Info
Więcej o mnie.
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Lipiec5 - 0
- 2026, Czerwiec11 - 0
- 2026, Maj22 - 0
- 2026, Kwiecień21 - 0
- 2026, Marzec14 - 0
- 2026, Luty8 - 0
- 2026, Styczeń10 - 0
- 2025, Grudzień14 - 0
- 2025, Listopad15 - 0
- 2025, Październik15 - 0
- 2025, Wrzesień18 - 0
- 2025, Sierpień19 - 0
- 2025, Lipiec16 - 0
- 2025, Czerwiec22 - 0
- 2025, Maj19 - 0
- 2025, Kwiecień19 - 0
- 2025, Marzec16 - 0
- 2025, Luty10 - 0
- 2025, Styczeń11 - 0
- 2024, Grudzień15 - 0
- 2024, Listopad14 - 0
- 2024, Październik15 - 0
- 2024, Wrzesień15 - 0
- 2024, Sierpień28 - 0
- 2024, Lipiec19 - 0
- 2024, Czerwiec16 - 0
- 2024, Maj21 - 0
- 2024, Kwiecień17 - 0
- 2024, Marzec17 - 0
- 2024, Luty12 - 0
- 2024, Styczeń17 - 0
- 2023, Grudzień13 - 0
- 2023, Listopad9 - 0
- 2023, Październik16 - 0
- 2023, Wrzesień10 - 0
- 2023, Sierpień15 - 0
- 2023, Lipiec16 - 0
- 2023, Czerwiec15 - 0
- 2023, Maj18 - 0
- 2023, Kwiecień13 - 0
- 2023, Marzec14 - 0
- 2023, Luty13 - 0
- 2023, Styczeń11 - 0
- 2022, Grudzień10 - 0
- 2022, Listopad6 - 0
- 2022, Październik15 - 0
- 2022, Wrzesień9 - 0
- 2022, Sierpień21 - 0
- 2022, Lipiec19 - 0
- 2022, Czerwiec21 - 0
- 2022, Maj29 - 0
- 2022, Kwiecień23 - 0
- 2022, Marzec31 - 0
- 2022, Luty8 - 0
- 2022, Styczeń11 - 0
- 2021, Grudzień15 - 0
- 2021, Listopad4 - 0
- 2021, Październik28 - 0
- 2021, Wrzesień18 - 0
- 2021, Sierpień22 - 0
- 2021, Lipiec30 - 0
- 2021, Czerwiec24 - 0
- 2021, Maj23 - 0
- 2021, Kwiecień25 - 0
- 2021, Marzec26 - 0
- 2021, Luty16 - 0
- 2021, Styczeń8 - 0
- 2020, Grudzień10 - 0
- 2020, Listopad6 - 0
- 2020, Październik23 - 0
- 2020, Wrzesień22 - 0
- 2020, Sierpień20 - 0
- 2020, Lipiec42 - 0
- 2020, Czerwiec25 - 0
- 2020, Maj19 - 0
- 2020, Kwiecień41 - 0
- 2020, Marzec25 - 0
- 2020, Luty16 - 0
- 2020, Styczeń24 - 0
- 2019, Grudzień17 - 0
- 2019, Listopad18 - 0
- 2019, Październik23 - 0
- 2019, Wrzesień16 - 0
- 2019, Sierpień6 - 0
- 2019, Lipiec5 - 0
- 2016, Marzec2 - 2
- 2016, Luty5 - 8
- 2016, Styczeń2 - 6
- 2014, Listopad4 - 10
- 2014, Październik5 - 14
- 2014, Wrzesień5 - 5
- 2014, Sierpień13 - 28
- 2014, Lipiec9 - 15
- 2014, Czerwiec13 - 34
- 2014, Maj13 - 29
- 2014, Kwiecień6 - 10
- 2014, Marzec9 - 19
- 2014, Luty8 - 15
- 2014, Styczeń7 - 24
- 2013, Grudzień8 - 16
- 2013, Listopad3 - 8
- 2013, Październik11 - 26
- 2013, Wrzesień7 - 10
- 2013, Sierpień9 - 18
- 2013, Lipiec8 - 26
- 2013, Czerwiec9 - 31
- 2013, Maj8 - 22
- 2013, Kwiecień9 - 41
- 2013, Marzec7 - 26
- 2013, Luty5 - 31
- 2013, Styczeń5 - 51
- 2012, Grudzień5 - 20
- 2012, Listopad7 - 20
- 2012, Październik6 - 31
- 2012, Wrzesień5 - 29
- 2012, Sierpień7 - 31
- 2012, Lipiec3 - 8
- 2012, Czerwiec5 - 12
- 2012, Maj4 - 13
- 2012, Kwiecień2 - 6
- 2012, Marzec2 - 2
- 2012, Luty2 - 8
- 2011, Grudzień4 - 8
- 2011, Listopad1 - 3
- 2011, Sierpień2 - 9
- 2011, Czerwiec2 - 4
- 2011, Maj1 - 0
- 2011, Kwiecień1 - 1
- 2011, Marzec1 - 2
- 2011, Styczeń1 - 0
- 2010, Grudzień1 - 0
- 2010, Listopad1 - 0
Dane wyjazdu:
44.30 km
17.00 km teren
03:00 h
14.77 km/h:
Maks. pr.:64.00 km/h
Temperatura:19.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:810 m
Kalorie: kcal
Deszczowa Błatnia
Wtorek, 12 czerwca 2012 · dodano: 14.06.2012 | Komentarze 0
Tym razem autorem trasy nie byłem ja. Kiedyś tam, podczas spożycia złocistego napoju i wspólnego oglądania meczu z Ludwikonem padł pomysł na jakąś krótką trasę po okolicy. Termin wyznaczyliśmy sobie na wtorek 12-go czerwca. Prognozy na owy tydzień nie były za dobre więc szczerze mówiąc sobie odpuściłem. Jednak w poniedziałek Ludwikon stwierdził, że pogoda powinna być w miarę więc można by coś popedałować we wtorek. Ustawkę zrobiliśmy przed Gemmini o 12. Dołączył jeszcze do nas kumpel Ludwikona - Tomek - i ruszyliśmy na Błatnią. Pogoda nie zapowiadała się najlepiej - po przejechaniu może kilometra puściła się z nieba mżawka i towarzyszyła nam przez połowę tripu. Atak na Błatnią zaczęliśmy od wyjechania na Szyndzielnię, a później już szlakiem w stronę miejsca docelowego.
Tuż przed Szyndzielnią.

Widok na Bielsko.
Na Błatnią z Szyndzielni jechaliśmy już żółtym szlakiem. Bardzo fajna trasa ,szczególnie jak jest mokro :). Po drodze mijaliśmy sporą rzeszę turystów ( 2 wycieczki szkolne). Dziwne, że ich pogoda nie zniechęciła :D. Oczywiście nie obyło się bez niespodzianek. Mowa tu oczywiście złapaniu gum :). Na pierwszy ogień poszedłem ja - "flaka" z przodu. Prawdopodobnie skutek szybkiego, kamienistego zjazdu zaraz przed Błatnią. Drugą złapał Ludwikon - oczywiście też podczas zjazdu ale tym razem z tyłu.

Widoczek z Błatniej.


Na Błatniej oczywiście przerwa na małe co nieco [pyszny złocisty napój] i dalej ruszyliśmy w stronę Jaworza, tym razem czerwonym szlakiem. Bardzo szybki odcinek gdyby nie przerwa na wspomnianą wcześniej "flakę" Ludwikona.
Oczywiście nie trzeba pokazywać jak wyglądaliśmy po wjechaniu na asfalt w Jaworzu-Nałężu :D. Wystarczy krótki opis - błotni bikerzy :D.

Wyruszamy z pod schroniska.


Dalej do Bielska pojechaliśmy już bocznymi drogami. W okolicach lotniska pożegnaliśmy się i ruszyliśmy w swoje strony - ja tradycyjnie do Grawitacji :)
Kategoria Beskid Śląski
Dane wyjazdu:
98.00 km
26.00 km teren
06:15 h
15.68 km/h:
Maks. pr.:67.00 km/h
Temperatura:18.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:1700 m
Kalorie: kcal
Spontaniczna Barania Góra ;)
Środa, 6 czerwca 2012 · dodano: 11.06.2012 | Komentarze 1
...Jak zawsze "małe" opóźnienie z wpisem :/...Pomysł na trasę totalnie nie planowany. Siedziałem sobie we wtorek i rozmyślałem gdzie by tu jechać i nic nie mogłem ciekawego wydedukować, szczególnie że prognoza na środę nie była optymistyczna - do południa miało być brzydko :/. Zatem żadna dłuższa trasa nie wchodziła w grę.
Ale co tam, koło 12 zaczęło się coś delikatnie przejaśniać więc spontaniczna decyzja - jadę...ale gdzie??? Pierwsza myśl - Barania Góra!! Dawno w sumie tam nie byłem i co najważniejsze nigdy nie jechałem na nią od strony Skrzycznego. Szybko sprawdziłem temperaturę na polu - 18 st.C.- i znowu dylemat jak się ubrać?? Raz kozie śmierć - założyłem letnią wersję. Jak się okazało słusznie :).
Standardowo ruszyłem w stronę Szczyrku by docelowo wyjechać gdzieś pomiędzy Skrzycznym, a Małym Skrzycznym - trasa biegnie od Golgoty.

Ścieszka rowerowa biegnąca od Buczkowic do Szczyrku.

Moja ulubiona trasa na Skrzyczne.

"Pozostałości" po deszczach.
Po wdrapaniu się na prawie Skrzyczne wbiłem się na zielony szlak i nim już jechałem na Baranią Górę. Nota bene momentami miałem już go serdecznie dość - droga była tak zniszczona, że nawet na niewielkich podjazdach trzeba było zsiadać z roweru bo nie dało się jechać. Nie powiem były też fajne zjazdy, na których trzeba było się wykazać techniką i doświadczeniem :). Głazy na drodze rekompensowały dobrze otaczające mnie widoki. Co prawda widoczność nie była za dobra ale wystarczająca by napawać się przyrodą.


Malinowska Skała.


W tym momencie miałem chwilę zwątpienia czy aby to był dobry pomysł na trip.

Teoretycznie dalej nie powinienem jechać :D.

Dla takich widoków warto czasami prowadzić rower.

W tle Brania Góra.
W końcu się wdrapałem na Baranią Górę. Zielony szlak nie należy do najłatwiejszych dla rowerzysty, szczególnie w momencie wjazdu do rezerwatu. Na szczycie obowiązkowa chwila dla fotografa, naładowanie baterii :). Zjazd niebieskim szlakiem. Szczerze mówiąc bardzo trudny i wymagający odcinek. Na drodze było mnóstwo powalonych drzew ( rezerwat ), głazów i korzeni. Trzeba było bardzo uważnie zjeżdżać bo trasa nie była łatwa. Chwila nieuwagi i można było spaść ze skarpy, która była po jednej stronie ścieżki.
Wieża widokowa na Baraniej Górze.


Łatwo nie było.


Momentami trzeba było nawet zsiadać z roweru.
Żeby nie było cały czas nie zjeżdżałem niebieskim szlakiem. Docelowo miałem wjechać na leśną drogę, która to przecinała owy szlak i miała prowadzić aż do Przełęczy Salmopolskiej. Nawet tak zrobiłem tylko, że na jednym rozwidleniu pomyliłem drogę i zamiast jechać planowaną trasą ja.....zjechałem do Wisły Czerne. Nie powiem zjazd był genialny - mega szybki z dużą ilością zakrętów - ale się tak wkur...łem na siebie, że odeszła mi ochota na dalsze fotografowanie. A było co bo choćby Jezioro Czerniańskie czy skocznie w Malince. No niestety wbiłem się na asfalt i musiałem wyjeżdżać na Przełęcz Salmopolską od strony Wisły czego totalnie nie planowałem. Przez tą pomyłkę nadrobiłem wpizdu kilometrów i zmarnowałem czas, który miałem przeznaczony na koncert w Backstage'u.

Niebieski szlak zamieniłem na taką drogę - do pewnego momentu :(.
Ustawowo trzeba było zakończyć trip piwkiem w Grawitacji :). Hehe w ogródku piwnym wyglądałem z deczka dziwnie - cały uwalony w błocie. Ale co tam, jak zwyczaj to zwyczaj :D.
W trasie "męczyłem" m.in. płytę Omerta super grupy Adrenaline Mob. W końcu wybieram się na ich koncert więc trzeba było "spenetrować" ich kawałki :D.
Kategoria Beskid Śląski
Dane wyjazdu:
74.84 km
19.00 km teren
04:22 h
17.14 km/h:
Maks. pr.:58.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: 1310 kcal
Salmopol -> Równica
Czwartek, 31 maja 2012 · dodano: 05.06.2012 | Komentarze 5
Po nocnej rozgrzewce (Nocna Pętla vol.2) przyszedł czas na właściwą trasę :). Nad tym tripem myślałem od dwóch tygodni - w końcu trzeba poznawać okoliczne "górki" :D - więc przyszedł czas na jego realizację.Jak to w moim przypadku bywa zazwyczaj, trasę rozpocząłem ok południa - wcześniej mi się jakoś ciężko zebrać :D. Wyjątkowo na Przełęcz Salmopolską nie wyjeżdżałem klasycznie (od strony Szczyrku) tylko postanowiłem sprawdzić pewną drogę, ba nawet szlak (żółty), która zaczyna się zaraz przed serpentynami.

W drodze na Przełęcz Salmopolską.

Fragment żółtego szlaku na Salmopol.
Prawdę mówiąc zrobiłem sobie niezły skrót i zyskałem sporo czasu jadąc ową drogą. Może tylko 100 metrów było ciężkie. Ja na tym odcinku prowadziłem bo nie chciałem forsować swojego "nasmarowanego na nowo" kolana, choć w zasadzie ta część jest przejezdna.
Żółtym szlakiem jechałem cały czas aż do Trzech Kopców podziwiając piękne widoki i napawając się superowymi zjazdami, momentami singiel track'ami.

Tego miejsca chyba nie muszę opisywać :).

To co tygryski lubią najbardziej!!

Widok na Brenną i ostatnie metry żółtego.
Na trzech Kopcach zmieniłem kolor szlaku i dalszą część drogi na Równice jechałem już niebieskim. Bardzo fajna trasa z wieloma fajnymi podjazdami i szybkimi zjazdami no i nawet trafiły się 2 mini singiel track'i. Na jednym, podczas zjazdu, złapał mnie skurcz - dziwne bo już dawno tego nie odczuwałem. Oczywiście nie mogłem stracić takiej okazji wiec w połowie odcinka wziąłem rower na ramie i się wróciłem - zrobiłem sobie mini masaż i z powrotem ruszyłem w dół :).

To właśnie tu dopadł mnie skurcz.

Jeden z ostatnich zjazdów przed Równicą.
Na Równicy dłuższy odpoczynek na naładowanie baterii :). Oczywiście mowa tu obiedzie i "skromnym" piwku. Nota bene w schronisku pracuje bardzo "sympatyczna" dziewojka :) i podają, tak z innej beczki, dziwne flaczki :D. Pierwszy raz w życiu widziałem flaczki zabarwione papryką, choć były wyśmienite :). Podczas odpoczynku spotkałem bikera - bardzo sympatyczny starczy Pan. Wypiliśmy piwko, powymienialiśmy się doświadczeniami i każdy ruszył w swoja stronę.
Z Równicy bardzo dobrze było widać Malá Fatra (Małą Fatrę) i Lysá Hora (Łysą Górę).

"Baton energetyczny" :D


Widok na Górki Wielkie, Brenną i nie tylko ze szczytu Równicy :).
Z Równicy zjeżdżałem ponownie żółtym szlakiem. Bardzo fajny, szybki i kamienisty downhill. Dawał bardzo dużo frajdy aż do pewnego momentu, jak z kamienistej drogi przerodził się w - patrz zdjęcie poniżej- i wtedy nastąpiło apogeum zadowolenia :).

Od Górek Wielkich uciekałem szybko przed deszczem, który nadciągał od strony Cieszyna. No niestety dalsza część tripu już stricte asfaltowa, zakończona tradycyjnie browarkiem w Grawitacji :).
Kategoria Beskid Śląski
Dane wyjazdu:
47.23 km
0.00 km teren
02:17 h
20.68 km/h:
Maks. pr.:65.00 km/h
Temperatura:12.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:560 m
Kalorie: 1859 kcal
Nocna pętla vol.2
Środa, 30 maja 2012 · dodano: 03.06.2012 | Komentarze 3
Powtórka z rozrywki :), a wszystko w ramach przygotowań do Dream Babia Góra 2012. Nie będę się zbytnio rozpisywał na temat tegoż tripu. Powód - tę samą trasę już opisywałem na BS :).Tym razem zacząłem wcześniej bo już o 21:30, czyli godzinę przed zeszłoroczną pętlą. Trasa dokładnie ta sama, no może tylko jedno udziwnienie :). Mowa tu o podjechaniu na stary rynek w Bielsku na koniec z myślą, że uda się jeszcze przechylić jeden kufel zimnego "trunku". Niestety próba nieudana, gdyż zagadałem się z dziewczynami w pracy i prawie przyjechałem na zamkniecie lokalu :(. No cóż był to jak narazie jedyny wyjątek od tradycji spożycia "zupki chmielowej" po tripie.
Przy zjeździe z Przegipku udało mi się "chwycić sejczka" (fiata seicento) dzięki czemu można było ostro pędzić w dół z bonusowym oświetleniem :).


Kierunek Przegibek.

Zabawa ustawieniami w aparacie ;).

Zapora w Porąbce.
Oczywiście po raz drugi testowałem aplikację MapMyRide:
MapMyRide
Kategoria CO do zasady asfalt
Dane wyjazdu:
62.88 km
15.00 km teren
03:30 h
17.97 km/h:
Maks. pr.:65.00 km/h
Temperatura:26.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:990 m
Kalorie: 2738 kcal
Skrzyczne - pierwsze MTB po kuracji glukozaminowej.
Poniedziałek, 21 maja 2012 · dodano: 23.05.2012 | Komentarze 3
W końcu ruszyłem w teren :). Na wstępie zaznaczę, że miał być to test mojego kolana po miesięcznej kuracji więc zbytnio się nie forsowałem.. Specjalnie wybrałem delikatne podjazdy by pomału przygotowywać kończynę do mocniejszych tras, które mam zaplanowane na ten rok. Jedną z nich będzie wyjazd na Babią Górę :).. Aaaa zapomniałbym...Był jeszcze drugi test podczas tego tripu :). Swego czasu ściągnąłem sobie aplikację na telefon, która to miała rejestrować całą trasę przez gps'a. Mowa tu o MapMyRIDE. Szczerze mówiąc bardzo fajna sprawa, ma tylko jeden wielki minus :(. Owa aplikacja działająca na androidzie, przy włączonym gps'ie, zużywa nieziemską ilość baterii. Niestety po 4,5 godziny użytkowania aplikacji bateria byłą prawie całkowicie wyładowana. Dzięki bogu udało mi się zapisać przeważającą część trasy - zabrakło 16 km :/.A więc ruszyłem ...Wpierw w stronę Szczyrku, a później Salmopolu.
Skocznia w Szczyrku.
Swego czasu kumpel pokazał mi fajną trasę na Skrzyczne więc grzechem by było jej nie powtórzyć :). Podjazd rzekłbym bardzo lajtowy - cały czas jedzie się leśną drogą, która leśnicy ściągają drzewo.





Widoczek na Babią i nie tylko :).
Oczywiście na Skrzycznym - masa turystów, wycieczek szkolnych więc nawet nie wchodziłem do schroniska bo mijało się to z celem. Szybka sesja zdjęciowa, uzupełnienie płynów, sprawdzenie baterii w telefonie i trza było ruszać niebieskim szlakiem do Lipowej.


Niebieski szlak do Lipowej ...hmnn...Powiem tak wychodziłem nim w lutym tego roku jak było jeszcze z dobre 30 cm. śniegu. Zapowiadał się ciekawie...I też tak było :).


Nikt nie powie, że zjazd jest mało interesujący :).
Nota bene jak zacząłem zjazd ze Skrzycznego to miałem pewne obawy co do zasadności ale po chwili byłem tak nasterowany techniczną jazdą, że nie było mowy o zmianie trasy. Zjazd- powiem krótko- jak dla mnie genialny - szybki, techniczny, niebezpieczny, mega kamienisty. Mimo, że mam hamulce hydrauliczne to dłonie mnie strasznie bolały. Ale co tam - liczyła się adrenalina :). W Lipowej stwierdziłem, że trzeba sobie podnieść średnią prędkość więc do Bielska cisnąłem ile fabryka dała. Niestety w Godziszce zaczęła mi padać komóra więc szybko zapisałem trasę i ostatnie 16 kilometrów nie było rejestrowane :/.
Jak tradycja nakazuję zwieńczeniem trasy było symboliczne piwko w Grawitacji :)
A TU JUŻ LINK DO MOEJEJ TRASY NA MapMyRIDE
MapMyRIDE
Kategoria Beskid Śląski
Dane wyjazdu:
41.25 km
0.00 km teren
01:32 h
26.90 km/h:
Maks. pr.:54.00 km/h
Temperatura:22.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:180 m
Kalorie: kcal
Szybki wypad nad Zbiornik Goczałkowicki
Środa, 9 maja 2012 · dodano: 09.05.2012 | Komentarze 2
Nie wytrzymałem - musiałem siąść na siodełko i coś popedałować :). Z racji, że kolano jest w trakcie przyjmowania glukozaminy, wybrałem trasę mało uporczywą, rzekłbym nawet banalnie płaską i oczywiście asfaltową. Szczerze mówiąc to moja pierwsza "dłuższa" :) trasa od momentu przyjmowania leków. Wymyśliłem sobie, że po raz drugi odwiedzę Zbiornik Goczałkowicki i pojadę tą samą sprawdzoną trasą, gdyż w momencie wyjazdu była już 18:30 więc trzeba było zdążyć przed zmrokiem. Na nocne wypady przyjdzie jeszcze czas :D.Połowę trasy pokonałem w piorunującym tempie, średnia prędkość wyniosła 31,8 km/h. Byłem w szoku :), tylko dwa razy prędkość spadła mi poniżej 30 km/h i było to powodem remontu nawierzchni, a dokładnie jej brakiem, gdzieś przed Zabrzegiem.


Hehe oczywiście po zaporze trzeba było sobie urządzić mały sprint - taka tam mała popisówka.
Powrót dokładnie tą samą trasą, ale już wolniej - efekt zmęczenia :).
Podczas trasy po raz setny "męczyłem" koncertowy album Riverside'a.
http://
Kategoria CO do zasady asfalt
Dane wyjazdu:
19.17 km
0.00 km teren
00:46 h
25.00 km/h:
Maks. pr.:46.00 km/h
Temperatura:21.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:100 m
Kalorie: kcal
Nie wytrzymałem - musiałem sie przejechać.
Piątek, 27 kwietnia 2012 · dodano: 27.04.2012 | Komentarze 1
CYKLOZA to jest straszna choroba. Człowiek podejmuje wtedy nie racjonalne decyzję. Miałem oszczędzać kolano, ba nawet nie jeździć, ale choroba jest silniejsza. Nie wytrzymałem i pod pretekstem zrobienia zakupów i odwiedzenia siostry, siadłem na bike'a i ruszyłem na Jasienicę. Oczywiście ja nie potrafię wolno jeździć i średnią w jedną stronę miałem 28 km/h., w drugą trochę wolniej :). Ale ile radości człowiekowi sprawiło pokonanie zaledwie 19 kilometrów - istna ekstaza :D. Szkoda tylko, że ....tak mało :/.Na koniec...ustawowy browarek w ogródku piwnym na starym rynku w Bielsku :).
Kategoria CO do zasady asfalt
Dane wyjazdu:
57.34 km
25.00 km teren
04:00 h
14.34 km/h:
Maks. pr.:65.00 km/h
Temperatura:15.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:1120 m
Kalorie: kcal
Leskowiec i zielony szlak na Przełęcz Kocierską.
Środa, 11 kwietnia 2012 · dodano: 11.04.2012 | Komentarze 5
Trasa - można by rzec klasyk, jedna z moich ulubionych :). Jest to połączenie fajnych podjazdów, zjazdów, technicznej jazdy i co najważniejsze....genialnych widoków.Wyjątkowo tym razem nie będę opisywał dokładnie trasy, gdyż już ją kiedyś robiłem i nawet wrzuciłem na BS relację.
Zwrócę uwagę na sam początek leśnej części, a mianowicie na podjazd pod Leskowiec. Tym razem nie wprowadzałem roweru czarnym szlakiem z Rzyk Jagódek, ale dzięki wiedzy kolegi k4r3l'a tym razem wyjechałem tzw. szlakiem serduszkowym. Co prawda szlak ten wiedzie od samych Jagódek ale w rzeczywistości oznaczony jest dopiero gdzieś w połowie drogi. No chyba, że pozioma białą linia na drzewie to serduszko :D.


Leskowiec - widok z Roczyn. Troszkę mnie ten śnieg zaniepokoił.

Bardzo fajny podjazd na Leskowiec. Pierwsze drzewo przed moim bikiem - owo "serduszko" na pniu :D
Moje zaniepokojenie śniegiem okazało się zasadne. Pierwsze płaty widziałem już na owym serduszkowy ale to co zobaczyłem pod Groniem Jana Pawła II przeszło moje najśmielsze oczekiwania...

Wyjątkowo wybrałem ostrzejsze podejście ze względu na widoki z Gronia J.P. II.

Widok ze szczytu - GENIALNY.
Nota Bene pierwszy raz z Gronia J.P. II widziałem....Kraków!!! Nie mogłem uwierzyć do końca ale napotkany turysta potwierdził moją teorię użyczając mi lornetki. Poniżej parę fotek.


Aaaaa muszę się jeszcze przyznać, że wiele razy bywałem na Leskowcu, ale takiej rzeczy turystów to jeszcze nie widziałem. Może pogoda i okres poświąteczny sprawiły, że pojawili się na szlakach.

Leskowiec.

Widok na Tatry Zachodnie z Leskowca.

A tu już Tatry Wysokie.

Myślałem, że nie będę miał już na trasie za dużo do czynienia ze śniegiem....Myliłem się...I to strasznie!!!! W połowie drogi buty już miałem totalnie przemoczone od zapadania się, czasami do pół piszczela, w śniegu.



Widok na Babią i nie tylko z Wielkiego Gibasów Gronia.
Dalszą cześć trasy, tj. do Kocierza Rychwałdzkiego, na przemian taplałem się w błocie albo zapadałem się w śniegu. Dzięki bogu moje ulubiony zjazdy były w zasadzie przejezdne :). Z Przełęczy Kocierskiej na Targanicką zjeżdżałem oczywiście zielonym szlakiem :).

Przełęcz Targanicka.
Kategoria Beskid Mały
Dane wyjazdu:
84.59 km
2.00 km teren
05:00 h
16.92 km/h:
Maks. pr.:72.00 km/h
Temperatura:14.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:1550 m
Kalorie: kcal
Podjazdy asfaltowe Beskidu Małego - próba nieudana.
Środa, 28 marca 2012 · dodano: 04.04.2012 | Komentarze 2
...Jak zawsze poślizg z wpisem - tym razem tygodniowy :/No cóż jak sam tytuł mówi - nieudana, a dlaczego o tym niżej.
Pomysł na trasę zrodził mi się kiedyś pewnego ciemnego wieczora :D. Stwierdziłem, że trzeba sobie w życiu stawiać jakieś cele i wyzwania, nie koniecznie takie, które się lubi. W ten zatem sposób postanowiłem "zrobić" prawie wszystkie ostre podjazdy asfaltowe w Beskidzie Małym. A dlaczego asfaltowe??? Powód prozaiczny i jakże prostacki - nie chciało mi się myć roweru z błota, który zapewne zalegał na szlakach czyli ogólnie mówiąc LENISTWO. Prawdą jest też, że nie lubię asfaltowych podjazdów z powodu bólu kręgosłupa, ale trza być twardym i walczyć z przeciwnościami losu i swoimi słabostkami.
Pomysłem też zaraziłem Kubę (k4r3la), który z chęcią się zgodził i przy okazji poinformował innych bikerów. Termin trasy przewidywany był na 1 kwietnia lecz ja postanowiłem się wcześniej sprawdzić czy podołam mojemu szatańskiemu pomysłowi i wyruszyłem w 28-go marca. Dzięki bogu mi pogoda dopisała lecz wspólnemu tripowi już nie. Szkoda...
Na Przegibek wyjechałem bez większego wysiłku, pamiętając przy okazji, że przede mną jeszcze jest trochę "ciekawych" podjazdów. Głupio się trochę czułem jak dwójka bikerów na kolarkach mnie dublowała ale cóż z tym - ja musiałem oszczędzać siły. Maksymalną prędkość jaką udało mi się uzyskać przy zjeździe z przełęczy to 65 km/h.
Kolejny podjazd - Góra Żar. Tu tez bez większych problemów. Jedynie co to się przypomniał kręgosłup i mała niespodzianka pod samym szczytem - mżawka. Zaskoczenie tym faktem było o tyle duże, że żadne prognozy na ten dzień nie przewidywały ani kropelki deszczu. Hmn...Prędkość max. - 72 km/h.




Przyszedł i czas na Hrobaczą Łąkę. Tu już poczułem zmęczenie ale i tak jestem z siebie dumny bo na początkowym, najostrzejszym, asfaltowym odcinku zrobiłem tylko jeden odpoczynek. Nota bene w tamtym roku robiłem je trzykrotnie. Po wjechaniu w część leśną, nieutwardzoną zaczął mi dawać coraz bardziej w du..ę kręgosłup. Na szczycie kolejna niespodzianka - spore płaty śniegu :) i... ból kolana. Coś mi te kolano ostatnio szwankuje i chyba trzeba będzie się wybrać do jakiegoś lekarza :(. Boleści nie przyćmiły jednak kolejnego fajnego zjazdu - tu V-max - 62 km/h.


W drodze do Porąbki rozruszałem trochę kolano i było nawet całkiem całkiem. Niestety postój na uzupełnienie zapasów kalorycznych był gwoździem do trumny. Kolano zrobiło sobie lekki odpoczynek i nie chciało się później "rozruszać". W połowie drogi na Przełęcz Targanicką podjąłem decyzję o zawróceniu. Niestety kolano odmawiało mi posłuszeństwa, ból był nieziemski, a według planu było jeszcze przede mną ponad 40 kilometrów ( Kocierz i powrót przez Kocierz Moszczanicki, Łodygowice). Decyzja trudna ale słuszna. Zjechałem do Porąbki, przyjąłem 4 painkillery i ruszyłem w stronę Bielska. Tabletki zaczęły działać dopiero gdzieś w centrum Kóz...
No cóż następnym razem zrobię tą trasę :)
A co męczyłem w trasie?? Wiele ale w szczególności kawałki mojej kapeli:
Human Fossil - Love in Space.
/
Kategoria CO do zasady asfalt
Dane wyjazdu:
85.20 km
0.00 km teren
04:00 h
21.30 km/h:
Maks. pr.:65.00 km/h
Temperatura:10.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:860 m
Kalorie: kcal
W odwiedziny u Babci.
Czwartek, 15 marca 2012 · dodano: 19.03.2012 | Komentarze 0
Urlop się kończył więc chociaż jeden trip trzeba było zaliczyć. W góry jeszcze nie ruszam bo tona błota i śniegu zalega na szlakach więc...standardowo asfalt.Pomysł na trasę był prosty i można by rzec odtwórczy, bez żadnych udziwnień.
Docelowym miejscem był Rychwałdek. Po ostatnich wydarzeniach stwierdziłem, że miło będzie odwiedzić Babcie i pomóc jej trochę w pracach przydomowych.
Zatem ruszyłem...
Pierwszy podjazd - Przegibek. I tu niespodzianka - ból kręgosłupa. Co było grane, nie mam pojęcia. Dzięki bogu po przejechaniu paru kilometrów ból ustał. Uff..
Standardowo przy zjeździe do Międzybrodzia Bialskiego próbowałem pobić rekord prędkości - standardowo się nie udało :D.

Gdzieś w drodze na Przegibek.

A na Żarze ludzie jeszcze szusują na nartach.
Chwila dla fotografa na zaporze w Tresnej i dalej ruszyłem w stronę punktu docelowego.


Jak widać Jezioro Żywieckie jeszcze pokryte cienkim lodem.

W Rychwałdzie zjechałem trochę z drogi w celu zapalenia znicza na grobie Dziadka (r.i.p.) i zacząłem drugi dość mocny podjazd tego dnia pod Rychwałdek.

W tle miejsce docelowe.
U Babci jak to u Babci :) - jak zawsze zostałem zmuszony do zjedzenia ogromnej ilości jedzenia. Ale z Babcią nie ma dyskusji wiec jak mus to mus :).
Podczas studiowania dalszej drogi i wchłaniania obiadu podjąłem decyzję o skróceniu trasy. Pierwotnie myślałem o uderzeniu na Jeleśnię, Sopotnię Małą by przedostać się w okolice Przybędzy, Radziechowów ale obawiałem się, że mogę nie podołać czasowo i będę zmuszony jechać po ciemku. No cóż trochę się u Babci zasiedziałem :).
Drogę do Żywca pokonałem w niezłym tempie - nie schodziłem poniżej 30 km/h. Niestety się to później odbiło. Tak to jest jak mózg mówi szybko, a mięśnie nie dają rady. W końcu jest jeszcze kalendarzowa zima i kondycja nie jest jeszcze za dobra.
Żeby nie jechać główną drogą z Żywca do Bielska skręciłem na Lipową. Spodziewałem się tam pięknych widoków na Beskid Żywiecki - niestety chmury zasłoniły góry i była kupa.
No niestety widoków nie było.
Do Bielska dojeżdżam z silnym bólem ścięgna/mięśnia (gdzieś koło kolana).
Kategoria CO do zasady asfalt
