Info
Więcej o mnie.
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Lipiec5 - 0
- 2026, Czerwiec11 - 0
- 2026, Maj22 - 0
- 2026, Kwiecień21 - 0
- 2026, Marzec14 - 0
- 2026, Luty8 - 0
- 2026, Styczeń10 - 0
- 2025, Grudzień14 - 0
- 2025, Listopad15 - 0
- 2025, Październik15 - 0
- 2025, Wrzesień18 - 0
- 2025, Sierpień19 - 0
- 2025, Lipiec16 - 0
- 2025, Czerwiec22 - 0
- 2025, Maj19 - 0
- 2025, Kwiecień19 - 0
- 2025, Marzec16 - 0
- 2025, Luty10 - 0
- 2025, Styczeń11 - 0
- 2024, Grudzień15 - 0
- 2024, Listopad14 - 0
- 2024, Październik15 - 0
- 2024, Wrzesień15 - 0
- 2024, Sierpień28 - 0
- 2024, Lipiec19 - 0
- 2024, Czerwiec16 - 0
- 2024, Maj21 - 0
- 2024, Kwiecień17 - 0
- 2024, Marzec17 - 0
- 2024, Luty12 - 0
- 2024, Styczeń17 - 0
- 2023, Grudzień13 - 0
- 2023, Listopad9 - 0
- 2023, Październik16 - 0
- 2023, Wrzesień10 - 0
- 2023, Sierpień15 - 0
- 2023, Lipiec16 - 0
- 2023, Czerwiec15 - 0
- 2023, Maj18 - 0
- 2023, Kwiecień13 - 0
- 2023, Marzec14 - 0
- 2023, Luty13 - 0
- 2023, Styczeń11 - 0
- 2022, Grudzień10 - 0
- 2022, Listopad6 - 0
- 2022, Październik15 - 0
- 2022, Wrzesień9 - 0
- 2022, Sierpień21 - 0
- 2022, Lipiec19 - 0
- 2022, Czerwiec21 - 0
- 2022, Maj29 - 0
- 2022, Kwiecień23 - 0
- 2022, Marzec31 - 0
- 2022, Luty8 - 0
- 2022, Styczeń11 - 0
- 2021, Grudzień15 - 0
- 2021, Listopad4 - 0
- 2021, Październik28 - 0
- 2021, Wrzesień18 - 0
- 2021, Sierpień22 - 0
- 2021, Lipiec30 - 0
- 2021, Czerwiec24 - 0
- 2021, Maj23 - 0
- 2021, Kwiecień25 - 0
- 2021, Marzec26 - 0
- 2021, Luty16 - 0
- 2021, Styczeń8 - 0
- 2020, Grudzień10 - 0
- 2020, Listopad6 - 0
- 2020, Październik23 - 0
- 2020, Wrzesień22 - 0
- 2020, Sierpień20 - 0
- 2020, Lipiec42 - 0
- 2020, Czerwiec25 - 0
- 2020, Maj19 - 0
- 2020, Kwiecień41 - 0
- 2020, Marzec25 - 0
- 2020, Luty16 - 0
- 2020, Styczeń24 - 0
- 2019, Grudzień17 - 0
- 2019, Listopad18 - 0
- 2019, Październik23 - 0
- 2019, Wrzesień16 - 0
- 2019, Sierpień6 - 0
- 2019, Lipiec5 - 0
- 2016, Marzec2 - 2
- 2016, Luty5 - 8
- 2016, Styczeń2 - 6
- 2014, Listopad4 - 10
- 2014, Październik5 - 14
- 2014, Wrzesień5 - 5
- 2014, Sierpień13 - 28
- 2014, Lipiec9 - 15
- 2014, Czerwiec13 - 34
- 2014, Maj13 - 29
- 2014, Kwiecień6 - 10
- 2014, Marzec9 - 19
- 2014, Luty8 - 15
- 2014, Styczeń7 - 24
- 2013, Grudzień8 - 16
- 2013, Listopad3 - 8
- 2013, Październik11 - 26
- 2013, Wrzesień7 - 10
- 2013, Sierpień9 - 18
- 2013, Lipiec8 - 26
- 2013, Czerwiec9 - 31
- 2013, Maj8 - 22
- 2013, Kwiecień9 - 41
- 2013, Marzec7 - 26
- 2013, Luty5 - 31
- 2013, Styczeń5 - 51
- 2012, Grudzień5 - 20
- 2012, Listopad7 - 20
- 2012, Październik6 - 31
- 2012, Wrzesień5 - 29
- 2012, Sierpień7 - 31
- 2012, Lipiec3 - 8
- 2012, Czerwiec5 - 12
- 2012, Maj4 - 13
- 2012, Kwiecień2 - 6
- 2012, Marzec2 - 2
- 2012, Luty2 - 8
- 2011, Grudzień4 - 8
- 2011, Listopad1 - 3
- 2011, Sierpień2 - 9
- 2011, Czerwiec2 - 4
- 2011, Maj1 - 0
- 2011, Kwiecień1 - 1
- 2011, Marzec1 - 2
- 2011, Styczeń1 - 0
- 2010, Grudzień1 - 0
- 2010, Listopad1 - 0
Dane wyjazdu:
69.60 km
3.00 km teren
03:11 h
21.86 km/h:
Maks. pr.:58.47 km/h
Temperatura:20.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:632 m
Kalorie: 2500 kcal
Powrót z LGDCG
Niedziela, 12 października 2014 · dodano: 07.06.2015 | Komentarze 1
Po wieczorno-nocnej imprezie charytatywnej przyszła pora na powrót do domu. Jednak miejscówka była tak malowniczo położona, że wybitnie nie spieszyło :). Wyruszyłem dopiero po 12-tej. Zjazd z Kubiesówki bajka - hehe klocki pewnie się nieźle gotowały. Dzięki bogu powrót był w większości w dół więc zapowiadała się fajna jazda. Jednak tak kolorowo nie było - nóżka coś nie chciała podawać... Dopiero za Węgierską Górka wróciła do normy. Zatrzymałem się jeszcze w Milówce na jakiś szybki obiad - padło na pizze :). No cóż pizzy to w smaku nie przypominało ale przynajmniej zatkało na jakiś czas :D. Jako, że noga się troszkę rozkręciła postanowiłem zmienić troszkę trasę powrotu - odbiłem na Cięcinę i pokręciłem czerwoną rowerówką w stronę Grojca. Ostatecznie fajnym singielkiem wyjechałem na ...Średni Grojec :). W sumie nawet dobrze bo z Grojca nie ma widoczków a ze Średniego bajka :).Wju na Beskid Śląski z Grojca Średniego.
Beskid Mały widziany z Grojca Średniego.
Z Grojca Średniego zjeżdżałem równie pysznym singlem aż do amfiteatru. Jak to przy niedzieli - ludzi jak mrówek. Szybko się przebiłem przez centrum i ruszyłem na Moszczanicę. Dalej już nie kombinowałem i przez Międzybrodzia, Porąbkę dotarłem do domu. Wypad jak najbardziej udany - spotkałem sporo znajomych, dobrze się bawiłem a przy okazji coś pokręciłem :).
Route 3 075 962 - powered by www.bikemap.net
Kategoria CO do zasady asfalt, Beskid Żywiecki
Dane wyjazdu:
70.75 km
0.80 km teren
03:35 h
19.74 km/h:
Maks. pr.:65.00 km/h
Temperatura:22.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:1081 m
Kalorie: kcal
Ludzie Gór dla Człowieka Gór czyli dojazdowo na imprezę charytatywną.
Sobota, 11 października 2014 · dodano: 12.04.2015 | Komentarze 2
"Ludzie Gór dla Człowieka Gór" - piękna, charytatywna impreza w szczytnym celu, stworzona, jak sama nazwa mówi, przez osoby kochające góry dla swoje przyjaciela Sebastiana Nikiel. Była to już trzecia edycja, najbardziej dopracowana, zrobioną z bardzo dużym rozmachem. Trwała ona aż 3 dni lecz ja mogłem uczestniczyć tylko w dwóch ostatnich. Powód? W momencie rozpoczęcia ja byłem jeszcze w Niemczech. Tak więc po 16-sto godzinnej podróży autokarem, szybkim prysznicu, osiadłem Biełego Rumaka i pokręciłem Na Kubiesówkę, gdzie miał się odbywać drugi dzień imprezy ( Pierwszy był na Krawców Wierchu ). Oczywiście do LGdCG byłem już przygotowany przed wyjazdem do Niemiec - hehe wiadomo logistyka musiała być na jak najwyższym poziomie - plecak, rower i ogólnie wszystko czekało już na mnie. Oczywiście dużą rolę odgrywał czas powrotu ze Szwabi więc namiętnie kontrolowałem czasomierz - wszystko musiało być dopięte na ostatni guzik. Tak więc w domu byłem może ze 45 minut :). Przed wyjazdem zadzwoniłem jeszcze do jednego z organizatorów ( moje dobrego kumpla ) czy wszystko przebiega zgodnie z harmonogramem imprezy ( lekkie opóźnienia ale działały na moja korzyść ). Zatem ruszyłem asfaltami w stronę Ujsół, bawiąc się co chwila nowo zakupionym licznikiem. Powiem tak: nóżka za bardzo nie podawała ale po 16-sto godzinnym unieruchomieniu nóg nie ma się co dziwić ;). Mimo to byłem tak nakręcony, że pedałowało się bardzo przyjemnie :). W Węgierskiej Góry dokonałem ostatnich "płynnych" ;) zakupów i tym sposobem mój plecak zwiększył swoją masę o prawie 5 kilogramów. Hehe teraz się już tak lekko nie jechało. Ostatni telefon do kumpla i tu nie zaciekawa niespodzianka - program się znacząco pozmieniał, jednak dostałem info bym od razu się kierował na Kubiesówke.Rajcza.
Czas dojazdu do Ujsół miałem bardzo kiepski - nie mogłem ustawić idalnie licznika -zeszło mi z tym chyba z godzinę a to tylko dlatego, że zapomniałem sobie ściągnąć ze szprych starego czujniczka :D. Podjazd na Kubiesówke do najdelikatniejszych nie należy, rzekłbym nawet, że ścianka tam jest konkretna a jeśli się jeszcze ma na plecach ok 7 kg. bagażu to już w ogóle jest ciężko. Jednak się udało - tylko jeden paru sekundowy postój . Przyjechałem pod ala schronisko a tu cisza...Pomyślałem: WTF ??. Telefon do kumpla - no niestety dzienna część imprezy się przeciągła dość znacząco...Zatem trzeba było zjechać na dół do Geo Parku. Zjazd przyjemny ale wizja powrotu mnie troszkę przerażała... Udało mi się jeszcze posłuchać koncertu Mariusza Goli. Kurcze chłop to ma talent, istny wirtuoz gitary akustycznej. Po przywitaniu się ze znajomymi, szybkim piwku trza było jednak wracać na górę...Oj drugi raz wyjeżdżało się zdecydowanie gorzej, nie obyło się bez 3 przerw na złapanie oddechu. I tak oto kumpel zafundował mi podwójny uphill na Kubiesówkę. Haha zaowocowało to szybkim odpadnięciem na imprezie :D :D

P.S. Mapka zawiera tylko graficzny ślad trasy, nie uwzglednia zjazdu z Kubiesówki oraz ponownego wjazdu.
Kategoria Beskid Żywiecki, CO do zasady asfalt
Dane wyjazdu:
38.25 km
7.00 km teren
01:52 h
20.49 km/h:
Maks. pr.:55.00 km/h
Temperatura:22.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:806 m
Kalorie: 894 kcal
Pożegnalne LESKO...
Czwartek, 18 września 2014 · dodano: 27.03.2015 | Komentarze 2
Przyszła pora pora na pożegnanie się z Białym Rumakiem na przeszło 3 tygodnie...Był to smutny okres - wizja braku roweru, braku kręcenia przez tak długi czas nie napawała optymizmem a wręcz doprowadzała do depresji ;). A dlaczego taka długo rozłąka?? Trza było jechać na saksy coś dorobić a poza tym odwiedzić stare rewiry i przypomnieć sobie smak szwabskiego wina :). Z racji, że czasu za dużo nie miałem, wybrałem nieśmiertelny Leskowiec. Wiem, wiem już byłem tam milion tysiąc razy ale cóż poradzę, że lubię tam jeździć :D. By troszkę urozmaicić, wpierw pokręciłem na Brzezinkę by później przez Bolęcinę dotrzeć do Rzyk.. Z Jagódek fajnym uphilem prawie że na sam szczyt. Tam miałem przyjemność, wraz ze starszym piechurem, podziwiać zachód słońca. Klimacik był pierwsza klasa :). No niestety trza było się już zbierać z powrotem. Zjazd klasycznie - do schroniska szlakiem, singielkiem do papieskiego a następnie czarnym do Jagódek. Później to już stricte męczenie asfaltów.Leskowiec - widok na północ.
Zachodzik :).
Kategoria Beskid Mały
Dane wyjazdu:
132.00 km
27.00 km teren
08:54 h
14.83 km/h:
Maks. pr.:69.00 km/h
Temperatura:16.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:2985 m
Kalorie: kcal
Niebieski - ostatnie podejście.
Niedziela, 14 września 2014 · dodano: 27.03.2015 | Komentarze 2
Tak, tak i znowu w Beskid Żywiecki trzeba było jechać. A dlaczego? Nurtował Nas niebieski szlak z Lipowskiejdo Złatnej. Podczas ostatnich wypadów w to pasmo, dwa razy przymierzaliśmy do zjazdu owym szlakiem, nota bene bardzo polecanym i zachwalanym, ale za każdym razem był on zamknięty ze względu na wiatrołomy.Tym razem postanowiliśmy się z nim zmierzyć mimo wszystko ;). Zrezygnowaliśmy z dojazdu PKP na rzecz skromnej dojazdówki, haha nie ma jak robić setę asfaltami by w terenie pokręcić niecałe 30 kilometrów :D. Zatem ruszyliśmy. Żeby nie było za łatwo i by odpowiednio rozgrzać nogi zaliczyliśmy dwie przełęcze: Kocierską i Rychwałdzką. Następnie pokręciliśmy przez Jeleśnię do Sopotni Wielkiej Koloni by tam zacząć nasz ulubiony „killer” na Halę Pawlusią. Po drodze zatrzymaliśmy się jeszcze przy największym beskidzkim wodospadzie a mianowicie Wodospadzie Sopotnia. Hehe korciło Nas jeszcze sprawdzić mieszczące się gdzieś w pobliżu obserwatorium astronomiczne lecz czas troszkę gonił więc spasowaliśmy. Co odwlecze to nie uciecze :D. Podjazd na Pawlusią jak zawsze w siodle, no może poza 40 metrami zniszczonymi przez leśników… A na Pawlusie klimat nieziemski – część hali przykryta gęstą chmurą. Nawet przez chwilę było widać Tatry.Wodospad Sopotnia.
Znajdź K4r3la :)
Hala Pawlusia.
Rysianka.
Na Ryniance niespodzianka – całkiem przypadkowo natrafiliśmy na bieg górski. Fajnie było pooglądać zmagania górskich biegaczy. Oczywiście nie omieszkaliśmy wszamać cooltowy żurek - jak na raziemieszczący się w pierwszej trójce ;). No…po obżarstwie i skromnym leniuchowaniu przyszła pora na nasz główny cel a mianowicie niebieski z Lipowskiej. Na dzień dobry pozytywna wiadomość- szlak nie był zamknięty. No to..sruuu w dół.Pierwszy odcinek mocno korzonkowy, czyli taki jaki lubię, później już teren dość mocno zniszczony przez wiatrołomy ( dzięki bogu pousuwane ) i leśników – na szczęście krótki, a następnie to już sama rozkosz ;). Początkowo fajny singiel w leśną ścieżką, mało wymagający ale za to bardzo przyjemny i momentami ładny widokowo. Dalej to już cud miód i orzeszki – singiel biegnący wśród wysokich traw, trawersujący zbocze, z pięknymi widokami. Następnie odcinek leśny, już szerszą droga ale równie przyjemny. No niestety myśmy w pewnym momencie zgubili szlak ale jakoś udało nam się dostać do drogi głównej w Złatnej. Przyznam bez bicia – niebieski z Lipowskiej wymiata – coś pięknego, fajny dziki, zapomniany szlak/singiel, dający mnóstwo frajdy.
No to zaczynamy :)
Pierwotny plan zakłada łwjazd na Halę Radykalną, wpierw czarną rowerówką a później żółtym szlakiem, jednak gdzieś owa szlak cyklistów nam umknął, nie mogliśmy go znaleźć… Metodą prób i błędów, jazda na azymut jakoś dotarliśmy do owej rowerówki. Mnie się włączył Power więc wszystko na siodle mimo dość konkretnego podjazdu ;). Po wjechaniu na owy szlak mega niespodzianka – spotkałem znajomych z Porąbki, którzy akurat przyjechali w te rejony testować nową terenówkę. Szok straszny bo kto by się na takim zapupiu spodziewał spotkać znajomych :D. Co do żółtego szlaku to powiem tak: w zasadzie podjeżdżalny z wyjątkiem jednego, 100-metrówego odcinka – kamerdolnia straszna. Ja oczywiście starałem się wszystko podjeżdżać ale czasami przegrywałem z przyroda nieożywioną :D. Dojeżdżając do Hali Radykalnej, pogoda zaczęła się dość drastycznie psuć – zaczęło kropić i było widać, że lepiej już nie będzie. Z Radykalnej zjechaliśmy na Hale Boraczą. Tam krótka przerwa na jagodziankę ( kobitka w schronisku powaliła mnie swoim zachowaniem na kolana, a hasło „dawać buły” skierowane do koleżanki z zaplecza , rozłożyło mnie na łopatki :D ) i czym prędzej zjeżaliśmy w dół bo burza wisiała w powietrzu. Menda dopadła Nas w Węgierskiej Górce. Nie dość że burza to jeszcze konkretne oberwanie chmury. Schroniliśmy się w sklepie lecz niestety trza było jechać bo nie zapowiadało się na poprawę. I tak do Żywca, z drobnymi przerwami, jechaliśmy w deszczu. Morale spadły całkowicie. Nie ma nic gorszego jak człek przemoczony do suchej nitki. Po przekroczeniu Soły w Żywcu przestało lać...Dzięki bogu ;) . Dalsza trasa już w nieco lepszych warunkach, haha nawet w okolicach Oczkowo zaczęło się przebijać słońce. Postanowiliśmy jeszcze raz zaliczyć Przełęcz Kocierską. A co…:D. Jednak trza było się spieszyć bo kolejna burza już krążyła w okolicy.
I tak oto za trzecim razem udało się zaliczyć piękny, dziki, dający mnóstwo fun’u niebieski szlak z Lipowskiej do Złatnej :).
Route 2 945 418 - powered by www.bikemap.net
Kategoria Beskid Żywiecki
Dane wyjazdu:
21.00 km
0.00 km teren
00:51 h
24.71 km/h:
Maks. pr.:48.00 km/h
Temperatura:18.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:156 m
Kalorie: 597 kcal
W interesach do Jasienicy.
Środa, 10 września 2014 · dodano: 25.03.2015 | Komentarze 0
Szybka, mało wyrafinowana traska w interesach :). Stricte asfaltowo, bez terenowych odskoczni . Po części oficjalnej skoczyłem jeszcze na ZWM by chlapnąć małe co nieco gdyż wieczór był piękny :D.Ni ma zdjęć - jest miuzik :)
Kategoria CO do zasady asfalt
Dane wyjazdu:
51.00 km
17.00 km teren
02:48 h
18.21 km/h:
Maks. pr.:62.00 km/h
Temperatura:24.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:1308 m
Kalorie: 1165 kcal
Poweselny rozjazd ;)
Niedziela, 7 września 2014 · dodano: 12.03.2015 | Komentarze 1
W weekend w zasadzie miałem nie jeździć. Powód prosty - wesele kumpla z kapeli :). Było pewne, że po całej nocy spędzonej na spożyciu i hulaszczych tańcach raczej nie będę w stanie prowadzić ;). Jednak wstałem koło południa i całkiem dobrze się czułem tak więc dosiadłem Białego Rumak i ruszyłem w stronę domu rodzinnego, z myślą że ostało się coś jeszcze z niedzielnego obiadku :D. Wybrałem, ma się rozumieć, wersję terenową - moją ulubioną. Zatem pokreciłem szutrówami, leśnymi autostradami w kierunku koziańskiego kamieniołomu. Później ,hehe oczywiście singielkiem do niebieskiego szlaku. Cały czas zastanawiałem się jakby tu zjechać z niebieskiego, nie wjeżdżając w rezerwat Buczyny. Przypomniałem sobie, że w pewnym momencie odchodziła pewna droga w lewo. Zatem trza było ją sprawdzić. Haha pamięć jednak bywa zawodna - droga może i była ale czemu zapamiętałem, że była całkiem dobra?? Hmnnn....Nie wiem :D. Popatrzyłem w dół i z deczka zwątpiłem . Jednak chyba parujące procenty, wyłączyły mi racjonalizm. Zacząłem zjeżdżać, lecz z koordynacją były lekkie problemy...W pewnym momencie musiałem się teleportować z bike'a, gdyż zaczęło mnie ściągać na dół. O mały włos nie przypłaciłem tym skręceniem kostki. Uuuu głupi to ma zawsze szczęście :D. Nie wsiadłem już na rower - kolejne 60 metrów prowadziłem - szkoda było ryzykować, zważywszy że skutki wesela dało się odczuwać.Grząsko, stromo, kamieniście czyli ogólnie przerąbane ;)
Zjechałem do Porąbki koło szlaku na Wołek. Asfaltami dostałem się na Bukowiec by tam ponownie wbić się na leśną autostradę. W domu czekała na mnie cała familia ( zjechała nawet siostra ze szwagrem i siostrzeńcem ). Hehe obiadek się na szczęście ostał a przy okazji jeszcze sporo łakoci. No niestety wieczorem trza było wracać na Bielsko. Tu już nie kombinowałem - wybrałem najkrótszą trasę. Niestety asfaltami :/.
Kategoria Beskid Mały
Dane wyjazdu:
51.00 km
0.00 km teren
02:10 h
23.54 km/h:
Maks. pr.:45.00 km/h
Temperatura:17.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:250 m
Kalorie: kcal
Urodzinowo do Siostry + 2 razy na fuchę
Piątek, 5 września 2014 · dodano: 07.03.2015 | Komentarze 0
Na wstępie powiem, że 30 kilometrów z tego wpisu to są 2 zaległe wypady na wuchę ( DHLa ), jeszcze z września - gdzieś mi to umcknęło ;)Przejdźmy do właściwego wpisu :). Otóż był to wypad stricte dojazdowy. W zasadzie na urodziny siostry mogłem jechać autem ale jak to na taką imprezę samochodem - a kto się napiję za zdrowie Siostry?? :D . Tak więc sprawa była prosta - rower i nie ma żadnej innej opcji. Dodam jeszcze, że miała to być impreza - niespodzianka więc bike pasował jak ta lala, że niby tak przypadkiem się pojawiłem :D. Co do samej trasy nie kombinowałem - liczył się czas i przede wszystkim stan ogólny po przyjeździe na imprezkę. Za to z powrotem troszkęe przycisnąłem, hehe w końcu tzra się choć troszkę spocić i spalić parę kalorii. Zahaczyłem jeszcze o ZWM, sprawdzić czy kogoś znajomego nie ma. No niestety nie było ale i tak piwko siadło jak ta lala ;)
Ni ma zdjęć - jest miuzik :). A taką polską perełkę podesłał mi ostatnio K4r3l. Wszczelił się idealnie w moje gusta :).
Route 2 920 065 - powered by www.bikemap.net
Kategoria CO do zasady asfalt
Dane wyjazdu:
52.00 km
40.00 km teren
07:34 h
6.87 km/h:
Maks. pr.:45.00 km/h
Temperatura:20.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:1902 m
Kalorie: kcal
Raczańskie sarny są najpiękniejsze ;)
Niedziela, 31 sierpnia 2014 · dodano: 06.03.2015 | Komentarze 2
I znowu Beskid Żywiecki ;).W tym roku ( a dokładnie patrząc na datę wpisu – w zeszłym ), to Pasmo było dość mocno eksplorowane. Tym razem z dość liczną ekipą ( Cieszyn , Bielsko, Andrychów ) wybraliśmy się na Wielką Raczę. Tutaj małe sprostowanie – razem wszyscy nie wyjeżdżaliśmy. Ja, K4r3l i Ludwikon dojeżdżaliśmy pociągiem do Zwardonia a reszta bandy autami do Rajczy, gdyż wpierw atakowali Rachowiec. Myśmy sobie to darowali. Prawda jest taka – chcieliśmy się spokojnie piwka napić po tripie więc opcja dojazdy samochodem odpadała :D. Ale do sedna ;).Dojeżdżając do Zwardonia zaoszczędziliśmy trochę czasu. Planowo z ekipa mieliśmy się spotkać przy starym schronisku PTTK „Stary Dworzec” czyli przy styku szlaku czerwonego z czarnym. I czekaliśmy, i czekaliśmy i doczekać się nie mogliśmy. Dzwoniliśmy – już jadą, już są blisko… Czas mijał a nich nie było widać… Okazało się, że ktoś ( jakiś turysta ) im powiedział, że nas już mijał wyżej na szlaku. Uwierzyli…. Niestety. Znowu telefony…W końcu ruszyliśmy czerwonym szlakiem, nie wiedząc do końca kto jest gdzie, choć zdrowy rozsądek podpowiadał, że są przed nami. Kto jechał tym szlakiem to wie, że trochę ciężko się tam ścigać, gonić – sporo ostrych podjazdów. Jednak mieliśmy nadzieję, że skoro oni jadą w dość dużej grupie, to wiadomo, że tempa ostrego nie będą mieć. Co gorsze co chwila im ktoś mówił na szlaku, że nas widział… Ja nie wiem, co ci turyści wąchali tudzież brali, bo ciężko twierdzili, że widzieli 3 bikerów w koszulkach bbRiderZ a to jest przecie niemożliwe, aż tylu nas nie jeździ :D. Na Kikuli się sprawa rozwiązała ( w zasadzie potwierdziła ) – w rozmowie z napotkanymi turystami wyszło, że to oni na bank jadą przed nami. No to zaczęliśmy ich ścigać. Ostatecznie dogoniliśmy ich tuż przed właściwym podjazdem na Wielką Raczę. Hehe mnie się włączył Power i za wszelką cenę chciałem być pierwszy na szczycie. Nie udało się – byłem trzeci :( . Może powrócę do samego szlaku. Jechałem nim już 3-ci raz ( dwa razy ze Zwardonia na Raczę i raz na odwrót ) i za każdym razem jest niezły fan. A dlaczego?? Już tłumaczę: są tam fajne, sztywne podjazdy ( momentami trza prowadzić ), super widoczki i co najważniejsze GENIALNE I KLIMATYCZNE SINGLE. Jeszcze jak się trafi na fajną pogodę to w ogóle jest bajka. Mnie tego dnia nóżka podawała jak ta lala więc starałem się wszystko wyjeżdżać. Oczywiście z różnym skutkiem :D. Za pierwszym razem jak jechałem tą trasą czyli podczas Beskid Żywiecki Expedition 2013, musiałem się oszczędzać ze względu na bagaż na plecach i co chyba najważniejsze – by się nie skatować pierwszego dnia wyprawy. Tym razem nie odpuszczałem :] . Kręciło się wybornie.

Jadymy PKP ;)


Pięknych widoczków nie brakowało :)






Wielka Racza

Jest i ona - Raczańska Sarnenka. Oj zawróciła nam ( albo przynajmniej mi ) w głowach ;)

Konrad...Gdzie tam patrzysz?? A siooo :D
Na szczycie nie zabawiliśmy długo - przywitanie z resztą ekipy, fotencję i podziw ( przynajmniej część męska ) piknej Słowaczki. Oj dziewcze miało potencjał :D. Jak ja lubię takie ładne widoki na tripach - od razu człek się weseli i szybciej jedzie. Taki...estetyczny motywator :). Żeby nie było - nie mówię o górach :D.. Ale do sedna… Większy popas zrobiliśmy sobie na Hali na Małej Raczy. Jest to przepiękna polana z takim widokiem, że aż dech zapiera. Następnie kontynuowaliśmy tripa czerwonym szlakiem w stronę Przegibka. Tak, tak zaczęła się sekcja korzonkowa czyli to z czego te pasmo słynie. Jak zawsze fan przedni. Oczywiście trzeba było uważać bo momentami było dość ślisko ale mimo to zabawa była przednia. Na Przegibku zrobiliśmy sobie przerwę na obiad. Ja klasycznie testowałem żurek :]. A jaki był?? Hmnn….Bez szału – Rysianki i Leskowca nie pobił, nie miła nawet szans. Po obżarstwie przyszła pora na…konkretny uphill na Majów. Oj nóżka podawała. Razem z Markiem zaczęliśmy prowadzić i momentami się troszkę ścigać ;). Ostatecznie zjechaliśmy z czerwonego szlaku ( na niebieski ) by ominąć butowanie pod Wielką Rycerzowi. Przyznam się, że nie znałem tej opcji a szkoda bo bym w przeszłości nie musiał butować. Kolejny popas, choć krótszy, zrobiliśmy na Hali Rycerzowej. .





Pięknie prezentował się przy schronisku na Przegibku nasz park bike'owy :)

Ładowanie baterii.



Zbiorowo przy Bacówce na Rycerzowej.
Został nam już jeden większy mocniejszy podjazd i w dóóóół czerwonym szlakiem do Rycerki. Po drodze Grześ zaliczył spektakularny lot przez kierownice. Dzięki bogu nic mu się nie stało Przypominam sobie jak ostatnio jechałem tym szlakiem w 2011 roku – wtedy to była rzeź. Nie dość, że w drugą stronę to jeszcze przy ponad 30-sto stopniowym upale. Masakra… Tym razem było zdecydowanie lepiej… bo w dół :D. Już prawie na samym końcu szlaku, tuż przed asfaltem, moja tylna przerzutka, delikatnie mówiąc, zepsuła się. Klasycznie szlak trafił sprężynę. Dzięki bogu, że stało się to na dole i w zasadzie na samej końcówce tripu. Jak się znalazło odpowiednie przełożenie to nawet dało się jechać. I tak oto dojechaliśmy do Rajczy, gdzie przyszła pora się pożegnać z resztą ekipy. Bikerzy spakowali się i wsiedli do samochodów a my…skoczyliśmy do sklepu po piwko i ruszyliśmy na dworzec by tam w spokoju spożyć. Jednak pociąg nas troszkę ubiegł i trza było zabrać reszki do przedziału. Ale jak tu pić jak się siedzi koło konduktorów. Ja kulturalnie poszedłem do kibelka by zmęczyć bronxa do końca. Żeby nie było, nie był to zwykły pociąg tylko ten wypaśny kolei śląskich – pełen luxus. I tak sobie piwko spożyłem, chce otwierać drzwi ( zmechanizowane, otwierane przyciskiem ) a tu zonk – zacięły się. Początkowo chciało mi się śmiać ale później już tak wesoło nie było. Trza było jakoś otworzyć. Przycisk wołający obsługę nie działał. Pomyślałem – jakieś fatum… No nic trza było wykonać ostateczna czynność – zadzwonić do kumpli by poprosili konduktora. Gromki śmiech towarzyszy mówił swoje – wstyd jak cholera :D. Ostatecznie się udało otworzyć przy udziale obsługi pociągu ale siara była straszna a mina obsługi bezcenna :D. Tak to jest jak się chce spożyć coolturalnie piwko w kibelku. Drodzy czytelnicy – nie róbcie tego nigdy… :D :D.W Bielsku Pożegnaliśmy się z K4r3l3m i ruszyliśmy z Ludwikonem na ZWM by tym razem w spokoju i bez żadnych przeszkód ;) spożyć kolejne piwko. I tak oto z wielkimi przygodami skończył się nasz wielki trip w Beskid Żywiecki.



A na koniec filmik Kazimierza :)
Mapka zapożyczona od K4r3la - mnie szlag trafił navime :/
Kategoria Beskid Żywiecki
Dane wyjazdu:
30.81 km
12.00 km teren
02:26 h
12.66 km/h:
Maks. pr.:57.20 km/h
Temperatura:23.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:864 m
Kalorie: 719 kcal
Najbardziej komercyjne górki koło Bielska
Sobota, 30 sierpnia 2014 · dodano: 05.03.2015 | Komentarze 0
Jakoś nie miałem pomysłu na tripa a kręcić się chciało...Co prawda mój znajomy Długi Chudy Lolo organizował w Bielsku Alleycat'a ale jakoś ta forma jeżdżenia mnie nie przekonuje. Tak sobie siedząc na mieszkaniu wykminiłem, że można by się udać na...Kozią Górkę czyli teren przeze mnie nie lubiany ze względu na dużą komercyjność tzw. niedzielnych turystów.. No cóż poradzę, że mam złe wspomnienia z tym szczytem ( zawsze tłumy ). Ale z braku laku można by tam się przejechać tylko, że nie klasyczną drogą od Cygańskiego Lasu. Wybrałem opcję tak jakby od Bystrej czyli drogi, którą jechałem ostatnim razem podczas tripu na Skrzyczne. Hehe jest tam jeden fajny podjazd, gdzie trzeba ostro młynkować ;). Następnie wbiłem się na niebieski szlak na Kozią. Ku z dziwieniu, ludzi na szlaku prawie wcale. Przy schronisku może z 10-ciu i tyle. Dziwne bo to przecie sobota...Hmnnn... Chyba wszczeliłem się w jakąś dziurę :D . W dół mi się nie chciało jeszcze zjeżdżać więc pokręciłem żółtym przez Kołowrót na Szyndzielnię. I tu powiem, że odcinek bardzo ciekawy, z mocnym podjazdem. Końcóweczka niestety już z buta bo na mokrych korzeniach i kamieniach opony nie dawały sobie rady :/. Trzeba to będzie kiedyś zrobić jak będzie sucho - odcinek ma potencjał uphillowy :). Na sam czubek Szyndzielni nie wyjeżdżałem, jakoś nie odczuwałem takiej potrzeby ;). Za to zjechałem niżej, do kolejki by tam odbić w lewo na żółty szlak do Wapienicy. Mam sentyment do tego szlaku - bardzo fajna opcja zjazdowa, szybka, kręta i z superowym singielkeim pod koniec. Później to już niestety asfalty. Zatrzymałem się jeszcze w Babrze Strudzonego Rowerzysty ( wiadomo - na piwko ), gdzie odbywało się wręczenie nagród bielskiego alleycat'a. Chwilkę pogawędziłem z organizatorem i ruszyłem w stronę mieszkania bo dostałem cynka od znajomych, że... wypadało by iść na jakie pifko ;)Bielsko a z prawicy Beskid Mały.
Widok z Koziej Górki na...Mordor ;)
Kategoria Beskid Śląski
Dane wyjazdu:
44.00 km
10.00 km teren
03:02 h
14.51 km/h:
Maks. pr.:52.00 km/h
Temperatura:21.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:750 m
Kalorie: 1050 kcal
Treningowo - grzybowo
Piątek, 29 sierpnia 2014 · dodano: 05.03.2015 | Komentarze 1
Zakończyłem w końcu dodatkową fuchę w DHL-u więc można było coś po pracy pokręcić :). Szybki obiad i wio na bike'a. Kierunek? Wiadomo - okolice Gaików. A dlaczego? Miałem tam do sprawdzenia jedną drogę :). Suma sumarum okazała się bardzo przyjemna ale dojechałem do rozwidlenia...Znowu dylemat :D. Wybrałem ścieżkę w lewo bo wyglądała kusząco. Początkowo może i była ale urwała się w szczerym lesie. Wracać mi się nie chciało więc postanowiłem trochę pobutować. Miej więcej wiedziałem, gdzie mogę wyjść więc się nie obawiałem się jakiejś tragedii. W pewnym momencie w szprychy wkręcił mi się konkretny patyk. Zaczęło się curwowanie bo nie mogłem go wyciągnąć. W końcu się udało, lekko gnąc szprychy. Już mam patora wyrzucać a tu patrzę...3 maślaczki. I zdenerwowanie opadło a pojawiła się radość - już wiedziałem co będę jadł na śniadanie w sobotę - jajecznicę z maślakami...Mnniammm :). Jeszcze trochę pobutowałem i wyszedłem na czerwonym szlaku z Gaików do Straconki, tuż koło szkółki drzewek. W dół nie zamierzałem zjeżdżać więc pokręciłem w stronę Gaików a później szlakiem w dół na Przegibek. Następnie autostradą w stronę Magurki lecz na szczyt nie wyjechałem tylko pomknąłem czerwonym szlakiem do Straconki. A tam pech jak cholera - kapeć. Nie chciało mi się szukać dziury więc wyciągnąłem dętkę. Pech polegał na tym, że zapomniałem sobie, po ostatnich szosowych wojażach, zamienić dętki zapasowej z szosowej na terenową. No jak bym się starał i nie wiem co bym nie robił ale nie było opcji zamontować takiej cieniusienkiej dętki do opony 2.1 cala. Więc trza było łatać. Oczywiście znalazłem 2 dziury z tego jedna dość spora ( rasowy snake ). I znowu problem bo mam tylko 2 łatki....Hehe głupi ma zawsze szczęście - udało się :) ale w dół zjeżdżałem z ręką na sercu by znowu nie przebić. Gdy wjechałem na asfalt, usłyszałem dzwonek fona. Siostra dzwoniła z zaproszeniem na wieczorną kawkę. Miałem dylemat bo z jednej strony pomysł dobry ale z drugie - jak złapie kapcia to trza będzie prowadzić. Zaryzykowałem :). Szybki przejazd do Jasienicy, dobra kawka i trza było wracać na mieszkanie. Zahaczyłem jeszcze o ZWM - wiadomo przy piątku wypadałoby jaki kufel przechylić ;) .Obręcz w lekko agonalnym stanie ;)
Na Pigalu akurat rozgrywał się turniej w squasha.
Route 2 917 992 - powered by www.bikemap.net
Kategoria Beskid Mały
