Proud member of bbRiderZ

Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi jakubiszon z miasteczka Czaniec / Bielsko-Biała. Mam przejechane 68577.92 kilometrów w tym 2592.35 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 16.58 km/h i się wcale nie chwalę.
Więcej o mnie. button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy jakubiszon.bikestats.pl

Archiwum bloga

Dane wyjazdu:
62.00 km 1.50 km teren
03:26 h 18.06 km/h:
Maks. pr.:44.00 km/h
Temperatura:-2.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:1080 m
Kalorie: kcal

Żar tropików ;)

Niedziela, 3 lutego 2013 · dodano: 03.02.2013 | Komentarze 8

Długo trzeba było czekać aż waćpan dosiądzie białego rumaka ( 1,5 tygodnia) :). Jakoś ta ostatnia odwilż mnie tak zniechęciła do jazdy, że moja aktywność fizyczna ograniczyła się do lekkiego trekkingu na Pilsko i do jednej próby mojej kapeli. Makabra co ta pogoda potrafi zrobić z człowiekiem :). Ale, ale... w nocy spadł śnieg, temperatura znacząco się obniżyła więc nie omieszkałem wykorzystać tych jakże dogodnych warunków :). Tym razem padło na Żar!! Oj dawno tam mojej skromnej osoby nie widzieli ;). Troszkę obawiałem się się stanu drogi, bo jadąc rano autem było sporo "ciapy" ale co tam - jak się bawić to się bawić :). Kulturalnie zjadłem obiad ( oczywiście z deczka mniejszy niż normalnie bo jakoś nie lubię jeździć obżarty ), przygotowałem bike'a i ruszyłem na Żar (tropików) :). Drogi były całkiem znośne, choć miejscami miałem problemy z trakcją.



Oczywiście jakiś gnój mnie po drodze musiał wybitnie wkur...ć - człowiek sobie kulturalnie pedałuje a tu jakiś pacan nie dość, że przy wyprzedzaniu mnie, lekko zajechał mi drogę to jeszcze ochlapał śnieżną breją. Jakoś inni mogli zachować bezpieczną odległość ale ten debil przejechał koło mnie zaledwie 30 centymetrów. Oczywiście posypały się pod jego kierunkiem niecenzuralne słowa i pokazałem mu magiczny palec, a ten cep nic- nawet nie przeprosił. Miał szczęście, że go nie dogoniłem bo zapewne miałby lekkie straty. Co ciekawe jakoś do tej pory nogi kiepsko podawały, a po całym incydencie dostały niezłego powera :). Po wkroczeniu do Międzybrodzia Żywieckiego zaczęła się drogowa bajka - asfalt był przykryty ubitym śniegiem :). Myślę - lepiej być nie może :). Wiadomo, czym wyżej wyjeżdżałem tym droga była mniej ubita ale i tak jechało się bosko. Na szczycie przywitała mnie...mgła :/.


Z deczka się zaparowałem :).






Na dole jakby zaczęło się rozjaśniać.

Zjazd z Żaru zaliczę do zdecydowanie najwolniejszych - powód prosty - ślisko jak cholera choć udało mi się wyprzedzić 2 auta :). Będąc na dole postanowiłem nie wracać tą samą drogą i...zaliczyć jeszcze Kocierz. Czas miałem dobry, zestaw oświetlenia przy sobie więc dlaczego nie spróbować. Ale przyznam się bez bicia - nie lubię w zimie jeździć koło Jeziora Żywieckiego. A dlaczego??? Bo panowie drogowcy nie żałują tam soli i człowiek po przejechaniu nawet krótkiego odcinka wygląda jakby robił w młynie.




Jezioro Żywieckie.


Zdjęcie zrobione o 16:37 - jak dobrze, że dzień jest coraz dłuższy :).

Podjazd pod Kocierz zacząłem w lekkim zmroku a na szczycie było już ciemno jak w d..e. Co prawda spodziewałem się, że droga będzie tam biała a tu niespodzianka - w zasadzie czarna z lekkimi wyjątkami - tam też widocznie nie żałowali soli :). Podobnie jak w przypadku Żaru, zjazd z Kocierza wybitnie wolny. Tym razem przygotowałem się do nocnej jazdy i zabrałem ze sobą 2 przednie lampki czego efektem była b.dobra widoczność ( przynajmniej jak na ten sprzęt) :).




Tak to można jeździć :) choć i tak muszę ten zestaw troszkę udoskonalić.



Dane wyjazdu:
0.00 km 0.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:-6.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:

Antywpis ;). Trekking na Pilsko.

Niedziela, 27 stycznia 2013 · dodano: 28.01.2013 | Komentarze 8

No cóż, skoro spora grupa BS-owców wrzuca na swoje bikelogi niekoniecznie rowerowe relacje z tripów, postanowiłem nie być gorszy i też coś takiego nierowerowego zamieścić :). Co prawda mija się to z założeniami bikestats ale co tam ;).

A zatem to będzie mój pierwszy taki wpis stąd też nazwałem go ANTYWPIS :).

Jako, że ostatnio trochę pokręciłem przyszła pora na małą zmianę aktywności fizycznej a mianowicie na trekking. Zasadniczo ta dziedzina aktywności jest mi tylko znana w zimie i traktuję ją jako substytut kolarstwa.
Przyznam się, że jak już jakikolwiek treking to tylko w jakieś wyższe góry stąd też padło na Pilsko. Hehe myślałem jeszcze o Babiej Górze ale z racji, że to mój pierwszy w tym roku trekking, postanowiłem zaliczyć coś "niższego" i może łatwiejszego. Było to w mojej historii drugie, zimowe wejście na ową górę i oczywiście po raz kolejny szczyt przywitał mnie mega mgłą i "pysznym", porywistym wiatrem. Ale może od początku...
Na rowerze lubię jeździć sam, za to piesze wędrówki uznaję tylko w towarzystwie i to najlepiej jak największym. Próby skołowania kompanów ( nota bene pomysł trekkingu narodził się dość spontanicznie bo w piątek a w niedzielę miało być zdobywanie szczytu ) okazały się lekkim niepowodzeniem. Ostatecznie wyruszyłem na eksplorację Pilska z jednym znajomym. Co prawda była jeszcze szansa na ekipę z Częstochowy ( skowronek też ruszał w Beskidy ),jednak oni wybrali troszkę niższe partie a mianowicie Skrzyczne. No cóż...jest jednak szansa na wspólny wypad na Babią :). Plan ataku Pilska był taki: start w Korbielowie, następnie trekking niebieskim, czarnym i zielonym szlakiem na Halę Miziową a później podejście na sam szczyt albo żółtym, albo czarnym szlakiem. Ostatecznie wybraliśmy czarny ze względu na warunki atmosferyczne - mgła. Powrót do auta zrobiliśmy żółtym szlakiem z Hali Miziowej do Korbielowa.


Góra Matka towarzyszyła nam przez dłuższy czas w drodze na Pilsko.


Hala Malarka.


Hala Uszczewne a w tle nasz cel - Pilsko.


Góra Matka (Babia Góra) cd.



Jak widać na fotkach do Hali Miziowej warunki na trasie były wyśmienite - przetarta ścieżka i piękne słoneczko :). Niestety później nadciągnęły chmury i mglisko. Zrobiło się trochę nieprzyjemnie - zaczął wiać silny, zimny wiatr i tak przez całą drogę na sam szczyt.


"Zdjęcie rodzinne" ;).






na szczycie Pilska za przyjemnie nie było :).


Powrót do samochodu żółtym szlakiem.

Podczas zejścia ze szczytu zeszliśmy ze szlaku. Powód??? Okropne mglisko i silny wiatr, który zasypywał ślady. Żeby było ciekawiej za nami poszli inni wędrowcy i później razem szukaliśmy powrotu na szlak. Dzięki bogu obyło się bez GOPR-u :D.
Na Hali Miziowej zrobiliśmy sobie krótką przerwę na uzupełnienie kalorii i dalej ruszyliśmy żółtym szlakiem w stronę auta.

Podsumowując: zrobiliśmy prawie 13 kilometrów (12,9 km.) w totalnie zmiennych warunkach, czas mieliśmy totalnie rekreacyjny - bez żadnej napinki. Zabawa przednia i co najważniejsze w końcu popracowały trochę inne mięśnie :).

Mapka trekkingu na Pilsko. © jakubiszon
Kategoria Antywpis


Dane wyjazdu:
136.10 km 1.00 km teren
07:56 h 17.16 km/h:
Maks. pr.:52.00 km/h
Temperatura:-4.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:1540 m
Kalorie: kcal

Zimowa Pętla Beskidzka :)

Czwartek, 24 stycznia 2013 · dodano: 24.01.2013 | Komentarze 30

Nowy rok - nowe wyzwania!!! Nigdy wcześniej nie sądziłem, że wpadnę na taki szatański pomysł, by w styczniu wykręcić Pętlę Beskidzką. Ale cóż, nadmiar wolnego czasu skłania to przemyśleń nad nowymi, rowerowymi wyzwaniami :). I tak oto w niedzielę na wielkim kacu wymyśliłem owy trip. Do realizacji, jakże abstrakcyjnego tripu, potrzebowałem idealnych warunków atmosferycznych i drogowych, stąd też codziennie śledziłem prognozy pogody i dowiadywałem się o stanie nawierzchni w Koniakowie. Padło na środę (dziś). Spodziewałem się, że w okolicy Trójwsi może być nieciekawie (we wtorek dostałem info, że drogi są tam białe) stąd też wyruszyłem, jak dla mnie wcześnie ;) bo o 8 rano. Początkowo jechało się całkiem całkiem, raz biało raz płytkie błoto pośniegowe. Nota bene od samego rana świeciło słońce co jeszcze bardziej poprawiało mi humor :).


Na Zaporze w Tresnej lekka mgiełka :).

Myślałem, żeby do Węgierskiej Górki dostać się bocznymi drogami z Żywca jednak po dotychczasowych drogowych doświadczeniach porzuciłem ten pomysł (za długo by mi zeszło). W Węgierskiej Górce za rzeką Sołą skręciłem w prawo i boczną drogą dojechałem do Milówki (fajny odcinek bo cały biały :) ). Co prawda chciałem nią dojechać aż do dwu-pasu łączącego Milówkę ( a może Kamesznicę) ze Zwardoniem lecz przeszkodził mi głęboki śnieg zalegający na drodze - droga była odśnieżona do ostatniego budynku na trasie.




W końcu normalny widok - brak mgły ;).

Prawdziwa mordęga zaczęła się po wjechaniu do Szarego. Stan nawierzchni był, delikatne mówiąc, kiepski. Grząski, miejscami rozjeżdżony śnieg znacząca utrudniał jazdę i pochłaniał mnóstwo energii. Zastanawiał mnie jeden odcinek, a mianowicie ostatni, ostry podjazd z Szarego na główną drogę w stronę Koniakowa. Dzięki bogu nie było tak źle :) - śnieg był dobrze ubity, no może tylko na odcinku 3 metrów był rozjeżdżony, stąd też dałem radę wyjechać :).


Takie zimowe podjazdy to ja lubię :).

Od momentu wjechania do Lalików aż gdzieś do połowy podjazdu na Kubalonkę towarzyszyła mi woda lub breja na drodze stąd też prędkość była żenująco niska. Widać, że panowie drogowcy nie żałowali soli. Na szczęście do Ochodzitej była to duża zaleta bo mogłem się napawać pięknymi widokami :). Pod Ochodzita, w Karczmie zrobiłem sobie przerwę na obiad.


Dla takich widoków warto zapieprzać w 4-ro-stopniwowym mrozie.


I jest i Barania Góra ( pierwsza od lewej ).


Taras widokowy obok Karczmy Ochodzita.




Karczma a w tle Ochodzita.

Panorama z Karczmy Ochodzita © jakubiszon


Pełen kalorii wolnym tempem ruszyłem na Kubalonkę. A wolnym dlatego, żeby się nie przemoczyć bo trochę kilometrów jeszcze miałem przed sobą :). Pierwotnie miałem jeszcze zaliczyć szczyt Ochodzitej ale się strasznie zachmurzyło i widoczność był zerowa. Już myślałem, że pożegnałem się z badziewną nawierzchnią a tu znowu niespodzianka - powtórka z rozrywki na odcinku Kubalonka - Ustroń. Dzięki bogu w uzdrowisku zjechałem z asfaltu i wbiłem się na szlak rowerowy. Nie powiem łatwo nie było - jechało się może po 30-sto-centymetrowej, ubitej ścieżce. Hehe taka namiastka terenu :D. Później to już tylko asfalt choć nie w czystej postaci lecz wzbogacony o błotko pośniegowe tudzież śnieg.



Jako, że i tak musiałem jechać przez Bielsko to nie omieszkałem odwiedzić Opium i przechylić kufel Brackiego. Ja wiem, ja wiem w zimie, lekko zmarznięty pić zimne piwo?? Ale jak tradycja to tradycja :P. Z Bielska do domu dojechałem głównymi drogami - zamierzałem coś urozmaicić ale pora nie była ta i sił już brakowało.



Dane wyjazdu:
21.10 km 7.00 km teren
01:36 h 13.19 km/h:
Maks. pr.:35.80 km/h
Temperatura:-3.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:434 m
Kalorie: 720 kcal

Powtórka z rozrywki - Trzonka ;)

Sobota, 19 stycznia 2013 · dodano: 21.01.2013 | Komentarze 1

Co się będę rozpisywał na temat trasy...Przecież w 90% pokrywała się z poprzednią :). Oczywiście te 10 % stanowią nowości, hehe jak można to w ogóle tak nazwać :D. Chciałem sobie tym razem trochę urozmaicić zjazd z Trzonki ale...mi nie wyszło :D. Powód - banalny - nieprzetarte drogi :). Stąd też odcinek 100 metrowy musiałem bike'a prowadzić a i tak nie pojechałem do końca tą trasą co chciałem pierwotnie. Szczerze mówiąc to takich odcinków prowadzonych miałem tym razem więcej (niż ostatnio) gdyż rozjeżdżony, miękki śnieg zdecydowanie utrudniał jazdę pod górę. Tak na podsumowanie to powiem, że jest to fajna, krótka trasa na zimowe warunki, taka na rozruszanie kości ;).

W drodzę na Trzonkę © jakubiszon


Ostatnie zdjęcie z podjazdu. Później padł akumulator w aparacie :( © jakubiszon


P.S. Na trasie słuchałem nowej płyty Riverside - Shrine Of New Generation Slaves i przyznam, że pierwsze wrażenia są mieszane. Płyta zdecydowanie wolniejsza, chyba najwolniejsza z pośród wszystkich, choć jak najbardziej nastrojowa i klimatyczna. Trochę brakuję mi połamanej rytmiki ale w końcu nie można non stop tworzyć tego samego. Zapewne wszystkie walory nowego albumu poznam z czasem - podobnie było z poprzednią płyta ADHD, która na początku średnio mi siadała a teraz jest jedną z ulubionych ;).



Satystyki ze Stravy.

Kategoria Beskid Mały


Dane wyjazdu:
24.40 km 5.80 km teren
01:40 h 14.64 km/h:
Maks. pr.:56.10 km/h
Temperatura:-3.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:520 m
Kalorie: 943 kcal

Zimowo terenowo - Trzonka.

Czwartek, 17 stycznia 2013 · dodano: 17.01.2013 | Komentarze 4

Krótko, spontanicznie, mżawkowo i śniegowo - to są słowa opisujące dzisiejsza przejażdżkę :).
Od początku tygodnia planowałem jakiś trip po okolicy jednak za każdym razem mnie pogoda zniechęcała. Jak nie śnieżyca to mgła ale w końcu dzisiaj skusiłem się na krótkie pedałowanie. Pogoda dzisiaj za ciekawa nie była: mgła i marznąca mżawka ale co tam - CYKLOZA dała o sobie znać :D. Postanowiłem wyjechać na Trzonkę (Przełęcz Bukowską) ale od strony Bukowca. Żeby omijać drogi główne na Bukowiec dostałem się totalnie bocznymi drogami a nawet ścieżkami między domami. Jakoś jazda w śniegowej breji nie należy do najmilszych :). Po zjechaniu z głównej drogi prowadzącej przez Bukowiec zaczął niezły podjazd. W zasadzie nie jest on bardzo stromy ale rozjeżdżony śnieg na drodze powodował lekkie utrudnienia ;). Po wjechaniu w las zaczęła się prawdziwa bajka - biała, dobrze przyczepna droga na sam "szczyt" przełęczy :).






Przełęcz Bukowska.





Czym wyżej się jechało tym większa była mgła. O jakichkolwiek widokach mogłem zapomnieć. Na domiar złego padała marznąca mżawka, która ograniczała mi widoczność - hehe szkła w okularach mi zamarzały i co chwile trzeba było zeskrobywać lód :D. Jako że warunki były z deczka nie sprzyjające postanowiłem nie atakować już żadnego szczytu. Za to poznałem nową drogę z Jarosówki do Brzezinki Górnej i zamierzam tamte tereny/drogi w najbliższym czasie posprawdzać :). Do domu jechałem również bocznymi drogami.

A tutaj dokładna statystyka z trasy.

Kategoria Beskid Mały


Dane wyjazdu:
107.78 km 0.00 km teren
05:32 h 19.48 km/h:
Maks. pr.:53.90 km/h
Temperatura:-5.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:1190 m
Kalorie: kcal

Inauguracja bike sezonu 2013.

Niedziela, 13 stycznia 2013 · dodano: 13.01.2013 | Komentarze 8

Stało się - bike sezon 2013 oficjalnie otwarty!!!! Co prawda z lekkim poślizgiem patrząc na dokonania znajomych z BS bądź ogólnie bikerów z BS. Ale co tam, liczy sie, że zacząłem coś pedałować w nowym roku :). Pierwotnie miała to być inauguracja z pompą ale nie wyszło do końca ale o tym poniżej.

Plan inauguracji był ambitny a mianowicie zimowy uphill na Skrzyczne od Ostrego. Przyznam się bez bicia, że dzisiejszy plan był w zasadzie już druga próba inauguracji. Za pierwszym razem przeszkodziła mi pogoda - odwilż jak cholera. Stwierdziłem, że jazda w ciapie i mokrym śniegu mija się z celem - zanim dojechałbym do Ostrego byłbym całkowicie przemoczony. Zatem poczekałem aż przyjdą mrozy. Mrozy przyszły a na dodatek jeszcze świeży śnieg. Nie powiem miałem pewne obawy czy podołam ale postanowiłem jednak wyruszyć :).
Początkowo kręciło się wyśmienicie, suchy asfalt lub biały asfalt :). Lekki dyskomfort pojawił się dopiero na Zaporze w Tresnej. Służby drogowe na odcinku zapora - Pietrzykowice nie żałowały soli i droga pokryta była albo ciapą albo "soloną woda". Dalej było już całkiem elegancko - bo biało :). W końcu wjechałem w tzw. Ostre. Początkowo jechało się wybornie. Po przekroczeniu szlabanu tak wesoło już nie było.


wjazd do Ostrego.



Śnieg nie był za dobrze ubity, w zasadzie były tylko ślady jakiegoś samochodu a tak to śnieg na wysokość ok. 10 cm. Żeby nie było tak wesoło to pod owymi śladami były jeszcze jakieś stare zamarznięte koleiny na których namiętnie ślizgało oponę. Na początkowych płaskich odcinkach jakoś się jechało ale pojawiły się pierwsze lajtowe podjazdy i były już problemy z trakcją. I tak oto dojechałem do pierwszej 90-tki (czytaj zakręt mający 90 stopni) i pierwszego podjazdu troszkę ostrzejszego i musiałem skapitulować. Trasa była bardzo źle udeptana i co co najgorsze bardzo "grząska" - opony zapadały się w śniegu. Z bólem serca musiałem zawrócić :(.


Moment kapitulacji.


W drodze powrotnej towarzyszyły mi widoczki, wcześniej musiałem się skupiać wyłącznie na trasie.

Podczas powrotu przez Ostre rozmyślałem, gdzie by tu jechać. Narodził mi się pomysł uphill'u na Przełęcz Salmopolską, ale po dojechaniu do Buczkowic zrezygnowałem, gdyż nie wyrobiłbym się w czasie i musiałbym jechać po ciemku i to jeszcze głównym drogami. Zatem ruszyłem w stronę Szczyrku.


Skocznia SKALITE w Szczyrku.

Dojechałem do centrum Szczyrku, zrobiłem krótki odpoczynek na uzupełnienie kalorii i ruszyłem w stronę Bielska. Chciałem sobie urozmaicić trasę i odcinek Buczkowice - Bystra pokonać bocznymi drogami lecz niestety moja wspaniała aktualizowana aplikacja googlemaps nie chciała się otworzyć. Ależ się wpieniłem - tak to jest czasami z tymi aktualizacjami, które działają o niebo gorzej niż poprzednie wersje. Nie pozostało mi nic innego jak dotrzeć do Bielska głównymi drogami. Po drodze jakiś samochód na mnie piskał. Myślę sobie, przecież jadę prawidłowo. Hehe jak się okazało później to był piaseq, który jechał na narty :). W Bielsku chciałem uczcić inaugurację piwkiem w Opium ale niestety przyjechałem godzinę przed otwarciem, zatem ruszyłem do Rock Galerii na szklaneczkę whisky i znowu pech - w niedzielę czynne od 18-tej. I znowu piana - specjalnie jechałem do centrum a tu dupa. Z braku laku podjechałem do bielskiego Browaru na pysznego Koźlaka :).



Jako że mało miałem i nie miałem żadnego porządnego uphill'u postanowiłem do domu wracać przez Przegibek, który dość mocno mnie sponiewierał :).


W drodze na Przegibek.


Widok na Jezioro Międzybrodzkie z Zapory w Porąbce.



A teraz coś a propos PLANÓW NA TEN ROK:
W dalszym ciągu będę realizował nie wykonane cele z zeszłego roku. Ponadto mam w planie:
- wykręcić dużo więcej kilometrów niż w zeszłym roku :) ;
- pokusić się o pobicie dotychczasowych rekordów prędkości i dystansu dziennego;
- poznać nowe rejony;
- wziąć udziału w jakimś Maratonie - w końcu :D ;
- przejść w końcu na SPD;
- zrobić jakiegoś kilkudniowego tripa;
i wiele innych rzeczy, które zapewne narodzą się w trakcie roku :).

Dane wyjazdu:
45.80 km 12.00 km teren
03:06 h 14.77 km/h:
Maks. pr.:57.40 km/h
Temperatura:3.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:1204 m
Kalorie: 1906 kcal

"Ostatki" rowerowe w Beskidzie Małym. Podsumowanie sezonu 2012.

Poniedziałek, 31 grudnia 2012 · dodano: 31.12.2012 | Komentarze 5

Poślizg z wpisem to już u mnie niemalże tradycja , zeszłoroczna przynajmniej :D. W tym roku postaram się uzupełniać bloga troszkę szybciej ;). To jak narzazie tyle z postanowień noworocznych ;).

Ale przejdźmy do rzeczy…
Z racji, że do zrobienia 4K pozostało raptem 9 kilometrów, postanowiłem jednak jakoś zakończyć rok bardziej z pompą a niżeli wykręcić jakiś krótki, mało ambitny trip. Tak sobie siedziałem w domu dzień przed sylwestrem i rozmyślałem nad jakąś trasą i wpadł mi do głowy pomysł uphill’u na Hrobaczą Łąkę. Co najlepsze dokładnie w tym momencie napisał do mnie k4r3l z dokładnie taką samą propozycją. Hehe pomyślałem sobie, że byłoby to genialne podsumowanie roku 2012. Oczywiście przytaknąłem i umówiliśmy się z Kubą na 11-stą. Drogę do zapory spędziliśmy na pogaduszkach, podsumowaniach i planach na przyszły rok. Część właściwą uphill’u jednak pokonaliśmy osobno. Każdy z nas założył słuchawki i przy wtórze muzyki pomknęliśmy do góry. Hehe płyta koncertowa Pantery Official Live była chyba za wolna w porównaniu z Kuby Acid Drinkers - Verses Of Steel., gdyż szybko zostałem w tyle :D. Nie no tak naprawdę to Kuba jest szybszy :) a poza tym na uphill’ach się źle dyskutuje, szczególnie jeszcze na takim ;).


Na szczycie.










k4r3l podczas zjazdu z ostatnich metrów zielonego.

Co ciekawe jak na sylwestra to pogoda dopisywała nam przednia. Na odsłoniętych odcinkach podjazdu czułem się jakby co najmniej był wrzesień a nie 31-szy grudnia- w słońcu było pewnie z 12 stopni, jak nie lepiej. Na szczyt Hobaczej dotarłem parę minut po k4r3l’u – no cóż chyba sobie już trochę odpuściłem na koniec sezonu 2012 :D. Krótka sesja foto, troszkę dłuższa pogawędka z sympatycznym małżeństwem i ruszyliśmy w część terenową czerwonym szlakiem w stronę Gaików. Dawno już nie jechałem tą trasą stąd też już jej tak dobrze nie pamiętałem choć ta jedna wyrypa utkwiła mi w pamięci ;). Jak to przystało na troszkę większą wysokość nad poziomem morza dało się zauważyć śladowe kupki śniegu i „troszkę” lodu na trasie, które w żaden sposób nie utrudniały jazdy lecz nadawały lekkiej pikanterii :). Z czerwonego skręciliśmy na zielony szlak w stronę Nowego Światu. Podczas zjazdu, jeszcze nawet na czerwonym, moje hamulce wygrywały istne arie operowe :D. Po prostu jeden wielki pisk!!! Mój serwisant co prawda uprzedzał mnie o tym ale nie sądziłem, że hample będą wydawać z siebie takie donośne „okrzyki”. Na Nowym Świecie oczywistością była krótka sesja fotograficzna, tym razem lekko zachmurzonych i zamglonych Tatr. Po zjeździe do Międzybrodzia zaczął się już stricte asfaltowy trip. Kuba zdecydował w Porąbce, że jednak pojedzie przez Wielką Puszczę a ja z racji, że mi się nie chciało samemu wracać do domu, towarzyszyłem mu aż do Brzezinki. Trip jak najbardziej udany, genialna trasa, towarzystwo i co najważniejsze piękne podsumowanie sezonu 2012. Dzięki Kuba!!!!!!

A tutaj dokładne statystyki z ostatniego już tripu 2012 roku i oczywiście mapka z Bikemap :).



A co do samego PODSUMOWANIA SEZONU 2012 to powiem tak: plany były ambitne bo celem było:
- wjechanie na wszystkie najwyższe szczyty pasm Beskidów;
- okrążenie również wszystkich pasm Beskidów;
- uphill na Babią Górę;
- wykręcenie dużo większej liczby kilometrów niż w poprzednim roku.

No cóż wyszło jak wyszło :/ - dwa pierwsze cele zrealizowałem szczątkowo ale dwa kolejne zaliczyłem.
W trakcie roku oczywiście narodziły się w mojej głowie nowe plany, miedzy innymi:
- wykręciłem pierwsze w moim życiu 200 kilometrów w ciągu jednego dnia;
- zaliczyłem trzy kraje w przeciągu jednego dnia bez żadnych dojazdówek autem. Poza tym poznałem nowe tereny; nowych Bilerów z którymi bardzo miło mi się jeździło; wjechałem pierwszy raz na Pilsko – mam nadzieję, że nie ostatni :); testowałem organizm w skrajnych warunkach i w ten sposób wyjechałem na Równicę przy temperaturze minus 16 st.C., 16 razy przekroczyłem dystans dzienny stu kilometrów ; hehe udało mi się wygrać koszulkę i nogawki w konkursie VITESSE – może to nie jest osiągniecie ale radość dało wielką ;); dołączyłem do bielskiej grupy rowerowej bbRiderZ.
Reasumując to był piękny rok :) i mam nadzieję, że obecny będzie równie ciekawy i zaowocuje w nowe doświadczenia i znajomości czego Wam jak i sobie życzę :).

Na koniec troszkę muzyki ;)

Kategoria Beskid Mały


Dane wyjazdu:
92.12 km 0.00 km teren
03:56 h 23.42 km/h:
Maks. pr.:48.00 km/h
Temperatura:4.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:480 m
Kalorie: kcal

Płasko jak cholera ale na dobicie km. w sam raz :)

Niedziela, 30 grudnia 2012 · dodano: 30.12.2012 | Komentarze 3

Jako że postanowiłem w tym roku wykręcić 4K ( 4000 kilometrów) stąd też ostanie moje tripy do najambitniejszych nie należą :). Tak też było i tym razem :D. Szczerze mówiąc myślałem, że już mi się nie uda - dwa razy w grudniu byłem chory i to co gorsze raz przez święta jak pogoda na rower była wyśmienita. Co najlepsze nawet dzisiaj wyjeżdżając nie byłem do końca wyleczony ale CYKLOZA i chęć zrobienia 4K były silniejsze od zdrowego rozsądku. Wiedziałem, że zostało mi do celu niespełna 100 km. stąd też patrząc na datę, wybrałem trasę stricte asfaltowa i co gorsza mega płaską. Cel był jeden - jak najwięcej km. w jak najkrótszym czasie stąd też nie mogło być dużo górek.
Wstałem rano, zajrzałem za okno i tu niespodzianka.... Wieje jak cholera ( halny ). Załamka!!! Przecież na takim wietrze strach jeździć!!! Szybka rozkmina i podjąłem decyzję, że uderzam jednak w teren a resztę kilometrów dobiję w sylwestra. Jednak po przejechaniu kilometra zrezygnowałem i na ryzyko ruszyłem w pierwotna szosową trasę. Heheh nie powiem do Zatora jechałem z wiatrem i było to bardzo przyjemne. Za Zatorem jakby halny ustał i w tym momencie już byłem pewien, że to był dobry wybór. Przez Polankę Wielką jechało się już normalnie - hehe bo były już "górki" :).

Gdzieś w okolicach Polanki Wielkiej © jakubiszon


A to gdzie zrobiłem?? Hmnn nie pamiętam :D © jakubiszon


Jednak górki się szybko skończyły i aż do Starej Wsi było płasko jak cholera. Później parę drobnych górek i dopiero coś "ostrzejszego" wyrosło w Bielsku. Najlepsze jest to, że w zasadzie dopiero za Bielskiem spojrzałem na przejechany dystans i oczom nie mogłem uwierzyć, że mam za sobą już ponad 70 kilometrów. Niestety zdawałem sobie sprawę, że tej upragnionej sety nie uda mi się zrobić. Czas gonił i nie pozwalał na odskoki w bok. I tym oto sposobem do magicznego 4K zostało mi niespełna 8 kilometrów :). No cóż trzeba będzie zrobić jakąś "mega" trasę w Sylwestra, no bo w sumie jak kończyć sezon 2012 to w ostatni dzień roku :D.



Dane wyjazdu:
110.55 km 0.00 km teren
04:55 h 22.48 km/h:
Maks. pr.:59.20 km/h
Temperatura:0.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:920 m
Kalorie: 2092 kcal

Szosowy Cieszyn!!!

Niedziela, 23 grudnia 2012 · dodano: 23.12.2012 | Komentarze 3

Hmn.. Co tu napisać :)????? Może zacznę od początku :). Szczerze mówiąc nie była to trasa, którą bym planował od dłuższego czasu. Rzekłbym nawet, że była mega spontaniczna. W zasadzie chciałem gdziekolwiek jechać byle by wykręcić sporo kilometrów - plan dobicia do 4k. A żeby mi się przyjemniej kręciło zaproponowałem trip chłopakom z bbRiderZ i k4r3l'owi. Z bbRiderZ pojawił się tylko Piaseq - na niego zawsze można liczyć :), a Kuba niestety był niedysponowany ;).
Z Pawłem umówiłem się na 11 w Bielsku. Miałem w planach zrobić jeszcze Przegibek ale... zapałem sobie troszkę :). Chyba był to efekt imprezki dzień wcześniej :D. Dzięki bogu zdążyłem w miarę na czas - kwadrans spóźnienia. Zatem ruszyliśmy z Pawłem w stronę Cieszyna starą drogą ( Cieszyńską). Bardzo przyjemnie się kręciło, niestety ja się za ciepło ubrałem i czułem lekki dyskomfort. Sielskie kręcenie zakłócił nam w Skoczowie jakiś debil w BMW. Już tłumaczę: kulturalnie jedziemy sobie obok siebie ( nie gęsiego ), droga pusta, prosta gdzieś na odcinku 500 metrów, zero samochodów. Nagle zza pleców słyszymy klakson. Myślimy sobie , co za debil trąbi na nas na pustej, prostej drodze, przecież miejsca jest dość dla nas wszystkich. W pewnym momencie jedziemy równo w trójkę a baran z BMW zaczyna się na nas drzeć i wyzywać przez uchylone okno. Co gorsza zaczął nam zajeżdżać drogę. W takim wypadku nie pozostało nic innego jak pokazać mu środkowy palec. Ćwok dalej się wydziera, a ja mu na to czy nie zna przepisów ruchu drogowego, gdyż nasza jazda była jak najbardziej prawidłowa. Do "pogawędki" dołączył Paweł i w tym momencie gościu spasował. Miał chłop szczęście, że się nie zatrzymał bo mogło by się to nieciekawie (dla niego) skończyć. Boże co to za debile jeżdżą po naszych drogach!!!!!! Dalsza droga odbyła się już bez takich akcji. Ale żeby było ciekawie zaraz przed Cieszynem na asfaltowej drodze Paweł łapie kapcia. Szczęście w nieszczęściu polegało na tym, że dziura nie była duża i udało nam się dojechać Cieszyna.

W drodze do Cieszyna © jakubiszon


Rynek w Cieszynie. © jakubiszon


Wymiana dętki w Kauflandzie cieszyńskim ;). © jakubiszon


W planie było piwko w Czeskim Cieszynie i powrót inna trasą ale niestety poszukiwania sklepu rowerowego i sama wymiana pochłonęły trochę czasu, stąd też trzeba było szybko wracać do domu tą samą drogą. Gdzieś w okolicach Świętoszówki poczułem brak energii. Dziwne bo dystans nie miałem za duży. Powodami były za pewne zmiana ustawień siodła ( obniżyłem je ) i brak posiłku. Jakoś się dokulałem do BB, tam pożegnałem się z Piasqiem i ruszyłem szukać spożywczaka w celu uzupełnienia kalorii :). Tradycyjnie zahaczyłem o Opium w celu przechylenia kufla i co najważniejsze - nabraniu sił na dalszą jazdę. Ta raptem 20-sto minutowa przerwa idealnie mnie zregenerowała lecz niestety do domu wracałem już po ciemku ( bez oświetlenia ) :(.



Dane wyjazdu:
50.40 km 16.00 km teren
03:22 h 14.97 km/h:
Maks. pr.:54.50 km/h
Temperatura:1.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:1142 m
Kalorie: 2033 kcal

W zastępstwie...

Środa, 19 grudnia 2012 · dodano: 19.12.2012 | Komentarze 5

Po dłuższej przerwie spowodowanej chorobą w końcu zasiadłem na Białego...WRÓĆ!!!!!... na Starego Rumaka. Biały zaniemógł :/. Dzień przed tripem postanowiłem sobie przygotować Białego. Pucowałem, smarowałem, można by rzec, że nawet dopieszczałem :D ( bez podtekstów :p ). Ostatnia kontrola hamulców...i zonk!!! Klamka tylnego hamulca się "zapadła" :/. Diagnoza - hampel się zapowietrzył!! I co tu teraz zrobić??? Trip stał pod wielkim znakiem zapytania bo przecież jak tu jeździć w terenie tylko z jednym hamulcem?? Z racji, że już kiedyś miałem przygotowanego do sezonu starego Authora, postanowiłem go wykorzystać. No cóż patrząc "osprzętowo" na te rowery to Stary Rumak był daleko za murzynami. A wracając do samej trasy...
Plan był taki: dojazd do Międzybrodzia-Bialskiego, później ruszyć na Nowy Świat i dalej już terenem na Magurkę Wilkowicką, zjazd czarnym do Łodygowic i dalej już asfaltem na Kocierz i do domu. Plan planem a rzeczywistość rzeczywistością :). Nie udało mi się zrobić Kocierza i czarny szlak trochę skróciłem. Ale od początku... Do Międzybrodzia dojechałem bez większego wysiłku. Przyznam się bez bicia nawet nie wiem z jaką prędkością jechałem gdyż nie chciało mi się przekładać licznika z Białego, ale powiem tak: komfort jazdy był gorszy. Już tłumaczę... Po primo: Stary ma mniejszą ramę ( o cal ); Po secundo: geometria tej ramy jest z deczka inna' Po tertio: inny ogumienie. Co do samych opon to osobiście nie polecam opon Continental Explorer. Na śniegu i na suchych nawierzchniach sobie radzi całkiem całkiem ale na mokrych, w błocie porażka na całej linii. Po wjechaniu w teren kląłem strasznie, czułem się tak jakbym jechał na oponach stricte szosowych. Znowu odszedłem od samej trasy :). Podjazd niebieskim szlakiem pod Nowy Świat zaliczam do jednych z ostrzejszych w Beskidzie Małym, co prawda nie jest długi ale daje nieźle w kość. Czym dalej jechałem tym pojawiało się coraz więcej śniegu by na Magurce grubośc śniegu wynosiła już ok. 10 centymetrów.


Dolina rzeki Soły we mgle.


Czupel.








ostatnie metry przed Magurką.

Ostatni może kilometr przed szczytem Magurki jechałem już w zasadzie w śniegu. Nie powiem, że wszędzie się dało wyjechać. Dało się tylko tam gdzie były jakieś większe koleiny. Na szczyci przywitała mnie gigantyczna mgła. Widoczność była może na 50 metrów. Szkoda bo myślałem, że doświadczę efektu chmur/mgły pod sobą.


Schronisko na Magurce Wilkowickiej.


Skromna mgiełka ;).



Żeby nie było tak pięknie musiałem zaliczyć małą glebę ;). A udało mi się tego dokonać podczas zjazdu czarnym szlakiem w stronę Łodygowic. Co najlepsze przyczyną była...gałąź przykryta śniegiem :D. Pozbierałem się i ruszyłem dalej w dół lecz zmieniłem ostatecznie trasę. Nie dojechałem do końca czarnego lecz odbiłem w lewo, w całkiem mi nieznana drogę. Mniej więcej domyślałem się, gdzie
ona biegnie. Nota bene bardzo przyjemny odcinek- większość w dól i to elegancką leśną drogą. Nie powiem ale strasznie zmoczył/wybrudził mnie ten kawałek - wyglądałem po nim jak jedna wielka kupa błota :D. Po zjechaniu do Czernichowa zauważyłem, że zgubiłem bidon ( to już drugi w tym sezonie ) i co najlepsze - koszyk na bidon :D. Musiała mi się podczas zjazdu odkręcić śrubka mocująca :D. Przemoczony i zmarznięty ruszyłem asfaltami do domu.

TUTAJ DOKŁADNE STATYSTYKI Z TRIPU (STRAVA).

Kategoria Beskid Mały