Info
Więcej o mnie.
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Maj10 - 0
- 2026, Kwiecień21 - 0
- 2026, Marzec14 - 0
- 2026, Luty8 - 0
- 2026, Styczeń10 - 0
- 2025, Grudzień14 - 0
- 2025, Listopad15 - 0
- 2025, Październik15 - 0
- 2025, Wrzesień18 - 0
- 2025, Sierpień19 - 0
- 2025, Lipiec16 - 0
- 2025, Czerwiec22 - 0
- 2025, Maj19 - 0
- 2025, Kwiecień19 - 0
- 2025, Marzec16 - 0
- 2025, Luty10 - 0
- 2025, Styczeń11 - 0
- 2024, Grudzień15 - 0
- 2024, Listopad14 - 0
- 2024, Październik15 - 0
- 2024, Wrzesień15 - 0
- 2024, Sierpień28 - 0
- 2024, Lipiec19 - 0
- 2024, Czerwiec16 - 0
- 2024, Maj21 - 0
- 2024, Kwiecień17 - 0
- 2024, Marzec17 - 0
- 2024, Luty12 - 0
- 2024, Styczeń17 - 0
- 2023, Grudzień13 - 0
- 2023, Listopad9 - 0
- 2023, Październik16 - 0
- 2023, Wrzesień10 - 0
- 2023, Sierpień15 - 0
- 2023, Lipiec16 - 0
- 2023, Czerwiec15 - 0
- 2023, Maj18 - 0
- 2023, Kwiecień13 - 0
- 2023, Marzec14 - 0
- 2023, Luty13 - 0
- 2023, Styczeń11 - 0
- 2022, Grudzień10 - 0
- 2022, Listopad6 - 0
- 2022, Październik15 - 0
- 2022, Wrzesień9 - 0
- 2022, Sierpień21 - 0
- 2022, Lipiec19 - 0
- 2022, Czerwiec21 - 0
- 2022, Maj29 - 0
- 2022, Kwiecień23 - 0
- 2022, Marzec31 - 0
- 2022, Luty8 - 0
- 2022, Styczeń11 - 0
- 2021, Grudzień15 - 0
- 2021, Listopad4 - 0
- 2021, Październik28 - 0
- 2021, Wrzesień18 - 0
- 2021, Sierpień22 - 0
- 2021, Lipiec30 - 0
- 2021, Czerwiec24 - 0
- 2021, Maj23 - 0
- 2021, Kwiecień25 - 0
- 2021, Marzec26 - 0
- 2021, Luty16 - 0
- 2021, Styczeń8 - 0
- 2020, Grudzień10 - 0
- 2020, Listopad6 - 0
- 2020, Październik23 - 0
- 2020, Wrzesień22 - 0
- 2020, Sierpień20 - 0
- 2020, Lipiec42 - 0
- 2020, Czerwiec25 - 0
- 2020, Maj19 - 0
- 2020, Kwiecień41 - 0
- 2020, Marzec25 - 0
- 2020, Luty16 - 0
- 2020, Styczeń24 - 0
- 2019, Grudzień17 - 0
- 2019, Listopad18 - 0
- 2019, Październik23 - 0
- 2019, Wrzesień16 - 0
- 2019, Sierpień6 - 0
- 2019, Lipiec5 - 0
- 2016, Marzec2 - 2
- 2016, Luty5 - 8
- 2016, Styczeń2 - 6
- 2014, Listopad4 - 10
- 2014, Październik5 - 14
- 2014, Wrzesień5 - 5
- 2014, Sierpień13 - 28
- 2014, Lipiec9 - 15
- 2014, Czerwiec13 - 34
- 2014, Maj13 - 29
- 2014, Kwiecień6 - 10
- 2014, Marzec9 - 19
- 2014, Luty8 - 15
- 2014, Styczeń7 - 24
- 2013, Grudzień8 - 16
- 2013, Listopad3 - 8
- 2013, Październik11 - 26
- 2013, Wrzesień7 - 10
- 2013, Sierpień9 - 18
- 2013, Lipiec8 - 26
- 2013, Czerwiec9 - 31
- 2013, Maj8 - 22
- 2013, Kwiecień9 - 41
- 2013, Marzec7 - 26
- 2013, Luty5 - 31
- 2013, Styczeń5 - 51
- 2012, Grudzień5 - 20
- 2012, Listopad7 - 20
- 2012, Październik6 - 31
- 2012, Wrzesień5 - 29
- 2012, Sierpień7 - 31
- 2012, Lipiec3 - 8
- 2012, Czerwiec5 - 12
- 2012, Maj4 - 13
- 2012, Kwiecień2 - 6
- 2012, Marzec2 - 2
- 2012, Luty2 - 8
- 2011, Grudzień4 - 8
- 2011, Listopad1 - 3
- 2011, Sierpień2 - 9
- 2011, Czerwiec2 - 4
- 2011, Maj1 - 0
- 2011, Kwiecień1 - 1
- 2011, Marzec1 - 2
- 2011, Styczeń1 - 0
- 2010, Grudzień1 - 0
- 2010, Listopad1 - 0
Dane wyjazdu:
68.94 km
32.00 km teren
04:20 h
15.91 km/h:
Maks. pr.:58.90 km/h
Temperatura:17.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:1830 m
Kalorie: kcal
Magurka w dość teamowo okrojonym składzie.
Niedziela, 22 września 2013 · dodano: 28.10.2013 | Komentarze 3
Po Beskidzie Żywieckim ponownie powróciłem w mój ulubiony Beskid Mały. Hehe oczywiście w teren :). Tym razem postanowiłem pokręcić coś z chłopakami z team'u ( bbRiderz ) bo co chwilę mi zarzucali, że ich olewam... Tym razem to oni mnie olali ;) - na umówioną ustawkę zgłosił się tylko Marcin. W zasadzie już w sobotę wiedziałem, że odzew będzie raczej kiepski stąd też na przedzie zaproponowałem dość rozsądną porę startu ( jak na niedzielę ) bo 11 :). W końcu w niedzielę wypadałoby się choć trochę wyspać ;). Oczywiście na jedenastą miałem być w Bielsku, a dokładnie w Straconce, jednak ja wyruszyłem po 9-tej bo postanowiłem jeszcze po drodze zaliczyć Gaiki... A tak na rozgrzewkę ;). Na Gaiki wjechałem klasycznie zielonym szlakiem, wpierw pokonując niezłą, asfaltową ściankę na Nowy Świat ( fragment niebieskiego szlaku z Międzybrodzia Bialskiego ). Powiem szczerze - krótko ale jakże treściwie, młynek musiał być :). Z Gaików zjazd czerwonym szlakiem do Straconki, gdzie czekał już na mnie Marcin. Lubię ten odcinek - jest technicznie, jest urozmaicono, jest fun :).
Hrobacza Łąka w chmurach./i]

[i]Na zielonym...

Czupel również zasłonięty chmurami.
Jako że po szybkim musi być wolne a po downhillu musi być uphill, przyszła pora na zdobywanie Magurki Wilkowickiej. Wybraliśmy z Marcinem całkowicie przejezdną i łatwą opcję a mianowicie czerwony szlak ze Straconki. Poza w zasadzie jedną asfaltową ścianką, wyjeżdża się dość łagodnie, trawersując zboczem Magurki.


Piękna panorama Bielska :).

Po krótkiej przerwie w schronisku zaczęliśmy część przyjemniejszą a mianowicie zjazd czarnym szlakiem do Łodygowic. Jakoś nie wiem dlaczego ale jechałem dość asekuracyjnie - wolniej niż zazwyczaj. Może było to przyczyną agonalnego stanu amora, może wiek mnie już nie puszcza ;) a może miałem gorszy dzień?? Nie mam pojęcia...


Awaria przesądzająca a dalszych planach.
W okolicach Skały Czarownic Marcinowi pękł i wykrzywił się konik w przerzutce :(. Po naprostowaniu dało się jechać ale istniało spore prawdopodobieństwo wkręcenia przerzutki w szprychy stąd też nasz plan ataku Skrzycznego legł w gruzach :/. W zasadzie mogłem jechać sam ale...to już nie to samo. Zatem po zjechaniu ze szlaku wróciliśmy asfaltami do Bielska, gdzie pożegnałem się z Marcinem po czym postanowiłem nabić trochę metrów w pionie i ponownie wjechać na Magurkę czerwonym szlakiem ze Straconki. Heheh mnie to zawsze mało :D. No co tu dużo gadać: teren jest zawsze lepszy niż asfalt :). W zasadzie na sam szczyt Magurki po raz drugi nie wjechałem bo wbiłem się na żółty szlak do MIędzybrodzia Bialskiego. To był chyba najgorszy i najmniej przyjemniejszy dowhill... Nie dość, że amor w zasadzie nie działał, to jeszcze hample się tak zapowietrzyły, że prawie nic nie hamowały. Po prostu makabra - serce w dupie i totalny brak amortyzacji. Po tym jakże nie komfortowym zjeździe musiałem chwilę ochłonąć...Powrót do domu już stricte asfaltem - hehe nie zniósł bym już więcej nierówności ;).
Kategoria Beskid Mały
Dane wyjazdu:
95.00 km
50.00 km teren
08:02 h
11.83 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:16.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:2600 m
Kalorie: kcal
"Kuba...Przejaśnia się!!!!" Czyli Jałowcowe brodzenie w błocie ;)
Poniedziałek, 16 września 2013 · dodano: 24.10.2013 | Komentarze 3
Po jakże "długiej "delegacji" ( 4 dni ;) ) i kiepskim pogodowo weekendzie naszła mnie straszna ochota na PURE MTB :). Poza tym przed kolejną delegacją trzeba było odpowiednio naładować baterie :). Już w niedzielę z k4r3l'em zaplanowaliśmy wspólnego tripa w tereny dotąd dla nas nie znane. Wstyd się przyznać ale na Jałowcu jeszcze żaden z nas nie był a przecież jest tak niedaleko :/. Kuba zasięgnął troszkę info od naszego wspólnego znajomego Olafa, który to idealnie przedstawił trasę, opisując z najmniejszymi szczegółami. Prognozy nie były za optymistycznie ale ja już chciałem się porządnie sponiewierać w błocie i ogólnie mówiąc mokrych warunkach. Zatem ruszyliśmy :). Na pierwszy ogień poszła Pańska Góra nad Andrychowem, później namiastka zielonego szlaku w stronę Leskowca. Jednak na sam Leskowiec a dokładnie Groń Jana Pawła II wjechaliśmy szlakiem serduszkowym/czarnym z Rzyk Jagódek. To była taka rozgrzewka przed samym Jałowcem :).K4r3l ostro kręci na fajnym singielku pod Groniem JP II.

Na sam szczyt Leskowca już nie wjeżdżaliśmy, szkoda było czasu a poza tym... hehe to miejsce nie jest nam obce :). Zjazd do Krzeszowa już genialnym czerwonym szlakiem. Przyznam się, że już dwukrotnie nim jechałem w drugą stronę ale w dół - nigdy. Po prostu bajka!! Szkoda tylko, że miałem lekką blokadę spowodowaną kiepskimi hamplami bo zapewne jechałbym dużo szybciej :). W Krzeszowie...No cóż...Pogoda się z deczka zmieniła - mgliście, pochmurno i widać było, że musiało niedawno ostro lać. Co ciekawe po drugiej stronie pasma suchuteńko i nawet momentami świeciło słońce. Planowo do Stryszawy mieliśmy jechać niebieskim ( asfaltowym ) szlakiem lecz ostatecznie wybraliśmy czarny, bardziej terenowy. Nota bene bardzo przyjemny odcinek, może mało wymagający ale kręciło się bardzo fajnie. Podczas już samego zjazdu do Stryszawy dopadł nas...deszcz - tzw pierwsza fala. A dlaczego pierwsza??? Hehe bo było ich więcej :). Rozlało się dość porządnie, do tego jeszcze nie wyglądało, żeby się miało coś poprawić :/. Dłuższa przerwa i rozkmina co dalej...Jednak postanowiliśmy zaryzykować i jechać dalej :).

Hehe atrakcje na trasie :D.

Dzięki bogu się przejaśniło i mogliśmy się troszkę podsuszyć a przy okazji uzupełnić baterie wcinając ma się rozumieć banany ;). Dalej pokręciliśmy niebieskim szlakiem w stronę Przełęczy Przysłop. Również bardzo fajny odcinek, takie "miż maż" terenu i szosy, downhillu i uphillu. Tam dopadła nas...II FALA!!. Hehe nie ma jak jazda w deszczu po mega grząskim terenie!!! Tego mi trzeba było - upodlić się na maxa :). Niestety minusem takiej przyjemności był spory ubytek mocy - śliskie/grząskie podjazdy pochłaniały mnóstwo siły. Mimo wszystko fan był a to najważniejsze :). Oczywiście podczas ulewy padł mi licznik - niestety nie jest wodoszczelny - stąd też dane są orientacyjne :/.

Po wjechaniu na Przełęcz Przysłop pogoda zaczęła się poprawiać. Od tej pory jechaliśmy trasą wyznaczoną przez Olafa. Nie kręciliśmy żółtym szlakiem na Jałowiec tylko boczną, pożarową,leśną drogą. Przypominało mi to trochę trasy po czeskiej stronie, w okolicach Ostrego czyli łagodnie, szutrowo, bez większego wysiłku.
Następnie wbiliśmy się na krótki odcinek zielonego szlaku, który doprowadził nas żółtego, tego który już bezpośrednio prowadzi na sam szczyt Jałowca. Samym żółtym jechało się bardzo fajnie: były piękne widoczki na Babia Górę, Policę, było słońce..hehe co najważniejsze :).
Kuba zapatrzony w GÓRĘ MATKĘ :).
A tu już sama Góra Matka!!
Na Przełęczy Opaczne zjechaliśmy do schroniska by odpowiednio podładować bateryje ;). Powiem szczerze: bardzo sympatyczne schronisko!! Po pierwsze pięknie położone; po drugie bardzo miła obsługa i odpowiednie ( jak przystało na prawdziwe schronisko ) porcje posiłków a po trzecie urocze kocięta pląsające wokół budynku. Hehe jeden nawet mi przewrócił aparat podczas robienia zdjęcia " rodzinnego" ;).

Po przejechaniu może 100 metrów wiedzieliśmy, że bez III fali się nie obędzie...Z braku czasu musieliśmy skrócić pierwotną trasę, która zakładała ominięcie ataku zółtym szlakiem na sam szczyt Jałowca. Byliśmy zmuszeni właśnie wjeżdżać, a dokładnie w większej części wypychać bike'i owym żółtym szlakiem. Nie dość że stromo to jeszcze mega ślisko :/.

A na szczycie....Mleko jak cholera, zerowa widoczność choć wyglądało na to, że miejscówka ma potencjał widokowy. Szybkie foto i zjazd niebieskim i żółtym szlakiem do Stryszawy Górnej. Oj był to mega śliski downhill. W pewnym momencie zrobiło mi się ciepło, gdy na stromiźmie przednie koło wpadło mi w poślizg. Jakimś cudem utrzymałem się na bike'u ale od tej pory jechałem bardzo asekuracyjnie. Żółty szlak jakoś nam się zgubił ale nie przejmując się tym cinęliśmy ostro w dół szeroką, szutrową, leśną drogą, pełną sympatycznych zakrętasów :).

Za ciepło na szczycie nie było :/.
Ze Stryszawy ponownie pokręciliśmy do Krzeszowa lecz już inną trasą - czerwonym szlakiem rowerowym :). Z Krzeszowa asfaltami dojechaliśmy do Tarnawy Górnej, gdzie wbiliśmy się na niebieski szlak na...Leskowiec!! Hehe nie ma to jak jednego dnia zaliczyć podwójnie jeden z wyższych szczytów Beskidu Małego. Ja niestety na tym odcinku odczuwałem już pierwsze oznaki zmęczenia. Chyba za mało jadłem i przeliczyłem się z trasą. Poza tym trudne warunki na szlakach też zrobiły swoje. Przy samym schronisku zaliczyłem nawet śmiesznie wyglądającą glebę - hehe jakoś ze zmęczenia zapomniało mi się, że mam kopyta wpięte w spd-ki :D. Tym razem zjazd z Gronia JP II już w prawie w całości czarnym szlakiem - hehe tak na koniec troszkę technicznego zjazdu. Przed Andrychowem zacząłem już totalnie opadać z sił, rzekłbym odcinało mnie już porządnie. Przerwa w sklepie - Kuba kupił złocistego Żywca a ja dwa jabłka...A tak jakoś poczułem nieopartą potrzebę wszamania tegoż owocu!! I co ciekawe postawiło mnie to na nogi!!! Zmęczenie poszło w pizdu i niczym młody bóg popedałowałem do domu. Hehe wtedy to poznałem wspaniałe właściwości tego jakże popularnego owocu. Nie omieszkałem oczywiście tego sprawdzić jeszcze w innych okolicznościach ale o tym już w następnych wpisach ;).
Beskid Mały widziany z Krzeszowa.

Singielek pod Groniem JP II.
P.S. A dlaczego taki tytuł?? Bo te hasło co chwilę pojawiało się na naszych ustach. Oczywiście było to złudne marzenie :D
Kategoria Beskid Mały, Beskid Żywiecki
Dane wyjazdu:
28.80 km
7.00 km teren
02:26 h
11.84 km/h:
Maks. pr.:50.40 km/h
Temperatura:20.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:1178 m
Kalorie: 1570 kcal
Uphillowo w Beskidzie Małym :)
Niedziela, 15 września 2013 · dodano: 16.10.2013 | Komentarze 3
Jak już pisałem wcześniej, po zjedzeniu niedzielnego obiadu, po niespełna 2,5 godzinnym śnie ruszyłem w drugiego "tripa" ;). Tym razem miał by sam teren, miałem być ja i Beskid Mały :). Trasę budowałem w zasadzie na bieżąco. Pewne było tylko jedno: wjazd moją standardową trasą na Trzonkę. Hehe potrafi ten odcinek odpowiednio rozgrzać ;). Następnie pokręciłem żółtym szlakiem na Złotą Górkę. Tam też, na samym początku szlaku, jest fajny podjeździk, na którym namiętnie uślizguje mi koło i nie pokonuję go bez postoju. Milion prób i zawsze to samo, choć tym razem zabrakło mi może dwóch metrów :/.Tak dobrze jechało mi się żółtym szlakiem, że zjechałem nim do końca. Bardzo fajny odcinek, szczególnie zjazd z pod Złotej Górki - techniczny i szybki :). Później nastąpiła chwila rozkminy co dalej, hehe. Postanowiłem znaleźć pewną drogę prowadzącą do zielonego szlaku schodzącego do Przełęczy Targanickiej. Jakoś dziwnym trafem , na wyczucie znalazłem ową drogę :). Oj pewien odcinek dał w kość - mam na myśli ulice Wesołą i jej w zasadzie zakończenie. Oj potu się sporo wylało. Po tym jakże miłym uphillu wjechałem na zielony szlak na...Kocierz :). Tam też pod górkę :). Ku zdziwieniu nóżka podawała jak ta lala mimo, że już parę stromych podjazdów zaliczyłem. Na Kocierzu postanowiłem zjechać czarnym szlakiem do tzw. Nowej Wsi czyli przysiółka Targanic.
Zdjęć niestety mało, gdyż skupiałem się na pedałowaniu :).
Bardzo fajny zjazd: raz szeroka droga, koryto, a raz leśna ścieżka :). Po tej, w większości terenowej części odcinka, przyszła pora na trochę asfaltu czyli uphill w stronę Przełęczy Targanickiej. Jednak na sam czubek nie wjechałem bo postanowiłem skręcić z dogi "głównej" na ulicę Złota Górka. Hehe to był dopiero wyciskacz potu :). Przyznam się bez bicia, że jest tam o wiele stromszy podjazd niż ostatni fragment pod Targanicką. Z ulicy Złota Górka ponownie wbiłem się na zielony szlak by do domu wrócić prawie tą samą drogą ( co na Trzonkę ).
Powiem tak: patrząc na ilość wykręconych kilometrów to szału nie ma ale jeśli dodamy do tego metry w pionie to robi się już dużo ciekawiej :). Po prostu krótko ale jakże treściwie :). Nie sądziłem nawet, że zaledwie za płotem mam takie genialne tereny do krótkich treningów. Szkoda tylko, że nie ma fajnych singli :/ ale i tak idzie się porządnie sponiewierać :).
A tutaj mam linka do mapki.
Zamieszczę jeszcze mapkę z navime ale widać na niej spore różnice w przewyższeniach.
Kategoria Beskid Mały
Dane wyjazdu:
16.00 km
3.00 km teren
00:55 h
17.45 km/h:
Maks. pr.:45.00 km/h
Temperatura:18.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: 80 m
Kalorie: kcal
Próbowo z namiastką terenu ;)
Niedziela, 15 września 2013 · dodano: 16.10.2013 | Komentarze 0
Delegacja minęła - nastał weekend...A był to weekend imprezowy :). W sobotę balowałem u siostry na urodzinach i trochę mi zeszło - w domu byłem przed 6 rano :). Co najlepsze na 10 byłem umówiony z chłopakami z kapeli na próbę więc za długo nie pospałem :D. By się odpowiednio obudzić postanowiłem dojechać na bike'u. To był strzał w dziesiątkę - zmęczenie i niewyspanie minęło w momencie. Na samą próbę jechałem standardowo, czyli asfaltami. Jednak z powrotem zmieniłem troszkę trasę by wbić się na jeszcze przeze mnie nie jechaną drogę.

Wjechałem w las, tzw. Bulowicki Las. Przez owy drzewostan prowadziła dość szeroka, kamienista droga jednak ja po przejechaniu może kilometra postanowiłem poeksperymentować i wjechać w leśną ścieżkę. Do końca nie wiedziałem, gdzie ona mnie zaprowadzi ale jest ryzyko, jest zabawa. Oczywiście ścieżka skończyła się na skraju lasu w czyjejś bramce. Zatem postanowiłem jechać wzdłuż linii lasu, w większości przedzierając się przez chaszcze. Tak mi się spodobało, że po szybkim obiedzie znowu dosiadłem Białego Rumaka i ruszyłem...ale to już w następnym wpisie :P.
Kategoria CO do zasady asfalt
Dane wyjazdu:
12.89 km
0.00 km teren
00:41 h
18.86 km/h:
Maks. pr.:53.46 km/h
Temperatura:13.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:515 m
Kalorie: kcal
Po...auto na Kocierz
Poniedziałek, 9 września 2013 · dodano: 15.10.2013 | Komentarze 0
Po weekendowym weselichu trza było w końcu skoczyć po auto na Kocierz. A jaki jest najlepszy sposób na KACa??? Uphillowa praca :). Stąd też dosiadłem Białego Rumaka i kacowym tempem pokręciłem w stronę weekendowych pijatyk ;) Kategoria CO do zasady asfalt
Dane wyjazdu:
47.27 km
0.00 km teren
01:59 h
23.83 km/h:
Maks. pr.:56.88 km/h
Temperatura:16.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:741 m
Kalorie: 1507 kcal
Do i z pracy + porada u Remika
Środa, 4 września 2013 · dodano: 09.10.2013 | Komentarze 0
No co tu dużo pisać - zwykła traska do i z pracy. No może z deczka wzbogacona o krótkie odwiedziny w sklepie Remika Cioka w celu zapytania w sprawie dziwnych odgłosów dochodzących z tylnego koła i porobocze pifko :). Kategoria CO do zasady asfalt
Dane wyjazdu:
24.63 km
0.00 km teren
00:53 h
27.88 km/h:
Maks. pr.:56.43 km/h
Temperatura:16.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:217 m
Kalorie: 849 kcal
na meczyka...
Wtorek, 27 sierpnia 2013 · dodano: 09.10.2013 | Komentarze 0
Krótki trip, oj krótki!! W zasadzie takie rozprostowanie kości wieczorową porą :). A że akurat Legia grała mecz z Steaua Bukareszt, a że nie chciało mi się samemu oglądać, postanowiłem coś po kręcić a później wbić się do Pubu Chillout na bielskim ZWM-ie na transmisję "widowiska" :D. Na wstępie ugadałem się przez "twarzoksiążkę" na przechowanie bike'a w pubie by nikt mi podpierdzielił Białego Rumaka. No niestety wyszło jakieś małe nieporozumienie i barmanka nic nie wiedziała o mojej umowie. Hehe dzięki bogu mam znajomości u konkurencji więc udało mi się spokojnie przechować rower na czas meczu :). A wracając jeszcze do samej trasy dojazdu to w zasadzie nie było to nić szczególnego - zwykła asfaltowa trasa - choć starałem się omijać główne drogi :).
Pifko w Opium© jakubiszon
Po meczyku, lekko zniesmaczony grą "warszawiaków", poszedłem po bike'a do Opium a przy okazji wlałem jeszcze jedno piwko i ruszyłem, już niestety, głównymi drogami. Hehe na szczęście o tej porze ju nie ma dużego ruchu więc można śmiało kręcić,
Kategoria CO do zasady asfalt
Dane wyjazdu:
19.29 km
0.00 km teren
00:46 h
25.16 km/h:
Maks. pr.:52.00 km/h
Temperatura:20.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:255 m
Kalorie: kcal
Do pracy...
Niedziela, 25 sierpnia 2013 · dodano: 23.09.2013 | Komentarze 0
Ostatni trip z serii "krótko do pracy". Następne, o ile będą, to już zapewne duuużo dłuższe :), hehe czyli normalnie :D.P.S. Skąd mi się wzięło tyle metrów w pionie to już sam nie wiem :D. Przecież tam jest płasko jak cholera :D
hehe kawałek idealnie ilustruje tempo jakim jechałem do pracy...Hehe zaspało mi się na...10-tą :D :D
Kategoria CO do zasady asfalt
Dane wyjazdu:
80.43 km
0.00 km teren
03:23 h
23.77 km/h:
Maks. pr.:79.74 km/h
Temperatura:20.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:1400 m
Kalorie: 2669 kcal
Na próbę... - wersja long :)
Sobota, 24 sierpnia 2013 · dodano: 19.09.2013 | Komentarze 2
Kolejny wypad z cyklu " Na próbę..." jednak tym razem w wersji dłuuuuższej :). A dlaczego??? Już tłumaczę: zdarzyło mi się na tydzień zamieszkać w Jasienicy :). Oczywiście mogłem pojechać autem ale że była tak piękna pogoda, grzechem byłoby jej odpowiednio nie wykorzystać :). Stąd też dosiadłem Białego Rumaka i pomknąłem przez Międzyrzecze Górne, Mazańcowice i Kozy do Kęt by pograć coś z chłopakami. Kręciło mi się wybornie, noga podawała idealnie. Oczywiście się trochę spóźniłem ale było to efektem...hehe dłuższego pospania :). Podczas próby dostałem zaproszenie na rodzinny, sobotni obiadek więc z chęcią skorzystałem i zahaczyłem jeszcze o dom :).Obiad niestety mnie rozleniwił i jakoś nie chciało mi się wracać do Jasienicy. Jednak pierwsze kręcenia korbą, przywróciły mi chęci i postanowiłem wracać przez Przegibek, tak żeby były jakieś metry w pionie :). Sam podjazd za szybko mi nie poszedł ale też wcale nie miałem zamiaru pobijać czasu uphill'u - miał to być z założenia rekreacyjny odcinek. Za to udało mi się pobić mój dotychczasowy rekord prędkości :) :). Hehe slick'i jednak robią dobrą robotę :). Oczywiście nie omieszkałem odwiedzić bielskiej PROmenady - jak zawsze brak znajomych :/ choć ludu było od groma. Po drodze zahaczyłem jeszcze o sklep. Hahah gdybyście mnie widzieli jak ja wracałem z pełną reklamówą zakupów!!! Po prostu jedna wielka komedia :D. I tak oto na 3 raty wyszło mi 80 kilometrów :)
Nie ma zdjęć - jest muzyczka :)
Kategoria CO do zasady asfalt
Dane wyjazdu:
208.02 km
76.00 km teren
11:11 h
18.60 km/h:
Maks. pr.:70.40 km/h
Temperatura:25.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:2960 m
Kalorie: kcal
Lysa Hora Expedition 2013 - teamowo :)
Niedziela, 18 sierpnia 2013 · dodano: 08.10.2013 | Komentarze 4
...W końcu trzeba się zabrać za zaległe wpisy...Na wstępie powiem, że dokładnego opisu trasy nie będzie ( mam na myśli kolorów szlaków ) ponieważ mam jakieś takie dziwne usposobienie, że jeśli ja nie planuję/buduję trasy to nie zwracam na nią dokładnej uwagi w trakcie. Po prostu jadę za resztą :). Czy to jest dobre czy złe to nie mnie oceniać - tak już mam. Wyjątkiem jest tylko sytuacja, gdy w trakcie dokonujemy wspólnych zmian. Ale aż tak strasznie nie będzie :D. Coś tam pamiętam ;). Aaaa dokładny opis trasy zamieścił na swoim bikelogu Marek ( opis ).
To może zacznę od początku...:). Podczas mojego symulowanego L4 ( próba zmiany pracy ) ktoś ( nie pamiętam już kto ) z ekipy bbRiderZ wpadł na szatański pomysł tripu na najwyższy szczyt Beskidu Śląsko-Morawskiego tj. Lysej Hory (1324 m.n.p.m.). Nie ukrywam, że plan mi się bardzo spodobał: po pierwsze - planowałem powrócić po raz drugi w te rejony, a po drugie miało być jak najwięcej jazdy w terenie. Zatem zapowiadała się ciekawa wyprawa. A żeby było jeszcze piękniej, mieliśmy dodatkowo przewodnika ( Marka ), który zna te tereny jak własną kieszeń :).
Za miejsce zbiórki ustaliliśmy parking przy stadionie w Wapienicy i magiczną godzinę 7.00. Nie ukrywam, że w moim przypadku jest to dość wczesna pora, zważywszy na fakt, że do Wapienicy mam ponad godzinę kręcenia. Jednak tym razem postanowiłem się nie spóźnić :D. Hehe wyjechałem jeszcze przed wschodem słońca
Wchód słońca a ja już na bike'u :).
Niestety jakoś sobie źle obliczyłem czas dojazdu i byłem dużo za wcześnie :/. Hehe albo noga podawała za dobrze :D. Punk 7 w składzie 6 osobowym ruszyliśmy na w stronę Ustronia. W Jaworzu dołączył do nas Marek i tak oto w pełnym składzie pokręciliśmy w stronę granicy. Po drodze oczywiście sporo rozmów, śmiechów i wspomnień z poprzednich tripów. Kręciło się wybornie :). Nie omieszkaliśmy oczywiście zaliczyć...(patrz tabliczka niżej ) ;).
Jak wiadomo owa trasa górska to klasyczna bułka z masłem - hehe szlak chyba dla emerytów bo nic trudnego tam nie było :). Po przejechaniu przez granice moja orientacja w terenie się totalnie straciła. Jeszcze okolice Nydka w miarę kojarzyłem ale dalej to już totalna czarna dziura. Dzięki bogu mieliśmy przewodnika, który dzielnie nas prowadził po czeskich drogach, szlakach :).
Dla takich panoram warto jechać tak daleko - Pasmo Stożka i Czantorii.
Co mnie bardzo zaintrygowało to czeskie szlaki są idealnie przystosowane dla bikerów - szerokie szutrowe ścieżki/drogi. Z jednej strony fajnie bo nie trzeba katować się na luźnych kamieniach ale z drugiej strony na dłuższą metę robi się nudnie ;). Hehe nie no żartowałem :D. Jechało się super!! Na jednej z polan urządziliśmy sobie leśny popas - hehe mam na myśli obżarstwo ostrężynami i borówkami... w moim wykonaniu :). Dalej ruszyliśmy w stronę Ostrego, gdzie raptem zrobiliśmy sobie bardzo krótką na foto .
Podczas jednego z podjazdów na Slavice Marek zerwał łańcuch. Ekipa się trochę podzieliła - część pojechała dalej a część została i czekała aż Marek dokona serwisu swojego napędu. Hehe trzeba było trochę przycisnąć, żeby dogonić resztę :). Po drodze spotkaliśmy jednego z uczestników tegorocznego Tour de Babia - Zakopane Edition - Waldka. Jednak on wraz z kumplem nie dołączyli do naszej wesołej gromadki - postanowili jechać w przeciwną stronę. A żeby nie było tak szutrowo-asfaltowo, wjechaliśmy w trochę cięższy teren - z tego co pamiętam to był to czerwony szlak graniczny między Czechami a Słowacją. Bardzo fajny odcinek z licznymi technicznymi fragmentami.
Pomału nasz cel ukazywał się na horyzoncie.

Gdzieś na czerwonym granicznym szlaku.
Coraz bliżej...
Pomysł Piasqa na transport izo :D.
Żeby tak kolorowo nie było, to ktoś musiał złapać kapcia - tym razem padło na Grześka.
Marek ostro kręci pod górę.
Po dojechaniu do asfaltu prowadzącego na szczyt Lysej Hory podzieliliśmy się na dwie grupki: jedna wybrała wariant łatwiejszy a mianowicie uphill asfaltem, natomiast druga ( w tym ja, Piseq i Marek ) wersję terenową - czerwonym szlakiem. Mnie niestety pokończyły się zapasy picia i uphill szedł mi kiepsko. Wraz z Markiem po pierwszym przecięciu szlaku z asfaltem postanowiliśmy wjeżdżać już wersją łatwiejszą. Piaseq jednak dalej pruł terenem do góry. Przyznam się, że to był mój drugi uphill na ową górę i po raz drugi miałem przyjemność robić go w niezłym upale. Jakoś widać mam szczęście :D.
A na szczycie "popas" :). Upragniona przerwa na obiad :). Choć przyznam się, że na obfite porcje w tamtejszej knajpce nie ma co liczyć - zupy są podawane w w mini talerzykach/salaterkach. Jedynie co się opłacało kupić to spaghetti. Ja podczas uphillu marzyłem tylko o jednym - coca-coli. No niestety ten koncern nie
ma za dużej sprzedaży w tym raju - totalny brak produktów na półkach. Więc przyszło mi marzyć dalej o zimnej coli... Na szczycie ustawowe zdjęcie grupowe i trzeba było zjeżdżać bo czas gonił.


Grupowo - bez Piasqa bo on już zjeżdżał :)
Podczas zjazdu doszło do małego podziału - Piaseq wybrał trudny, techniczny zjazd natomiast my fajny trawers dużo łatwiejszą trasą ale za to szybszą :). Jednak rozłąka nie trwała długo bo może 15 minut :D. Później już razem leśnymi duktami zjechaliśmy do asfaltu by dalszą część trasy pokonywać po utwardzonej nawierzchni. Marek idealnie nas prowadził omijając ruchliwe drogi. Jeszcze po czeskiej stronie postanowiliśmy "ostudzić" nogi...i nie tylko :)
W Lesznej zrobiliśmy postój na uzupełnienie płynów i na pożegnanie się z naszym przewodnikiem. WIELKIE DZIĘKI MAREK!!!! Następnie spokojnym tempem ruszyliśmy w stronę Bieska. Oczywiście przewidzieliśmy fakt, że wrócimy po zmroku wiec w okolicach Jaworza trza było zainstalować oświetlenie.

Do Bielska dotarliśmy po 21-tej. Ja z racji, że byłem nieziemsko głodny postanowiłem odwiedzić jeszcze Stary Runek i wszmać kebaba. Po naładowaniu baterii ruszyłem w stronę domu by otworzyć wrota ok. godziny 22.
Reasumując: To była piękna wyprawa, wymagająca ale za bardzo przyjemna. Niestety dałem trochę ciała z zaopatrzeniem ale...mądry Polak po szkodzie :D. Wielkie dzięki Marzen i chłopaki za wspólny trip!!!! Było genialnie!!! Do następnego :)
P.S. I znowu 200 kilometrów pyknęło :). Aaa jestem mile zaskoczony ogromną liczbą spotkanych bikerów po drodze. Można by rzec, że jest ich jak mrówek :D.
Kategoria Międzynarodowo, Beskid Śląsko-Morawski
