Proud member of bbRiderZ

Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi jakubiszon z miasteczka Czaniec / Bielsko-Biała. Mam przejechane 68577.92 kilometrów w tym 2592.35 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 16.58 km/h i się wcale nie chwalę.
Więcej o mnie. button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy jakubiszon.bikestats.pl

Archiwum bloga

Dane wyjazdu:
28.43 km 14.00 km teren
01:59 h 14.33 km/h:
Maks. pr.:45.00 km/h
Temperatura:18.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:900 m
Kalorie: 663 kcal

Cygański Las i okolice

Poniedziałek, 7 kwietnia 2014 · dodano: 12.05.2014 | Komentarze 1

Przyszła pora na zapoznanie się z okolicznymi "atrakcjami"  rowerowymi. Heheh mam tu na myśli Cygański Las i kilka tras rowerowych, które są bardzo dobrze znane każdemu bielszczaninowi. W tym celu poprosiłem kumpla z bbR'u ( Maćka ) by mnie oprowadził troszkę po okolicy. Na wstępie skoczyłem jeszcze do rowerowego po rękawiczki bo stare prosiły się już o pomstę do nieba :D. Zatem ruszyliśmy... Wpierw pokręciliśmy na, chyba najbardziej komercyjną, górkę w okolicy tj. na Kozią Górkę. Następnie zjechaliśmy do Cygana bardzo fajnym, technicznym zjazdem/singlem. Było pysznie, mnóstwo korzonków, kamieni, po prostu kwintesencja technicznej jazdy. Ja z racji, że jechałem tam pierwszy raz, kręciłem dość zachowawczo, asekuracyjnie.






Następnie pośmigaliśmy fajnymi ścieżkami po Cygańskim Lesie. Niestety tam też zgubiłem mój rowerowy zestaw narzędzi :'(. Nie zapiąłem widocznie sakwy podsiodłowej do końca i na hopkach, korzonkach musiały mi fanty wpaść. Oj kląłem jak szewc na swoją głupotę!! Podczas cygańskich singli dołączył jeszcze do nas kumpel Maćka - Tomek. I tak oto w trójkę śmigaliśmy po lesie w poszukiwaniu sarenek ;). Z Cygana ruszyliśmy na Dębowiec, gdzie spotkaliśmy enduraków - znajomych Maćka. Po krótkiej pogaduszce pokręciliśmy w stronę lotniska, gdzie planowane było małe co nieco :).







Oj fajnie się gadało przy pifku ale niestety robiło się coraz chłodniej więc trza było wracać. . Jeszcze ostatni przejazd bielską PROmenadą i każdy pokręcił w swoją stronę.
Wypad udany choć wielka szkoda narzędzi...Za głupotę trzeba płacić...




Kategoria Beskid Śląski


Dane wyjazdu:
21.41 km 0.00 km teren
00:54 h 23.79 km/h:
Maks. pr.:52.95 km/h
Temperatura:11.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:286 m
Kalorie: 695 kcal

Powrót z próby i po Corocznym Leskowcu z bbR.

Sobota, 5 kwietnia 2014 · dodano: 11.05.2014 | Komentarze 0

Ku zdziwieniu na próbie grało się całkiem dobrze, mimo że wcześniej się z deczka sponiewierałem fizycznie :). No cóż...trza było w końcu zabrać manatki i pokręcić na mieszkanie...A kolorowo nie było, zmęczenie się pojawiało a co najgorsze na polu dość mocno już pizgało. By zabić zimno teoria mówi, ze trzeba jechać szybko, trzeba ostro pedałować :) .Starałem się :). Z racji, że nie zależało mi już na jakiejś ambitnej trasie, wybrałem najszybszą i najkorzystniejszą a mianowicie przez Podlesie. W Krzemionkach skręciłem jednak w stronę Lipnika by ominąć troszkę główniejszych dróg.

Ni ma zdjęć - jest muzyczka ;). Dziś wyjątkowo coś innego ;).






Dane wyjazdu:
86.58 km 44.00 km teren
05:29 h 15.79 km/h:
Maks. pr.:61.66 km/h
Temperatura:13.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:2657 m
Kalorie: 2021 kcal

Coroczny Leskowiec z bbRiderZ :)

Sobota, 5 kwietnia 2014 · dodano: 11.05.2014 | Komentarze 1

Jak co roku przyszła pora na teamowy wypad na Leskowiec :). Jednak tym razem wypad zorganizowaliśmy miesiąc wcześniej - cóż poradzić - taki klimat ;).  O 8 spod Gemini ruszyliśmy przez Przegibek w stronę Międzybrodzia, gdzie miał na nas czekać K4r3l i Darek. Był jeszcze pomysł by z Przegibku wjechać na Gaiki a później fajnym zielonym szklakiem na Nowy Świat. No niestety czas troszkę gonił więc wybraliśmy wariant asfaltowy... W Międzybrodziu dołączyła do nas reszta ekipy i już wspólnie kręciliśmy naszym skromnym, jedenastoosobowym składem. Genialnie to wyglądało, gdyż większość była identycznie ubrana, tylko dwójka się wyłamała i nie miała teamowych strojów ;).






Po części asfaltowej przyszła pora na teren :). Pierwotny plan zakładał wjazd na Żar asfaltem jednak postanowiliśmy sprawdzić zielony szlak z Międzybrodzia Żywieckiego na Przełęcz Isepnicką. I cóż mogę powiedzieć...to był strzał w dziesiątkę!!! Bardzo fajny, wymagający, 3-kilometrowy podjazd. Przyznam się, że od pewnego czasu chciałem sprawdzić ten szlak ale jakoś nigdy nie było po drodze... ;). Super odcinek, polecam!!! Na tym odcinku dość mocno się rozproszyliśmy...W sumie nie ma się co dziwić bo kiepka była niezła i dość męcząca - nie dość, że podjazd długi to jeszcze ze sporą ilością luźnych kamieni...










K4r3l walczy na podjeździe ;).

Za Przełęczą Isepnicką rozdzieliliśmy się na dwie grupy, można by rzec, choć dość mocno naciągając, na szybszą i wolniejszą. Oczywiście nie jest to za ostre porównanie i nie do końca podział ten jest właściwy. Ja wybrałem tą druga grupę, gdyż ścigać to się  mogę sam a wolę spędzić czas w spokojnej, miłej atmosferze. Aaaa nie powiedziałem na wstępie, że w planie był czerwony szlak z Żaru na Leskowiec :).  Kawałek za Przełęczą Isepnicką zjechaliśmy trochę ze szlaku by darować sobie butowanie. K4r3l pokazał nam fajną alternatywę - nie dość, ze całą podjeżdżalną to do tego jeszcze piękną widokowo :).



Marzena ostro kręci pod górę :).







Po lekkiej odbitce od czerwonego szlaku ponownie wróciliśmy na główny tor :). Kręciło się wybornie - nóżka podawała, atmosfera była przednia więc czego jeszcze chcieć?? :). Ku mojemu zdziwieniu poprawił się i to na duży plus zjazd z Kocierza ( szczytu, nie przełęczy ) . Pamiętam jeszcze ostatnio, że była tam straszna rąbanka a tym razem elegancko wyrównane - po prostu bajka :).  W ogóle odcinek Cisowa Grapa - Przełęcz Kocierska stał się o wiele przyjemniejszy dla rowerzystów niż kiedykolwiek. Czy to wina człowieka, czy sił przyrody??? Ciężko mi powiedzieć ale grunt że jest o niebo lepiej :). Na Przełęczy Kocierskiej ponownie spotykaliśmy się  wszyscy razem i pokręciliśmy na Potrójną :).



Jak co roku zdjęcie przy karczmie musi być :)



No to teraz zaczęła się najprzyjemniejsza trasa - Potrójna->Leskowiec :). Kurcze chyba już z milion tysiąc razy śmigałem tym odcinkiem i zawsze powodował on uśmiech na twarzy :). Hehe chyba nigdy mi się nie znudzi :). A sam fragment Łamanej Skały/Madohory  jest po prostu mistyczny!! Po prostu cud, miód i orzeszki!!!








W końcu dojechaliśmy na Leskowiec :). Oczywiście peleton się dość mocno rozczłonkował i różnica między pierwszym a ostatnim była dość spora. A jak nas przywitał szczyt?? Mega chłodem!! Oj marzliśmy tam strasznie, hehe dzięki bogu była tam "chatka/schronik", w którym prawie dziesięciu chłopa się grzało :D. Niespodzianka na szczycie był Damian, który zaraz po pracy ruszył na przeciw mam. No i udało mu się :).  Po krótkiej sesji pokręciliśmy do schroniska by się zagrzać i uzupełnić baterie. Jak przystało na weekend...ludzi w środku jak mrówek. Dzięki bogu udało nam się załatwić miejcówki siedzące i rozpoczęliśmy popas :). Oj nie chciało się wstawać od stołu...:D. No ale trza było :). Jeszcze wspólna fotka przed schroniskiem i ruszyliśmy zielonym szlakiem w stronę Andrychowa.





Grupen foto :)



Kto jechał owym zielonym to wie, ze jest to bardzo fajny odcinek: jest trochę technicznych zjazdów, fajnych podjazdów i sporo zabawy :). Z racji, że niektórych czas gonił postanowiliśmy nie jechać do samego Andrychowa i w okolicach Zagórnika zjechać ze szlaku by przejchać się fajnym singlem i skrócić sobie drogę :). Bocznymi drogami dojechaliśmy do Targanic a stamtąd  genialnym uphilem na Jarosówkę. Tam też doszło do podziału grupy - część pojechała szybciej do domu a część dalej napawała się widoczkami i pięknym krajobrazem ;).





Czekając na resztę ekipy :)


Marzen naparza pod górę :).




Na Trzonce musiałem opuścić ekipę gdyż zaplanowaną miałem jeszcze tego samego dnia próbę. Szkoda, ale cóż poradzić - dwóch pasji nie da się pogodzić tak, zeby wszyscy byli zadowoleni. Zjechałem do Czańca a stamtąd już do Kęt, gdzie jest nasza kanciapa. Już jadąc na próbę wiedziałem, że powrót będzie ciężki - robiło się coraz zimniej :/.

P.S. Wypad jak najbardziej udany choć parę niepotrzebnych zgrzytów było...








Kategoria Beskid Mały


Dane wyjazdu:
31.05 km 10.00 km teren
01:59 h 15.66 km/h:
Maks. pr.:51.40 km/h
Temperatura:14.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:770 m
Kalorie: kcal

Powrotna Hrobacza i Gaiki.

Niedziela, 30 marca 2014 · dodano: 07.05.2014 | Komentarze 2

Po weekendzie spędzonym u rodziców trzeba było w końcu wrócić na mieszkanie. Pierwotnie miałem wyjechać rano ale jakoś mi tak zeszło, ze ostatecznie wyruszyłem po poobiedniej sjeście :). Wybitnie nie chciało mi się śmigać głównymi drogami więc postanowiłem ruszyć w stronę Międzybrodzia a tam się już coś wymyśli :). Zatem wpierw pokręciłem na Bukowiec leśną droga - jakoś lubię ten odcinek - spokój, cisza, las i mały podjeździk, który idealnie rozgrzewa :). Po zjechaniu do Porąbki, wpadł mi pomysł, żeby...Wyjechac na Hrobaczą Łąkę a później już czerwonym szlakiem na Gaiki i do Straconki. Tak też zrobiłem :). Troszkę na podjeździe dokuczał mi plecak, gdyż człek nie jest przyzwyczajony wozić ze sobą "garba" :). Na szczycie zrobiłem sobie krótką przerwę i dalej już pojechałem szlakiem. Kręciło się fajnie, bez żadnej napinki, bez pośpiechu - totalnie na luzie. 






Zjazd czerwonym do Straconki też uznam, za spokojny - "garb" nie pozwalał na nutkę szaleństwa :D. Po wjechaniu na asfalty już nic nie kombinowałem - jechałem najkrótszymi drogami.




Kategoria Beskid Mały


Dane wyjazdu:
23.29 km 1.50 km teren
01:27 h 16.06 km/h:
Maks. pr.:58.70 km/h
Temperatura:14.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:230 m
Kalorie: kcal

Z kumplem po okolicznych asfaltach

Sobota, 29 marca 2014 · dodano: 28.04.2014 | Komentarze 0

Hehe drugie wyjście z mroku.....Po obiadku zgadałem się z kumplem na jakieś delikatne kręcenie, gdyż on na rowerze nie siedział już łohohoho, albo...wpizdu i jeszcze trochę czasu :). Stąd też miało być nie za mocno, nie za długo, tak w sam raz na pierwszy raz ;).  Zatem zabrałem kumpla po okolicznych asfaltach. Hehe oczywiście parę podjazdów musiało być, żeby aż tak lajtowo nie było :). Zdjęć nie robiłem bo jakoś tak wyszło ;). Co tu więcej pisać- krótko, rekreacyjnie i sympatycznie :).

Ni ma fot - jest muzyczka,. Dziś lajtowo bo trip też taki był :)








Dane wyjazdu:
31.29 km 2.00 km teren
01:21 h 23.18 km/h:
Maks. pr.:52.00 km/h
Temperatura:14.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:170 m
Kalorie: kcal

Na próbę i do domu.

Sobota, 29 marca 2014 · dodano: 28.04.2014 | Komentarze 0

Co tu dużo pisać...Zwykły dojazd na próbę i jeszcze zwyklejszy powrót z niej do domu rodzinnego na obiadek ;).





Dane wyjazdu:
25.58 km 1.00 km teren
01:03 h 24.36 km/h:
Maks. pr.:59.10 km/h
Temperatura:12.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:150 m
Kalorie: kcal

Urodzinowo-szwagrowo ;)

Piątek, 28 marca 2014 · dodano: 28.04.2014 | Komentarze 2

Trasa mało ambitna, rzekłbym zwykła dojazdówka :). No bo po co jeździć autem po mieście jak pewne sprawy można załatwić na rowerze. A jakie to sprawy...różniaste :D. W pierwszej kolejności udałem się do Piasqa po kłódkę rowerową- swoją zostawiłem w Czańcu a strach zostawiać bike'a pod sklepem, szczególnie jak się do niego troszkę dołożyło. Po krótkiej wizycie udałem się do Makro bo była tam fajna promocja na Jack'a Daniel's'a. Jechałem tam głównymi drogami bo czas  gonił. Jak się okazało popitoliły mi się daty i Jacek był w troszkę wyższej cenie ;) - kupiłem czarnego Jasia Wędrowniczka :). A później wióra do Jasienicy z flachą złożyć szwagrowi zaległe życzenia. Tym razem wybrałem inną trasę, troszkę tak na czuja. Udało się - dojechałem całkiem sprawnie a przy okazji poznałem nowe rejony ;). Powrót głównymi drogami, gdyż robiło się już zimno a ja za ciepło ubrany nie byłem :).

Nima zdjęć - jest muzyczka. Tym razem...Opeth ;).





Route 2 577 134 - powered by www.bikemap.net


Dane wyjazdu:
114.10 km 31.00 km teren
06:58 h 16.38 km/h:
Maks. pr.:72.40 km/h
Temperatura:15.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:2200 m
Kalorie: kcal

Oranie Beskidu Małego.

Sobota, 22 marca 2014 · dodano: 23.04.2014 | Komentarze 3

I znowu ten Beskid Mały!!! Jakie znowu :) ?. Beskid Mały jest tak piękny, ze nigdy się nie nudzi :). I co z tego, że mieszkam w Bielsku, że Beskid Śląski mam pod nosem ale jakoś to nie to samo co BM :) Przyznam się bez bicia- tereny Szyndzielni, Błatniej mnie totalnie nie kręcą...Jedynie co to okolice Skrzycznego czy Baraniej Góry ale to sobie zostawię na później :).
Zatem ruszyłem w moje rodzinne tereny, przypomnieć sobie szlaki a dokładnie jeden - żółty biegnący przez Wapienicę ( nie mylić z tą dzielnicą Bielska ), Kokocznik, Bliźniaki, Łysą Góre ( hehe nie tą w Czechach ) i Iłowiec. Nota bene jest to nawet szlak opisywany w jakimś starym Bikeboard'ie czy innym branżowym czasopiśmie :). Oczywiście do szlaku trzeba było jakoś dojechać - ja wybrałem najszybszą rowerowa drogę czyli asfaltami do Andrychowa. A stamtąd już klasycznie kawałek zielonym przez Pańską Górę, by w końcu wbić się na główny cel a mianowicie żółty szlak :). 




Na zielonym :). Genialny odcinek prowadzący przez niewielkie wzniesienia ( Czuby i Kobylice ) ale dający ogromną frajdę.



Początek żółtego może i za ciekawy nie jest - jedzie się szeroką leśną drogą lekko pod górkę. Ale za to Kokocznikiem zaczyna się fajny., choć krótki singielek, na którym zawsze jakoś boję się przycisnąć - mnóstwo liści i jedna wielka niewiadoma co pod nimi jest ;). AAAAAAAaaaaaaaa zapomniał bym!!! To był wielki test nowych hampli SLX i amora Rock Shox Recon Gold TK. Przyznam się bez bicia - BAJKA!!!!! Ale do rzeczy...:). Po singielku krótki przejazd asfaltem i znowu wjechałem w teren,. No niestety miałem teraz przed sobą najgorszy odcinek całego żółtego szlaku - krótki wypych pod szczytem Bliźniaków. No niestety jeszcze nie obczaiłem jak go można objechać ale wszystko przede mną :).




Tuż pod Bliźniakami :)



Troszkę się trzeba było napocić podczas ataku na Bliźniaki ale to co było za nimi wszytko rekompensowało - fajna , szeroka, szutrowa ścieżka, ze sporą ilością chopek i genialnym "floł" ;). Hehe za to właśnie lubię ten szlak!! Za Przełączą  Panczakiewicza  jechało sięrz pod górkę a raz z ale cały czas ta samą genialną ścieżką. Zabawa była przednia!!! Idealne miejsce na treningi.





Zdjęć mało z tego momentu bo po pierwsze nie oddawały by klimatu a po drugie żal było zsiadać z bike'a.






Mimo, że owy szlak ma może niespełna 10 kilometrów ale kreci się na nim genialnie, jest dośc mocno urozmaicony, nie ma typowej beskidzkiej rąbanki, po prostu sama rozkosz :). Po zjechaniu ze szlaku postanowiłem uzupełnić baterię bo czekał przede mną długi, 6 kilometrowy uphill pod schronisko na Leskowcu ( być w okolicy i nie zaliczyć Leskowca toż to hańba ). Co ciekawe po posiłku uszło ze mnie życie, totalny brak powera :(. I jak tu jechać dalej?? No cóż trzeba było się wziąć za siebie i próbować jakoś kręcić pod górę. Oj nóżka jednak nie podawała...zaczęły mnie skurcze łapać....masakra jakaś!!. Tempo miałem prze tragiczne, dopiero kawałek przed szczytem, w okolicach skałki wspinaczkowej, energia powróciła, choć nie do końca... W schronisku obowiązkowo trzeba było coś wszamać - padło na żurek. Pychota!!!! Co jak co ale tam potrawy mają genialne!! Po podładowaniu baterii ruszyłem na szczyt Leskowca a później dalej czerwonym szlakiem w stronę Łamanej Skały. Tam to był prawdziwy test amora :). Heheh przyznam się bez bicia - jeszcze nigdy tak szybko tego odcinka nie pokonałem - amor sprawdzał się wyśmienicie, wybierał wszytko. eszcze nigdy tak pewnie nie czułem się na rowerze. Na Anuli postanowiłem odbić w lewo na zielony szlak by nacieszyć się jeszcze terenem :). Tam już troszkę zwolniłem, gdyż odczuwałem już lekkie zmęczenie i koncentracja nie była już ta sama. A zielony jak zielony - zawsze daję dużo frajdy. Przed Gibasami postanowiłem srawdzić jedną ścieżkę- miał to być taki ala skrót. Hehe no może odległość była mniejsza ale to co zastałem na tamtej ścieżce, zdeczka mnie zskoczyło i to negatywnie. Na drodze leżało mnóstwo powalonych drzew , nie dało się kompletnie przejechać, nie mówiąc już o obejściu tworów. Z jednym połamańcem męczyłem się 20 minut - masakra...






I jak tu przejechać?????


Babia widziana z Gibasów
.



Na Łysinie postanowiłem zjechać na asfalty kultowym podjazdem ;). No nie powiem zjeżdżało się przednie, w drugą stronę też pewnie było by fajnie :). Rozmyślałem jakby tu wrócić do Bielska - padło na klasyk klasyków czyli wzdłuż Jeziora Żywieckiego od strony Zarzecza. Jednak tym razem odpuściłem sobie odcinek pod górami od Łodygowic do Wilkowic - wybrałem płaską opcję przez Kalną, Buczkowice.
Trip uznaję za jak najbardziej udany, obyło się bez awarii, przygód a co najważniejsze zabawa była przednia :)







Kategoria Beskid Mały


Dane wyjazdu:
63.90 km 0.10 km teren
02:41 h 23.81 km/h:
Maks. pr.:65.70 km/h
Temperatura:12.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:1083 m
Kalorie: 2068 kcal

Nocne Bielskie Koło.

Wtorek, 18 marca 2014 · dodano: 14.04.2014 | Komentarze 1

Weekend był stricte a-rowerowy więc trzeba było coś pokręcić w tygodniu :). Z racji, że już troszkę pomieszkiwałem w Bielsku, postanowiłem się wybrać na nocne kręcenie z fejsbuchową grupą Bielskie Koło :). Jak zawsze bielska ekipa ustawiła się przy Reksiu  o godzinie 20-tej. Byłem za 5 a tu kupa - nikogo nie ma!! Pomyślałem : kurcze albo się spóźniłem i już pojechali, albo w zwyczaju mają bikerzy się spóźniać. Hehe dzięki bogu to drugie :). Szybkie przywitanie, uzupełnienie zapasów w Biedronie i ruszyliśmy 6-osobowym peletonem na Przegibek. Chłopaki to miały tempo, aż się przestraszyłem na wstępie...Oczywiście na serpentynach zdrowo mnie odstawili w tyle :). No cóż na podjazdach ( asfaltowych ) jakoś nigdy nie byłem dobry... Po szybkim uphillu nastał szatański downhill - hehe dzięki bogu chłopaki miały niezłe jarzeniówy i dało się mknąć w dół. Z Międzybrodzia ruszyliśmy w stronę Zapory w Tresnej a później prawą stroną jeziora do Łodygowic. Tam też spaprała się pogoda -zaczęło mżyć. Co prawda zapowiadali opady ale jakoś nie chciało mi się w nie wierzyć... No niestety prognozy się sprawdziły i od Bystrej jechaliśmy już w niezłej ulewie...Oczywiście ja nie miałem nic przeciwdeszczowego....



 


Dolało mi wybitnie...Jadąc nową, jeszcze nieotwartą obwodnicą, kląłem jak szewc bo wyjątkowo nie lubię jak mi przemokną buty...Koło Gemini rozdzieliliśmy się i każdy pomknął w swoją stronę...hehe oczywiście ja miałem najdalej..bo do Jasienicy...  Przyznam się bez bicia - nie miałem na sobie ani milimetra suchej powierzchni. Po przekroczeniu progu musiałem z siebie zrzucić łachy bo przejście przez dom groziło zalaniem go ;)







Dane wyjazdu:
31.20 km 0.00 km teren
01:54 h 16.42 km/h:
Maks. pr.:61.40 km/h
Temperatura:17.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:355 m
Kalorie: 797 kcal

Miejskie kilometry z Ballantyną w tle ;)

Piątek, 14 marca 2014 · dodano: 10.04.2014 | Komentarze 3

Jazda totalnie bez pomysłu...jakoś na nic nie mogłem się zdecydować....W teren za późno ( po 16-tej ), szosa??? Hmnn też jakoś nie tak. W końcu pokręciłem przed siebie, w stronę centrum BB. Jako że aktualnie stacjonowałem w Jasienicy, czasu miałem dość na przemyślenia i wyznaczenie jakiegoś celu. Klasycznie trzeba było się "polansować" na bielskim lotnisku :). Tam wpadł mi do głowy pomysł, żeby zaliczyć Przegibek. Jak pomyślałem, tak ruszyłem w stronę przełęczy. Heheh "pech" chciał, że po drodze spotkałem starą znajomą no i zaczęło się....:D. Z planu nici, Przegibek musiał poczekać :). Oczywiście się dość mocno zagadałem i ni stąd, ni zowąd  zrobiło się ciemno :). Ale tak to jest jak się spotyka dawno nie widzianą funfelę z dawnej pracy :).  Jakoś mrok mi zbytnio nie przeszkadzał ale zimno dawało coraz bardziej we znaki więc postanowiłem powrócić do Jasienicy. Po drodze złapałem jeszcze smaka na Ballantynę ( czyt. Ballantine's ) więc trzeba było się zatrzymać na starym rynku na szklaneczkę pysznego trunku :). Powrót już tym razem głównymi drogami.


Skoro nie ma zdjęć to musi być musik ;)