Proud member of bbRiderZ

Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi jakubiszon z miasteczka Czaniec / Bielsko-Biała. Mam przejechane 69667.54 kilometrów w tym 2592.35 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 16.58 km/h i się wcale nie chwalę.
Więcej o mnie. button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy jakubiszon.bikestats.pl

Archiwum bloga

Dane wyjazdu:
136.10 km 1.00 km teren
07:56 h 17.16 km/h:
Maks. pr.:52.00 km/h
Temperatura:-4.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:1540 m
Kalorie: kcal

Zimowa Pętla Beskidzka :)

Czwartek, 24 stycznia 2013 · dodano: 24.01.2013 | Komentarze 30

Nowy rok - nowe wyzwania!!! Nigdy wcześniej nie sądziłem, że wpadnę na taki szatański pomysł, by w styczniu wykręcić Pętlę Beskidzką. Ale cóż, nadmiar wolnego czasu skłania to przemyśleń nad nowymi, rowerowymi wyzwaniami :). I tak oto w niedzielę na wielkim kacu wymyśliłem owy trip. Do realizacji, jakże abstrakcyjnego tripu, potrzebowałem idealnych warunków atmosferycznych i drogowych, stąd też codziennie śledziłem prognozy pogody i dowiadywałem się o stanie nawierzchni w Koniakowie. Padło na środę (dziś). Spodziewałem się, że w okolicy Trójwsi może być nieciekawie (we wtorek dostałem info, że drogi są tam białe) stąd też wyruszyłem, jak dla mnie wcześnie ;) bo o 8 rano. Początkowo jechało się całkiem całkiem, raz biało raz płytkie błoto pośniegowe. Nota bene od samego rana świeciło słońce co jeszcze bardziej poprawiało mi humor :).


Na Zaporze w Tresnej lekka mgiełka :).

Myślałem, żeby do Węgierskiej Górki dostać się bocznymi drogami z Żywca jednak po dotychczasowych drogowych doświadczeniach porzuciłem ten pomysł (za długo by mi zeszło). W Węgierskiej Górce za rzeką Sołą skręciłem w prawo i boczną drogą dojechałem do Milówki (fajny odcinek bo cały biały :) ). Co prawda chciałem nią dojechać aż do dwu-pasu łączącego Milówkę ( a może Kamesznicę) ze Zwardoniem lecz przeszkodził mi głęboki śnieg zalegający na drodze - droga była odśnieżona do ostatniego budynku na trasie.




W końcu normalny widok - brak mgły ;).

Prawdziwa mordęga zaczęła się po wjechaniu do Szarego. Stan nawierzchni był, delikatne mówiąc, kiepski. Grząski, miejscami rozjeżdżony śnieg znacząca utrudniał jazdę i pochłaniał mnóstwo energii. Zastanawiał mnie jeden odcinek, a mianowicie ostatni, ostry podjazd z Szarego na główną drogę w stronę Koniakowa. Dzięki bogu nie było tak źle :) - śnieg był dobrze ubity, no może tylko na odcinku 3 metrów był rozjeżdżony, stąd też dałem radę wyjechać :).


Takie zimowe podjazdy to ja lubię :).

Od momentu wjechania do Lalików aż gdzieś do połowy podjazdu na Kubalonkę towarzyszyła mi woda lub breja na drodze stąd też prędkość była żenująco niska. Widać, że panowie drogowcy nie żałowali soli. Na szczęście do Ochodzitej była to duża zaleta bo mogłem się napawać pięknymi widokami :). Pod Ochodzita, w Karczmie zrobiłem sobie przerwę na obiad.


Dla takich widoków warto zapieprzać w 4-ro-stopniwowym mrozie.


I jest i Barania Góra ( pierwsza od lewej ).


Taras widokowy obok Karczmy Ochodzita.




Karczma a w tle Ochodzita.

Panorama z Karczmy Ochodzita © jakubiszon


Pełen kalorii wolnym tempem ruszyłem na Kubalonkę. A wolnym dlatego, żeby się nie przemoczyć bo trochę kilometrów jeszcze miałem przed sobą :). Pierwotnie miałem jeszcze zaliczyć szczyt Ochodzitej ale się strasznie zachmurzyło i widoczność był zerowa. Już myślałem, że pożegnałem się z badziewną nawierzchnią a tu znowu niespodzianka - powtórka z rozrywki na odcinku Kubalonka - Ustroń. Dzięki bogu w uzdrowisku zjechałem z asfaltu i wbiłem się na szlak rowerowy. Nie powiem łatwo nie było - jechało się może po 30-sto-centymetrowej, ubitej ścieżce. Hehe taka namiastka terenu :D. Później to już tylko asfalt choć nie w czystej postaci lecz wzbogacony o błotko pośniegowe tudzież śnieg.



Jako, że i tak musiałem jechać przez Bielsko to nie omieszkałem odwiedzić Opium i przechylić kufel Brackiego. Ja wiem, ja wiem w zimie, lekko zmarznięty pić zimne piwo?? Ale jak tradycja to tradycja :P. Z Bielska do domu dojechałem głównymi drogami - zamierzałem coś urozmaicić ale pora nie była ta i sił już brakowało.



Dane wyjazdu:
21.10 km 7.00 km teren
01:36 h 13.19 km/h:
Maks. pr.:35.80 km/h
Temperatura:-3.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:434 m
Kalorie: 720 kcal

Powtórka z rozrywki - Trzonka ;)

Sobota, 19 stycznia 2013 · dodano: 21.01.2013 | Komentarze 1

Co się będę rozpisywał na temat trasy...Przecież w 90% pokrywała się z poprzednią :). Oczywiście te 10 % stanowią nowości, hehe jak można to w ogóle tak nazwać :D. Chciałem sobie tym razem trochę urozmaicić zjazd z Trzonki ale...mi nie wyszło :D. Powód - banalny - nieprzetarte drogi :). Stąd też odcinek 100 metrowy musiałem bike'a prowadzić a i tak nie pojechałem do końca tą trasą co chciałem pierwotnie. Szczerze mówiąc to takich odcinków prowadzonych miałem tym razem więcej (niż ostatnio) gdyż rozjeżdżony, miękki śnieg zdecydowanie utrudniał jazdę pod górę. Tak na podsumowanie to powiem, że jest to fajna, krótka trasa na zimowe warunki, taka na rozruszanie kości ;).

W drodzę na Trzonkę © jakubiszon


Ostatnie zdjęcie z podjazdu. Później padł akumulator w aparacie :( © jakubiszon


P.S. Na trasie słuchałem nowej płyty Riverside - Shrine Of New Generation Slaves i przyznam, że pierwsze wrażenia są mieszane. Płyta zdecydowanie wolniejsza, chyba najwolniejsza z pośród wszystkich, choć jak najbardziej nastrojowa i klimatyczna. Trochę brakuję mi połamanej rytmiki ale w końcu nie można non stop tworzyć tego samego. Zapewne wszystkie walory nowego albumu poznam z czasem - podobnie było z poprzednią płyta ADHD, która na początku średnio mi siadała a teraz jest jedną z ulubionych ;).



Satystyki ze Stravy.

Kategoria Beskid Mały


Dane wyjazdu:
24.40 km 5.80 km teren
01:40 h 14.64 km/h:
Maks. pr.:56.10 km/h
Temperatura:-3.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:520 m
Kalorie: 943 kcal

Zimowo terenowo - Trzonka.

Czwartek, 17 stycznia 2013 · dodano: 17.01.2013 | Komentarze 4

Krótko, spontanicznie, mżawkowo i śniegowo - to są słowa opisujące dzisiejsza przejażdżkę :).
Od początku tygodnia planowałem jakiś trip po okolicy jednak za każdym razem mnie pogoda zniechęcała. Jak nie śnieżyca to mgła ale w końcu dzisiaj skusiłem się na krótkie pedałowanie. Pogoda dzisiaj za ciekawa nie była: mgła i marznąca mżawka ale co tam - CYKLOZA dała o sobie znać :D. Postanowiłem wyjechać na Trzonkę (Przełęcz Bukowską) ale od strony Bukowca. Żeby omijać drogi główne na Bukowiec dostałem się totalnie bocznymi drogami a nawet ścieżkami między domami. Jakoś jazda w śniegowej breji nie należy do najmilszych :). Po zjechaniu z głównej drogi prowadzącej przez Bukowiec zaczął niezły podjazd. W zasadzie nie jest on bardzo stromy ale rozjeżdżony śnieg na drodze powodował lekkie utrudnienia ;). Po wjechaniu w las zaczęła się prawdziwa bajka - biała, dobrze przyczepna droga na sam "szczyt" przełęczy :).






Przełęcz Bukowska.





Czym wyżej się jechało tym większa była mgła. O jakichkolwiek widokach mogłem zapomnieć. Na domiar złego padała marznąca mżawka, która ograniczała mi widoczność - hehe szkła w okularach mi zamarzały i co chwile trzeba było zeskrobywać lód :D. Jako że warunki były z deczka nie sprzyjające postanowiłem nie atakować już żadnego szczytu. Za to poznałem nową drogę z Jarosówki do Brzezinki Górnej i zamierzam tamte tereny/drogi w najbliższym czasie posprawdzać :). Do domu jechałem również bocznymi drogami.

A tutaj dokładna statystyka z trasy.

Kategoria Beskid Mały


Dane wyjazdu:
107.78 km 0.00 km teren
05:32 h 19.48 km/h:
Maks. pr.:53.90 km/h
Temperatura:-5.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:1190 m
Kalorie: kcal

Inauguracja bike sezonu 2013.

Niedziela, 13 stycznia 2013 · dodano: 13.01.2013 | Komentarze 8

Stało się - bike sezon 2013 oficjalnie otwarty!!!! Co prawda z lekkim poślizgiem patrząc na dokonania znajomych z BS bądź ogólnie bikerów z BS. Ale co tam, liczy sie, że zacząłem coś pedałować w nowym roku :). Pierwotnie miała to być inauguracja z pompą ale nie wyszło do końca ale o tym poniżej.

Plan inauguracji był ambitny a mianowicie zimowy uphill na Skrzyczne od Ostrego. Przyznam się bez bicia, że dzisiejszy plan był w zasadzie już druga próba inauguracji. Za pierwszym razem przeszkodziła mi pogoda - odwilż jak cholera. Stwierdziłem, że jazda w ciapie i mokrym śniegu mija się z celem - zanim dojechałbym do Ostrego byłbym całkowicie przemoczony. Zatem poczekałem aż przyjdą mrozy. Mrozy przyszły a na dodatek jeszcze świeży śnieg. Nie powiem miałem pewne obawy czy podołam ale postanowiłem jednak wyruszyć :).
Początkowo kręciło się wyśmienicie, suchy asfalt lub biały asfalt :). Lekki dyskomfort pojawił się dopiero na Zaporze w Tresnej. Służby drogowe na odcinku zapora - Pietrzykowice nie żałowały soli i droga pokryta była albo ciapą albo "soloną woda". Dalej było już całkiem elegancko - bo biało :). W końcu wjechałem w tzw. Ostre. Początkowo jechało się wybornie. Po przekroczeniu szlabanu tak wesoło już nie było.


wjazd do Ostrego.



Śnieg nie był za dobrze ubity, w zasadzie były tylko ślady jakiegoś samochodu a tak to śnieg na wysokość ok. 10 cm. Żeby nie było tak wesoło to pod owymi śladami były jeszcze jakieś stare zamarznięte koleiny na których namiętnie ślizgało oponę. Na początkowych płaskich odcinkach jakoś się jechało ale pojawiły się pierwsze lajtowe podjazdy i były już problemy z trakcją. I tak oto dojechałem do pierwszej 90-tki (czytaj zakręt mający 90 stopni) i pierwszego podjazdu troszkę ostrzejszego i musiałem skapitulować. Trasa była bardzo źle udeptana i co co najgorsze bardzo "grząska" - opony zapadały się w śniegu. Z bólem serca musiałem zawrócić :(.


Moment kapitulacji.


W drodze powrotnej towarzyszyły mi widoczki, wcześniej musiałem się skupiać wyłącznie na trasie.

Podczas powrotu przez Ostre rozmyślałem, gdzie by tu jechać. Narodził mi się pomysł uphill'u na Przełęcz Salmopolską, ale po dojechaniu do Buczkowic zrezygnowałem, gdyż nie wyrobiłbym się w czasie i musiałbym jechać po ciemku i to jeszcze głównym drogami. Zatem ruszyłem w stronę Szczyrku.


Skocznia SKALITE w Szczyrku.

Dojechałem do centrum Szczyrku, zrobiłem krótki odpoczynek na uzupełnienie kalorii i ruszyłem w stronę Bielska. Chciałem sobie urozmaicić trasę i odcinek Buczkowice - Bystra pokonać bocznymi drogami lecz niestety moja wspaniała aktualizowana aplikacja googlemaps nie chciała się otworzyć. Ależ się wpieniłem - tak to jest czasami z tymi aktualizacjami, które działają o niebo gorzej niż poprzednie wersje. Nie pozostało mi nic innego jak dotrzeć do Bielska głównymi drogami. Po drodze jakiś samochód na mnie piskał. Myślę sobie, przecież jadę prawidłowo. Hehe jak się okazało później to był piaseq, który jechał na narty :). W Bielsku chciałem uczcić inaugurację piwkiem w Opium ale niestety przyjechałem godzinę przed otwarciem, zatem ruszyłem do Rock Galerii na szklaneczkę whisky i znowu pech - w niedzielę czynne od 18-tej. I znowu piana - specjalnie jechałem do centrum a tu dupa. Z braku laku podjechałem do bielskiego Browaru na pysznego Koźlaka :).



Jako że mało miałem i nie miałem żadnego porządnego uphill'u postanowiłem do domu wracać przez Przegibek, który dość mocno mnie sponiewierał :).


W drodze na Przegibek.


Widok na Jezioro Międzybrodzkie z Zapory w Porąbce.



A teraz coś a propos PLANÓW NA TEN ROK:
W dalszym ciągu będę realizował nie wykonane cele z zeszłego roku. Ponadto mam w planie:
- wykręcić dużo więcej kilometrów niż w zeszłym roku :) ;
- pokusić się o pobicie dotychczasowych rekordów prędkości i dystansu dziennego;
- poznać nowe rejony;
- wziąć udziału w jakimś Maratonie - w końcu :D ;
- przejść w końcu na SPD;
- zrobić jakiegoś kilkudniowego tripa;
i wiele innych rzeczy, które zapewne narodzą się w trakcie roku :).

Dane wyjazdu:
45.80 km 12.00 km teren
03:06 h 14.77 km/h:
Maks. pr.:57.40 km/h
Temperatura:3.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:1204 m
Kalorie: 1906 kcal

"Ostatki" rowerowe w Beskidzie Małym. Podsumowanie sezonu 2012.

Poniedziałek, 31 grudnia 2012 · dodano: 31.12.2012 | Komentarze 5

Poślizg z wpisem to już u mnie niemalże tradycja , zeszłoroczna przynajmniej :D. W tym roku postaram się uzupełniać bloga troszkę szybciej ;). To jak narzazie tyle z postanowień noworocznych ;).

Ale przejdźmy do rzeczy…
Z racji, że do zrobienia 4K pozostało raptem 9 kilometrów, postanowiłem jednak jakoś zakończyć rok bardziej z pompą a niżeli wykręcić jakiś krótki, mało ambitny trip. Tak sobie siedziałem w domu dzień przed sylwestrem i rozmyślałem nad jakąś trasą i wpadł mi do głowy pomysł uphill’u na Hrobaczą Łąkę. Co najlepsze dokładnie w tym momencie napisał do mnie k4r3l z dokładnie taką samą propozycją. Hehe pomyślałem sobie, że byłoby to genialne podsumowanie roku 2012. Oczywiście przytaknąłem i umówiliśmy się z Kubą na 11-stą. Drogę do zapory spędziliśmy na pogaduszkach, podsumowaniach i planach na przyszły rok. Część właściwą uphill’u jednak pokonaliśmy osobno. Każdy z nas założył słuchawki i przy wtórze muzyki pomknęliśmy do góry. Hehe płyta koncertowa Pantery Official Live była chyba za wolna w porównaniu z Kuby Acid Drinkers - Verses Of Steel., gdyż szybko zostałem w tyle :D. Nie no tak naprawdę to Kuba jest szybszy :) a poza tym na uphill’ach się źle dyskutuje, szczególnie jeszcze na takim ;).


Na szczycie.










k4r3l podczas zjazdu z ostatnich metrów zielonego.

Co ciekawe jak na sylwestra to pogoda dopisywała nam przednia. Na odsłoniętych odcinkach podjazdu czułem się jakby co najmniej był wrzesień a nie 31-szy grudnia- w słońcu było pewnie z 12 stopni, jak nie lepiej. Na szczyt Hobaczej dotarłem parę minut po k4r3l’u – no cóż chyba sobie już trochę odpuściłem na koniec sezonu 2012 :D. Krótka sesja foto, troszkę dłuższa pogawędka z sympatycznym małżeństwem i ruszyliśmy w część terenową czerwonym szlakiem w stronę Gaików. Dawno już nie jechałem tą trasą stąd też już jej tak dobrze nie pamiętałem choć ta jedna wyrypa utkwiła mi w pamięci ;). Jak to przystało na troszkę większą wysokość nad poziomem morza dało się zauważyć śladowe kupki śniegu i „troszkę” lodu na trasie, które w żaden sposób nie utrudniały jazdy lecz nadawały lekkiej pikanterii :). Z czerwonego skręciliśmy na zielony szlak w stronę Nowego Światu. Podczas zjazdu, jeszcze nawet na czerwonym, moje hamulce wygrywały istne arie operowe :D. Po prostu jeden wielki pisk!!! Mój serwisant co prawda uprzedzał mnie o tym ale nie sądziłem, że hample będą wydawać z siebie takie donośne „okrzyki”. Na Nowym Świecie oczywistością była krótka sesja fotograficzna, tym razem lekko zachmurzonych i zamglonych Tatr. Po zjeździe do Międzybrodzia zaczął się już stricte asfaltowy trip. Kuba zdecydował w Porąbce, że jednak pojedzie przez Wielką Puszczę a ja z racji, że mi się nie chciało samemu wracać do domu, towarzyszyłem mu aż do Brzezinki. Trip jak najbardziej udany, genialna trasa, towarzystwo i co najważniejsze piękne podsumowanie sezonu 2012. Dzięki Kuba!!!!!!

A tutaj dokładne statystyki z ostatniego już tripu 2012 roku i oczywiście mapka z Bikemap :).



A co do samego PODSUMOWANIA SEZONU 2012 to powiem tak: plany były ambitne bo celem było:
- wjechanie na wszystkie najwyższe szczyty pasm Beskidów;
- okrążenie również wszystkich pasm Beskidów;
- uphill na Babią Górę;
- wykręcenie dużo większej liczby kilometrów niż w poprzednim roku.

No cóż wyszło jak wyszło :/ - dwa pierwsze cele zrealizowałem szczątkowo ale dwa kolejne zaliczyłem.
W trakcie roku oczywiście narodziły się w mojej głowie nowe plany, miedzy innymi:
- wykręciłem pierwsze w moim życiu 200 kilometrów w ciągu jednego dnia;
- zaliczyłem trzy kraje w przeciągu jednego dnia bez żadnych dojazdówek autem. Poza tym poznałem nowe tereny; nowych Bilerów z którymi bardzo miło mi się jeździło; wjechałem pierwszy raz na Pilsko – mam nadzieję, że nie ostatni :); testowałem organizm w skrajnych warunkach i w ten sposób wyjechałem na Równicę przy temperaturze minus 16 st.C., 16 razy przekroczyłem dystans dzienny stu kilometrów ; hehe udało mi się wygrać koszulkę i nogawki w konkursie VITESSE – może to nie jest osiągniecie ale radość dało wielką ;); dołączyłem do bielskiej grupy rowerowej bbRiderZ.
Reasumując to był piękny rok :) i mam nadzieję, że obecny będzie równie ciekawy i zaowocuje w nowe doświadczenia i znajomości czego Wam jak i sobie życzę :).

Na koniec troszkę muzyki ;)

Kategoria Beskid Mały


Dane wyjazdu:
92.12 km 0.00 km teren
03:56 h 23.42 km/h:
Maks. pr.:48.00 km/h
Temperatura:4.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:480 m
Kalorie: kcal

Płasko jak cholera ale na dobicie km. w sam raz :)

Niedziela, 30 grudnia 2012 · dodano: 30.12.2012 | Komentarze 3

Jako że postanowiłem w tym roku wykręcić 4K ( 4000 kilometrów) stąd też ostanie moje tripy do najambitniejszych nie należą :). Tak też było i tym razem :D. Szczerze mówiąc myślałem, że już mi się nie uda - dwa razy w grudniu byłem chory i to co gorsze raz przez święta jak pogoda na rower była wyśmienita. Co najlepsze nawet dzisiaj wyjeżdżając nie byłem do końca wyleczony ale CYKLOZA i chęć zrobienia 4K były silniejsze od zdrowego rozsądku. Wiedziałem, że zostało mi do celu niespełna 100 km. stąd też patrząc na datę, wybrałem trasę stricte asfaltowa i co gorsza mega płaską. Cel był jeden - jak najwięcej km. w jak najkrótszym czasie stąd też nie mogło być dużo górek.
Wstałem rano, zajrzałem za okno i tu niespodzianka.... Wieje jak cholera ( halny ). Załamka!!! Przecież na takim wietrze strach jeździć!!! Szybka rozkmina i podjąłem decyzję, że uderzam jednak w teren a resztę kilometrów dobiję w sylwestra. Jednak po przejechaniu kilometra zrezygnowałem i na ryzyko ruszyłem w pierwotna szosową trasę. Heheh nie powiem do Zatora jechałem z wiatrem i było to bardzo przyjemne. Za Zatorem jakby halny ustał i w tym momencie już byłem pewien, że to był dobry wybór. Przez Polankę Wielką jechało się już normalnie - hehe bo były już "górki" :).

Gdzieś w okolicach Polanki Wielkiej © jakubiszon


A to gdzie zrobiłem?? Hmnn nie pamiętam :D © jakubiszon


Jednak górki się szybko skończyły i aż do Starej Wsi było płasko jak cholera. Później parę drobnych górek i dopiero coś "ostrzejszego" wyrosło w Bielsku. Najlepsze jest to, że w zasadzie dopiero za Bielskiem spojrzałem na przejechany dystans i oczom nie mogłem uwierzyć, że mam za sobą już ponad 70 kilometrów. Niestety zdawałem sobie sprawę, że tej upragnionej sety nie uda mi się zrobić. Czas gonił i nie pozwalał na odskoki w bok. I tym oto sposobem do magicznego 4K zostało mi niespełna 8 kilometrów :). No cóż trzeba będzie zrobić jakąś "mega" trasę w Sylwestra, no bo w sumie jak kończyć sezon 2012 to w ostatni dzień roku :D.



Dane wyjazdu:
110.55 km 0.00 km teren
04:55 h 22.48 km/h:
Maks. pr.:59.20 km/h
Temperatura:0.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:920 m
Kalorie: 2092 kcal

Szosowy Cieszyn!!!

Niedziela, 23 grudnia 2012 · dodano: 23.12.2012 | Komentarze 3

Hmn.. Co tu napisać :)????? Może zacznę od początku :). Szczerze mówiąc nie była to trasa, którą bym planował od dłuższego czasu. Rzekłbym nawet, że była mega spontaniczna. W zasadzie chciałem gdziekolwiek jechać byle by wykręcić sporo kilometrów - plan dobicia do 4k. A żeby mi się przyjemniej kręciło zaproponowałem trip chłopakom z bbRiderZ i k4r3l'owi. Z bbRiderZ pojawił się tylko Piaseq - na niego zawsze można liczyć :), a Kuba niestety był niedysponowany ;).
Z Pawłem umówiłem się na 11 w Bielsku. Miałem w planach zrobić jeszcze Przegibek ale... zapałem sobie troszkę :). Chyba był to efekt imprezki dzień wcześniej :D. Dzięki bogu zdążyłem w miarę na czas - kwadrans spóźnienia. Zatem ruszyliśmy z Pawłem w stronę Cieszyna starą drogą ( Cieszyńską). Bardzo przyjemnie się kręciło, niestety ja się za ciepło ubrałem i czułem lekki dyskomfort. Sielskie kręcenie zakłócił nam w Skoczowie jakiś debil w BMW. Już tłumaczę: kulturalnie jedziemy sobie obok siebie ( nie gęsiego ), droga pusta, prosta gdzieś na odcinku 500 metrów, zero samochodów. Nagle zza pleców słyszymy klakson. Myślimy sobie , co za debil trąbi na nas na pustej, prostej drodze, przecież miejsca jest dość dla nas wszystkich. W pewnym momencie jedziemy równo w trójkę a baran z BMW zaczyna się na nas drzeć i wyzywać przez uchylone okno. Co gorsza zaczął nam zajeżdżać drogę. W takim wypadku nie pozostało nic innego jak pokazać mu środkowy palec. Ćwok dalej się wydziera, a ja mu na to czy nie zna przepisów ruchu drogowego, gdyż nasza jazda była jak najbardziej prawidłowa. Do "pogawędki" dołączył Paweł i w tym momencie gościu spasował. Miał chłop szczęście, że się nie zatrzymał bo mogło by się to nieciekawie (dla niego) skończyć. Boże co to za debile jeżdżą po naszych drogach!!!!!! Dalsza droga odbyła się już bez takich akcji. Ale żeby było ciekawie zaraz przed Cieszynem na asfaltowej drodze Paweł łapie kapcia. Szczęście w nieszczęściu polegało na tym, że dziura nie była duża i udało nam się dojechać Cieszyna.

W drodze do Cieszyna © jakubiszon


Rynek w Cieszynie. © jakubiszon


Wymiana dętki w Kauflandzie cieszyńskim ;). © jakubiszon


W planie było piwko w Czeskim Cieszynie i powrót inna trasą ale niestety poszukiwania sklepu rowerowego i sama wymiana pochłonęły trochę czasu, stąd też trzeba było szybko wracać do domu tą samą drogą. Gdzieś w okolicach Świętoszówki poczułem brak energii. Dziwne bo dystans nie miałem za duży. Powodami były za pewne zmiana ustawień siodła ( obniżyłem je ) i brak posiłku. Jakoś się dokulałem do BB, tam pożegnałem się z Piasqiem i ruszyłem szukać spożywczaka w celu uzupełnienia kalorii :). Tradycyjnie zahaczyłem o Opium w celu przechylenia kufla i co najważniejsze - nabraniu sił na dalszą jazdę. Ta raptem 20-sto minutowa przerwa idealnie mnie zregenerowała lecz niestety do domu wracałem już po ciemku ( bez oświetlenia ) :(.



Dane wyjazdu:
50.40 km 16.00 km teren
03:22 h 14.97 km/h:
Maks. pr.:54.50 km/h
Temperatura:1.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:1142 m
Kalorie: 2033 kcal

W zastępstwie...

Środa, 19 grudnia 2012 · dodano: 19.12.2012 | Komentarze 5

Po dłuższej przerwie spowodowanej chorobą w końcu zasiadłem na Białego...WRÓĆ!!!!!... na Starego Rumaka. Biały zaniemógł :/. Dzień przed tripem postanowiłem sobie przygotować Białego. Pucowałem, smarowałem, można by rzec, że nawet dopieszczałem :D ( bez podtekstów :p ). Ostatnia kontrola hamulców...i zonk!!! Klamka tylnego hamulca się "zapadła" :/. Diagnoza - hampel się zapowietrzył!! I co tu teraz zrobić??? Trip stał pod wielkim znakiem zapytania bo przecież jak tu jeździć w terenie tylko z jednym hamulcem?? Z racji, że już kiedyś miałem przygotowanego do sezonu starego Authora, postanowiłem go wykorzystać. No cóż patrząc "osprzętowo" na te rowery to Stary Rumak był daleko za murzynami. A wracając do samej trasy...
Plan był taki: dojazd do Międzybrodzia-Bialskiego, później ruszyć na Nowy Świat i dalej już terenem na Magurkę Wilkowicką, zjazd czarnym do Łodygowic i dalej już asfaltem na Kocierz i do domu. Plan planem a rzeczywistość rzeczywistością :). Nie udało mi się zrobić Kocierza i czarny szlak trochę skróciłem. Ale od początku... Do Międzybrodzia dojechałem bez większego wysiłku. Przyznam się bez bicia nawet nie wiem z jaką prędkością jechałem gdyż nie chciało mi się przekładać licznika z Białego, ale powiem tak: komfort jazdy był gorszy. Już tłumaczę... Po primo: Stary ma mniejszą ramę ( o cal ); Po secundo: geometria tej ramy jest z deczka inna' Po tertio: inny ogumienie. Co do samych opon to osobiście nie polecam opon Continental Explorer. Na śniegu i na suchych nawierzchniach sobie radzi całkiem całkiem ale na mokrych, w błocie porażka na całej linii. Po wjechaniu w teren kląłem strasznie, czułem się tak jakbym jechał na oponach stricte szosowych. Znowu odszedłem od samej trasy :). Podjazd niebieskim szlakiem pod Nowy Świat zaliczam do jednych z ostrzejszych w Beskidzie Małym, co prawda nie jest długi ale daje nieźle w kość. Czym dalej jechałem tym pojawiało się coraz więcej śniegu by na Magurce grubośc śniegu wynosiła już ok. 10 centymetrów.


Dolina rzeki Soły we mgle.


Czupel.








ostatnie metry przed Magurką.

Ostatni może kilometr przed szczytem Magurki jechałem już w zasadzie w śniegu. Nie powiem, że wszędzie się dało wyjechać. Dało się tylko tam gdzie były jakieś większe koleiny. Na szczyci przywitała mnie gigantyczna mgła. Widoczność była może na 50 metrów. Szkoda bo myślałem, że doświadczę efektu chmur/mgły pod sobą.


Schronisko na Magurce Wilkowickiej.


Skromna mgiełka ;).



Żeby nie było tak pięknie musiałem zaliczyć małą glebę ;). A udało mi się tego dokonać podczas zjazdu czarnym szlakiem w stronę Łodygowic. Co najlepsze przyczyną była...gałąź przykryta śniegiem :D. Pozbierałem się i ruszyłem dalej w dół lecz zmieniłem ostatecznie trasę. Nie dojechałem do końca czarnego lecz odbiłem w lewo, w całkiem mi nieznana drogę. Mniej więcej domyślałem się, gdzie
ona biegnie. Nota bene bardzo przyjemny odcinek- większość w dól i to elegancką leśną drogą. Nie powiem ale strasznie zmoczył/wybrudził mnie ten kawałek - wyglądałem po nim jak jedna wielka kupa błota :D. Po zjechaniu do Czernichowa zauważyłem, że zgubiłem bidon ( to już drugi w tym sezonie ) i co najlepsze - koszyk na bidon :D. Musiała mi się podczas zjazdu odkręcić śrubka mocująca :D. Przemoczony i zmarznięty ruszyłem asfaltami do domu.

TUTAJ DOKŁADNE STATYSTYKI Z TRIPU (STRAVA).

Kategoria Beskid Mały


Dane wyjazdu:
113.00 km 11.50 km teren
06:10 h 18.32 km/h:
Maks. pr.:51.40 km/h
Temperatura:-3.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:1340 m
Kalorie: kcal

Mikołajkowa Równica ;)

Czwartek, 6 grudnia 2012 · dodano: 06.12.2012 | Komentarze 4

Pobudka 7:15. Na zewnątrz -8 st.C. Planowany start - 8:00. Oczywiście mi trochę zeszło i w końcu wyruszyłem o... 9 :). Jako że były mikołajki...prezentu rano nie uświadczyłem więc zrobiłem sobie go sam :). A jaki??? Najlepszy z możliwych - zimowy trip ;). Plan był prosty - atak na Równicę. Można by rzec, że jakoś często zdobywam Równicę zimową porą. W sumie to już drugi raz w tym roku. Za pierwszym razem co prawda było z deczka chłodniej (-16 st.C) ale wróćmy do części właściwej :).
Pierwotnie planowałem zaliczyć po drodze Przegibek ale jakoś się szybko zniechęciłem ;). Zatem ruszyłem asfaltem na Bielsko przez Kobiernice, Podlesie, Kozy. Początkowo jakoś kiepsko podawały mi nogi, chyba nie mogły się przyzwyczaić do mroźnej aury. Dopiero gdzieś po przejechaniu 20-stu kilometrów mięśnie zaczęły pracować tak jak powinny. W Bielsku koło lotniska napotkałem pierwsze...lodowisko :). Mam tu na myśli ścieżkę rowerowa. Heheh bardzo miło się jechało po tej zmarzlinie, taka mała rozgrzewka na początek zimowego sezonu :). Do Ustronia standardowo dojechałem zielonym szlakiem rowerowym. Po drodze miałem nieprzyjemną przygodę - złapałem kapcia!!. Kto by pomyślał, żeby w zimie złapać gumę??? No cóż.. Zabrałem się za łatanie dziury. Wyjątkowo szybko ją znalazłem, wyciągnąłem łatki i ...tu najlepsze. Cale opakowanie łatek do wywalenia!! A dlaczego?? Żadna się nie chciała przykleić do dętki - jakby klej szlak trafił!!! Nie wiem co było powodem tego ale trzeba było sobie jakoś poradzić. Zatem wyciągam zapasową dętkę i znowu dupa. Dętka poprzecinana. Coś mam nie tak z tą sakwą podsiodłową bo namiętnie mi się w niej przecinają dętki. Założyłem z powrotem starą i jakoś dojechałem do Ustronia. Tam z pomocą mieszkańców znalazłem sklep rowerowy i profilaktycznie kupiłem 2 dętki. I tym sposobem już miałem niespełna godzinne opóźnienie.



No to zaczęła się część właściwa całego tripu a mianowicie uphill na Równicę :). W porównaniu z poprzednim razem poszło mi dużo lepiej, hehe może dlatego że nie było -16 st.C. Oczywiście w schronisku (na Równicy) zjadłem sobie... flaczki licząc na to, że poda mi je miła blondyna a tu kupa :(. Blondyneczki tym razem nie było ;[. Po sytym obiedzie ruszyłem na szczyt, w zasadzie poszedłem bo śnieg utrudniał dość mocno jazdę . Miałem dwie opcję zjazdu: żółtym albo zielonym szlakiem. Z racji, że zółtym już kiedyś zjeżdżałem wybrałem zielony. Dojazdówka do owego zielonego do najłatwiejszych nie należała. W zasadzie była ona płaska, no może bardzo delikatny spadek terenu, a śniegu momentami było do pół koła. Co tam liczyła, się przednia zabawa!!! Nota bene chyba w przeciągu doby nie tylko ja śmigałem tą trasą gdyż widziałem całkiem świeże ślady jakiegoś innego bikera.


Równica.




A w dole Brenna :).







W końcu dotarłem do zielonego w stronę Brennej. Owy biker też wybrał tę trasę, gdyż jego ślady towarzyszyły mi bardzo długo. Zjazd był bardzo ciekawy choć trzeba było strasznie uważać, gdyż szlak był nie przetarty i nie wiadomo było co kryje się pod śniegiem. Tak skupiłem się na dowhill'u, że ...zgubiłem szlak :D :D :D . Śmiałem się sam z siebie!! No cóż ruszyłem dalej w dół leśnymi drogami, nota bene to nawet nie były drogi tylko kolejne lodowiska, tylko że dość strome. W tym momencie przydała się technika i doświadczenie bo łatwo nie było ;). Z chęcią powtórzę ten zjazd ale jak już śnieg stopnieje, gdyż ta trasa ma potencjał :). Z Brennej w stronę Górek ruszyłem czarnym szlakiem rowerowym w dość mocnej śnieżycy. W zasadzie mocne opady śniegu towarzyszyły mi aż do samego domu. Jako że byłem w okolicy i tradycję trzeba zachowywać, nie omieszkałem odwiedzić starego rynku w B-B, a dokładnie Opium w celu przechylenia kufla pysznego Brackiego ;).






Dane wyjazdu:
45.03 km 17.07 km teren
03:10 h 14.22 km/h:
Maks. pr.:67.00 km/h
Temperatura:10.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:1332 m
Kalorie: 2081 kcal

Pamiętaj cholero nie śmigaj w bukowinie jesienią ;)

Środa, 28 listopada 2012 · dodano: 29.11.2012 | Komentarze 6

Hehehe ale mi wyszło powiedzenie :D.

Przyszedł czas w końcu na obiecane MTB :). Ostatnio nabijałem kilometry na asfaltach ale trzeba było jednak zrobić coś dla siebie i uderzyć w teren :). Z racji, że miałem jeszcze trochę nieprzejechanych szlaków w Beskidzie Małym, a szczególnie w zachodniej jego części, postanowiłem wykorzystać chyba już ostatnie w tym roku piękne dni i przetestować jeszcze raz aplikację STRAVA. Wracając do owych szlaków miałem na myśli czerwony z Hrobaczej Łąki do Porąbki i Niebieski z Porąbki do Kóz. Gdzieś kiedyś przeczytałem, że owy czerwony najlepiej robić właśnie z Hrobaczej a nie na odwrót i była w tym racja, gdyż zapewne połowę drogi z Porąbki musiałbym nieść rower. Powodem tego była spora stromizna i makabrycznie zniszczona droga przez leśników.
Ale wracając do samej trasy...

Standardowo na Hrobaczą wyjechałem asfaltem - co jak co ale lubię ten podjazd :), daje w dupę ale i tak jest fajny.... Chyba nie zabrzmiało to za dobrze :D :D :D. Podczas uphill'u towarzyszyło mi dość mocne słońce, czego efektem był fajny motyw, a mianowicie w dolinie Soły i nie tylko tworzyła się mgła.




Andrychowska część Beskidu Małego.

Chyba pierwszy raz na Hrobaczej Łące nie spotkałem żywej duszy - był to efekt chyba dość wczesnej pory (po 10). I przyszedł czas na czerwony szlak :). Powiem tak: odcinek bardzo miły, choć jak wcześniej powiedziałem strasznie zniszczony. Szkoda bo gdyby nie ten szkopuł, to bardzo fanie by się zjeżdżało. No to teraz niebieski szlak :). Hmnn.... Powiem tak: trasa genialna ale nie w jesieni :). Już tłumaczę... Sam początek: genialny trawersowanie zboczem Zasolnicy, ale że jest to rezerwat bukowiny ,ilość liści na trasie masakrycznie duża . Utrudniało to strasznie podjazd. Ja po parudziesięciu metrach spasowałem kląc jak szewc. Jako że jest to rezerwat, parę razy musiałem się ładnie nagimnastykować, żeby przeprawić się przez połamane drzewa. Dalej już jechało się szeroką leśną drogą. Początkowo z deczka zniszczoną przez leśników ale później było już bardzo miło :).


Widok ze szczytu Hrobaczej Łąki.


Początek uphill'u pod Zasolnicę.


Liście... :)




Hmnn...Pięknie!!!


Beskidzkie "gołoborza" ;).

Krótko mówiąc: niebieski szlak mnie pozytywnie zaskoczył, ale trasa do robienie ewidentnie nie w jesieni, szczególnie pierwszy odcinek pod Zasolnicę. Po zjechaniu ze szlaku w Kozach przyszła pora na niebieski szlak rowerowy. Heheh widoczny no on był ale tylko na mapie, bo w terenie ani śladu. Więc trzeba było ostro śledzić mapę. Dzięki bogu po wjechaniu na ulicę Gajową w Kozach teren znałem już bardzo dobrze więc na chwilę odłożyłem mapę na bok. Te tereny znałem jeszcze z dzieciństwa, gdyż pierwsze 12 lat mieszkałem w Bujakowie. Co prawda trochę się pozmieniało od tego czasu, ale dałem radę :). Żeby nie było tak słodko i uroczo to oczywiście przed Wołkiem zjechałem trochę za wcześnie z drogi i nie odwiedziłem ruin zamku. Co tam :) - jeszcze nie raz się tam wybiorę. Z okolic Wołku do domu dotarłem już asfaltem.


Ostatnie chwile z niebieskim szlakiem :).


Troszkę beskidzkiej fauny.

Jako że na wstępnie mówiłem o kolejnym teście aplikacji STRAVA, tu zamieszczam dokładne statystyki z owego "bajeru" :).

Żeby tradycji stało się za dość mapka z bikemap musi być , choć ja się ją porówna ze Stravą widać niezłą różnicę ;).

Kategoria Beskid Mały