Info
Więcej o mnie.
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Maj10 - 0
- 2026, Kwiecień21 - 0
- 2026, Marzec14 - 0
- 2026, Luty8 - 0
- 2026, Styczeń10 - 0
- 2025, Grudzień14 - 0
- 2025, Listopad15 - 0
- 2025, Październik15 - 0
- 2025, Wrzesień18 - 0
- 2025, Sierpień19 - 0
- 2025, Lipiec16 - 0
- 2025, Czerwiec22 - 0
- 2025, Maj19 - 0
- 2025, Kwiecień19 - 0
- 2025, Marzec16 - 0
- 2025, Luty10 - 0
- 2025, Styczeń11 - 0
- 2024, Grudzień15 - 0
- 2024, Listopad14 - 0
- 2024, Październik15 - 0
- 2024, Wrzesień15 - 0
- 2024, Sierpień28 - 0
- 2024, Lipiec19 - 0
- 2024, Czerwiec16 - 0
- 2024, Maj21 - 0
- 2024, Kwiecień17 - 0
- 2024, Marzec17 - 0
- 2024, Luty12 - 0
- 2024, Styczeń17 - 0
- 2023, Grudzień13 - 0
- 2023, Listopad9 - 0
- 2023, Październik16 - 0
- 2023, Wrzesień10 - 0
- 2023, Sierpień15 - 0
- 2023, Lipiec16 - 0
- 2023, Czerwiec15 - 0
- 2023, Maj18 - 0
- 2023, Kwiecień13 - 0
- 2023, Marzec14 - 0
- 2023, Luty13 - 0
- 2023, Styczeń11 - 0
- 2022, Grudzień10 - 0
- 2022, Listopad6 - 0
- 2022, Październik15 - 0
- 2022, Wrzesień9 - 0
- 2022, Sierpień21 - 0
- 2022, Lipiec19 - 0
- 2022, Czerwiec21 - 0
- 2022, Maj29 - 0
- 2022, Kwiecień23 - 0
- 2022, Marzec31 - 0
- 2022, Luty8 - 0
- 2022, Styczeń11 - 0
- 2021, Grudzień15 - 0
- 2021, Listopad4 - 0
- 2021, Październik28 - 0
- 2021, Wrzesień18 - 0
- 2021, Sierpień22 - 0
- 2021, Lipiec30 - 0
- 2021, Czerwiec24 - 0
- 2021, Maj23 - 0
- 2021, Kwiecień25 - 0
- 2021, Marzec26 - 0
- 2021, Luty16 - 0
- 2021, Styczeń8 - 0
- 2020, Grudzień10 - 0
- 2020, Listopad6 - 0
- 2020, Październik23 - 0
- 2020, Wrzesień22 - 0
- 2020, Sierpień20 - 0
- 2020, Lipiec42 - 0
- 2020, Czerwiec25 - 0
- 2020, Maj19 - 0
- 2020, Kwiecień41 - 0
- 2020, Marzec25 - 0
- 2020, Luty16 - 0
- 2020, Styczeń24 - 0
- 2019, Grudzień17 - 0
- 2019, Listopad18 - 0
- 2019, Październik23 - 0
- 2019, Wrzesień16 - 0
- 2019, Sierpień6 - 0
- 2019, Lipiec5 - 0
- 2016, Marzec2 - 2
- 2016, Luty5 - 8
- 2016, Styczeń2 - 6
- 2014, Listopad4 - 10
- 2014, Październik5 - 14
- 2014, Wrzesień5 - 5
- 2014, Sierpień13 - 28
- 2014, Lipiec9 - 15
- 2014, Czerwiec13 - 34
- 2014, Maj13 - 29
- 2014, Kwiecień6 - 10
- 2014, Marzec9 - 19
- 2014, Luty8 - 15
- 2014, Styczeń7 - 24
- 2013, Grudzień8 - 16
- 2013, Listopad3 - 8
- 2013, Październik11 - 26
- 2013, Wrzesień7 - 10
- 2013, Sierpień9 - 18
- 2013, Lipiec8 - 26
- 2013, Czerwiec9 - 31
- 2013, Maj8 - 22
- 2013, Kwiecień9 - 41
- 2013, Marzec7 - 26
- 2013, Luty5 - 31
- 2013, Styczeń5 - 51
- 2012, Grudzień5 - 20
- 2012, Listopad7 - 20
- 2012, Październik6 - 31
- 2012, Wrzesień5 - 29
- 2012, Sierpień7 - 31
- 2012, Lipiec3 - 8
- 2012, Czerwiec5 - 12
- 2012, Maj4 - 13
- 2012, Kwiecień2 - 6
- 2012, Marzec2 - 2
- 2012, Luty2 - 8
- 2011, Grudzień4 - 8
- 2011, Listopad1 - 3
- 2011, Sierpień2 - 9
- 2011, Czerwiec2 - 4
- 2011, Maj1 - 0
- 2011, Kwiecień1 - 1
- 2011, Marzec1 - 2
- 2011, Styczeń1 - 0
- 2010, Grudzień1 - 0
- 2010, Listopad1 - 0
Dane wyjazdu:
24.18 km
2.00 km teren
01:54 h
12.73 km/h:
Maks. pr.:52.00 km/h
Temperatura:24.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:420 m
Kalorie: 550 kcal
Z kumplem po okolicy :)
Sobota, 7 czerwca 2014 · dodano: 09.09.2014 | Komentarze 0
Obiecany wypadzik po asfaltach Beskidu Małego. Z racji, że kumpel dopiero zaczął kręcić, zrobiliśmy sobie krótką pętelkę po okolicy. Na dzień dobry klasycznie do Targanic. Następnie postanowiłem coś poeksperymentować, gdyż intrygowała mnie jedna polanka pomiędzy Targanicami a Sułkowicami. Oj i było warto bo polanka ( ala niskopienna hala :] ) była prze urokliwa. Nic tylko przyjść kiedyś wieczorem i zrobić sobie ognisko albo zabrać tam płeć piękną ;). Minusem jest tylko odległość do zabudować - z deka blisko :/. Mimo wszytko miejscówka genialna :). Oczywiście chcieliśmy sobie troszkę upiększyć traskę i nie zjeżdżać do Sułkowic drogą tylko na azymut przez polankę :). Hmnnn :D.... troszkę się tam trawie urosło - patrz zdj. 2 :D.
Genialna miejscówka...
No niestety podczas trawiastego zjazdu kumplowi , jakimś dziwnym sposobem wyskoczyła linka z przedniej przerzutki :(. Narzędzi oczywiście nie mieliśmy więc trza było skrócić traskę :(. W pierwotnym planie był odcinek zielonego szlaku z Zagórnika do Andrychowa lecz niestety nie był nam dany tego dnia. Dojechaliśmy asfaltami do Achowa by tam w ramach rekompensaty...wchłonąć bronxa ;).
Kategoria CO do zasady asfalt
Dane wyjazdu:
24.18 km
0.00 km teren
01:02 h
23.40 km/h:
Maks. pr.:56.00 km/h
Temperatura:24.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:210 m
Kalorie: kcal
Dojazdówka....
Sobota, 7 czerwca 2014 · dodano: 09.09.2014 | Komentarze 0
No co?? Miał być Beskid Śląski a wyszło...jak zawsze :).. A tak na prawdę to porwałem się troszkę z motyką na słońce z tymi moimi planami :). W zasadzie logistycznie można było to ogarnąć ale jakoś wizja jechania autem do Czańca mi się nie widziała. Poza tym w piątek obiecałem kumplowi, że coś z nim pokręcę w sobotę. Tak więc Beskid Ślaski musiałem sobie przełożyć na inny termin... A do samej trasy...Hmnn powiem tak - zwykła, klasyczna dojazdówka z mieszkania do domu rodzinnego. Oczywiście miałem być wcześniej niż planowałem ale jakoś ostatnimi czasy ciężko mi wyjechać o planowanej porze :D.Ni ma zdjęć - jest miuzik ;)
Route 2 791 748 - powered by www.bikemap.net
Kategoria CO do zasady asfalt
Dane wyjazdu:
95.82 km
24.00 km teren
05:08 h
18.67 km/h:
Maks. pr.:57.10 km/h
Temperatura:23.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:1589 m
Kalorie: 2924 kcal
Nieśmiertelny Beskid Mały - Potrójna/Leskowiec
Piątek, 6 czerwca 2014 · dodano: 04.09.2014 | Komentarze 1
A co, a zrobiłem sobie długi weekend :). Prognozy były obiecujące więc postanowiłem wziąć sobie urlop na piątek :). Już w czwartek wieczorem narodził mi się w głowie szatański plan, zrobienia 3 pasm Beskidów w cały weekend. Miały to być: Beskid Mały w piątek, Śląski w sobotę i Żywiecki w niedzielę. Plan ambitny a czy go wykonałem w całości??? Zobaczycie, przeczytacie :).Zatem zgodnie z harmonogramem na piątek przypadał Beskid Mały :). A wiadomo, że jak się tylko pomyśli o tej części Beskidów to do głowy przychodzi tylko jeden cel - Leskowiec :). Jeszcze po drodze nawiedziłem pracę by przekazać pewne informację kumplowi zza biurka . Z góry założyłem, że nie będę się tłukł z BB górami tylko jak najszybciej dotrę do okolic Andrychowa, by tam wpierw zaatakować Potrójną lecz jakąś nową, świeżą drogą/ścieżką. Jak planowałem tak zrobiłem - do Kóz jechałem głównymi drogami lecz zaraz przed centrum skręciłem w prawo by troszkę zaznać spokoju na bocznych traktach. Hehe miało być najszybciej a wyszło jak zawsze :D. Po chwilowym przestudiowaniu mapy w fonie, wyznaczyłem sobie idealną traskę, przy okazji odwiedzając rodzinne strony, gdzie człek za młodu szalał ( Bujaków ). Oj powróciły wspomnienia z dzieciństwa.... Sporo się od tego czasu pozmieniało jednak pewnych zaułków, dróg się nigdy nie zapomina :). W Kobiernicach ponownie powróciłem na główną drogę by nią już jechać do Roczyn. Dalej już klasycznie kręciłem do Bolęciny skąd miałem zaczynać atak na Potrójną. W zasadzie była to lekka improwizacja, gdyż mapa nie pokazywała jakiejś konkretnej drogi - coś tam wchodziło do lasu ale szybko się kończyło. Jednak wiedziałem, że jest tam mnóstwo dróg zwózkowych, które albo łączą się z żółtym, albo czarnym szlakiem na Potrójną. Zatem przyszła pora na improwizację :D. Początkowo jechało się całkiem przyjemnie ale w momencie jak zaczęły się mocniejsze podjazdy, droga zamieniała się w krajobraz po burzy - jeden wielki syf spłukany przez wodę....

Kozy - zaraz po zjechaniu z drogi głównej...

Tereny z dzieciństwa a w tle Gancarz :)

Początkowo uphill z Bolęciny był przyjemny...

Dalej ju mniej...

Zatem butowania było i to całkiem sporo ale takie są uroki szukania nowych wariantów :). W końcu dotarłem na Potrójną lecz nie zatrzymywałem się tam na długo tylko od razu ruszyłem czerwonym szlakiem na Leskowiec. Dla odmiany odbiłem na żółty szlak do Chatki pod Potrójną. Hehe jeszcze w sumie nigdy tamtędy nie jechałem na bike'u :). Ponownie wbiłem się na czerwony, tuż przed Rezerwatem Madohora. No to teraz zaczął się najlepszy odcinek na całej trasie - kto tam był to wie o czym mówię :).

Potrójna :)

Chatka pod Potrójną :)
W schronisku na Leskowcu zrobiłem sobie przerwę na obiad. Oczywiście zamówiłem sobie prze pyszny żurek, jak narazie najlepszy w promieni u 100 km ( mam na myśli schroniska ) . Podczas obiadu rozkminiałem, gdzie by tu jechać dalej...Padło na Gancarza i zielony szlak do Andrychowa :). Lubię ten szlak choć do najtrudniejszych nie należy. W zasadzie jest tylko jeden stromy zjazd ( Gancarz ) a tak to do Zagórnika śmiga się szerokimi leśnymi drogami. Za to można sobie zdrowo przycisnąć :). Chyba najlepszy odcinek, choć krótki jest po przecięciu drogi łączącej Zagórnik z Inwałdem - fajna, kręta, korzonkowa ścieżka. Tak tam pędziłem, że...wpadłem w dziką róże...Heheh paskudny krzak się troszkę rozrósł od ostatniego czasu :). Polało się troszkę krwi i parę ciał obcych trza było wyciągnąć ze skóry... Nie ma nic przyjemniejszego jak spocone ciało i rany do krwi...Hmnnn miodzio :D. Szczypało jak cholera ale trza było jechać. Po drodze wstąpiłem jeszcze na 2 godzinki do domu rodzinnego na uzupełnienie zapasów ;).
Schronisko PTTK Leskowiec. Uwielbiam tam jeździć :)

Jak na razie najlepszy schroniskowy żurek.

Gancarz. Przy okazji zaintrygowała mnie jedna ścieżka - trza ją sprawdzić w najbliższym czasie :)

Oj szczypało....
Powrót na Bielsko ostatnio najczęściej uczęszczaną trasą przez Kozy. Pisarzowice, Hałcnów. Mimo, że sporo było asfaltu to i tak zabawa była przednia - nie ma jak Beskid Mały!!!!
Route 2 785 348 - powered by www.bikemap.net
Kategoria Beskid Mały, CO do zasady asfalt
Dane wyjazdu:
55.19 km
0.00 km teren
02:21 h
23.49 km/h:
Maks. pr.:58.00 km/h
Temperatura:18.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:1086 m
Kalorie: 1861 kcal
Rozjazdowy Dzień Dziecka ;)
Niedziela, 1 czerwca 2014 · dodano: 02.09.2014 | Komentarze 3
Po sobotniej setce przyszła pora na lekki rozjazd i chillout u rodziców :). Tak więc dosiadłem Białego i ruszyłem przez Przegibek w stronę Czańca. Jechałem sobie bardzo lajtowo, bez żadnej spinki - czysta rekreacja. W końcu do czego się miałem śpieszyć...w sumie by się może znalazło ( niedzielny rosołek ) ;) ale jakoś taki rozleniwiony byłem ;). Po błogim lenistwie i niedzielnym obżarstwie przyszła pora na powrót, tym razem już nie uphillowo tylko łagodnie, można by rzez już ostatnimi czasy klasycznie czyli przez Kozy, Pisarzowice, Hałcnów. Na sam koniec zafundowałem sobie prezent na Dzień Dziecka a mianowicie...[patrz niżej] :)
Pifko na bielskim ZWMie

Kategoria CO do zasady asfalt
Dane wyjazdu:
119.00 km
2.00 km teren
04:48 h
24.79 km/h:
Maks. pr.:71.00 km/h
Temperatura:17.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:1344 m
Kalorie: 2728 kcal
Szosowo po okolicy + spontaniczny Cieszyn :)
Sobota, 31 maja 2014 · dodano: 02.09.2014 | Komentarze 0
Sobotnie szosowanie z Dawidem i nie tylko :).Dostałem telefon od Dawida: " kręcimy coś?". Hehe głupie pytanie - "wiadomo, że TAK":). Szybko przeistoczyłem się w bikera i już mam wychodzić z mieszkania a tu telefon - idzie burza. Hmnn no co trza było trochę poczekać ale dzięki bogu jakoś to cosik ominęło Bielsko :). Zatem szybko pomknąłem na myjkę, no bo jak tu tak do ludzi jechać z uciapranym Białym Rumakiem. Zbiórka ustawowo na lotnisku. Niestety Dawid nie miał za dużo czasu więc wybraliśmy wariant krótki czyli Jaworze, Biery, Łazy i Międzyrzecze. Przyznam się bez bicia, że moja noga, tudzież koło, jeszcze tam nie była/o. No cóż zawsze jakoś wolałem jechać dalej niż kręcić po okolicy. Zawsze mi się wydawało, że są to mało ciekawe tereny, ni ma górek, widoczków etc. Podjazdów może ambitnych nie było ale szło nacieszyć oko i to nie koniecznie płcią piękną ;). Przy okazji poznałem parę nowych dróg, ścieżek choć nadzień dzisiejszy zapewne miałbym problem powtórzyć tę trasę bez mapki ;D. Podczas powrotu, gdzieś w okolicy zapory w Wapienicy zaskoczył Nas mały deszczyk. Przeczekaliśmy ją...w Karczmie Pod Strusiem ( na lotnisku w BB ) :D. Dawid niestety musiał już wracać do domu a ja wciąż miałem niedosyt :).
Gdzieś w Rudzicy...
Jednak jakiegoś konkretnego planu nie miałem.. Postanowiłem zatem odwiedzić Szwagra i tam poszukać inspiracji tudzież jakiegoś rowerowego celu :). Kawkę wypiłem i mnie olśniło :D - dawno mnie nie widzieli w ...Cieszynie, mieście dwóch Terminatorów :). Jako że pogoda zrobiła się wyśmienita, słoneczko mocno przygrzewało, trza było uzupełnić zapasy ciekłe by człek się nie odwodnił ;). Na Cieszyn ruszyłem klasycznie czyli tzw starą drogą, biegnącą nieopodal dwu-pasu. Pierwotnie miałem jechać przez Kisielów i Goleszów ale jakoś mnie pokusiło, żeby odbić w drugą stronę a mianowicie na Iskrzyczyn i Dębowiec. W sumie ileż razy można jeździć tymi samymi drogami - trza w końcu coś urozmaicić a przy okazji poznać nowe miejscówki :).

W tyle zostawiam Beskid Śląski...
Na wstępie powiem, że dróg to tam za dobrych nie mają - dziura na dziurze. Na kolarce za miło by nie było :(. Mimo wszystko kręciło się fajnie, widoczki dopisywały i ten specyficzny klimacik wiejski dawał niezłego kopa ;). W Hażlach wbiłem się już na z deczka lepszą drogę bo na krajówkę 938. Asfalt lepszy był ale też przy okazji więcej samochodów. I tak oto dojechałem do Cieszyna, totalnie z innej strony niż zawsze :). Jak już byłem w tym jakże pięknym miasteczku, trzeba było oczywiście przejechać przez granicę , jednak zaraz przed mostem na Olzie zauważyłem tabliczkę " Cieszyńska Wenecja". Plany odwiedzenia Pepików poszły w tym momencie w niepamięć :). Ruszyłem odświeżyć sobie pamięć czyli pokręciłem do owej Wenecji.
Uliczka może nie jest za długa ale klimacik na niej panuje przedni :). Oczywiście do prawdziwej Wenecji to jej brakuje oj wiele ale mimo wszystko warto się tam wybrać. Ja oczywiście nie omieszkałem odmówić lokalnemu browarowi - przechyliłem pyszne Brackie w "weneckiej" knajpce ;). A że jakoś tak poczułem klimat Śląska Cieszyńskiego to jeszcze wchłonąłem ponoć ich przysmak - oblat. Ile w tym prawdy nie wiem, muszę się zapytać Cieszyńskich Terminatorów czy to oby na pewno jest lokalny przysmak :).
Być w Cieszynie i nie wypić Brackiego to już grzech ciężki ;).
Skoro Goleszowa nie zrobiłem jadąc do Cieszyna postanowiłem tam zajechać w drodze powrotnej. Tak więc powrót do Bielska był już bardzo ale to bardzo klasyczny czyli przez Bażanowice, Goleszów, Ustroń, Górki Wielkie, Jaworze. I tak oto prawie pół soboty na rowerze. Może mało ambitnie ale przyjemnie i w miłym towarzystwie :).
Kategoria CO do zasady asfalt
Dane wyjazdu:
54.11 km
0.50 km teren
02:22 h
22.86 km/h:
Maks. pr.:54.00 km/h
Temperatura:9.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:536 m
Kalorie: kcal
Zimowa końcówka maja...
Czwartek, 29 maja 2014 · dodano: 11.08.2014 | Komentarze 0
Co tu dużo pisać...Po prostu pojechałem do rodziców w celach różnych ;). Aura tego dnia byłą wyjątkowo paskudna -siąpiło i było jak na maj zimno i to bardzo ( 9 st.C.). Miałem wielki dylemat jak się ubrać - gdyby nie siąpiło sprawa byłaby prosta. No niestety nie mam żadnej kurtki przeciwdeszczowej więc poratowałem się...zimówką. W zasadzie przy takich warunkach odczuwalna temperatura jest dużo niższa więc zimówka z membraną była nawet wskazana. Ubrałem na siebie nawet zimowe nogawki i ochraniacze na buty - hehe ubiór jakby co najmniej był marzec :D. Z racji że deszcz mi wtedy nie przeszkadzał wybrałem troszkę dłuższą trasę przez Podlesie, Kobiernice, kładkę na Sole i już odświeżone ścieżki wzdłuż rzeki ;). Jednak owe ubranie było troszkę za ciepłe ale przynajmniej spaliłem więcej kalorii ;). Powrót też troszkę urozmaiciłem :) . W Bujakowie skręciłem na Podlesie a tam w lewo w stronę lasu. Zawsze ciekawiła mnie tam jedna droga więc postanowiłem ją sprawdzić :). Początkowo był asfalt a później już można by rzec namiastka terenu ;). No niestety trzeba było posłużyć się mapą bo skończyłbym w szczerym polu :D. W końcu się jakoś odnalazłem i ruszyłem w stronę Pisarzowic, dobrze mi znaną trasą :)Kurcze o kto by pomyślał, że w maju będzie taki warun... :)
Nie ma zdjęć to będzie...muzik ;)
Kategoria CO do zasady asfalt
Dane wyjazdu:
57.12 km
1.00 km teren
02:28 h
23.16 km/h:
Maks. pr.:54.90 km/h
Temperatura:25.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:450 m
Kalorie: kcal
Do domu na Grilla :)
Niedziela, 25 maja 2014 · dodano: 07.08.2014 | Komentarze 0
Po górskich klimatach przyszedł czas na rozjazd :). Tym razem zrobiłem sobie lajtową przejażdżkę do rodziców na niedzielnego grilla a przy okazji załatwiając Dzień Matki :). Jakoś za bardzo z trasa nie kombinowałem - wybrałem wariant przez Krzemionki, Podlesie. W Kobiernicach odbiłem tylko w lewo na kładkę na Sole by przypomnieć sobie dawne tereny. Hehe z deczka się pozmieniało - parę ścieżek/dróg zarosło albo rzeka porwała :). Troszkę pokombinowałem ale w końcu wyjechałem na drogę główną, hehe co prawda nie tam, gdzie planowałem :). U rodziców piwko, kiełbaska czyli wszystko tak jak należy :). No niestety trza było się brać bo rano do pracy. Po lekkim obżarstwie troszkę ciężko się kręciło ale dałem radę :). Wracałem można by już rzec klasycznie przez Bujaków, Kozy-Zagrodę, Pisarzowice i Hałcnów. Tak to można kończyć tydzień :).
Po ostatnich opadach Soła za ciekawie nie wyglądała...

A tu kiedyś biegła droga...

Idealne zwieńczenie tygodnia :).
Route 2 618 674 - powered by www.bikemap.net
Kategoria CO do zasady asfalt
Dane wyjazdu:
85.42 km
30.00 km teren
06:08 h
13.93 km/h:
Maks. pr.:62.50 km/h
Temperatura:23.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:1920 m
Kalorie: 2055 kcal
Barania Góra z Sarenkami ;)
Sobota, 24 maja 2014 · dodano: 07.08.2014 | Komentarze 7
No dobra...teraz to już przesadziłem z zaległościami....Wiem trzeba mnie gonić za to i to ostro...Z chęcią zostanę ukarany przez jakąś miłą niewiastę :D . Nie no żart :DWróćmy do sedna :).
Efff (Ewa) powróciła po raz drugi w Beskid Śląski - tym razem chciała w nieco dogodniejszych warunkach zdobyć Baranią Górę. A że warun był zacny, że miałem tym razem czas to postanowiłem Im ( Była z koleżankami ) towarzyszyć ale jak to w moim przypadku - na rowerze :). Stąd też zbytnio z wyjazdem się nie spieszyłem, gdyż wybrany przez Ewę szlak znam i wiem, że troszkę czasu się drepta. Planowałem dołączyć do dziewczyn gdzieś w okolicy Hali Radziechowskiej.
Jednak tym razem wymyśliłem sobie, że do owego miejsca spotkania dojadę inaczej a mianowicie niebieskim szlakiem z Matyski. Hehe na dzień dobry troszkę pobłądziłem, nawet lokalna sarenka nie wiedziała, gdzie biegnie szlak :D. Jakoś go odnalazłem i ruszyłem w górę. Początkowo kręciło się fajnie - dziki, mało uczęszczany szlak dawał sporo frajdy. Jednak wszystko co dobre szybko się kończy :( - w pewnym momencie szlak przerodził się w drogę zwózkową ale nie taką ładnie ubitą, wyrównaną tylko w mega rozpieprz - widać, że nie dawno tu coś robili. Po prostu tragedia - konary, gałęzie leżały wszędzie, szlaku w ogóle nie było widać. Po dobrych 20-stu minutach poszukiwań udało mi się odnaleźć szlak. Dzięki bogu dalszy odcinek do Hali Radziechowskiej pozwolił zapomnieć o mega wkurwie - fajny wąski singielek :).

Widoczek na Matyskę i Beskid Żywiecki.
Na niebieskim...
No niestety do planowanego miejsca spotkania przyjechałem z lekkim poślizgiem stąd też dziewczyny były kawałek przede mną. Korzystając z pięknych widoczków i ogólnej słabości do Hali Radziechowskiej, postanowiłem sobie zrobić krótką przerwę na małe co nieco :). Tak więc zacząłem gonić niewiasty :) . Udało mi się to dopiero kawałek za Magurką Wiślańską czyli można by rzez zaraz przed "szczytowaniem" - hehe proszę tu nie mieć żadnych sprośnych skojarzeń ;). Widać dziewczyny miały konkretne tempo, skoro tak daleko je dogoniłem. Krótka pogawędka i ruszyłem dalej by spotkać je znowu na szczycie. Nie ukrywam, że ostatnie chwile czerwonego szlaku są dla mnie zawsze wyzwaniem. Odcinek ten jest dość wymagający ( mam na myśli ten "leśny) a ja zawsze lubię "trochę" powalczyć :). Po krótkiej chwili dziewczyny dołączyły do mnie - tym razem widoczki były przednie, nawet Tatry było widać. Ustawowa przerwa na małe co nieco - muffiny Ewy wymiatały :). Niestety zaczęło coś grzmieć i trza było się teleportować w dół. Schodziliśmy/zjeżdżaliśmy już wszyscy razem, początkowo czarnym szlakiem by ostatecznie wbić się na zielony. Przyznam się bez bicia - ani jednym ani drugim nigdy nie jechałem w całości, zawsze gdzieś odbijałem/ skracałem. Tym razem zrobiliśmy je w całości i powiem szczerze bardzo fajne i klimatyczne szlaki, miejscami zdrowo zarośnięte i sporo singielków :).

Hala Radziechowska.

cd.


Barania Góra.
Powiem więcej - już zawsze będę zjeżdżał tymi szlakami bo fan był przedni mimo, że jechałem tempem piechurów. Już nawet nie chce wiedzieć co by się działo, gdybym zjeżdżał sam... Ekstaza murowana :D. Na ostatnich metrach, nazwijmy to leśnego odcinka zielonego szlaku, zaczęło już padać ( zbliżała się pioruńska burza ) więc postanowiłem zjechać do "cywilizacji" i tam już poczekać na dziewczyny - ja nie miałem nic przeciwdeszczowego :/. Oj burza była konkretna!! Gdy deszcz ustał, pojawiły się niewiasty - szybkie pożegnanie i ruszyłem z powrotem asfaltami w stronę Bielska bo coś czułem, że to nie koniec wyładowań :).
P.S. Dzięki za towarzystwo Sarenki :)
Na czarnym szlaku...
Sarenki depczą mi po piętach ;)
Zielony szlak - dosłownie :D

Foto by Efff.
Kategoria Beskid Śląski
Dane wyjazdu:
61.00 km
0.50 km teren
02:23 h
25.59 km/h:
Maks. pr.:61.50 km/h
Temperatura:26.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:500 m
Kalorie: kcal
Na obiad z lekkim bonusem ;)
Czwartek, 22 maja 2014 · dodano: 30.06.2014 | Komentarze 2
Trip z cyklu "szosowo bez celu" - ma się rozumieć ambitnego :).Kurcze co tu się będę rozpisywał, po prostu pokręciłem do rodziców na obiad oraz skosić trawę w ogródku :). CZyli można by rzec zwykła dojazdówka. Dojazd do Czańca był najprostszy z możliwych a zarazem z najszybszy . Wiadomo, jak się kończy prace o 15 i się ma "trochę" metrów kwadratowych do skoszenia to nie kombinuję się z trasą :). Oczywiście dałem ciała bo zapomniałem kluczy od garażu i musiałem czekać na padera :(. Oczywiście nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło i w międzyczasie skoczyłem sobie na cooltowego lodzika włoskiego do Andrychowa. Powrót był już troszkę bardziej urozmaicony gdyż pokręciłem troszkę po bocznych, czanieckich drogach a na koniec zafundowałem sobie traskę przez Pisarzowice - jakoś nie chciało mi się wracać głównymi drogami. Przy okazji poznałem nową drogę, którą teraz namiętnie wracam do BB..
Czas na powrót :)
Route 2 669 757 - powered by www.bikemap.net
Kategoria CO do zasady asfalt
Dane wyjazdu:
43.29 km
24.00 km teren
03:10 h
13.67 km/h:
Maks. pr.:50.40 km/h
Temperatura:26.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:1526 m
Kalorie: 746 kcal
Treningowe Gaiki + Czupel
Środa, 21 maja 2014 · dodano: 26.06.2014 | Komentarze 4
Środa była tak piękna, że nie mogłem jej inaczej spędzić niż na bike'u. Przyszedłem z pracy, szybko wszamałem obiad ( pierogi ) i ruszyłem na moją uphillową, autostradową treningówkę na Gaiki. Chyba się za bardzo najadłem bo na pierwszym mocniejszym podjeździe dostałem kolki :D. Po zatankowaniu w "Pysznym Źródle" kolka ustąpiła i zacząłem zjazd niebieskim singielkiem. Później już klasycznie leśną droga na Gaiki. Jednak tym razem było już troszkę ciężej bo zeszłotygodniowe ulewy z deczka zniszczyły ten odcinek :/. Ciężej ale też fajnie, bardziej technicznie :). Z Gaików tym razem zjechałem szlakiem na Przegibek, gdzie korzystając z paskudnych autostrad wjechałem na Magurkę Wilkowicką,Żar się straszny z nieba lał...Już nie wspomnę jak się lało spod kasku ;)
Panoramki z treningówki.
Zjazd z Gaików na Przegibek. Panoramka na Bielsko i Beskid Śląski.
W oddali Dolina Rzeki Soły widziana z Magurki Wilkowickiej.
Z Magurki pokręciłem na Czupel z myślą, że może uda mi się zobaczyć Taterki. Hehe głupi ma zawsze szczęście!! Widoczność była genialna a do tego Tatry były jeszcze idealnie podświetlone przez wieczorne słońce. Po prostu kisiel w majtach...wróć we wkładce :D :D. Siedziałem na mojej ulubionej polance chyba z pół godziny wpatrując się w genialną panoramkę. Przy okazji zczaiłem jak można tam dojechać, nie przedzierając się przez chaszcze :). Na samym szczycie Czupla też zrobiłem krótką przerwę tym razem wpatrując się w Dolinę Rzeki Soły. A zrobiłem sobie taki wieczorny chillout'cik ;). Następnie ruszyłem czerwonym szlakiem lecz nie ujechałem za daleko gdyż skręciłem w prawo w leśną drogę. Wydawało mi się, że dojadę nią do zielonego szlaku jednak to nie była opcja któą kiedyś pedałowałem. Kręciłem totalnie na czuja a żeby było ciekawiej to co chwile było jakieś rozwidlenie :). Ostatecznie wyjechałem...kawałek przed Czuplem jadąc od Magurki :D. Oczywiście nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło bo przynajmniej poznałem nowe drogi, fajnie popodjeżdżałem i odkryłem genialną miejscówkę z fantastycznym widoczkiem ( patrz niżej ).
Moja ulubiona miejscówka w "bielskiej" części Beskidy Małego - polanka poniżej Czupla. Między Babią a Pilskiem było widać idealnie Tatry.
Z czerwonego szlaku ( na który ponownie wjechałem ) wbiłem się na czarny lecz przed skrętem na punkt widokowy odbiłem w prawo na bardzo sympatycznie wyglądającą ścieżkę, prawie że singielek. Oj ależ się tam pięknie zjeżdżało. Po prostu cud miód i orzeszki. Szkoda tylko, że robiło się już szarawo i nie można było za bardzo przycisnąć. Ścieżka warta powtórzenia bo nie dość, że genialna to jeszcze na ostatnim kilometrze odchodziło od niej mnóstwo singielków na boki :). Wyjechałem w zasadzie obok asfaltu biegnącego na Magurkę. Z racji że zmrok już powoli zapadał, już nie kombinowałem tylko jak najszybszą droga wracałem do Bielska.
Wypad jak najbardziej udany - dobry trening uphillowo-downhillowy a do tego majestatyczne widoczki. Czegóż chcieć więcej :).
Route 2 669 581 - powered by www.bikemap.net
Kategoria Beskid Mały
