
Niedziela, 27 stycznia 2013 · dodano: 28.01.2013 | Komentarze 8
No cóż, skoro spora grupa BS-owców wrzuca na swoje bikelogi niekoniecznie rowerowe relacje z tripów, postanowiłem nie być gorszy i też coś takiego nierowerowego zamieścić :). Co prawda mija się to z założeniami bikestats ale co tam ;).A zatem to będzie mój pierwszy taki wpis stąd też nazwałem go ANTYWPIS :).
Jako, że ostatnio trochę pokręciłem przyszła pora na małą zmianę aktywności fizycznej a mianowicie na trekking. Zasadniczo ta dziedzina aktywności jest mi tylko znana w zimie i traktuję ją jako substytut kolarstwa.
Przyznam się, że jak już jakikolwiek treking to tylko w jakieś wyższe góry stąd też padło na Pilsko. Hehe myślałem jeszcze o Babiej Górze ale z racji, że to mój pierwszy w tym roku trekking, postanowiłem zaliczyć coś "niższego" i może łatwiejszego. Było to w mojej historii drugie, zimowe wejście na ową górę i oczywiście po raz kolejny szczyt przywitał mnie mega mgłą i "pysznym", porywistym wiatrem. Ale może od początku...
Na rowerze lubię jeździć sam, za to piesze wędrówki uznaję tylko w towarzystwie i to najlepiej jak największym. Próby skołowania kompanów ( nota bene pomysł trekkingu narodził się dość spontanicznie bo w piątek a w niedzielę miało być zdobywanie szczytu ) okazały się lekkim niepowodzeniem. Ostatecznie wyruszyłem na eksplorację Pilska z jednym znajomym. Co prawda była jeszcze szansa na ekipę z Częstochowy ( skowronek też ruszał w Beskidy ),jednak oni wybrali troszkę niższe partie a mianowicie Skrzyczne. No cóż...jest jednak szansa na wspólny wypad na Babią :). Plan ataku Pilska był taki: start w Korbielowie, następnie trekking niebieskim, czarnym i zielonym szlakiem na Halę Miziową a później podejście na sam szczyt albo żółtym, albo czarnym szlakiem. Ostatecznie wybraliśmy czarny ze względu na warunki atmosferyczne - mgła. Powrót do auta zrobiliśmy żółtym szlakiem z Hali Miziowej do Korbielowa.

Góra Matka towarzyszyła nam przez dłuższy czas w drodze na Pilsko.

Hala Malarka.

Hala Uszczewne a w tle nasz cel - Pilsko.

Góra Matka (Babia Góra) cd.

Jak widać na fotkach do Hali Miziowej warunki na trasie były wyśmienite - przetarta ścieżka i piękne słoneczko :). Niestety później nadciągnęły chmury i mglisko. Zrobiło się trochę nieprzyjemnie - zaczął wiać silny, zimny wiatr i tak przez całą drogę na sam szczyt.

"Zdjęcie rodzinne" ;).



na szczycie Pilska za przyjemnie nie było :).

Powrót do samochodu żółtym szlakiem.
Podczas zejścia ze szczytu zeszliśmy ze szlaku. Powód??? Okropne mglisko i silny wiatr, który zasypywał ślady. Żeby było ciekawiej za nami poszli inni wędrowcy i później razem szukaliśmy powrotu na szlak. Dzięki bogu obyło się bez GOPR-u :D.
Na Hali Miziowej zrobiliśmy sobie krótką przerwę na uzupełnienie kalorii i dalej ruszyliśmy żółtym szlakiem w stronę auta.
Podsumowując: zrobiliśmy prawie 13 kilometrów (12,9 km.) w totalnie zmiennych warunkach, czas mieliśmy totalnie rekreacyjny - bez żadnej napinki. Zabawa przednia i co najważniejsze w końcu popracowały trochę inne mięśnie :).

Mapka trekkingu na Pilsko.© jakubiszon
Kategoria Antywpis
