Proud member of bbRiderZ

Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi jakubiszon z miasteczka Czaniec / Bielsko-Biała. Mam przejechane 69667.54 kilometrów w tym 2592.35 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 16.58 km/h i się wcale nie chwalę.
Więcej o mnie. button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy jakubiszon.bikestats.pl

Archiwum bloga

Dane wyjazdu:
112.00 km 6.00 km teren
05:30 h 20.36 km/h:
Maks. pr.:47.00 km/h
Temperatura:0.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:450 m
Kalorie: kcal

Mokre Jastrzębie - Zdrój

Wtorek, 28 lutego 2012 · dodano: 28.02.2012 | Komentarze 4

powiem tak: jestem tak wyje...ny, że mój proces twórczy, tudzież odtwórczy jest znikomy. Dokładną relacje, fotki wrzucę na dniach....
Narazie tylko mapka :).

"Lekki" poślizg...
Pewnego wieczoru wpadłem na pomysł, żeby nadrobić zaległości i uzupełnić wpisy na BS. Przez przypadek kolega Kuba (k4r3l) zrozumiał, że robię setki w lutym, a to przecież był trip z zeszłego roku, z sierpnia :). Ale nie powiem...Wszedł mi na ambicje - długo się nie zastanawiałem, spojrzałem do grafiku i padło na wtorek za parę dni.
Dzień wcześniej sprawdziłem prognozę pogody - nie była obiecująca: od 13 śnieg, a od 16 deszcz i temperatura ok. 0 st.C. Ale co tam, poruszona ambicja robi swoje :).
Główny cel - Jastrzębie-Zdrój i może jak się uda Karviná w Czechach.
Jak to zazwyczaj bywa przy ustalaniu dokładnej trasy brałem pod uwagę boczne drogi czyli jak najdalej od ruchu.
No i ruszyłem - wpierw w stronę Strumienia.


Gdzieś za Mazańcowicami.

W pewnym momencie, gdzieś przed Landkiem (tudzież Landekiem - nie wiem dokładnie jak się to odmienia, ale to jest wersja jednej z mieszkanek tej miejscowości), zgłupiałem - dojechałem do skrzyżowania, którego nie było na mapie. Hmnn... I co tu zrobić????? Zastosowałem taktykę ze starych gier RPG - idź/jedź w PRAWO :). No i udało się :).
Nota bene gdzieś koło 11 zaczęło już sypać czyli coś się już prognozy nie sprawdziły...Wiało grozą :).


Rynek w Strumieniu.

Żeby było mało....





...ta urokliwa droga przerodziła się w dwu-pas :/ , a dokładnie skończyła się na nim... Oj coś źle wybrałem tę trasę...
No niestety z parę kilometrów trzeba było popedałować w tych "jakże komfortowych" warunkach :D. ...W zasadzie tak do samego Jastrzębia-Zdroju...

Nota bene drogę z Pawłowic do Jastrzębia wspominam najgorzej - makabryczny ruch i paskudna breja na drodze - rower miałem brązowy.


A to już główny cel wycieczki.


Park zdrojowy w J-Z.

A co do samego Jastrzębia - no cóż nie zrobiło na mnie wielkiego wrażenia. Może dlatego, że ostatnie kilometry mnie poirytowały, miałem buty przemoczone (czego strasznie nie lubię), zjadłem tam najgorszą pizze w swoim życiu ( omijajcie Cafe Dor Pizzeria ).

Po minięciu granic miasteczka podjąłem decyzje, że nie ruszę na Karwine. Powód - jakże prozaiczny - brak czasu i lekkie wychłodzenie organizmu.

W Zaborzu znowu problem z mapą...Ale dzięki pomocy mieszkanki zmieniam trochę plany i wbijam się na....szlak rowerowy ( szczerze mówiąc całkiem przyjemny ).





Żeby nie jeździć tymi samymi drogami w Landku/eku zamiast jechać na Bronów odbiłem na Rudzicę, żeby docelowo przez Jasienicę dojechać do Bielska.
Oj nie powiem ten podjazd pod Rudzicę daj mi w d..pę szczególnie, że już miałem wykręcone ok. 100 kilometrów.
Na sam koniec eskapady podjechałem na herbatkę z prądem (wiśniówką) do Grawitacji ;).

A co do muzyki...Męczyłem płyty Katatonii.





Dane wyjazdu:
76.60 km 3.00 km teren
05:00 h 15.32 km/h:
Maks. pr.:47.00 km/h
Temperatura:0.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:810 m
Kalorie: kcal

Mroźny wypad na Równicę.

Czwartek, 2 lutego 2012 · dodano: 06.02.2012 | Komentarze 4

...Nowy Rok - nowe wyzwania :). Tym razem nie ilość przejechanych kilometrów, nie maksymalna prędkość, ale temperatura otoczenia. Chciałem sprawdzić czy możliwa jest jazda przy dość niskiej temperaturze (-16st.C.) i jak sobie organizm radzi w takich warunkach. Na wstępie powiem, że typowo zimowych ciuchów nie mam, no może poza, zakupionymi przed wyjazdem, ochraniaczami na buty :). Ubrałem się na przysłowiową "cebulkę" i ruszyłem w teren. Planowałem start ok. godz. 10, ale brak słońca i temperatura -18 st. trochę mnie zniechęciły więc postanowiłem chwilę poczekać :). Wybiła 11:30, temperatura podniosła się o 2 stopnie więc siadłem na białego rumaka :) i pognałem w stronę Ustronia by docelowo wyjechać na Równicę.


Tu napój w bidonie da się jeszcze pić. Nota Bene jeszcze pół godziny temu był bardzo ciepły.


Najbardziej śliski odcinek - przydałyby się opony z kolcami..


Zamarznięta Wisła. Napój zamarzł - 45 min. od nalania.

Po zrobieniu tego zdjęcia sprzęt foto zaniemógł - baterie nie dawały rady przy takim mrozie. Dopiero po odtajaniu i grzaniu zaczęły działać.
W Ustroniu zrobiłem sobie przerwę na małe co nieco, ogrzanie się i ruszyłem na Równicę oczywiście asfaltem.... Aaaaa zapomniałbym...pozdrowienia dla BIKERA, który mnie mijał przed Ustroniem :). Miał chłop moc w nogach i krzepę nieziemską bo ja już czułem zmęczenie walcząc z zimnem, a on śmignął obok mnie jakby na zewnątrz było dobre 20 st....


"Małe co nieco" w Ustroniu :)

Wyjazd na Równicę...Hmnn...Walka z samym sobą. Prawdą jest, że nie lubię długich, asfaltowych podjazdów, ale trzeba było podjąć wyzwanie. Walka trwała zdecydowanie za długo, ale w końcu wyjechałem, niekoniecznie na sam czubek góry, bo tylko do schroniska. Tam usłyszałem złe wieści, że szlak jest nie przetarty i nawet nie mam po co ruszać na szczyt bo śniegu po kolana :(.








Piękna karczma pod szczytem Równicy


Widoki nie rozpieszczały :(



Szczerze mówiąc nie chciało mi się wierzyć gospodarzowi schroniska w tak głęboki śnieg, ale czas gonił i obawiałem się, że gdybym jednak podjął wyzwanie to przedzierałbym się przez las po ciemku więc zdecydowałem się zawrócić i jechać na mieszkanie po części tą samą drogą. Pisząc "po części tą samą" miałem na myśli jakieś 40%, bo starałem się jak mogłem wybierać tak trasę, by się nie dublowała.
Wróciłem przemarznięty, wycieńczony ale było warto :). Sprawdziłem siebie w ekstremalnych warunkach (jak przyjechałem było już -20 st.) i już wiem, że nie ma złej pogody dla bikera (no może deszcz) ;).

A na koniec trochę muzyki, która mi towarzyszyła podczas trasy :






Dane wyjazdu:
85.50 km 4.00 km teren
04:40 h 18.32 km/h:
Maks. pr.:65.00 km/h
Temperatura:2.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:620 m
Kalorie: kcal

Śnieżne pożegnanie roku.

Piątek, 30 grudnia 2011 · dodano: 04.01.2012 | Komentarze 2

30 grudnia. Hmnn.. kto by pomyślał, że o tej porze roku ktoś będzie jeździł na rowerze. Ja się wybrałem :). Stwierdziłem, że skoro mam spieprzonego sylwestra (praca) to chociaż zakończę rok na rowerze :). A że obiecałem Babci, że ją odwiedzę jeszcze przed Nowym Rokiem więc sprawa była prosta - trzeba jechać :). Oczywiście miałem wyruszyć rano, ale.. zaspałem, więc rozpocząłem pedałowanie ok. 11. Pierwsze kilometry nie wróżyły udanego wypadu, gdyż od Bielska do Żywca jechałem w "śnieżycy". Hhehe w końcu chyba to normalne o tej porze roku :D. Momentami chciałem już zawrócić bo czułem, że zaczynam pomału przemakać ale...trza być twardym, a nie miętkim.
W Żywcu, ma się rozumieć, trochę pobłądziłem bo w centrum nie byłem już chyba z 5 lat.



Za piwnym miastem było już lepiej - nie padało. Miałem lekkie obawy co do podjazdu pod Rychwałdek, gdyż znam tę drogę i wiem, że to wzniesienie nie jest za delikatne, ale wyjątkowa lekko sobie z nim poradziłem :).



Półgodzinna przerwa u Babci na krótką pogawędkę, wysuszenie ciuchów, ciepłą herbatkę i trzeba było ruszać dalej bo dzień niestety jeszcze jest krótki, a droga przede mną jeszcze daleka. Dzięki bogu Babcia wytłumaczyła mi jak mam jechać na Ostry Groń bo bym się pogubił w tym szeregu dróżek. Pamiętam, że kiedyś jak byłem mały to się tam krążyło, ale to było tak dawno, że gdyby nie rady Babci była by wielka kupa.






Widok na Beskid Mały spod Barutki.








Gdzieś za Ostrym Groniem.





Po wjechaniu na asfalt poczułem zmęczenie- może narzuciłem sobie za mocne tempo ;). Planowałem, że do Bielska wjadę przez Przegibek, ale ból prawej nogi spowodował, że wybrałem trasę mniej stromą i wracałem przez Żywiec, Łodygowice. Oczywiście w Bystrej, nie wiadomo skąd, dostałem takiej energii, że do Bielska ścigałem się z samochodami (mowa tu oczywiście o niesamowitej ulicy Żywieckiej).



P.S. odcinek górski od Rychwałdku do Przełęczy Ślemieńskiej jest na mapie narysowany "prowizorycznie" ponieważ na BikeMap'ie nie było tam żadnej drogi.

?132567954289920

Dane wyjazdu:
45.50 km 0.00 km teren
02:15 h 20.22 km/h:
Maks. pr.:50.00 km/h
Temperatura:-3.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:560 m
Kalorie: kcal

Nocna pętla.

Niedziela, 18 grudnia 2011 · dodano: 19.12.2011 | Komentarze 2

Hehe pierwsza nocka :). Od pewnego czasu chodził mi po głowie pomysł, żeby coś popedałować w nocy,.. no i stało się :). Jak na pierwszy raz, wyznaczyłem sobie "lajtową" traskę, w większości oświetlaną przez latarnie - może następnym razem wbiję się gdzieś w "busz" :D.
Trasę rozpocząłem o dość dziwnej porze, tj. 22:30 :). Przez Bielsko śmignąłem szybko i udałem się na Przegibek.






Przegibek.

Zjazd z Przgibku do Międzybrodzia zaliczę do ... dziwnych :) , a to dlatego że zaczęła mi "słabnąć" latarka :(. Powodem był za słaby akumulatorek, zaledwie 1200 mAh. Wniosek - trza sobie sprawić mocniejszy :). Choć latareczka dała d..y to i tak adrenalina była niezła.







Ale i tak najlepsza była reakcja kierowców widzących jadącego rowerzystę (mnie ;)) po północy, przy trzystopniowym mrozie :D.

Kategoria Beskid Mały


Dane wyjazdu:
48.11 km 28.00 km teren
03:30 h 13.75 km/h:
Maks. pr.:63.00 km/h
Temperatura:8.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal

Pierwszy śnieg.

Środa, 14 grudnia 2011 · dodano: 14.12.2011 | Komentarze 1

...I przyszedł czas na małe MTB. Tym razem trasa krótka, ale bardzo ciekawa. Można by nawet rzec klasyk gatunku, a mianowicie wypad na Magurkę Wilkowicką, ale tym razem inaczej. Pisząc "inaczej" nie mam na myśli standardowego wyjazdu na Przegibek, a później na Magurkę, lecz wdrapywanie się się czerwonym szlakiem ze Straconki.
Po paruset metrach szlaku pojawił się śnieg i coś "ala" lód :) i zaczęła się zabawa :).




Niespodzianką podjazdu był fakt spotkania kumpla (również bikera) - tym razem on wychodził, a nie wyjeżdżał :)


Widok na Bielsko - gdzieś pod Magurką.




Magurka Wilkowicka

I tak w zasadzie "to coś białego" towarzyszyło nam (tj. mi i Ludwikonowi) aż do samego Czupla (chyba tak się to odmienia hehe).




Tego zdjęcia chyba nie muszę opisywać bo każdy wie gdzie ono zostało zrobione

Na szczycie oczywiście chwila dla fotografa, łyk Oshee i ruszyliśmy dalej (w dół) szlakiem czerwonym, a następnie żółtym. Szczerze mówiąc bardzo fajny zjazd: kamienisty, liściasty, momentami techniczny, momentami szybki, dający wiele frajdy :).



Później hmn... no cóż został już tylko asfalt :( , ale...rekompensatą był szybki sprint ul. Żywiecką w Bielsku, bo nie wiem dlaczego tam można uzyskiwać ciekawe prędkości :D.


Kategoria Beskid Mały


Dane wyjazdu:
117.00 km 3.00 km teren
06:30 h 18.00 km/h:
Maks. pr.:62.00 km/h
Temperatura:6.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:1120 m
Kalorie: kcal

Dookoła Beskidu Śląskiego

Piątek, 2 grudnia 2011 · dodano: 05.12.2011 | Komentarze 3

....Kolejny plan wykonany. Od pewnego czasu chodziła mi po głowie pętelka wokół Beskidu Śląskiego, ale jakoś się nie mogłem zebrać i siąść na rower. A propo to już moja druga trasa z cyklu "wokół Beskidu..." i chyba wejdzie do kanonu moich asfaltowych wędrówek :), a może nawet zapoczątkuję cykl wypraw rowerowych okrążających rożne pasma górskie... Któż to wie, pomysł nie jest głupi :). Ale wracając do sedna...
Pora roku, szybko zapadający zmierzch, brak dobrego oświetlenia spowodowały, że trzeba było podjąć decyzję o wczesnym wyruszeniu w trasę. Nie powiem, wstawanie o 5:30 nie należy w moim przypadku do normalnych rzeczy, ale że wtedy nocowałem u rodziców trzeba było wstać wcześnie, spakować rower do auta i cisnąć na Bielsko by trasę rozpocząć w okolicach godziny 7. Plan był taki, żeby wrócić przed zmrokiem więc jakby nie patrząc miałem na pokonanie 116 km 9 godzin. Nie wiem dlaczego, ale jak zawsze planuję trasę korzystając z map, Bikemap to zawsze suma kilometrów przejechanych jest dużo mniejsza niż ta, która pokazuje mi licznik (od 7 do 10 km. różnicy). Dziwne....
Wyznaczając sobie trasę starałem się wybierać drogi mało ruchliwe, szlaki rowerowe etc., ale nie zawsze się to udawało, gdyż ze względów "czasowych" trzeba było jechać trasami najszybszymi , a nie zagłębiać się w boczne, często źle oznaczone dróżki na mapach. Początek wypadu, pod względem omijania dróg głównych, wypad całkiem dobrze bo do samego Ustronia, ba nawet kawałek za niego, dojechałem zielonym (Greenway), niebieskim szlakiem rowerowym zaczynającym się w Jaworzu.




Ścieżka rowerowa wzdłuż Wisły


Gdzieś w Ustroniu - ciąg dalszy ścieżki rowerowej wzdłuż Wisły.

Przed Wisłą niestety szlak rowerowy się skończył i trzeba było wjechać na drogę główną w kierunku Istebnej. Wyjazd na Kubalonkę nie powiem, dał mi w d..ę, ale z pomocą przyszedł Rammstein, a dokładnie ich pierwsza płyta :). Dała mi takiego kopa, że część podjazdu zrobiłem na stojąco :). Na przełęczy powstał dylemat: jechać do Istebnej, czy może zobaczyć Rezydencję Prezydenta, a później jakimiś drogami dotrzeć do Koniakowa.



Jednak po namyśle stwierdziłem, że trzeba się trzymać pierwotnego planu i ruszyłem w stronę Istebnej. I tu małe rozczarowanie... Z tego co pamiętałem z profilu trasy to powinien być szybki zjazd z przełęczy, a tu kupa :(. Najwięcej udało mi się uzyskać 55km/h.
Istebna, Koniaków...Hmn... Miejscowości położone w bajkowym miejscu. Te widoki miażdżą. W zasadzie od Istebnej zaczęła się najładniejsza (krajobrazowo) część trasy.








Barania Góra w tle.






Widoczek z tarasu widokowego Karczmy Ochodzita.



Podczas postoju przy Karczmie Ochodzita spotkałem dwóch Bikerów, ale w "cywilu" (byli na urlopie w Beskidach), krótka wymiana zdań i ruszyłem dalej (nota bene fajny z zjazd spod karczmy) :). Do Węgierskiej Górki dotarłem niestety głównymi drogami, gdzie zrobiłem sobie przerwę na obiad. Heheh kobitki w pizzeri jakoś dziwnie na mnie patrzyły. Ciekawe dlaczego :D. Po posiłku nabrałem energii i ruszyłem w stronę Bielska tym razem bocznymi drogami przez Radziechowy, Lipową, Godziszkę, Bystrą. To był moment, gdzie bardzo często zatrzymywałem się i lookałem na mapę - urok bocznych dróg.


Widok na Skrzyczne - gdzieś między Radziechowami a Lipową.

Szczerze mówiąc spodziewałem się po tej trasie wielu rzeczy: po pierwsze - da mi ostro w kość - nie było tak źle; po drugie - pobiję rekord długości trasy - nie udało się :(. Najważniejsze jest to, że z moją formą nie jest tragicznie, pogoda dopisała, nie miałem żadnej awarii i dobrze się przy tym wszystkim bawiłem, nawet jak pobłądziłem, czy przejechałem sobie drogę, w którą miałem skręcić :). Może za jakiś czas znów wpadnę na pomysł, żeby okrążyć jakiś Beskid :).

Kategoria Beskid Śląski


Dane wyjazdu:
81.40 km 5.00 km teren
05:00 h 16.28 km/h:
Maks. pr.:76.00 km/h
Temperatura:13.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:1550 m
Kalorie: kcal

Zimowe stolice Beskidu Śląskiego

Wtorek, 8 listopada 2011 · dodano: 17.11.2011 | Komentarze 3

Po prawie dwumiesięcznej przerwie w końcu powróciłem... do pedałowania :). Nie powiem, obawiałem się strasznie swojej kondycji więc dlatego postanowiłem wyruszyć nie w teren, ale na asfalt. Pierwotna koncepcja trasy była trochę inna, ale jak zawsze wszystko się zmienia w trakcie podróży więc zamiast jechać do Wisły asfaltem przez Ustroń itp. to ja w Wapienicy wbiłem się na niebieski szlak i pedałowałem w kierunku Błatniej. Na owy szczyt wyjeżdżało się fajnie, ale dopiero po wdrapaniu się na Kopany.


Widok na Jasienicę, Jaworze.


Pod Błatnią - widok na Bielsko.



Chwilę odpocząłem przed schroniskiem podziwiając widoki i ruszyłem zielonym szlakiem do Brennej. Nota Bene bardzo fajny, szybki, momentami techniczny, zjazd - jeden z ciekawszych moim skromnym zdaniem ;).





W Brennej trzeba było uzupełnić zapasy i wymyślić sposób przedostania się do Wisły. Pomysłów było wiele, ale że czas gonił trzeba było wybrać najszybszy i najmniej męczący. Tej ostatniej przesłanki raczej nie spełniłem :). Przyznać muszę, że sposób przedostania się nie należał do "lajtowych" bo trza było pokonać sporo ostrych podjazdów, ale w zamian pobiłem swój rekord prędkości zjeżdżając do Wisły, tj. 76 km/h.




W mieście Adama Małysza nastąpiła ustawowa przerwa na obiad :). No niestety nie znalazłem tam żadnej ciekawej budki z jedzeniem i musiałem się zaspokoić kebabem choć szczerze mówiąc, jako fan owej "potrawy", nie przypominał go w ogóle :D.
Po "wspaniałym" posiłku ruszyłem w stronę Przełęczy Salmopolskiej. I w tym momencie wyszły na jaw braki w formie. Od Wisły Malinki aż na sam szczyt przełęczy walczyłem z bólem i brakiem sił. Krótko mówiąc to był najgorszy i najbardziej kompromitujący odcinek mojego wypadu.
Do Bielska dojechałem już po zmroku.

#lat=49.73469&lng=18.90816&zoom=11&type=2
Kategoria Beskid Śląski


Dane wyjazdu:
56.43 km 47.00 km teren
06:03 h 9.33 km/h:
Maks. pr.:60.00 km/h
Temperatura:32.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal

Czerwony Korzeń ..czyli Rycerka -> Zwardoń

Środa, 24 sierpnia 2011 · dodano: 26.08.2011 | Komentarze 7

Spontaniczny wypad w tereny do tej pory całkowicie nieznane, choć położone całkiem niedaleko od domu. Przyznam się się szczerze zazwyczaj staram się przestudiować trasę, którą mam robić, szczególnie jeśli autorem nie jestem ja, ale tym razem było inaczej. Spojrzałem raptem chwilę na mapę i ruszyliśmy razem z Ludwikonem. Wiadomą rzeczą było, że do Rycerki dojedziemy pociągiem z Bielska, gdyż rowerami mogło by nam zabraknąć dnia. Nie mam pojęcia jak Konrad obliczył trasę na max. 6 godzin. W realu, z postojami, wyszło 9 h. Lekka pomyłka :D. Przyznam się dawno nie jeździłem pociągami ale cena biletu za jedną osobę z rowerem mnie trochę rozwaliła - prawie 17 zł za odcinek 42 km. Dzięki Bogu moje wieczne studiowanie się na coś przydaję i zapłaciłem dużo mniej :).
Początek wyprawy przywitał nas niezłym podjazdem pod Hutyrów i w zasadzie do Mładej Hory zmagaliśmy się w makabrycznym upale z górkami. Pot lał się strugami, ledwo człowiek widział na oczy. Przy schronisku PTTK Chyz u Bacy pojawił się pomysł wydłużenia trasy i zamiast jechać dalej czerwonym szlakiem można było odbić niebieskim szlakiem na Przełęcz Kotarz, a później zielonym na Mała Rycerzową, ale ostatecznie ten wariant przepadł. Po przejechaniu może 500 m żałowaliśmy tego.. Na Jaworzynkę w większości trzeba było rower prowadzić, choć ponoć był to szklak rowerowy :D.


Gdzieś w drodze na Jaworzynkę




Widok z Rycerzowej Małej


Bacówka PTTK Na Rycerzowej


W drodze na Rycerzową Wielką

W zasadzie od Rycerzowej Małej aż do Zwardonia, z małymi wyjątkami, jechało się po ścieżkach lub wąskich dróżkach. Mnogość singiel track'ów, genialnych zjazdów itp. na tym odcinku mnie pozytywnie zaskoczyła. Szczerze mówiąc jeszcze tak genialnej trasy nie jechałem. Jedynym, no można by to było nazwać, minusem był ogrom korzeni na trasie. Nie mam nic do nich, nawet je lubię, gdyż można potrenować techniczną jazdę, ale w tym wypadku było ich za dużo. Trzeba było strasznie uważać na zjazdach, żeby nie wyrżnąć orła, a co jest z tym związane prędkość automatycznie była mniejsza. Ale co tam prędkość, liczy się frajda z jazdy, a na nią narzekać nie można było. Było super :).


Ładowanie baterii na Przełęczy Przegibek - żeby nie było nie tej w Beskidzie Małym :D

Gdzieś od połowy odcinka między Przełęczą Przegibek a Wielką Raczą zaczęła się moja osobista walka z upałem. Organizm mi wysiadał - bardzo płytki oddech, ogólne zmęczenie powodowały, że tempo jazdy drastycznie spadło. Niewielki nawet podjazd sprawiał mi problem, gdzie musiałem zsiadać z roweru i robić krótki odpoczynek. Na podjeździe pod Wielką Raczę naglę, nie wiadomo skąd dostałem zastrzyk energii :). Może dlatego, że to był nasz najwyższy szczyt tego dnia :).


Wielka Racza 1236 m.n.p.m









No niestety upał nie wpływa na dobra widoczność. Szkoda bo widoki Z Wielkiej Raczy byłyby lepsze choć i tak nie były najgorsze ;). CUDOWNE miejsce :). Zjazd z góry - cud miód i orzeszki :).

Do Zwardonia dojeżdżamy z małym opóźnieniem - kapeć ;). No niestety,gdybyśmy byli ciut wcześniej to załapalibyśmy się na wcześniejszy pociąg. Następny mamy za niecałą godzinę więc wolny czas przeznaczamy na spóźniony obiad (godz. 19) i ...piwko. To tak w nagrodę ;).

Podsumowując: Genialna trasa, mnóstwo singiel track'ów, technicznych zjazdów i przepiękne widoki na Beskid Żywiecki, Małą Fatrę, Tatry, Beskid Śląski.

Trasa: Czerwony szlak z Rycerki do Zwardonia.

POLECAM!!!!!!
Kategoria Beskid Żywiecki


Dane wyjazdu:
104.00 km 2.00 km teren
05:00 h 20.80 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:590 m
Kalorie: kcal

Cieszyńska setka

Piątek, 19 sierpnia 2011 · dodano: 24.02.2012 | Komentarze 2

hmn... W końcu po paru miesiącach nadrabiam zaległości z wpisami. Oczywiście wszystkich danych z tripów nie pamiętam więc z góry przepraszam. Tym razem na pierwszy ogień pójdzie wypad do Cieszyna.
Tak sobie ( z tego co pamiętam :))siedziałem na mieszkaniu i rozmyślałem, gdzie by tu pojechać....Hmn... I na co wpadłem?? Może mało ambitnie....ale nigdy nie byłem na rowerze w Cieszynie. Z tego co pamiętam to może byłem tam 2 razy w życiu i to jeszcze wtedy jak chodziłem do liceum. Popatrzyłem z grubsza na mapę, przygotowałem rower i ruszyłem w stronę celu. Założenie miałem takie, aby jechać głównymi drogami (oczywiście nie 2-pasem), żeby było jak najszybciej bo wieczorem byłem ugadany na piwko ze szwagrem i kumplem więc nie mogłem się zbytnio zmęczyć :). W Jaworzu myślałem, że już zawrócę ponieważ miałem problem z korbą. Jak się okazało dwie zębatki mi się poluzowały. Dziwne... :/. Dokręciłem i ruszyłem dalej.


Rynek w Skoczowie.



Nie powiem, stara droga na Cieszyn do płaskich nie należy :D. Dały mi trochę w kość te "góreczki" , ale był plus tej trasy - znikomy ruch.




Widok na Beskid Śląsko-Morawski.

Heheh nie ma jak wjechać do miasta nie znając w zasadzie jego planu :D. No nic trzeba było skorzystać z mapy w google'ach :D.
Wybiła pora obiadowa więc trzeba było coś zjeść... Ale jakby to wyglądało, żeby być "za granicą" i nic nie zjeść lokalnego :). Znalazłem skromną knajpkę po stronie czeskiej i zamówiłem. Szczerze mówiąc nie mam pojęcia co, ale że w nazwie były knedliki więc musiało być dobre :). Nota bene za 60 koron czeskich zjadłem dwudaniowy obiad z "kompocikiem" więc można by rzec, że się opłacało :).
Oczywiście nie mogło zabraknąć czeskiego piwka :).


:)


Rynek po polskiej części Cieszyna.



Z Cieszyna miałem pierwotnie wracać tą samą drogą, ale ja tego nie lubię więc zmieniłem plany i ruszyłem w stronę Ustronia przez Bażanowice i Goleszów. Pokręciłem się trochę po uzdrowisku i ruszyłem w stronę mieszkania. Po drodze spotkałem uprzejmego staruszka, który mi pokazał ciekawą ścieżkę (szlak rowerowy) do Skoczowa. Od tej pory zawsze o nią zahaczam, jak jadę w stronę Ustronia.
...Tak w sumie przy okazji zaważyłem, że niewiele brakuję mi do setki więc jeszcze trochę poplątałem się po Bielsku :).




Dane wyjazdu:
30.00 km 5.00 km teren
04:00 h 7.50 km/h:
Maks. pr.:62.00 km/h
Temperatura:28.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal

Drugi dzień plątaniny po Pagu - tym razem delikatnie ;)

Piątek, 24 czerwca 2011 · dodano: 11.08.2011 | Komentarze 3

Hehe. W końcu zabrałem się za krótki opis mojej drugiej, ale jakże pechowej przejażdżki po wyspie PAG.
Szczerze mówiąc nie miałem zielonego pomysłu gdzie by się tu wybrać, główną przeszkodą był czas, a w zasadzie jego ograniczona ilość (byłem umówiony ze znajomymi na zwiedzanie wyspy). Stąd na pierwszy ogień padła miejscowość Mandre, do której dotarłem ciekawą, krętą drogą z mojej miejscowości tj. Šimuni. I właśnie na tym odcinku złapałem.....pierwszą gumę. Wyjeżdżając z wioski przez przypadek znalazłem ciekawą szutrową drogę, która jak się później okazało łączyła się z trasą Šimuni-Mandre. Byłem tak spragniony szutrowych/kamienistych drug, że z chciwości zrobiłem tą pętelkę dwa razy za każdym razem szybciej :).






Zdjęcie sklejone z 3 obrazków - matryca w telefonie chwilowo zgłupiała ;)

Kierując się w stronę Novalji, przed miejscowością Kolan zaciekawiła mnie droga odbijająca za łukiem drogi głównej w prawo. Postanowiłem ją sprawdzić. I to był szczał w dziesiątkę :). Droga początkowo biegła pomiędzy pastwiskami (jak można było je w ogóle tak nazwać - trochę trawki i kamienie), a później przerodziła się w kamienistą ścieżkę.

Opis linka



Cały czas pedałując tą drogą/ścieżką miałem przed sobą wzgórze, na którym znajdowała się dziwna budowla. Po paruset metrach jechać się już nie dało więc dalszą cześć trasy rower niosłem rower na ramieniu :).


Oto powód, dla którego rower trzeba było nieść na ramieniu albo prowadzić

Jak się później okazało owe wzgórze to był najwyższy szczyt wyspy PAG - SV. VID.



Nieskromnie powiem, że widoki ze szczytu były piorunujące!!!!!






Jak się okazało owa budowla to była jakaś kaplica, prawdopodobnie.


Skrzyneczka na szczycie, a w niej księga pamiątkowa, gdzie oczywiście musiałem się wpisać ;)

Zjazd z SV. VID to był po prostu techniczny majstersztyk. Non stop ostre kamienie, na których trzeba było być maksymalnie skoncentrowanym. Nota bene owa ścieżka to był szklak turystyczny więc jeśli ktoś będzie na wyspie PAG to szczerze polecam wypad na SV. VID.
Jak to zazwyczaj bywa fantastyczny zjazd szlakiem musiał zakończyć się.....drugim kapciem!! :). Niestety została mi tylko jedna łatka, a dziury były dwie :(. Zakleiłem największą i ruszyłem w stronę kwatery. Nie powiem, zjazd krętym asfaltem przy prędkości 60 km/h, z może jedną atmosferą w przedniej oponie nie należy do najrozważniejszych, ale że czas gonił (byłem już spóźniony 30 min). Polak potrafi ;) .
Kategoria Chorwacja 2011