Proud member of bbRiderZ

Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi jakubiszon z miasteczka Czaniec / Bielsko-Biała. Mam przejechane 68577.92 kilometrów w tym 2592.35 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 16.58 km/h i się wcale nie chwalę.
Więcej o mnie. button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy jakubiszon.bikestats.pl

Archiwum bloga

Dane wyjazdu:
46.02 km 0.00 km teren
01:49 h 25.33 km/h:
Maks. pr.:65.00 km/h
Temperatura:18.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:630 m
Kalorie: 1091 kcal

Kocierz wieczorową porą ;)

Sobota, 20 października 2012 · dodano: 20.10.2012 | Komentarze 2

Ja wiem, ja wiem - co to za dystans??? Przecież to do mnie ostatnio nie podobne ale wyjątkowo wyskoczyłem na krótką przejażdżkę, tak w ramach rozruszania kości ;). Z racji, że godzina była już późna (16:30), nie planowałem dłuższego tripu. Padło na Kocierz :). Pierwotnie miał byś podjazd i zjazd tą samą drogą, ale że jakoś fajnie mi się kręciło postanowiłem zjechać do Kocierza Moszczanickiego i dalej wzdłuż jezior i Soły do domu.

W drodzę na Kocierz © jakubiszon


Babia Góra z Kocierza © jakubiszon


Jezioro Zywieckie i Beskid Śląski © jakubiszon


No niestety nie przygotowałem się na zmianę trasy i w drodze powrotnej z deczka zmarzłem. No bo w sumie kto mądry śmiga tylko w koszulce, spodenkach i rękawkach przy temperaturze 10 st. celsjusza :D. Ale co tam fajnie się jechało i to jest najważniejsze :)



Dane wyjazdu:
125.90 km 17.00 km teren
07:44 h 16.28 km/h:
Maks. pr.:73.10 km/h
Temperatura:10.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:2320 m
Kalorie: 2340 kcal

Pilsko wczesno-zimową porą :)

Środa, 10 października 2012 · dodano: 18.10.2012 | Komentarze 5

Jakoś nie miałem ostatnio czasu na zrobienie wpisu - trochę się pozmieniało w moim życiu i nie miałem weny ani czasu, stąd dopiero teraz wrzucam relację z wypadu na Pilsko :).

Pilsko...Hmnn..Piękna góra!! Pieszo zdobyłem ją dwa razy, ale cały czas korciło mnie na nią wjechać na bike'u. Jakoś w ciągu roku wpadały inne pomysły na tripy, choć cały czas w planie tegorocznym miałem Pilsko. No niestety rok się już pomału kończy, dni są już coraz krótsze więc był to ostatni dzwonek, żeby zaatakować tą jakże zacną górę :). Po długich analizach prognoz pogody padł termin środowy ( Dzień Matki Boskiej Pieniężnej!!! :D ). Od samego początku zakładałem, że będzie to trip bez dojazdówki autem tylko konkretna wyprawa szosowo-terenowa, oczywiście nie tymi samymi drogami (pętla). Jako że trzeba było zachować tradycję, nie omieszkałem zahaczyć o Bielsko (Opium). Zatem Pilsko atakowałem od Korbielowa. Ale od początku...
Do Korbielowa dojechałem drogami asfaltowymi, ale żeby nie było za łatwo to..zahaczyłem o Przełęcz Kocierską (Kocierz) i Rychwałdzką. Hehe taka mała rozgrzewka przed Pilskiem :).


Podjazd na Przełęcz Rychwałdzką.


A tu już zjazd z niej i widoczek na główny cel.


Ten widok mnie trochę zaniepokoił - to coś ośnieżone to Pilsko widziane z Krzyżowej.

Do Korbielowa dotarłem w całkiem dobrym czasie bo w niecałe 2 godziny :). Później wbiłem się na chwilę na zielony szlak by pierwotnie z niego zjechać i wyjeżdżać na Pilsko droga wzdłuż wyciągu. Dzięki bogu szybko się opamiętałem z tym pomysłem bo zapewne 90% drogi bym rower wypychał :) więc wybrałem trochę inna trasę, a dokładnie powróciłem na zielony szlak. Szczerze mówiąc podjazd do najlajtowszych nie należał - miejscami było dość dużo kamerdolców i z deczka grząsko :). Jako że cały czas nurtowała mnie ta droga wzdłuż wyciągu postanowiłem jednak na nią wbić, zjeżdżając z zielonego, gdzieś na wysokości łącznia się szlaków (zielonego i żółtego). Oj ależ to była błotnista ścieżka- ba to nie była ścieżka, to było istne bajoro :)


Zielony szlak a w tle Babia Góra.


A to już fragment drogi wzdłuż wyciągu. Czyż nie jest on łagodny? :D

W końcu dotarłem w bólach na Halę Miziową :). Powiem tak: już nigdy tą trasa nie będę wyjeżdżał - szkoda zachodu. Może dlatego, że było za mokro i strasznie się koła ślizgały...Może..Ale co tam - najważniejszy jest cel :). Na Pilsko w zasadzie wprowadzałem rower czarnym szlakiem. A w zasadzie dlatego, że gdy połączył się z żółtym to już zasiadłem białego rumaka i mknąłem wśród kosodrzewiny :). No niestety tym razem nie było mi dane napawać się pięknym widokiem Tatr, było widać tylko lekkie kontury. Na Pilsku zrobiłem sobie krótką przerwę na małe focenie :)


Hala Miziowa.




Fragment czarnego szlaku - miejsce, w którym mijałem się z jakimś bikerem :). Nota bene ależ to było zaskoczenie :)






Zimowy akcencik :).


Tatry.

Z Pilska zjeżdżałem początkowo czarnym szlakiem, by wbić się na niebieski wzdłuż granicy polsko-słowackiej, a docelowo dojechać do Hali Rysianki. Pierwsze może 200 metrów niebieskiego uroczyły mnie genialnym, technicznym singielkiem. Oj ale była adrenalina. Następnie jechałem równie eleganckim czerwonym szlakiem na Rysiankę - był to odcinek, na którym nie żałowałem nóg, gdyż musiałem trochę nadrobić czasu (zbliżała się godzina 15-sta).


Czyż nie jest to piękny singielek??

Na Hali Rysiance zrobiłem sobie dosłownie dwu-minutową przerwę i ruszyłem dalej zielonym w stronę Żabnicy. Nie mogłem oczywiście ominąć fajnego singielka za schroniskiem, kory łączył się z moim planowanym szlakiem. Zielony okazał się również fajnym zjazdem - mega urozmaicony downhill, od wąskiego, kamienistego, korzennego singla po szeroką, stromą, leśną drogę.


Zdjęcie niestety nie oddaję spadku terenu :/.



Z Żabnicy dotarłem do Węgierskiej Górki, gdzie zrobiłem sobie przerwę na obiad, by przez Radziechowy, Lipowa i Buczkowice dotrzeć do Bielska na małe co nieco ;). Do domu dotarłem już o zmroku - oczywiście przewidziałem taką ewentualność i zabrałem ze sobą oświetlenie :).

Kategoria Beskid Żywiecki


Dane wyjazdu:
74.14 km 0.00 km teren
03:19 h 22.35 km/h:
Maks. pr.:58.90 km/h
Temperatura:16.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:930 m
Kalorie: kcal

Nieudana ustawka...

Piątek, 5 października 2012 · dodano: 11.10.2012 | Komentarze 0

Miało być ostre MTB po Beskidzie Małym, ale się niestety nie udało :(. Zacznę może od początku... W czwartek, podczas tripu do Lanckorony, zadzwonił do mnie Ludwikon w celu zgadania się na jakieś MTB. Oczywiście propozycję z wielka chęcią przyjąłem, zważywszy na fakt, że miał nam towarzyszyć nasz wspólny znajomy Robert, którego już nie widzieliśmy ruski rok :). Plan był taki: zbiórka o 10:30 na Przegibku, a później w las :). Przed wyjazdem napisałem jeszcze esa Ludwikonowi, żeby wybrał jakąś lajtową trasę, gdyż naparzała mnie jeszcze łydka po czwartku. Zatem zasiadłem na białego rumaka, zapuściłem płytę Lipali "Akustyk" w mp3-ce i ruszyłem w stronę przełęczy. W Międzybrodziu Bialskim zatrzymałem się na chwile i tak z głupoty spojrzałem na telefon. I tu pełne zdziwienie: chyba z 4 połączenia nieodebrane i wiadomość od Ludwikona. Szybko oddzwoniłem i się niestety okazało, że nici z naszej ustawki - Robert zachorował, a Ludwikon musiał jechać na lotnisko. Zatem szybka rozkmina co robić dalej???... Ale skoro już byłem w Międzybrodziu, to nie zaszkodzi podjechać chociaż na Przegibek, a później się coś wymyśli :).


Zapora w Porąbce o poranku.

Niestety podczas podjazdu na Przegibek łydka dawała się dość mocno we znaki. Tak sobie nawet później myślałem, że nawet dobrze, że wspólny wypad nie wypalił bo byłbym tylko kłopotem dla chłopaków. Na przełęczy podjąłem decyzję o odrzuceniu dłuższej trasy, a tym bardziej o jakiś mocniejszych uphillach, choć nie powiem miałem smaka powtórzyć Skrzyczne od Ostergo. Po chwili namysłu ruszyłem w stronę Jasienicy, a po co??? A na kawę do Szwagra :D. Do celu dojechałem niebieskim szlakiem rowerowym, który zaczynał się gdzieś na Alei Armii Krajowej. To nie był dobry pomysł, żeby w ogóle siadać na rower. Ból był coraz mocniejszy więc w drodze powrotnej ( najszybszej, drogami głównymi) trzeba było się troszkę znieczulić by można było jako tako dojechać do domu. A że nie jestem fanem szprycowania się prochami, wybrałem opcję przyjemniejszą dla ducha i ciała, a mianowicie - Opium (Klub Opium). Troszkę mi tam zeszło bo zagadałem się z barmanka :) więc do domu wróciłem późnym popołudniem :)


Ależ mi ta płyta (Akustyk live) Lipali siadła :)





Dane wyjazdu:
99.08 km 3.00 km teren
05:04 h 19.56 km/h:
Maks. pr.:73.80 km/h
Temperatura:21.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:1110 m
Kalorie: 1797 kcal

Kontuzjowana Lanckorona

Czwartek, 4 października 2012 · dodano: 09.10.2012 | Komentarze 5

Żeby tradycji stało się za dość… wpis z opóźnieniem ;)

Od pewnego czasu myślałem nad jakąś nową trasą w „nieznane”, ale jakoś nic mi ciekawego nie wychodziło. Problem był w tym, że sporo już w okolicy zwiedziłem, a na dalsze tripy nie pozwala już pora roku – dzień jest coraz krótszy. Założenie pierwotne było takie, że będzie to wycieczka asfaltowa – po ostatnich opadach jakoś nie korciło mniemy by wjeżdżać do lasu :)- , bez żadnych dojazdówek autem, zatem miałem dość ograniczone pole manewru. Przez przypadek ktoś polecił mi wypad do Lanckorony, jako że jest to piękne miejsce warte odwiedzenia. Postanowiłem to sprawdzić ;). Trasę do miejsca docelowego wyznaczyłem dość sprawnie, martwił mnie tylko powrót, gdyż nie chciałem wracać tymi samymi trasami i drogami głównymi, a za dużej możliwości nie miałem tylko przebić się na drugą stroną drogi Wadowice-Kraków (droga nr 52). Tamtych terenów totalnie nie znałem, a patrząc na mapę można było się tam pogubić.
Zatem ruszyłem!!! Standardowo do Wadowic dojechałem czerwonym szlakiem rowerowym (wyjątkowo zgodnie z mapą – hehe pierwszy raz mi się to udało) , później już kawałek krajówka (52), by wbić się na drogę do Łękawicy przez Kleczę Dolną, Górną. Tą trasę znałem na pamięć bo już tam kiedyś śmigałem przy okazji rekonansu asfaltowego po Beskidzie Makowskim. .


Widoczek na andrychowską część Beskidu Małego z czerwonego szlaku rowerowego.



Oczywiście zgodnie z moim stałym postanowieniem, by poznawać nowe trasy/tereny/drogi, trzeba było wbić się na jakoś nową drogę by się nie powtarzać :). Więc co zrobiłem.. Zatrzymałem się w Łękawicy w celu znalezienia dokładnego miejsca, w którym przebiega niebieski szlak rowerowy (nim miałem jechać dalej w stronę Zakszowa ) i tu nastąpił wielki wkurw!!! Wyciągam z kieszeni mapę, otwieram i co widzę????? Szlaki n Babią Górę!!! I wtedy odezwały się w mojej głowie słowa…tak, tak były bardzo niecenzuralne i wulgarne. Oj jak kląłem pod nosem. Debil ze mnie, pomyliłem mapy, zamiast zabrać Beskid Makowski, zabrałem Beskid Żywiecki.. I teraz nasuwa się pytanie: jak tu jeździć bez mapy??? Dzięki bogu miałem w phonie gogle mapę, ale ona nie uwzględniała szlaków pieszych :( No cóż trzeba sobie jakoś radzić. Z tego co pamiętałem to z mapy ,to z Łękawicy biegł grzbietem pasma czarny szlak., który schodził do Stryszowa. No i nim pojechałem. W pewnym momencie zgłupiałem, gdyż drogi się rozchodziły, a na mapie czegoś takiego nie było. Z pomocą przyszedł mieszkaniec okolicznego „osiedla” i pokierował mnie jak mam dalej jechać. A wracają do tytułu wpisu i owego czarnego, to jadąc szlakiem poczułem w prawej łydce dziwny ból. Wyglądało to jak skurcz mięśnia, ale po takim odcinku nie miał prawa mnie w ogóle złapać. Co dziwne bolało tylko jak jechałem na siedząco, na stojąco już nie… Chyba sobie naciągnąłem jakieś ścięgno albo mięśnia. Niestety ból towarzyszył mi przez dalszą część tripu stąd też tempo miałem bardzo kiepskie :(.


Gdzieś na czarnym szlaku. Ciekawy widok - sarny w zagrodzie.



Ból rekompensowały na szczęście piękne widoki, a ich troszkę było :). Nie spodziewałem się, że Lanckorona jest na takiej kiepie :). Ze względu na nogę, wyjeżdżałem na przemian albo na młynku, albo na stojąco. Po wjechaniu do centrum zamarłem... Ryneczek, jak też boczne uliczki były prze urocze. Dosłownie jakbym znajdował się w skansenie. Wszystkie domy były drewniane, niskie i co najważniejsze bardzo mocno do siebie przyklejone. Dosłownie jakby czas się tam zatrzymał dobre 100 lat temu. Idealne miejsce na ucieczkę od ciągle pędzącego świata. W Lanckoronie zrobiłem sobie dłuższą przerwę na odpoczynek i uzupełnienie zapasów. Po przerwie odwiedziłem jeszcze ruiny Zamku Lanckorońskiego i poszusowałem po ścieżkach okrążających wzgórze. Miało nie być MTB, ale nie mogłem się powstrzymać od jazdy po tych genialnych ścieżkach.


Lanckorona.


Czyż tu nie jest pięknie??




Plan ścieżek wokół zamku.




Ruiny zamku.


Widok z jednej ze ścieżek wokół ruin zamku.


Fragment tzw Alei Zakochanych.




Downhillowcy zrobili sobie niezłą trasę zjazdową. Ja niestety odpuściłem sobie skoki. Powód - za duże ryzyko wracania na piechotę do domu ;)

W Kalwarii Zebrzydowskiej zatrzymałem się na obiad, by później ruszyć w stroną domu przez Zebrzydowice, Stanisław Górny, Wadowice, Frydrychowice oraz Wieprz. Trasa może pod względem okolicy nie była za ciekawa, ale za to nadrabiała widokami na Beskid Makowski,Mały, Żywiecki oraz na... Tatry Wysokie. Widoki te, szczególnie na Tatry, dały mi takiego kopa, że przez chwilę zapomniałem o bólu nogi :).


Kalwaria Zebrzydowska i tzw dróżki.


Widok na wzgórze lanckorońskie z Kalwarii Zebrzydowskiej.


Mój baton energetyczny - Tatry.




Wadowice.

Reasumując: fajna wycieczka z masa ładnych widoków. Szkoda tylko, że zapomniałem mapy, bo zapewne trip byłby dużo ciekawszy :).

P.S. Są czasami przypadki, że piwko w Opium nie jest zwyczajem ;)



Dane wyjazdu:
108.10 km 26.00 km teren
06:16 h 17.25 km/h:
Maks. pr.:54.00 km/h
Temperatura:20.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:1910 m
Kalorie: kcal

Non stop pod wiatr (Magurka i Skrzyczne)

Środa, 26 września 2012 · dodano: 01.10.2012 | Komentarze 5

Z racji, że aktualnie posiadam nadmiar wolnego czasu postanowiłem znowu coś popedałować. Wstałem w środę rano, ale jakoś brak siły do jazdy. Nie powiem, ale początek tygodnia miałem dość intensywny - poniedziałek pętla beskidzka, a we wtorek 4 godziny naparzania po garach podczas cotygodniowej próby - stąd też wstałem z dość mocnymi zakwasami i to chyba prawie wszystkich mięśni :). No cóż trzeba być konsekwentny i realizować plany. A plan na środę był taki: zaliczyć Magurkę i Skrzyczne od Ostrego czyli taki jaki już kiedyś miałem (patrz Microo MTB), ale go nie wykonałem w pełni. Nie dość, że człek był cały zakwaszony to na dodatek jeszcze 90% wszystkich asfaltowych partii było pod wiatr. Co ciekawe, w która stronę bym nie jechał to zawsze pod wiatr!! Makabra!!!!
Na Przegibek wyjątkowo nie wjechałem asfaltem, ale pokombinowałem trochę z trasą - w Międzybrodziu Bialskim wbiłem się na niebieski szlak na Nowy Świat, jednak nie dojechałem nim do końca, gdyż skręciłem w lewo na ostatnim rozwidleniu i boczną kamienistą drogą wjechałem na zielony szlak gdzieś ok. kilometra dalej jak łączył się z niebieskim . Nota bene podjazd asfaltem niebieskim szlakiem do najlajtowszych nie zaliczę. Dość stromy podjazd dał mi w tyłek na dzień dobry. Wylałem z siebie hektolitry potu :). Żeby nie było mono tematycznie to przed ostatnim ostrzejszym podjazdem zielonego szlaku skręciłem w lewo ( w dół) w leśną drogę i zjechałem na asfalt, gdzieś przed ostatnim zakrętem, przed parkingiem na Przegibku. Na Magurkę standardowo wjechałem szlakiem narciarskim.
Oczywistą sprawą był zjazd do Łodygowic czarnym szlakiem. Różnorodność tej trasy strasznie przypadła mi do gustu. To jest to co tygryski lubią najbardziej. Tym razem zrobiłem trochę więcej zdjęć :) (patrz zdjęcia poniżej).




Widoczek z Magurki.













Oczywiście pierwszej kamienistej część nie fotografowałem ;). W Łodygowicach uzupełniłem bidon i ruszyłem w stronę Lipowej, oczywiście asfaltem :). Kolejny odsłonięty odcinek i kolejna walka z silnymi podmuchami halnego. Po dojechaniu do Lipowej zmuszony byłem sobie zrobić kolejną przerwę, gdyż opadałem z sił. No cóż dzisiaj noga nie podawała tak dobrze jak w poniedziałek. Tempo podczas przejeżdżania przez Ostre miałem żenujące. Siły dopiero odzyskałem, co ciekawe, dopiero podczas pierwszych szutrowych podjazdów pod Skrzyczne. Można by rzec, że siła w nogach rosła proporcjonalnie do wysokości nad poziomem morza :). Dziwne :D. Co do same podjazdu na Skrzyczne od Ostrego to powiem tak: bardzo fajna trasa, dość długa ale za to widokowo przepiękna :). Na Skrzycznym zatrzymałem się raptem na chwilę ponieważ strasznie wiało. Zrobiłem parę fotek, spojrzałem na mapę i ruszyłem w dól wpierw zielonym, a później czerwonym szlakiem do Buczkowic. Oj jak ja lubię tą trasę!!!! Genialna, techniczna, wymagająca trasa z mnogością singiel track'ów, ba to jest jeden wielki singiel :).


W drodze na Skrzyczne.




Widok ze Skrzycznego.









W planie miałem jeszcze podjazd czerwonym z Bystrej na Równię, a później zielonym do Cygańskiego Lasu lecz standardowo źle obliczyłem sobie czas i trzeba było zrezygnować z jakże fajnego podjazdu oraz zjazdu. . Ustawowo na chwilę zahaczyłem o Opium by po chwili szybkim tempem ruszyć w stronę domu przez Hałcnów, Kozy i Kobiernice. I tym oto dziwnym sposobem zrobiłem prawie 250 kilometrów w przeciągu trzech dni :).



Dane wyjazdu:
138.87 km 0.40 km teren
05:54 h 23.54 km/h:
Maks. pr.:71.70 km/h
Temperatura:22.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:1460 m
Kalorie: 3033 kcal

Pętla Beskidzka

Poniedziałek, 24 września 2012 · dodano: 28.09.2012 | Komentarze 6

Po dwudniowym kawalerskim w Istebnej stwierdziłem, że muszę tam powrócić, ale tym razem na rowerze :). Zatem padł pomysł zrobienia pętli beskidzkiej :), jednak w przeciwnym kierunku tzn. Żywiec-> Węgierska Górka-> Koniaków-> Wisła-> Bielsko-Biała-> Dom. Poprzednim razem pętlę robiłem w grudniu i nie powiem, żeby mi nie dała w kość. Tym rzem warunki atmosferyczne były wyśmienite - słoneczko, ponad 20-cia stopni - więc kręciło się wspaniale. Co prawda widoki nie były już takie piękne jak dnia poprzedniego (było widać Tatry Zachodnie) , jak leczyłem kaca wylegując się na ławeczce w Istebnej Olecki, ale i tak nie można było narzekać.
Drogę do Węgierskiej Górki pokonałem w całkiem niezłym czasie bo w godzinę i dwadzieścia minut, później kręciło się już trochę gorzej - zaczęło mocniej podwiewać. Były jednak plusy wiatru - idealnie ochładzały organizm na podjazdach, a ich trochę było :). Najcięższy był od Szarego na Laliki- wąska droga ułożona z płyt w kratkę o sporym stopniu nachylenia. Oj się ze mnie wtedy wylało potu :). Dalsze podjazdy nie sprawiały mi już kłopotu, no może troszkę wdał mi się w kość uphill pod Przełęcz Kubalonka, ale tylko dlatego, że akurat naprawiali drogę i miejscami jechało się po świeżym asfalcie, a moje oponki tego nie lubią :D.


Barania Góra.


Koci Zamek.


Ochodzita.


Widok z Ochodzitej na Koniaków, Istebną i nie tylko ;).

Panorama z Ochodzitej © jakubiszon


Na Ochodzitej zrobiłem sobie dłuższą przerwę na focenie, a później zacząłem najprzyjemniejszą część, a mianowicie zjazd do Istebnej. Niestety nie udało mi się pobić rekordu prędkości (76 km/h). Uzyskałem tylko 71,7 km/h. Myślę, że może gdyby tak nie wiało, to wykręciłbym lepszą prędkość. No cóż z przyrodą się nie wygra :). W Istebnej trzeba było uzupełnić bidon i ruszyłem na ostatni mocniejszy podjazd pod Kubalonkę. Na przełęczy zacząłem lekko opadać z sił więc tym razem uzupełniłem kalorię w postaci talerza flaczków. I znów niespodzianka - flaczki z marchewką. To jest jakaś regionalna "kompozycja" bo w moich terenach takiego połączenia nie ma :D. Od Kubalonki do Ustronia nie schodziłem poniżej 30 km/h, nawet na ścieżkach rowerowych (szutrowych) nie odpuszczałem :). Oj jak się fajnie podawała noga. Czasami sam jestem zaskoczony tym, co robią moje nogi :D. Niestety w Górkach już tak dobrze mi nie szło - efekt zmęczenia. Standardowo do Bielska jechałem na przemian zielonym i niebieskim szlakiem rowerowym. W Jaworzu wbiłem się na czarny szlak w stronę lotniska, a później ustawowo zawitałem w Opium na Brackie. Oj jak siadł browarek!!! Do domu wracałem głównymi drogami z tylko jednego powodu - pora była już późna, a ja nie chciałem jechać po zmroku (brak oświetlenia) .


Niebieski szlak rowerowy wzdłuż Wisły.

A na koniec nowy kawałek jednej z moich ulubionych kapel, a mianowicie Tides From Nebula.





Dane wyjazdu:
60.90 km 31.80 km teren
04:55 h 12.39 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:16.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:1320 m
Kalorie: kcal

Częstochowska integracja w Beskidzie Małym.

Niedziela, 16 września 2012 · dodano: 25.09.2012 | Komentarze 3

.....To się nazywa mieć poślizg z wpisem!!!!!!

Zacznę od początku. Pewnego ciemnego wieczoru napisał do mnie na BS MisterDry z prośba o radę w doborze opon na trip w Beskidzie Małym. Podał mi dokładną trasę i prosił o wskazówki. Jako że z natury jestem dobry (śmiech), doradziłem, a przy okazji stwierdziłem, że w sumie też bym się wybrał z chłopakami bo co można robić na...L-4 :D. Moją osobę, w kwestii porad, polecił MisterDry'owi k4r3l. Przyznam się bez bicia - było to dla mnie wielkie wyróżnienie i jakże wielkie uznanie. Dzięki chłopie :). Zatem zgadaliśmy się na 8:30 w niedzielę w Andrychowie, skąd to mieliśmy ruszać zielonym szlakiem na Groń Jana Pawła II-go. Chłopaki z Częstochowy ( Piksel,MisterDry, Outsider ) zjawili się punktualnie i razem z Kubą ruszyliśmy w trasę. Ja i Kuba na tym wypadzie pełniliśmy rolę tzw. przewodników ;). Oczywiście ja się raz pomyliłem i zjechaliśmy z zielonego szlaku na żółty :D. No cóż czasami tak bywa na fajnych zjazdach :D. Do schroniska na Leskowcu dotarliśmy sprawnie, z wyjątkiem jednego podjazdu, a dokładnie wypychu pod Gancarz. Oj dał w du..ę ten odcinek. Z tego co pamiętałem to ta droga wyglądała kiedyś całkiem inaczej, no ale cóż leśnicy/drwale zaadaptowali sobie ją na swój użytek nie przejmując się w ogóle turystami na dwóch kółkach . W schronisku na Leskowcu krótka przerwa na "małe co nieco" i dalej ruszyliśmy czerwonym szlakiem w stronę Łamanej Skały. Nota bene ruch przy schronisku był ogromy. Po drodze zahaczyliśmy jeszcze o źródło Zimna Woda i w planie była jeszcze Grota Komonieckiego, ale tej ostatniej atrakcji przyrodniczej nie udało nam się niestety odnaleźć. Co ciekawe jest to spora atrakcja turystyczna, a PTTK tudzież okoliczne samorządy nie nie zadbały o dobre oznaczenie drogi. Szkoda :(.


Wypych pod Gancarz.




Leskowiec.


Źródło Zimna Woda.


Wspólne foto na Anuli.

Na Anuli odbiliśmy z czerwonego szlaku i zaczęła się najprzyjemniejsza część trasy, a mianowicie zielony szlak na Przełęcz Kocierską. Powiem szczerze jest to chyba najlepszy szlak rowerowy we wschodniej części Beskidu Małego. Wyjątkowo szybko się z nim uwinęliśmy. Może dlatego, że koledzy z Częstochowy trzymali niezłe tempo :). W okolicach Chaty na Gibasów Groniu Outsider złapał kapcia więc zrobiliśmy sobie krótką przerwę na zmianę dętki i zjedzenie czegoś.


Mlada Hora.






Ostatnie wspólne zdjęcie.

Na Łysinie opuścił nas k4r3l, a my dalej ruszyliśmy zielonym szlakiem do Kocierza Rychwałdzkiego. W owej miejscowości podejmujemy decyzję, że na Przełęcz Kocierską podjeżdżamy asfaltem. Zawsze to trochę więcej metrów do przejechania :).



Niestety na przełęczy nie udało nam się nić zjeść (jakieś chore zasady ma tam karczma) i podejmujemy decyzję, że nie jedziemy już na Potrójną, a zjeżdżamy genialnym zielonym szlakiem na Przełęcz Targanicką, a póżniej już asfaltem do Andrychowa, gdzie chłopaki zostawili samochód.

Podsumowując: Wielkie dzięki chłopaki za wspólny trip. Było genialnie!!! Oby to nie był ostatni raz :).

P.S. Nie obyło się bez strat :(. Zgubiłem gdzieś licznik stąd dane takie jak średnia prędkość, czas jazdy są orientacyjne. Dystans jest obliczony za pomocą bikemap.net, a z natury wiem, że są tam spore przekłamania więc trzeba doliczyć ok. 5 kilometrów. Niektórych danych nie posiadam w ogóle. No cóż takie są skutki braku rozwagi :D.

Kategoria Beskid Mały


Dane wyjazdu:
64.30 km 17.50 km teren
03:30 h 18.37 km/h:
Maks. pr.:64.00 km/h
Temperatura:25.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:1280 m
Kalorie: kcal

Pierwsza gleba na Bikestats

Poniedziałek, 10 września 2012 · dodano: 10.09.2012 | Komentarze 5

Plan na dzisiaj był prosty: wstać po nocce stosunkowo wcześnie (najlepiej koło 13) i wyruszyć z ludwikonem na Gaiki, by zjechać czerwonym szlakiem do Straconki. Oczywiście to był plan :D. Wyszło jak zawsze - inaczej! Po pierwsze : zamiast iść od razu spać po pracy to jakiś szatan podpowiedział mi, żeby włączyć kompa na chwile. Oczywiście chwila przerodziła się w dłuższą chwilę, gdyż podawałem wskazówki MisterDry'owi co do jego przyszłej trasy w Beskidzie Małym (spałem może 2,5 godziny). P.S. nie mam do nikogo żalu - to była moja decyzja. Po drugie: pech chciał, że zaraz przed wyjściem but mi się z deczka rozpruł i musiałem go pozszywać, a co za tym idzie nie spotkałem się z Ludwikonem, gdyż ten miał dość mocno ograniczony czas. Jak pech to pech :/. Skoro już wiedziałem, że dałem ciała to wybrałem trochę inną drogę dotarcia na Gaiki, a mianowicie zielonym szlakiem z Międzybrodzia Bialskiego przez Nowy Świat.I tu powiem pewną anegdotkę - tak sobie jadę i się rozglądam na boki i co widzę....Tatry Zachodnie!!!! Ukazały mi się one dokładnie pomiędzy Jaworzyną a Rogaczem. Nie mogłem uwierzyć własnym oczom!!! Niestety nie zabrałem ze sobą aparatu tylko komórkę, a wiadomo co aparat to aparat , stąd zdjęcie nie ukazuje w pełni tego co powinno.






Gdzieś tam na horyzoncie widać Tatry Zachodnie.

Co do samego zielonego szlaku na Gaiki to powiem tak: bardzo fajnie się pedałowało choć przyznam, że w drugą stronę było by jeszcze przyjemniej :). Niestety na odsłoniętych odcinkach dawała się we znaki temperatura i słońce - lało się ze mnie jak z wiadra :D. Po wjechaniu na czerwony w stronę Straconki namiętnie oczekiwałem singiel track'ów, o których mi mówił Ludwikon. Jakoś jechałem, jechałem i jechałem i nie mogłem ich spotkać :). Dopiero odnalazłem je na ostatnim kilometrze odcinka leśnego. Bardzo fajny fragment,- techniczny, wymagający sporej koncentracji, a co najważniejsze dawał mnóstwo frajdy. Aaa zapomniał bym :) - zgubiłem się raz, ba ..przejechałem sobie zjazd z drogi leśnej na szlak, co zaowocowało zgubieniem bidonu i nadrabianiem paruset metrów :).


Widoczek na Bielsko.



Po zjechaniu ze szlaku oczywistą sprawą było "zatankowanie" w Opium ;) by później atakować Magurkę. Padło na trasę ze Straconki czerwonym szlakiem. Z racji, że było już dużo godzin nie wjeżdżałem na sam szczyt tylko wbiłem się na żółty szlak do Międzybrodzia. Bardzo lubię ten zjazd - początkowo śmiga się po trawiastej dróżce wzdłuż zbocza, by później zaliczyć dwie fajne serpentyny i wbić się na szeroką , stromą, kamienistą drogę. Dwa pierwsze odcinki zaliczyłem bez problemu , a na ostatnim zaliczyłem GLEBĘ!!!!!!!!!!!!! Nie wiem jak się to stało, ale przeleciałem przez kierownice i walnąłem nogą o kamień - zapewne uderzyłem w jakiś większy kamień.. No cóż poczułem się chyba zbyt pewnie na tym odcinku, w końcu już nim kiedyś zjeżdżałem. Popełniłem jeszcze jeden błąd- zapomniałem sobie obniżyć siodełko i pewnie dlatego mnie przeważyło. Dzięki bogu obyło się bez strat - rower był cały tylko troszkę mi się ciuchy wybrudziły i ...wyrosła mi "gula" koło piszczela :). Ten zjazd zapamiętam na długo bo po upadku byłem nawet w małym szoku ;). Dalej to już był stricte asfaltowy odcinek, aż do samego domu.

P.S. Zadziwiło mnie zainteresowanie, moją brudną osobą, kierowcy samochodu, który stał ze mną na skrzyżowaniu w Międzybrodziu. Szacunek dla takich ludzi, którzy widzą, że bikerowi się coś stało i proponują mu pomoc.





Kategoria Beskid Mały


Dane wyjazdu:
88.18 km 9.00 km teren
04:20 h 20.35 km/h:
Maks. pr.:54.00 km/h
Temperatura:18.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:1260 m
Kalorie: kcal

Microo MTB

Czwartek, 6 września 2012 · dodano: 08.09.2012 | Komentarze 10

Najlepszym sposobem na spalenie weselnych kalorii jet...wiadomo co - ROWER!!!! Zatem siadłem na swojego Białego Rumaka i ruszyłem na micro MTB. Pierwotny plan zakładał asfaltowy uphill na Przegibek, podjazd na Magurkę Wilkowicką szlakiem narciarskim oraz atak na Skrzyczne od Ostrego. Oczywiście jak to w moim przypadku bywa się z deczka się przeliczyłem ze swoimi założeniami :D. Po pierwsze - wyjechałem za późno; po drugie - zapomniałem, że już o 20 jest ciemno jak w dup..e; a po trzecie zmieniłem troszkę swoją trasę w trakcie i straciłem ok. godziny czasu. Można by rzec, że plan wykonałem w 70 %. Zacznę od początku :).
Podjazd na Przegibek to już rutyna - bez emocji, bez szarpania się noo i oczywiście bez żadnych czasówek - jeszcze mnie to nie cieszy :D. Z Przegibka udałem się na Magurkę narciarskim szlakiem. Bardzo fajni mi się tam podjeżdża :). Wyjątkowo droga była przejezdna. Pamiętam, że kiedyś momentami droga była tak rozwalona, że trzeba było prowadzić rower. Tym razem wyjechałem bez żadnych problemów. Po drodze oczywiście dorwał mnie deszcz, ale dzięki bogu nie padał zbyt długo i nie zdołało mnie przelać ;). Na Magurce zmiana planów - miałem zjeżdżać asfaltem, ale wyhaczyłem inną trasę, a mianowicie czarny szlak do Łodygowic. Powiem szczerze - to był strzał w dziesiątkę!!!! Trasa GENIALNA!!! Polecam ją każdemu, kto lubi fajne urozmaicone zjazdy. Na tym odcinku było po prostu wszystko: techniczne, kamieniste zjazdy, rynny, wąskie ścieżki i małe singielki. Niestety nie robiłem wtedy zdjęć, gdyż napawałem się zjazdem :) .

Zachmurzony Beskid Mały - widok z Magurki Wilkowickiej © jakubiszon


Fragment czarnego szlaku z Magurki Wilkowickiej do Łodygowic © jakubiszon


Po wjechaniu na asfalt chwila na podjęcie decyzji co dalej. Z racji, że była już 16-ta musiałem zrezygnować z ataku na Skrzyczne. Miałem wyjeżdżać od Ostrego, gdyż jeszcze od tej strony jeszcze nie zdobywałem Skrzycznego, a wiele osób mi polecało tą trasę. Skoro miało być jakieś Mtb to trzeba było na szybkości wymyślić jakiś teren :). Padło na czerwony szlak z Bystrej w stronę Cygańskiego Lasu. Podjazd pod Równie mega ostry, co prawda krótki, ale i tak dał mi w kość.Później super szybki zjazd. Oj tego mi brakowało :). Co kawałek jakiś korzeń, jakiś kamień, na których to można było sobie fajnie poskakać.
Jak tradycja nakazywała trzeba było chlapnąć Brackie w Opium :). Ale że trochę zmarzłem po drodze to ogrzałem się... kielichem Lubelskiej Porzeczkowej ;).
Do domu wróciłem przez Hałcnów, Kobiernice, zahaczając o stare, znajome tereny :).

Soła © jakubiszon


Zameczek w Czańcu. © jakubiszon


Słońce pomału żegna się ze mna. © jakubiszon


Beskid Mały © jakubiszon




Dane wyjazdu:
94.28 km 0.50 km teren
03:50 h 24.59 km/h:
Maks. pr.:67.00 km/h
Temperatura:22.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:1170 m
Kalorie: kcal

"Lajtowy" spontan ;)

Wtorek, 28 sierpnia 2012 · dodano: 28.08.2012 | Komentarze 3

Miało być w tym tygodniu rasowe MTB, ale już wiem, że na bank nie wyjdzie. Powód - będę się "bawił" w kanalarza :). Z tej racji trzeba było znaleźć jakiś kompromis i na szybkości zrobić jakąś trasę. A że pośpiech jest wrogiem człowieka, padło na trasę stricte asfaltową.
Wstałem po nocce, jakoś się ogarnąłem i ruszyłem w stronę Przełęczy Kocierskiej (Kocierza). Jakoś wyjątkowo sprawnie sobie z nią poradziłem :). Na "szczycie" krótka rozkmina gdzie dalej...Padło na Bielsko - ciekawe dlaczego???? (Brackie) :D. Zatem zjechałem do Kocierza Moszczanickiego, po drodze mijając dość sporą liczbę kolarzy. Nota bene byłem w szoku, że w środku tygodnia mogę kogoś tu spotkać, ale wszystkiemu była chyba winna pora (ok. godziny 17-stej). Dalej już ruszyłem w kierunku Zapory w Tresnej by przez Zarzecze, Kalną, Buczkowice dotrzeć na stary rynek w Bielsku. Myślałem żeby do Bielska dotrzeć przez Łodygowice, jadąc standardową drogą pod górami, ale jakoś mi się już ta trasa znudziła więc przejechałem na drugą stronę ul. żywieckiej - taka nieświadoma próba przypomnienia sobie czasów jak się mieszkało w Bielsku.

Widoczek na Jezioro Żywieckie i Beskid Śląski © jakubiszon


Jezioro Żywieckie - widok z zapory w Tresnej. © jakubiszon


Oczywiście nie muszę mówić po co jechałem na stary rynek :D. Dalej, jak ostatnia tradycja nakazuje, popedałowałem na Przegibek. No niestety jakoś sobie źle rozplanowałem czas i zjeżdżałem z przełęczy w półmroku. Wiadomo w lesie zawsze ciemniej :) , a ja oczywiście bez żadnego oświetlenia :/. Oj dobrze, że żadnych pałkarzy nie spotkałem bo na bank skończyłoby się to mandatem.

P.S. Zauważyłem, że ostatnio mam jakiś problem z krótkimi trasami.... Hmnn ciekawe :D.